Blog > Komentarze do wpisu

Bo wpis był za długi: Lód raz jeszcze


Po raz kolejny powraca Dukaj w Lodzie do tematu, który pasjonował go w Innych pieśniach, a mianowicie
lód i kamienie do kwestii tożsamości jednostki. W świecie Innych pieśni o wyglądzie, cechach i de facto naturze danej osoby współdecydowały warunki zewnętrzne: obecność potężnych osoobowości kratistosów kształtowała lub łamała charaktery, zmieniała wygląd zewnętrzny, ograniczała lub wzmacniała siłę woli; główny bohater tamtej pamiętnej, a moim zdaniem wciąż najlepszej, powieści Dukaja był bohaterem właśnie dlatego, że w godzinie klęski nie ugiął się przed wolą najpotężniejszego z kratistosów. Trochę podobnie jest w Lodzie; tutaj także większa część potężnej filozoficznej debaty, która wypełnia pierwsze kilkaset stron powieści, debaty ujętej to w formę dialogów Gierosławskiego z innymi podróżnikami w Ekspresie Transsyberyjskim, to w monologi wewnętrzne bohatera, poświęcona jest właśnie problemowi tożsamości, a raczej – tejże tożsamości nieistnieniu. Ani inne postaci, ani czytelnik, nie znają prawdy o Gierosławskim, ani nawet sam Gierosławski tak naprawdę nie wie, kim jest. Na początku podróży, sam w przedziale, Gierosławski pije za Benedykta Gierosławskiego, jakim się będzie wśród tych, co nie znają Benedykta Gierosławskiego! (s. 57). Fakt, że on i druga postać bez tożsamości, panna Jelena, wymieniają się kilkakrotnie wewnętrznie sprzecznymi opowieściami o życiu, tworząc po kilka prawdopodobnych własnych biografii, tylko przyczynia się do wzmożenia tej niepewności.

Filip Gierosławski, ojciec głównego bohatera, który – nawet kiedy nie jest obecny jako postać w bezpośredniej akcji – góruje swoją rolą i znaczeniem nad wszystkimi innymi postaciami. Dla Benedykta jest jednocześnie obiektem podziwu, tęsknoty (ojciec-zesłaniec, nigdy nieobecny), nienawiści (przypadkowy (?) zabójca jego małej siostrzyczki, własnej córki), a zarazem – powodem jego misji. Filip Gierosławski na Syberii ponoć rozmawia – jako pierwszy i jedyny człowiek – z lutymi, jest postrzegany przez władze rosyjskie jednocześnie jako znany geolog, niebezpieczny rebeliant, być może polski nacjonalista, a przede wszystkim – groźny heretyk, zwolennik Marcyna, a przy tym – człowiek-zagadka, którego losów i miejsca pobytu nikt nie jest w stanie ustalić. Z drugiej strony jest on postrzegany jako nieomal mesjańska postać, zwany Ojcem Mrozem przez swoich zwolenników. Kilkakrotnie sugeruje Dukaj, że marcynowcy postrzegają Benedykta w relacji do Filipa podobnie jak Jezusa w relacji do Boga Ojca. Spotkanie Benedykta z Filipem – spotkanie w lodzie, Ojca Mroza z Synem Lodu, dowodzi jednak, że porozumienie między nimi jest niemożliwe. Odtąd, wolny od cienia ojca, choć to dla niego wstąpił na Drogi Mamutów, może Benedykt pójść własną, odrębną drogą.

W historii Benedykta jako najważniejsze punkty odniesienia pojawia się kilka postaci: obok ojca także zastępczy ojciec - Nicola Tesla, pan Porfiry Pocięgło – późniejszy premier Stanów Zjednoczonych Syberii oraz, przede wszystkim, panna Jelena Muklanowiczówna. Panna Jelena to w ogóle jest ciekawa postać: podobnie jak wcześniej Szulima w Innych pieśniach, także i ona od pewnego momentu wyrasta z kobiety na Kobietę, na archetyp: wcielenie zmienności i nieprzewidywalności, a zarazem stałości i wierności, słabości i siły, utrapienia i pomocy niezbędnej, by móc w ogóle funkcjonować; nigdzie nie jest to tak wyraźne, jak w kończącej powieść konwersacji Jeleny z Benedyktem.

Dukaj zrobił do tej książki absolutnie imponujący research, i nie chodzi mi tylko o Józefa Piłsudskiego mówiącego, w większości przypadków, swoimi własnymi słowami. Pojawiające się w powieści wielokrotnie nawiązania do prac Kotarbińskiego, do rosyjskich filozofów i mistyków, wreszcie - do polskich intelektualistów i pisarzy, działających na Syberii, którym niejednokrotnie dopisuje autor fikcyjne późniejsze losy (patrz Wacław Sieroszewski w wersji a la Dukaj) - wszystkie one konkretyzują alternatywny świat powieści, konkretyzując go i uhistoryczniając, związując setkami niewidzialnych niteczek z naszą rzeczywistością.

Czytelnik, który dostaje do ręki powieść o krainie wiecznej zimy, mógłby spodziewać się opisu rzeczywistości sterylnej, czystej, zimnej, w której wszelki brud, wszelka nieczystość zniknęły pod bielą śniegu, diamentową gładkością lodu. Nic z tych rzeczy: świat Lodu jest tak brudny i cielesny, tak pełen nieczystości i choroby, cierpienia i smrodu, jak w żadnej innej powieści autora. Od tłustego brudu, którym zarastają ściany mieszkań, przez wypływające spod lodu truchła, gruźlicę Jeleny i nowotwór karykaturalnie oszpeconego inżyniera na Syberii aż po tonący w brudzie i błocie, porażony zarazą Irkuck po Odwilży - świat Dukaja, świat lodu, jest pełen człowieka, jego odpadów i jego brudu. Życie, w swej biologiczności, w swej cielesności, a czasami obrzydliwości, jest przeciwieństwem Lodu. I życie zwycięża, życie trwa, kiedy Lód odchodzi.

poniedziałek, 04 lutego 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...