Blog > Komentarze do wpisu

Jej Magnificencja Królowa Elfów

Pamela Dean, Tam Lin, Tor Press 1990


spojlery. spojlery, spojlery, spojlery!

 

 

 

 

 

Pamela Dean napisała książkę, której tak strasznie, strasznie żałuję, że nie przeczytałam dawno temu, kiedy miałam jakieś szesnaście lat. I bardzo, bardzo chciałabym ją przeczytać nie wiedząc, że jest powieścią fantastyczną.
Powieść Dean wyszła oryginalnie w serii Fairy Tales, w której wydawano powieści fantastyczne, inspirowane tradycyjnymi baśniami i legendami. Pamela Dean jednak zamiast baśni wybrała balladę, a zamiast średniowiecznych realiów zaserwowała czytelnikom college'ową historię osadzoną w USA we wczesnych latach 70.
Przyznam się, że przeczytałam powieść Dean z przyjemnością, choć nigdy nie czytywałam tzw. "młodzieżówek", uwielbianych przez moje koleżanki z klasy. No dobra, czytywałam: zatrzymałam się na etapie Ani z Zielonego Wzgórza.
Nazwiska Krystyny Siesickiej czy Małgorzaty Musierowicz znane mi były (i są) głównie ze słyszenia. Pamela Dean napisała coś, co w pewnym sensie tej młodzieżowej literaturze odpowiada: jej bohaterki lądują w college'u, randkują, sypiają ze swoimi chłopakami, boją się zajść w ciążę, zachodzą w ciążę, rozważają aborcję albo wychowanie dziecka, planują swoje życie... Bohaterki Dean są wrażliwymi, inteligentnymi i kochającymi młodymi kobietami, psychologicznie prawdopodobnymi i naszkicowanymi przez autorkę z dużą troską o detale. Tina jest miła i do bólu praktyczna, zakochana w sobie, kompletnie pozbawiona wyobraźni i piekielnie utalentowana; Molly, serdeczna, inteligentna i życzliwa, nie wie czego chce, ani od życia, ani od ludzi. Janet stąpa twardo po ziemi, kocha literaturę bardziej niż cokolwiek na świecie, pisuje wiersze i nie wie, czy powinna sypiać z chłopakiem, w którym nie jest romantycznie zakochana. A chłopcy.. . no cóż, z chłopcami, Robinem, Nickiem i Tomem, jest nieco inaczej, zrozumieć ich trudniej, a i ocenić niełatwo - i po jakimś czasie uważny czytelnik zacznie się domyślać, że nie jest to bynajmniej przypadek...
Tam Lin jest w dużym stopniu książką o książkach, pełną cytatów, odwołań i nawiązań - od Chaucera do Tolkiena, od Madeline L'Engle do The Revenger's Tragedy. To jest ten powód, dla którego zakochałabym się w tej książce jeszcze bardziej, gdybym ją przeczytała jako emocjonalna nastolatka, szukająca w typowy egzaltowany nastolatkowy sposób gdziekolwiek ludzi, którzy będą patrzeć na świat tak, jak ona. Boże mój, co ja - zwłaszcza ja szesnastoletnia - bym dała za spotkanie w realnym świecie takiej Janet! Takiej Molly! Takiego Nicka, że o Thomasie nie wspomnę! Trzeba lubić literaturę, żeby docenić tę powieść - lubić i znać. Teatr w teatrze na modłę Hamleta jest jednym z kluczowych epizodów powieści, a scena, w której Robin czyta dziewczynom Iliadę, a potem dodaje do greki przekład Chapmana, to jeden z najpiękniejszych hołdów dla tradycji klasycznej, na jaki kultura popularna sobie pozwoliła; jest w tej scenie czysta magia, magia słów, ich brzmienia, ich połączeń, pierwotna, pradawna magia poezji.
A magia nie jest wcale w tej powieści oczywista. Wśród niezwykle drobiazgowo opisanych realiów życia w college'u, wśród spotkań z tutorami, zaliczania prerekwizytów, czytania lektur, rezerwowania pokoi w akademikach i uczestnictwa w życiu studenckim co jakiś czas pojawiają się niepokojące, nie pasujące do całości drobiazgi: Robin zna klasyczną literaturę nieco za dobrze jak na amerykańskiego nastolatka, Nick wygląda lepiej w renesansowym kostiumie niż w dżinsach, duch samobójczyni straszy w akademiku (a Janet coś nie pozwala o nim myśleć), groźna profesor greki Melinda Wolfe wiesza na drzwiach wieńce z magicznych ziół, a Janet zamiast pigułek dostaje od Nicka magiczne konkokty. W halloweenową noc po ogrodach college'u krąży dudziarz i przejeżdża procesja na koniach, z oszałamiającą i przerażającą tłumaczką Homera, profesor Medeous - full beautiful, a faery's child - na czele. A raz na siedem lat Medeous musi - jak w balladzie - opłacić się Piekłu, a chce to zrobić, oddając duszę Thomasa Lane'a, w którym zdążyła się po drodze zakochać Janet; zakochać i zajść z nim w ciążę, dodajmy, magicznie i wbrew woli obojga. Medeous i jej dwór nie są nawet źli - są, by użyć określenia Janet, jak pismo linearne A, obcy i nie do odczytania. Królowa elfów rządzi instytutem filologii klasycznej, a za studentów ma aktorów, którzy znali Szekspira. I tak, między akademiki, słownik Liddela i Scotta i podziały godzin wkracza magia. Jak ja żałuję, że wiedziałam, że ten element fantastyczny tam jest!
Jedno, czego mi brakuje w Tam Linie to konfrontacja, której nie ma - konfrontacja Janet i Medeous, a może raczej - Thomasa i Medeous. Sposób na ocalenie bohatera jest zgodny z balladową tradycją, ale mnie brakuje tu trochę jakiegoś rodzaju domknięcia, albo przynajmniej zaznaczenia, że Medeous znosi porażkę tak spokojnie, bo cała ta historia to tylko nieistotny epizod, sekunda w jej nieskończonym życiu. Spodziewałam się po niej więcej wredności: sugerowana groźba wobec Janet i jej dziecka
jak dla mnie nie załatwia sprawy, niestety.
W niezwykły sposób mieszają w tej powieści realizm i fantazja, kraina elfów i codzienne życie amerykańskiego college'u. Z każdego zdania Tam Lina przebija miłość do literatury, miłość do książek i do poezji, do złożonych w teksty słów i ich pierwotnej magii. Bardzo, bardzo warto poczekać, aż ktoś zechce to wydać w Polsce!

poniedziałek, 25 lutego 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/11/06 18:10:57
Idę kupić oryginał, kusicielko.
-
2014/02/04 21:52:26
No więc z rozkoszą zatopiłam się w atmosferze wieży z kości słoniowej, popiskując w duchu na widok znajomych cytatów (tak, wiem, że przerzucanie się cytatami to płytka zabawa, która nie ma nic wspólnego z erudycją, ale zupełnie mi to nie przeszkadza), i nagle, mniej więcej w dwóch trzecich, książka skręciła kark i błyskawicznie się skończyła - a ja ocknęłam się z głupią miną, mamrocząc "ale jak to, to już?".

To mogły być dwie osobne książki, obie bardzo dobre. Długa, przeładowana szczegółami i niemal pozbawiona akcji historia o ludziach, którzy lubią czytać, i krótka powieść (taka, jakie kiedyś drukowała w odcinkach "Fantastyka") - retelling "Tam Lina". I w żadnej z nich nie musieliby się znaleźć elżbietańscy aktorzy ani duch studentki, i ich brak zupełnie nie byłby odczuwalny.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...