Blog > Komentarze do wpisu

Tomasz prorok, Tomasz kochanek

Ellen Kushner, Thomas the Rhymer, Bantam Books 1990

 

O ile sobie przypominam, Ellen Kushner trafiła na moją listę do przeczytania via blog Elisabeth Bear (a ta via blog Sary Monette:) ) i to właśnie przez Kushner zajęłam się ostatnio od strony plus minus teoretycznej fantasy of manners i jej wyznacznikami; autorka The Priviledge of the Sword uchodzi nie tylko za mistrzynię, ale także za prawodawczynię i "matkę założycielkę" tego podgatunku fantasy. Jej pierwszą powieścią, jaką przeczytałam, był Swordpoint - vide notka o Alecu Campionie gdzieś tutaj wcześniej. Kushner zrobiła na mnie wtedy spore wrażenie swoją psychologiczną intuicją, zrozumieniem ludzkiej natury i umiejętnością konstruowania wiarygodnych charakterów, a zarazem - sporym wyczuciem konwencji powieści płaszcza i szpady oraz romansu historycznego. Po Swordpoint przyszła więc kolej na oba sequele (wspomniany powyżej Przywilej miecza i The Fall of the Kings), a na koniec zostawiłam sobie nagrodzoną w 1991 roku World Fantasy Award powieść Thomas the Rhymer.
Kushner napisała Tomasza Rymopisa, opierając się dość ściśle na datowanej w swej podstawowej formie na XII wiek ludowej balladzie o harfiście zabranym przez królową elfów i odwołując się do wszystkich w zasadzie motywów, które w tejże balladzie występują: Eildon Tree jako miejsce spotkania Tomasza i królowej, fakt, że Tomasz jej początkowo nie rozpoznaje, cena siedmiu lat służby za pocałunek, nakaz milczenia wobec wszystkich oprócz niej samej i zakaz jedzenia czekolwiek z krainie elfów, rozdroża z drogą do nieba, piekła i faery, rzeka krwi będąca granicą krainy elfów czy dana Tomaszowi umiejętność prorokowania. W konstruowaniu powieści autorka odwołała się jeszcze do dwu innych znanych ballad: tej o Tam Linie (o którym niedługo więcej przy okazji powieści Pameli Dean, którą właśnie czytam) i The Famous Flower of Serving Men. Wzmianka o Tam Linie pojawia się w powieści, ale, nie będąc bynajmniej specjalistą od angielskich ballad ludowych, podejrzewam, że to z Tam Lina wzięła się u Kushner postać Elspeth, ziemskiej ukochanej/żony Tomasza, która go odzyskuje po siedmiu latach, jakie spędził z królową elfów, i potem traci ponownie, kiedy po 21 latach do (po?) umierającego barda i proroka przychodzi dawna, nie-ludzka kochanka. Ballada o pięknej Elinor, której zamordowano męża, i o duszy tegoż, zaklętej w kształt gołębicy, stała się z kolei źródłem głównego motywu w narracji Thomasa o jego pobycie w krainie elfów i zadaniu, jakie musiał tam na polecenie Łowcy - brata królowej - wykonać. Użycie tej akurat historii przez Kushner może mieć pewien podtekst osobisty: na balladzie The Famous Flower of Serving Men oparta jest najwyżej ceniona powieść jej życiowej partnerki i współautorki niektórych książek, Delii Sherman, wydana rok przed Thomasem (książka się nazywa Through a Brazen Mirror i prędzej czy później się tu pojawi). Nie obywa się, oczywiście, i bez aluzji arturiańskich - pojawiają się w balladach Tomasza, a ja osobiście podejrzewam, że tajemniczy mężczyzna spotkany przez Tomasza na granicy świata elfów, ten król, który nazywa go bratem, to nie kto inny jak sam Artur.
Tak jak w cyklu o Riverside, tak i w Tomaszu Kushner chętnie posługuje się narracją pierwszoosobową i równie chętnie zmienia narratorów. Historia Tomasza opowiadana jest najpierw przez starego Gavina (Tomasz ukrywający się u nich w chacie po ucieczce z dworu, jego pierwsze spotkania z Elspeth), później przez samego Tomasza (kraina elfów), przez Meg, żonę Gavina (powrót Tomasza, ponowne spotkanie z Elspeth) i w końcu przez Elspeth (starość i śmierć jej męża). To, co stanowi największą siłę pisarstwa Kushner to jej umiejętność kreaowania wiarygodnych i psychologicznie prawdziwych charakterów. W Tomaszu, przy całej fantastyczności i balladowości fabuły, spory nacisk położony jest na realizm: na pozbawiony sentymentalizmu opis ciężkiego życia Meg i Gavina, na pokazanie emocji Elspeth, wspominającej trudne chwile w życiu jej i Tomasza, na rozrzucone tu i ówdzie od niechcenia szczegóły kariery harfiarza na dworach. Z drugiej strony, w tych scenach, które rozgrywają się w krainie elfów, Kushner udaje się osiągnąć znakomity efekt zaskoczenia i obcości: jej elfy niewiele mają wspólnego ze swymi imiennikami u Tolkiena, a przy tym są naprawdę i autentycznie obce. Przy tym Kushner nie demonizuje swoich nie-ludzkich bohaterów: jej królowa elfów to nie perfidna i okrutna La Belle Dame Sans Merci, lecz kobieta, której motywy mogą być niezrozumiałe dla śmiertelnych, ale której lojalność i miłość do Tomasza trudno podważyć.
Sam Tomasz pokazany jest dynamicznie: widzimy go najpierw jako nieco zepsutego powodzeniem młodzieńca, potem jako zakochanego, jako świadomie podejmującego odpowiedzialność za losy innych człowieka w krainie elfów i jako ciężko doświadczonego własnymi proroczymi zdolnościami i niemożnością powiedzenia nieprawdy mężczyznę. Nie jest bez wad - oj, zdecydowanie nie jest! - ale trudno go nie lubić. Ja osobiście mam pewien problem z postacią Elspeth: niby jest nią wszystko w porządku, ma być silną, niezależną i ciężko przez los doświadczoną dziewczyną, ale jakoś nie mogę się do niej przekonać i na dodatek nie mogę też dojść, dlaczego.
Jeżeli czegoś mi w tej powieści brakuje, to poświęcenia większej ilości miejsca na pokazanie, co się dzieje z człowiekiem dostającym zdolności prorocze w połączeniu z niezdolnością do kłamstwa: chętnie dowiedziałbym się więcej o Tomaszu Prawdomównym... Moją ulubioną książką Kushner pozostanie The Priviledge of the Sword, ale Thomas the Rhymer to też rzecz ze wszech miar udana. Szkoda, że żadne wydawnictwo nie zdecydowało się jeszcze na przybliżenie jej polskim czytelnikom...

Zupełnie na marginesie: gdyby ktoś nie wiedział, Thomas the Rhymer to postać jak najbardziej historyczna: jest wspominany w dokumentach z XIII wieku pod imieniem Thomas Learmonth z Erceldoune i owiany sławą proroka, a do tego, jak dowodzi ten monument, był ewidentnie pierwszym szkockim wybrankiem Muz. Balladęo nim napisał (i umieścił w The Minstrelcy of the Scottish Border) Walter Scott , a za spadkobiercę Learmontha, byynajmniej nie tylko duchowego, uważał się Michaił Lermontow. 

niedziela, 03 lutego 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...