Blog > Komentarze do wpisu

Zamarzło

Jacek Dukaj, Lód, WL, Kraków 2007

 

To są raczej notatki z lektury niż recenzja jako taka: więcej tu pytań niż odpowiedzi na nie. Fakt, że powieść Dukaja wymaga kilkukrotnej lektury, a jej tysiącstronicowa objętość i mocno skomplikowane rozważania logiczne, które stanowią ważną część powieści, czynią natychmiastowe ponowne przeczytanie mało możliwym. Tak więc, w mało konkretnej i niezbyt precyzyjnej formie, kilka uwag po przeczytaniu. Będzie, na dodatek, w odwrotnej kolejności: ta część recenzji jest wcześniejsza niż wpis ją poprzedzający. Cóż, engine bloga nie zniósł długości wpisu...

lód - Soła

Lód wydaje się zamierzony jako opus magnum Jacka Dukaja: powieść pełna intertekstualnych aluzji, o skomplikowanej, wielowątkowej fabule, z dużą ilością nawiązań do literatury światowej, ale także mocno odnosząca się do ppoprzednich dzieł samego Dukaja. Przykłady: panna Jelena w pociągu Kolei Transsyberyjskiej zachowująca się jak bohaterki Agathy Christie; w tym wątku są zresztą spore podobieństwa do Morderstwa w Orient Ekspresie; ojciec bohatera określony przez jednego z towarzyszy niedoli nazywałem go Ismael. Debaty filozoficzne o Rosji i rosyjskości, a także o naturze dobra i zła, prawdy i fałszu, o sensie historii – jak u Dostojewskiego, z explicite przywołanymi przez Dukaja Braćmi Karamazow i Idiotą na czele, a idea poszukiwań skarbów w świecie lutych nieodparcie kojarzy się z Piknikiem na skraju drogi; z kolei sytuacja Polski i potraktowanie postaci i legendy Piłsudskiego przywodzą na myśl pierwszą opublikowaną w postaci książkowej dużą nowelę Dukaja, Xavras Wyżryn. Wreszcie, podobnie jak w jego najlepszej moim zdaniem powieści, Innych pieśniach, Dukaja interesuje tu przede wszystkim kwestia osobowości i jednostkowości. W Innych pieśniach mieliśmy bohatera, który nie będąc kratistosem nie poddawał się działaniu kratistosów, przekształcających świat i ludzkość, a w zetknięciu z Obcym był w stanie utrzymać człowieczeństwo; w Lodzie mamy pytanie powtarzane obsesyjnie w powieści przez Benedykta Gierosławskiego, ale i przez Jelenę: czy można stworzyć samego siebie? W jakim stopniu człowiek jest tym, kim sam siebie uczyni? Jelena opowiada Benedyktowi kilka wersji swojej historii, a w ostatniej scenie powieści mówi mu otwarcie: istotne jest nie to, co zrobiłam, ale to co mogłam zrobić; nawet jeżeli nie zabiłam, to sam fakt, ze byłam gotowa to zrobić, naznacza mnie jako morderczynię.

Podobnie jak Lem, Dukaj idzie w stronę filozofii, łącząc z nią olśniewający pomysł z gatunku SF. Upadek meteorytu tunguskiego spowodował pojawienie się lutych, istot/tworów roztaczających wokół siebie temperaturę zera absolutnego; jest rok 1924, nie było I wojny, rządzi car, a świat jest na progu rewolucji technicznej, spowodowanej przez odkrycie właściwości (m.in. permanentne nadprzewodnictwo) pierwiastków przekształconych przez kontakt z lutymi (Gierosławski widzi na Syberii prototypy m.in. telewizora i lodówki). Zarazem lute powodują organizację materii w bardzo regularne układy (stąd zmiany właściwości pierwiastków); ta zasada sprawdza się nie tylko wobec materii, ale i wobec całej rzeczywistości: światem lutych rządzi prosta logika dwuwartościowa: tak/nie. Lute stanowią problem klimatyczny (Warszawa pod zlodowaceniem), społeczny (tam, gdzie wymrozi się luty, ginie w momencie wszystko) i polityczny (spory zarówno wśród doradców cara, jak i wśród wrogów jego władzy, podział na ottiepielników i liedniaków), a także religijny (sekty powstałe z ich inspiracji, w tym przede wszystkim marcynowcy: wierzący, że nas świat jest piekłem stworzonym przez fałszywego boga, a zbawienie przyjdzie przez samobójczą śmierć od mrozu), ale przy tym – są skarbem dla przemysłu i nauki. Świat przedstawiony przez Dukaja jest niezwykle precyzyjny, starannie opracowany i przemyślany; wnioski z idei Lodu wyciągnięte równie dogłębnie jak z arystotelizmu w Innych pieśniach (sfera historii, polityki, techniki i nauki, architektury, życia codziennego, religii, rozwoju języka polskiego); pod tym względem powieść Dukaja przypomina najbardziej klasyczną SF spod znaku bodaj czy nie jeszcze Verne'a, tyle że jest o wiele bardziej wysublimowana, zarówno intelektualnie, jak i literacko. Podstawowymi filozoficznymi problemami pozostają po pierwsze, debaty o logice; po drugie, problem historii (a raczej Historii) i jej sensu; różnica między światem Lata (niepewnym, dającym wiele możliwości, w którym – zdaniem głównego bohatera – istnieje tylko teraźniejszość, a światem Zimy z jego dwuwartościową logiką i porządkiem). Świat pod Lodem w swej ostatecznej wersji przypomina w pewnym sensie świat Platońskich idei: doskonałych, jedynie prawdziwych, niezmiennych, zamkniętych w bieli i czerni, bez żadnych odcieni szarości.

Został więc Dukaj, jak kiedyś Lem, jednocześnie fantastą i filozofem, a przy tym autorem diagnoz społecznych i naukowych. Osobiście skądinąd uważam Dukaja, przynajmniej jak chodzi o styl i umiejętności pisarskie, za lepszego pisarza od Lema. Jego dar panowania nad językiem, umiejętność narzucania czytelnikowi formuł i składni, dominujących w jego kolejnych powieściach (po Innych pieśniach wiele osób, choćby w dyskusjach w Necie, wspominało o "mówieniu Dukajem").W Lodzie Dukaj zaczyna od stylizacji językowej na prozę epoki, w której rozgrywa się akcja (1924), włącznie z archaizacją słownictwa (harmata, s. 136, schlafrock, s. 57, bonżurka, s. 60), z zachowaniem ówczesnej ortografii (Historja, s. 295, Brytanja, s. 68, galerji, szyji, s. 352) i funkcjonujących w polszczyźnie tamtych czasów końcówek deklinacyjnych (pod drapieżnem spojrzeniem, s. 374, racyj, s. 68) i zachowaniem specyfiki składni, charakterystycznej dla prozy przełomu wieków (długie zdania, zamiłowanie do szyku przestawnego). Ale Dukaj nie ogranicza się wyłącznie do mechanicznego archaizowania, lecz wyciąga też wnioski dotyczące języka z całej konstrukcji świata przedstawionego, ekstrapolując rozwój języka polskiego w istniejących w świecie powieści warunkach historycznych. Jako że w Europie Lodu nigdy nie doszło do powstania niepodległego państwa polskiego (co więcej, najwyraźniej nie doszło też do I wojny światowej), a w 1924 roku Polska jest ciągle w granicach imperium rosyjskiego, w polszczyźnie głównego bohatera, Benedykta Gierosławskiego, jest znacznie więcej rusycyzmów, zwłaszcza w języku oficjalnym: naczalnik (s. 320), wagon kupiejny (s. 321), atdielienje (s. 314), diewuszkaćmieczka, świecień czy ćmiatło to językowo pomysły absolutnie błyskotliwe. Ddoajmy do tego jeszcze jedną specyfikę, widoczną zarówno w Innych pieśniach, jak i w Perfekcyjnej niedoskonałości, a mianowicie umiejętność pisania dialogów, które naprawdę brzmią jak mowa potoczna – i nie chodzi tu bynajmniej o pseudo-oryginalność a la dialogi z Pasikowskiego, ale o podchwycenie faktu, że w mowie potocznej rzadko kiedy, tak naprawdę, mówimy jasnymi, precyzyjnymi, dopracowanymi zdaniami. Dialogi Dukaja są rwane, nieprecyzyjne, nieeleganckie, pełne równoważników raczej niż pełnych zdań, z mnóstwem wyrazów – jeśli to w ogóle są wyrazy – dźwiękonaśladowczych (hmm, mmm, khrrrh) i talent do naśladowania rozmaitych stylów czynią z niego bodaj czy nie najlepszego stylistę w ogóle młodej polskiej prozy, bynajmniej nie tylko fantastycznej. W to tylko kilka przykładów. Specjalnością Dukaja zawsze były neologizmy, a jego wyobraźnia językowa dorównywała umiejętnościom kreowania fantastycznych światów. Tym razem jest podobnie, choć chyba nawet jeszcze lepiej: etc.); charakter autentycznych dialogów, przerywanych pauzami, pomrukami i chrząknięciami, odtwarzają one znakomicie.

W Lodzie najbardziej charakterystyczną cechą jest nacisk na pierwszoosobową, ale przy tym nieosobową narrację. Bohater, Benedykt Gierosławski, dość prędko dochodzi do wniosku, że on jako jednostka nie istnieje; istnieje tylko w postaci wyobrażenia, jakie pozostawia w umysłach innych. Od tej pory Dukaj konsekwentnie stosuje własną, specyficzną formę narracji pierwszoosobowej, ale wypranej z ja: z pełną świadomością, nieraz wbrew gramatyce, wbrew stylistyce języka polskiego, używa form nieosobowych z się (Się uśmiechało się, ze s. 88, to jeden z wielu przykładów naginania norm poprawności językowej). Oto jak wygląda fragment takiego dialogu: Zawinęło się serwetę pod brodą. - Załóżmy – powiedziało się z namysłem - (...) że naprawdę nie jestem żadnym hrabią (...) s. 61 . Dopóki Gierosławski pozostaje w dialogu z drugą osobą, mówi normalnie, w pierwszej osobie liczby pojedynczej; ale sam ze sobą prowadzi monolog wewnętrzny i opisuje rzeczywistość ze swojego punktu widzenia, używając konsekwentnie form nieosobowych. A powieść pisana jest w całości z jego punktu widzenia (przy czym pierwszoosobowe formy pojawiają się wyłącznie w sekswencjach snów). Taka zdepersonalizowana narracja oddala bohatera od czytelnika, dystansuje go, a zarazem, przez swoją nienaturalność – nadaje mu pewne piętno obcości, niezrozumienia, podkreślając stan psychiczny bohatera: Gierosławski zaiste nie jest jednym z ludzi, częścią zbiorowości; wyjęty spośród nich, inny, obcy, tym bardziej ma prawo rozważać problem istnienia bądź nieistnienia tożsamości, jednostek, historii. I jakże paradoksalnie, ostatnim słowem tej powieści opowiedzianej zdepersonalizowanym językiem jest ja.

Ten zabieg stylistyczny współgra znakomicie z głównym problemem, jaki się w Lodzie pojawia, a mianowicie – z problemem prawdy i fałszu, czy raczej prawdziwości i fałszywości. Gierosławski jest logikiem i zanim opuści Warszawę, by podążyć, na rozkaz rosyjskiego Ministerstwa Wojny, na Syberię, śladami ojca-zesłańca, pisze pracę polemizującą z koncepcjami Kotarbińskiego. Zdaniem bohatera Dukaja, w kategoriach prawda-fałsz nie można wartościować nie tylko przyszłości, ale także i przeszłości: ta bowiem nie istnieje już, tak jak przyszłość nie istnieje jeszcze. To, co zdarzyło się w przeszłości, nie jest domeną rzeczywistości, ale subiektywnych wspomnień, nie zawsze prawdziwych reminiscencji, zakłamanych czy zadekretowanych przez władzę pseudo-faktów.

poniedziałek, 04 lutego 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...