Blog > Komentarze do wpisu

Lord John i kolejny gejowski romans

Diana Gabaldon, Lord John and the Private Matter, Arrow Books, London 2003; polskie wydanie Lord John i sprawa osobista, Świat Książki, Warszawa 2006

 

 

Dochodzę ostatnio do ponurego wniosku, że moja książka habilitacyjna, zamiast dotyczyć postaci pewnego wielkiego Greka w tradycji żydowskiej, powinna raczej być o gejowskich romansach w fantastyce – w ostatnich czasach mam wrażenie, że tych ostatnich czytam znacząco więcej, niż książek naukowych na ten pierwszy temat. I to na dodatek nie tak, żebym sobie takie książki specjalnie wyszukiwała - po prostu podgatunek fantasy, który mnie ostatnio jako czytelniczkę i jako badacza/krytyka fascynuje, a mianowicie fantasy of manners, tak ma: spora część historii miłosnych, jakie opisuje, dzieje się między osobami płci tej samej (męskiej, zazwyczaj; a autorami, jak nietrudno przewidzieć, są zazwyczaj kobiety). Te historie, tak homo- , jak i heteroseksualne, w fantasy of manners bywają lepsze (klasyczne romanse a la Jane Austen w Sorcery and Cecelia Wrede i Stevermer, pełna przemocy i magicznych podtekstów relacja Basila St. Clouda i Therona Campiona w The Fall of the Kings) lub gorsze (Jamie i Claire, nieznośna w swej słodyczy para bohaterów z głównego cyklu Diany Gabaldon, egzaltowany i więcej niż odrobinę mimozowaty Alcuin u Jacqueline Carey, patrzący maślanymi oczyma na swego nauczyciela i mistrza), a czasami wręcz błyskotliwe i psychologicznie niezwykle prawdziwe (Alec i Richard w cyklu Kushner o Riverside, nieudane małżeństwo Jonathana i Arabelli Strange'ów u Susanny Clarke), ale zawsze stoją w centrum, lub prawie w centrum fabuły.
A jak jest w Lord John and the Private Matter? To nie jest typowa powieść Gabaldon - powstała jako spin-off jej sztandarowego cyklu Outlander, dla mnie skądinąd niestrawnego pod każdym względem, od charakterystyki bohaterów przez stylistykę aż po nieznośne, przeładowane faktami fabuły (i dodajmy antynagrodę za dłuuuuugie, nuuuuudne i liiiiiiczne, że nie dodam - momentami medycznie wręcz szczegółowe sceny erotyczne). Czy cykl o Obcej to naprawdę fantasy of manners, pozostaje sprawą dyskusyjną; w każdym razie, Gabaldon, nie mając dość faktu, że Jamie jest uwielbiany przez Claire, postanowiła napisać powieść także o adorującym go - na szczęście, z daleka - mężczyźnie.
Wyzłośliwiam się, a niepotrzebnie - Lord John and the Private Matter to w sumie całkiem niezła książka. Nie ma w niej Claire, Jamie pojawia się tylko w tle, we wspomnieniach Johna (
a long legged man (...) wind blowing through the richness of his auburn hair, plastering shirt and breeches tight against a lean, hard body - ratunku!). A sam John Grey okazuje się postacią znacznie bardziej intrygującą, niż mogłoby się wydawać.
Gabaldon udała się charakterystyka Greya: spokojnego i opanowanego mężczyzny, lojalnego kolegi, dobrego syna i krewiaka, zżeranego przy tym przez wiecznie ukrywane przed światem żądze. Chwała autorce, że nie zrobiła go słodkim romantykiem, szukającym wielkiej miłości i szansy na szczęście w małym domku u boku ukochanej osoby: John Grey, jakiego poznajemy w tej powieści, szuka przede wszystkim zaspokojenia, rozkoszy i przygód. Robi tak może dlatego, że zawsze się ukrywa, może dlatego, że stracił kiedyś kogoś, na kim naprawdę mu zależało.
Dla Johna liczą się jego drobne, ukrywane przed światem rozkosze: spojrzenie z ukosa rzucone na atrakcyjnego kolegę w łaźni, westchnienie na widok mężczyzny mijającego go w podejrzanej dzielnicy, przychodzące nagle wspomnienia jakiejś nocy spędzonej z kochankiem gdzieś po bitwie, w której obaj walczyli. Trudno mi tak naprawdę ocenić, czy mężczyźni rzeczywiście patrzą na świat tak zmysłowo, jak Gray, zawsze, nawet w najmniej sprzyjajacych okolicznościach, zwracając uwagę na to coś, co wzbudziło w nich pożądanie, ale jako czytelniczce wydaje mi się to, po rozmaitych zakochanych, wielbiących i monogamicznych Alcuinach i Bagoasach, odświeżająco interesujące i niestereotypowe. Na dodatek tutaj Gabaldon najwyraźniej nie czuje się na tyle specjalistką w temacie, żeby fundować czytelnikowi kilkustronicowe opisy zmagań łóżkowych, analizujących najmniejszy ruch najmniejszego mięśnia w (idealnych) ciałach bohaterów.
Sama fabuła powieści Gabaldon mieści się w konwencji klasycznego kryminału: Grey ma z jednej strony dyskretnie wyjaśnić sprawę ewentualnego szpiegostwa w swoim regimencie, z drugiej - jeszcze bardziej dyskretnie dowiedzieć się, czy zauważona przypadkiem podejrzana plamka na wysoce intymnych narządach przyszłego prawie-szwagra jest tym, czym Grey podejrzewa, że jest; dowodem, znaczy, na zżerający tamtego syfilis. W pewnym momencie okaże się, oczywiście, że oba te na pozór nie powiązane wątki mają wspólne nieoczekiwane rozwiązanie. Nieoczekiwane przy tym mówię bez złośliwości - wyjaśnienie, choć mocno karkołomne, zaskakuje czytelnika, a przy tym wydaje się dość logiczne i w miarę sensownie wynikające z podrzuconych wcześniej przesłanek.
To, co wyszło Gabaldon w tej powieści najlepiej, to zaczerpnięty z dokumentów z epoki opis półświatka Londynu przełomu XVIII i XIX wieku: burdele, w których John oświadcza, że nie chce prostytutki-dziecka, ergo dostaje dziewuszkę wyglądającą na jedenastolatkę, molly houses, gdzie mężczyźni mogą niemal otwarcie nosić się w kobiecych szatkach i z toną makijażu, stylizowane na Dickensowkie typy postacie alfonsów i wszelkiego autoramentu pasożytów. Tu Gabaldon okazuje się z jednej strony precyzyjna i konkretna w swoich odwołaniach do faktów i kulturowych tradycji, z drugiej - literacko sprawna i interesująca. Te partie powieści czyta się znacznie ciekawiej niż scenki w arystokratycznym domu Johna - zwłaszcza, kiedy na horyzoncie pojawia się irytujący do bólu gigantyczny i hałaśliwy obiekt fantazji Johna, niemiecki oficer von Namtzen.
W sumie Lord John and the Private Matter to zupełnie niezły kryminał, godny polecenia na wieczór w fotelu z kawą i ewentualnie kieliszkiem czegoś mocniejszego - no chyba, że kogoś odrzuca od książek o facecie patrzącym z apetytem na innych facetów. Ja chyba wolę Gabaldon piszącą o gejach (dobra, wiem, że termin jest
w tym przypadku co najmniej anachroniczny) niż o płomiennych damsko-męskich romansach i jak tylko uda mi się dorwać inne książki o Johnie Greyu, sięgnę po nie może bez jakiejś szaleńczej pasji, ale z sympatią i zainteresowaniem.

piątek, 16 maja 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/03/08 20:48:16
Mam tę książkę! ;-) I niedługo ją przeczytam to wtedy sobie porozmawiamy :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...