Blog > Komentarze do wpisu

Marks, Engels i Cobham

Steven Brust, Emma Bull, Freedom and Necessity, Wyd. Orb, New York 1997

 

Z okazji święta wszystkich proletariuszy część 1 rozważań o długiej, skomplikowanej i trudnej w lekturze książce, która wciąga, ale też wymaga. Ponieważ wymaga głównie czasu, a tego nie miewam ostatnio w nadmiarze, dziś nie będzie recenzji jako takiej (bo jakoś trudno ją pisać będąc w 1/3 tekstu...), tylko parę uwag.

W październiku 1849 James Cobham napisał list do swego kuzyna Richarda. Richard musiał być lekko zdziwiony, kiedy go dostał - wedle wszelkich dostępnych mu informacji, James od dwóch miesięcy nie żył. I nie, nie jest to książka o wampirach.
To jest książka o magii, polityce, romansie a także - między innymi - Fryderyku Engelsie. Z aluzjami do Jane Austen, Dorothy Dunnett i cholera wie czego jeszcze. Na dodatek napisana w formie powieści epistolarnej. Dwoje autorów. Czworo głównych narratorów plus kilkoro dodatkowych plus pamiętniki kilku postaci plus fragmenty z prasy z epoki (ponoć autentyczne). 444 strony ekstra-drobnego druku w formacie prawie-A4.
James Cobham, jak podejrzewam, przewędrował na karty powieści Brusta i Bull wprost z The Lymond Chronicles Dorothy Dunnett (i chyba nie ma wyjścia, bohaterem następnego wpisu o postaciach będzie musiał zostać Francis Crawford). Urodziwy, na pierwszy rzut oka wręcz zbyt ładny i subtelny (almost fragile-looking, określa go jedna z korespondentek, s. 41), James jest przy tym fizycznie sprawny i bardzo wytrzymały, choć zupełnie na to nie wygląda. Czarujący i błyskotliwy, potrafi fascynować zarówno mężczyzn, jak i kobiety; równie wprawnie konwersuje o koronkach i materiałach, co o filozofii i sztuce wojennej. Sam mówi o sobie, że w tym, co go fascynuje - a fascynuje go, podobnie jak Crawforda, polityka - posuwa się do ekstremum. W oczach społeczeństwa i rodziny uchodzi za zepsutego hedonistę; Susan Voight uważa go za antypatycznego, a przy tym nie może znieść tego, jak James marnuje swoje zdolności na płytkie rozmowy i banalne romanse - zupełnie, dodajmy na marginesie, jak Philippa Somerville bohatera Dunnett (obie zresztą w końcu, zakochane i niechętnie się do tego przyznające, wyjdą za obiekty swojej krytyki). Jak Crawford, James topi swoje problemy w alkoholu, jak on nie bardzo potrafi poradzić sobie z faktem, że mało kto w otoczeniu jest mu w stanie intelektualnie dorównać, zupełnie jak jego pierwowzorowi zdarzają mu się ataki okrucieństwa i porywy bezlitosnej (i bezsensownej) przemocy.
I to wszystko nic - do tego James jest czartystą, lewakiem znaczy się podłym, co się omal nie dał zabić za "sprawę". Na dodatek zna (osobiście) Engelsa. Jeszcze na dodatek Engels go lubi. I to ze wzajemnością. Co prawda "lewactwo" Jamesa polega raczej na chęci dania wszystkim obywatelom prawa głosowania i zniesienia cenzusu majątkowego dla kandydatów na parlamentarzystów - znaczy, na wprowadzeniu normalnych demokratycznych praw obywatelskich - niż na chęci narzucenia Wyspom dyktatury proletariatu; ale już widzę recenzje i złośliwe uwagi, gdyby książka Bull i Brusta miała się ukazać w Polsce! Engels i Marks, no wiecie co?! Na dodatek lubi i poleca tę książkę zawzięty lewicowiec i marksista (tu już bez ironii) China Mieville (niezły przy tym pisarz...); słowem, lewactwo w natarciu :).
No dobra, lewactwo może i jest, dialektyka w sumie też, o ekonomii i wyzysku biednych przez bogatych mowa, i owszem, za to materializmu w powieści Brusta i Bull jak na lekarstwo. Magia, znaczy się, działa i źli czarodzieje pałętają się po świecie, dybiąc na życie zwolenników poprawy losu ubogich (James), mistycyzujących filozofów (Richard), zakochanych słodkich protofeministek (Kitty) i jeszcze bardziej zakochanych Kobiet Bez Złudzeń (Susan). No cholera, jest to misz masz wszystkiego ze wszystkim, ale stylowy, z klasą, świetnie napisany i inteligentny, na dodatek z ciekawymi postaciami. Po lekturze 1/3 tekstu, podoba mi się!

czwartek, 01 maja 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...