Blog > Komentarze do wpisu

Zdziwniej i zdziwniej


Kelly Link, Stranger Things Happen, Small Beer Press, Northampton, LA, 2001

Kelly Link to w tej chwili nazwisko na tyle gorące, że zauważono ją nawet w Polsce - jej drugi zbiór opowiadań, Magia dla początkujących, ukazał się niedawno nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego. I trudno się w sumie dziwić: od 2001 roku zbiera wszelkie możliwe nagrody (z ich ogromu warto wymienić nagrodę Locusa w 2006 za najlepszy zbiór opowiadań, Nebulę w 2005 za Magic for Beginners, Hugo i Nebulę w 2005 za The Faery Handbag, Nebulę za Louise's Ghost w 2001, World Fantasy Award za The Specialist's Hat w 1999 i nagrodę im. Jamesa Tiptree Jr. w 1997 za Travels with the Snow Queen).
Trudno powiedzieć, jaka jest właściwie przynależność gatunkowa jej tekstów; sytuują się one gdzieś między realizmem magicznym a Southern Gothic, między opowieściami niesamowitymi a niemal-pastiszem opowiadań psychologicznych, a wszystko to ze sporą domieszką czarnego jak noc humoru.
Carnation, Lily, Lily, Rose to nietypowa opowieść "z dreszczykiem", po przeczytaniu której wizja piekła z diabłami i smażącymi się potępieńcami już nigdy nie wyda się straszne... Już w tym pierwszym tekście widać charakterystyczne dla Link połączenie codzienności z niesamowitością - przy czym autorka The Specialist's Hat miesza te składniki zupełnie inaczej niż taki, powiedzmy, Stephen King. U niej rzeczywistość i nierzeczywistość się nie zderzają, nie przychodzi sztorm stulecia, z mgły nie wypełzają dinozaurowate potwory - raczej nierzeczywistść i niesamowitość wpełzają niepostrzeżenie w codzienne życie; prędzej jak u Bradbury'ego niż jak u Kinga...
W drugim opowiadaniu
w zbiorze, Water Off the Black Dog's Back, Link sięga po klasyczny temat amerykańskiego horroru gotyckiego - opowieść o tym, jak chłopak poznaje dziewczynę, a potem poznaje jej dziwaczną rodzinę żyjącą w dziwacznym domu w dziwacznym pustym miejscu, z dziwacznymi psami...Brrr. Wciąga, intryguje i zaskakuje zakończeniem, a poza tym - nieczęsto spotyka się brata-bliźniaka Felicjana Dulskiego w jednej z głównych ról w opowiadaniu grozy... Także i tu widać talent Link do łączenia potocznej codzienności z makabrą i groteską tak, że nie wiemy, kiedy jedna się kończy, a druga zaczyna - historia o nosach pana Rooka to pod tym względem mistrzostwo świata.
The Specialist's Hat zasługuje na wszystkie nagrody, jakie dostał - dawno się tak nie bałam, czytając literaturę. Gdyby tę samą historię opowiedzieć inaczej, byłaby tysięczną wariacją na ograny do bólu temat nawiedzonego domu; Link wygrywa na bezbłędnym wyborze perspektywy narracyjnej i na rzeczy w horrorze rzadko spotykanej - decorum. Nie ma u niej nic dosłownego, żadnej - a jednak, po przeczytaniu passusu:
“When you’re Dead,” the babysitter says, “everything’s a lot easier. You don’t have to do anything that you don’t want to. You don’t have to have a name, you don’t have to remember. You don’t even have to breathe." She shows them exactly what she means i uświadomieniu sobie, co się tak naprawdę stało, robi się człowiekowi zimno...
Recenzentowi Kirkus Review nie podobało się opowiadanie Flying Lessons, uznał je za oczywiste i mało ciekawe. Mnie się wydało fascynujące - Link wkraczająca, i to z sukcesem, na terytorium uwspółcześnionych mitów, zarezerwowane, wydawałoby się, dla Neila Gaimana. Już pominę drobny fakt, że jej wersja greckich bogiń - Rose Read, bogini miłości pisząca romanse, Di, chudnąca i tyjąca, żyjąca z pieczenia chlebków w kształcie księżyca, Minnie urodzona bez matki, pielęgnująca swoje techniczne pasje i Prune, zarządzająca pensjonatem i kliniką odwykową o nazwie The Bonne Hause - jest absolutnie błyskotliwa; że nie wspomnę o Zeusie, przyjmującym postać Humphreya Bogarta... Recenzent widzi w głównym bohaterze, synu Zeusa Humphreyu Bogarcie Stonekingu, chłopca, który chciał latać, i krytykuje oczywistość aluzji do postaci Ikara. Ale Humphrey to nie tylko Ikar, choć jak on chce latać i płaci za to życiem: to także Adonis (bo pół roku zawsze mieszka z ciotką Prune-Persefoną), a przede wszystkim - Eros, bo to za nim, niespodziewanie dla samej siebie się zakochawszy, pójdzie do samego piekła, jak Psyche, siedemnastoletnia kleptomanka June. Część wrażenia, jakie robi ten tekst, bierze się z faktu, że Link zdecydowała się mocno pokomplikować narrację - migawki z życia June wymieszała z refleksjami Rose Read o życiu i z fragmentami, na pozór wziętymi z zupełnie innej historii, przewodnika po drodze do Piekła. Od tegoż przewodnika zaczyna się opowiadanie, ale dopiero ostatnia scena Flying Lessons wyjaśnia, skąd i po co ten przewodnik się w nim wziął. Nad opowiadaniem unosi się skądinąd duch Neila Gaimana: zarówno sposób potraktowania przez Link mitologicznych bohaterek, jak i historia poczęcia Humphreya przypominają idee z Amerykańskich bogów, choć momentami też pewne koncepty z Sandmana.
Travels with the Snow Queen dostało nagrodę Tiptree i wydaje się dość charakterystyczne dla profilu laureatów tej nagrody. Link przetwarza w nim znane baśnie, przede wszystkim, oczywiście, Królową Śniegu Andersena. Narratorka, Gerda rusza na poszukiwanie Kaja, zabranego przez tę ździrę w lodowych saniach. Sama nie wie, dlaczego to robi: czasem po drodze zdradza go ze strażnikami w miastatch, przez które przechodzi, a ze sobą
niesie listę rzeczy, któe chce mu powiedzieć, a która podejrzanie przypomina tego, co się mówi przy okazji rozwodów. Może chce go zwyzywać, a może odzyskać - niemniej jednak, wędruje przez śnieg i lód, po szkle bosymi stopami, byle go odnaleźć. Po drodze spotyka inne kobiety: Księżniczkę Głogów w jej różowym Barbie-pałacu, Małą Rozbójniczkę ubraną jak domina z taniego burdelu w skóry i buty do połowy uda, stare i grube czarownice żyjące na północy i chodzące na herbatki do Królowej Śniegu. Spotyka też, oczywiście, samą Królową, od której, zamiast gróźb, dostaje w końcu biznesplan dla samotnych kobiet... To jest w ogóle tekst o kobietach i o swoistej kobiecej solidarności. Księżniczka Głogów wydaje się bezmózgą Barbie, ale wcale nią nie jest: jej słodycz, jej naiwność nie czynią jej ślepą na los Gerdy. Gerda jest zgorzkniała i nieszczęśliwa, ale docenia pomoc, jaką dostała. Królowa rozumie Gerdę - Kaj nie rozumie i nigdy nie rozumiał ani jednej z nich. Przez to, że dokonuje takiej reinterpretacji znanej baśni, opowiadanie Link jest zabawne, ale ten humor podszyty jest, jak często u niej, dramatem: Gerda kocha naprawdę i naprawdę cierpi. Zza sarkastycznego przetworzenia baśni o miłości wychyla się czasem, na moment, psychologiczny dramat opuszczonej kobiety. To nie jest najlepszy tekst w tym zbiorze - zresztą jest chyba jednym z najwcześniejszych - ale dobrze pokazuje wrażliwość Link i jej umiejętność uzyskiwania wiarygodnego portretu postaci przy pomocy zaledwie kilku kresek.
The Vanishing Act mogłoby mieć w podtytule How To Disappear Completely and Never Be Found. Dziecięce bohaterki, Hildy i Jenny Rose, są trochę jak chłopcy z Bradbury'ego: nie rozumieją dorosłych, a dorośli za diabła nie rozumieją ich. Tym razem znamy dokładną datę: jest rok 1970. Brat Hildy się buntuje, ojciec zdradza matkę, a Jenny Rose chce wrócić do rodziców, którzy zostali w Indonezji (albo wcale nie...). Jeny Rose uczy się znikać - a dla Hildy jej zniknięcie okaże się równie naturalne, jak odejście ojca czy ucieczka brata przed poborem do Kanady. Niesamowity jest ten tekst o dziecięcej - dziewczęcej - solidarności, o świecie poza zasięgiem rodziców...
W Survivor's Ball, or the Donner Party Link odwołuje się do makabrycznego epizodu z dziejów podboju Dzikiego Zachodu: zakończonej katastrofą wyprawy pionierów pod dowództwem George'a Donnera do Kalifornii w 1846. Ekspedycja wybrałą złą trasę i wyruszyła zbyt późno: w efekcie utknęła w Sierra Nevada, odcięta przez lawinę, z resztkami zapasów żywności. Zanim dotarła pomoc, 39 spośród 87 uczestników wyprawy, w tym wiele dzieci, zmarło, część podczas prób sprowadzenia pomocy. Pozostali, umierający z głodu, posunęli się do kanibalizmu (jak ktoś ma naprawdę mocne nerwy, może zajrzeć tutaj i poszukać informacji o Louisie Kesebergu). Akcja opowiadania Link została przeniesiona do Nowej Zelandii. Dwójka przygodnych znajomych, Jasper i Serena, w śodku zimy dociera do Milford Sound i w niewielkim hotelu trafia na huczną imprezę: Bal Ocalałych. Zastanawiam się, jak odbiera ten tekst czytelnik nieświadomy z lekka makabrycznej dwuznaczności w tytule i nie znający historii Donnerów, mało komu chyba poza USA znanej (ja zawdzięczam jej znajomość przypadkowi: jedną z biografii wyprawy Donnerów recenzowała swego czasu Sarah Monette, co mnie zmusiło do wyszukania informacji na ten temat): czy ma to samo wrażenie wiszącego w powietrzu nieszczęścia, jakie mnie i pewno każdemu amerykańskiemu czytelnikowi towarzyszyło? Pewnie tak - Link wzmacnia je, wplatając ciągłe aluzje do bajki o Czerwonym Kapturku (wjazd do Homer Tunnel jako pysk Złego Wilka...), kładąc nacisk na motywy związane z jedzeniem (Jaspera bez przerwy boli ułamany ząb) i kanibalizmem (Serena, zjadająca odłamany kawałek zęba), a także sugerując, że Serena pasuje do tego towarzystwa znacznie, ale to znacznie lepiej, niżby sie wydawało...
On Shoes and Marriage to dziwaczna zbitka krótkich tekstów o plus minus sławnych mitycznych parach: o księciu, który kocha swoją żonę-pokojówkę, ale ciągle szuka tej dziewczyny o bardzo małych stópkach, z którą raz zatańczył na balu i która zgubiła szklany pantofelek, pantofelek, który stał się dla niego fetyszem, od którego nie da się uwolnić; o bezimiennej kobiecie, anonimowym mężczyźnie i ich miesiącu miodowym (tym razem udało się uniknąć węży i jabłek), umilanym przez pokaz dziwacznych Miss poszczególnych stanów; i o żonie dyktatora, która mieszka na wystawie w muzeum razem z milionem butów, które posiadała, i opowiada ich historię, ponurą historię pary butów na pamiątkę każdego , kogo jej obłąkany mąż kazał zamordować. Aha, i mój egzemplarz jest jednym z tych pechowych, które mają stronę 118 zamiast 188 - dopiero tutaj mogłam doczytać zakończenie...
Most of My Friends Are Two-Third Water jest o kosmit(k)ach, blondynkach i niepełnionej miłości. Jak, który wyrzucił "c" ze swojego imienia i któy dorabia w firmie obrabiającej wideo, kocha swoją eks, podobną do Sandy Duncan. Narratorka mówi, że nie kocha Jaka, ale siedzi po nocach i ogląda reklamy - bo może pokażą tę, w której jego dłonie przeglądają kalendarz z egzotycznymi pięknościami. Narratorka zrobiła sobie przerwę w studiach, Jak zarabia na dalsze wykopaliska gdzieś w Turcji. Jego eks wyszła za mąż, a jego wszędzie otaczają podobne do Sandy Duncan blondynki. Blondynek jest coraz więcej - nawet narratorka zaczyna zostawiać blond włosy na poduszce. Blondynki nie mają narządów płciowych, są gładkie i błyszczące jak Barbie i pachną mydłem Lemon Fresh Joy. I jest ich coraz więcej, mnożą się partenogenetycznie i podbijają nasz świat bezkrwawo i po cichu, przejmując ciała innych kobiet. To się nazywa mistrzostwo - napisać zjadliwą satyrę na kulturową uniformizację, pożeniwszy Żony ze Stepford z Inwazją porywaczy ciał!
W nagrodzonym Nebulą opowiadaniu Louise's Ghost Link sięga po raz kolejny do formuły opowieści o duchach i po raz kolejny robi to przewrotnie. Louise's Ghost to jeszcze jedna opowieść o stracie i nieodwzajemnionej miłości. Louise i Louise znają się i przyjaźnią od dzieciństwa; jedna ma małą córeczkę Annę, posadę piarowca w filharmonii i tendencje do romansów z wiolonczelistami (i wiolonczelistkami, jak się okazuje); everything loves Louise, uważa jej przyjaciółka. Druga Louise, żeby zabić samotność, umawia się z żonatymi mężczyznami, pracuje w agencji turystycznej, organizując wycieczki dla starszych pań i beznadziejnie kocha się w swojej dominującej przyjaciółce. Aha, i ma nagiego, czasem dużego i bez włosów, a czasem małego i kudłatego ducha w sypialni; boi się go, nie cierpi go i czuje się do niego przywiązana. Anna nienawidzi Louise, przyjaciółki matki; Louise w pełni odwzajemnia to uczucie. Louise zrywa znajomość z Louise z powodu mężczyzny, z którym obie sypiają; a potem dzieje się coś nieoczekiwanego i zaskakującego.
Link przejmująco portretuje w tym opowiadaniu niekochaną, zakochaną kobietę. Robi to subtelnie, charakteryzując Louise półtonami, pojedynczymi kreseczkami, z których powstaje przekonujący portret osoby, która nigdy i nikomu nie mówi prawdy. Składa jej obraz z drobnych scenek, pojedynczych reakcji: nie możemy być pewni, co dzieje się naprawdę, a co jest tylko tworem wyobraźni. Louise nigdy nie będzie przez Louise kochana: nie ma nawet tej pociechy, że jej przyjaciółka nie sypia z kobietami; nawet jako duch Louise woli innych.
A The Girl Detective będzie następnym razem, bo blox.pl mówi, że wpis za długi!

wtorek, 02 września 2008, ninedin

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...