Blog > Komentarze do wpisu

Kanon: Kosmos czarny mym mieszkaniem

Alfred Bester, The Stars My Destination (Tiger, Tiger!), Gollancz, London 1999 (wznowienie); wydanie polskie Gwiazdy moim przeznaczeniem, przeł. A. Sawicki, Solaris, Olsztyn 2006 (wznowienie).

 

 

Był rok 1956, kiedy Alfred Bester opublikował w piśmie Galaxy czteroczęściową powieść w odcinkach, która jauntowała literaturę science fiction daleko, daleko w przyszłość, zapowiadając formalne eksperymenty Nowej Fali i narodziny cyberpunku. A zapowiadało się tak niewinnie - Bester po prostu napisał na nowo Hrabiego Monte Christo Aleksandra Dumasa-ojca...
Gulliver Foyle, jak przed nim Edmund Dantes, jest nikim. Dantesa nikim czyni jego naiwność, jego dziecięca niemal prostota i kompletna nieświadomość mechanizmów działania tego świata; Foyle'a - umysłowe lenistwo, prostactwo i brak jakichkolwiek ambicji. Obydwaj przeżyliby całe życie w bezpiecznej nijakości, gdyby nie jedno pragnienie, które kazało im przekroczyć wszelkie granice i osiągnąć rzeczy nieosiągalne dotąd nie tylko dla każdego z nich, ale i dla ludzkości jako takiej. Tym uczuciem jest, w obu przypadkach - zemsta.
W postaci Gully'ego Foyle'a Alfred Bester stworzył modelowego antybohatera fantastyki. Foyle z początku powieści, mechanik trzeciej klasy na statku kosmicznym Nomad, nie chce i nie potrafi niczego prócz wykonywania prymitywnej mechanicznej roboty, przypisanej do swego stanowiska; nie potrafił nawet nauczyć się jauntowania, sterowanej wolą teleportacji, którą większość dzieci jest w stanie opanować bez problemu. Ale Nomad zostaje zaatakowany, nie wiadomo przez kogo, nie wiadomo dlaczego; giną wszyscy, tylko mechanik trzeciej klasy, Gully Foyle, przeżywa. Po raz pierwszy wtedy budzi się w nim wola - wola życia. Ale to jeszcze za mało: trzeba będzie dopiero zawiedzionej nadziei na ocalenie - kiedy tuż obok wraku przeleci inny statek, Vorga, i nie zabierze rozbitka - żeby obudzić w Foyle'u żądzę zemsty, która uczyni zeń potwora - a to znaczy, człowieka. Foyle przysięga sobie, że znajdzie kapitana Vorgi i ukarze za to, co się stało; od tej pory zrobi wszystko, by przeżyć i zrealizować swój plan zemsty.
Nomad jest dla Foyle'a odpowiednikiem Chateau d'If  - pierwszym, bo drugim stanie się więzienie Gouffre Martel, do którego zostanie wtrącony z powodu niezrozumiałych jeszcze wtedy dla niego machinacji wielkich tego świata: multimilionera Presteigna z Presteignów i napromieniowanego uczonego-detektywa, Saula Dagenhama. To stamtąd wyjdzie już nie apatyczny prol i nie wściekły terrorysta gotów wysadzić Vorgę bez zastanowienia, ale tutejszy hrabia Monte Christo - Geoffrey Fourmyle of Ceres, szokujący neowiktoriańskie społeczeństwo swoich czasów dandys, przebiegły koneser zemsty podawanej na zimno, uzbrojona w cyberimplanty ofiara własnych obsesji  i rewolucjonista, nie do końca mimo woli.
Bester w Gwiazdach... nie boi się ani prowokacji, ani eksperymentu: Foyle jest po nietzscheańsku amoralny, a przy tym psychopatyczny (gwałci i szantażuje Robin Wednesbury, pozostawia Jisbellę na pewną śmierć), ale i on ma swoje granice, swoje normy. Tą granicą jest Olivia Presteign, córka milionerów, bezbronna i piękna niewidoma albinoska na pierwszy rzut oka, a bezwzględny i pozbawiony wszelkich zasad potwór, karzący za swą odmienność cały świat, w rzeczywistości. Oliwia widzi w Foyle'u kogoś podobnego do siebie; on jednak, wiedząc, co robiła, widząc w umyśle scenę, w której nakazała wyrzucenie żywcem w przestrzeń kosmiczną nagich, obdartych ze wszystkiego, co mieli, uchodźców (Bester pisał to raptem parę lat po wojnie i zastanawiam się, w jakim stopniu na konstrukcję tego wstrząsającego obrazu wpłynęły zdjęcia z obozów zagłady...) rozumie, że mimo fascynacji i namiętności, jakie panna Presteign w nim wzbudza, nie może tego zaakceptować. To Oliwia siedziała za sterami Vorgi, kiedy ta nie odpowiedziała na sygnał SOS Nomada; to Oliwia więc, od początku, była nemezis Foyle'a i powodem jego rozwoju, zgubą i błogosławieństwem w jednym.
Powieść Bestera zaludniają barwne i intrygujące typy: pyszny i antypatyczny Presteign z Presteignów, szalony i rozsądny jednocześnie geniusz Dagenham, błyskotliwy oficer policji Y'ang-Yeovil - i jedne z najciekawszych kobiecych postaci fantastyki, nie tylko tamtych czasów: neurotyczna nie-do-końca-telepatka Robin Wednesbury i błyskotliwa con artist Jisbella McQueen, że o Oliwii Presteign nie wspomnę. Intrygujący jest obraz społeczeństwa, z jednej strony - zamkniętego w sztywnym gorsecie neowiktoriańskich norm klasowych i moralnych, z drugiej - z trafnie opisanymi przemianami, wynikającymi z wymyślonych przez Bestera konceptów, w tym przede wszystkim idei jauntingu. Społeczeństwo tej Ziemi jest, mimo toczących się wojen, w stazie, w niewoli zrekonstruowanej tradycji - ale jest też w przededniu zmiany; the times, they are a-changing. Narodził się już przecież, choć jeszcze ani on sam, ani świat o tym nie wie, człowiek będący następnym krokiem ewolucji, ten, kto będzie umiał jauntować się nie po platformach Ziemi, ale między gwiazdami... Pod tym względem idee Bestera wydają się, przy wszelkich różnicach, podobne do konceptu Franka Herberta w Diunie: i tu, i tam ludzkość tkwi w okowach tradycji, zakazów i konwenansu, i tu, i tam, musi przyjść rewolucja i zmieść stary porządek, bo i tu, i tam stagnacja oznacza śmierć ludzkiego ducha i prawdziwą zagładę cywilizacji. Autor ma też mnóstwo pomysłów na pojedyncze koncepty, zarówno naukowe, jak i socjologiczne: świat zaskakująco przenikliwie opisanych neofeudalnych korporacji, ginecea bez drzwi, do których można się tylko jauntować, sekta neoskopców, wprowadzająca się w dobrowolną i nieodwracalną deprawację sensoryczną i bezsensowne podziemne obrządki zakazanego chrześcijaństwa - to wszystko razem tworzy spójny, a przy tym fascynująco obcy świat powieści.
Bester eksperymentuje też z formą, posługując się, zwłaszcza w scenach synestezji oszołomionego eksplozją Foyle'a, eksperymentalną formą zapisu i nielinearną fabułą oraz śmiałą metaforyką. Wszystko to sprawia, że to jest ciągle powieść bardzo nowoczesna i bardzo współcześnie, mimo wszelkich swoich manieryzmów i nietzscheanizmów, brzmiąca.
W finałowej scenie Gully Foyle, przemieniony przez swoje doświadczenia, pozostawiwszy za sobą swoje wcielenia poszukiwacza zemsty, wroga publicznego nr 1 i pokutnika, ukazuje się w nowej postaci: ucieka Dagenhamowi i Y'ang-Yeovilowi, zabierając ze sobą to, o co od początku w całej intrydze chodziło - Pyr'E, potężny materiał wybuchowy, detonowany myślą - i rozdaje go, kawałek po kawałku, zwykłym ludziom, jauntując się po miastach starej Ziemi. Oddaje im - robotnikom, proletariuszom, przechodniom - tę potężną niszczycielską broń, którą wielcy tego świata chcieli ukryć przed nimi dla ich własnego dobra, a robiąc to, oddaje w ich ręce odpowiedzialność za ich własny los i klucz do ich własnej ewolucji. Indywidualista, anarchista i outsider poczuł się odpowiedzialny za oddanie losu całej ludzkości w ręce tejże, zamiast w ręce wybrańców. Stagnacja jest śmiercią; zmiana jest rozwojem; Gully Foyle, który był nikim, stał się - przez zemstę, przez namiętność - kimś więcej niż człowiekiem: stał się pierwszym z nowych ludzi i tym, który popchnie ludzkość na nowe tory.
Arcydzieło. Wypada znać; na dodatek ciągle dobrze się czyta. 

 

Lektura uzupełniająca:

* Martha Wells, The Death of the Necromancer, czyli zupełnie, ale to zupełnie inna przeróbka Hrabiego Monte Christo, tym razem w kostiumie fantasy;
* Samuel R. Delany, Babel 17, czyli druga fascynująca, eksperymentalna powieść SF z tej samej epoki; antidotum na ramotki w rodzaju The Case of Conscience Blisha...
* The
Jaunt Stephena Kinga, horror inspirowany arcydziełem Bestera (opowiadanie w tomie Szkieletowa załoga);
* No i to, źródło alternatywnego tytułu:

Tyger Tyger, burning bright,
In the forests of the night :
What immortal hand or eye,
Could frame thy fearful symmetry?

niedziela, 30 listopada 2008, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/12/01 15:38:35
Jak miło, jedna z moich pierwszych fascynacji z SF... Już postanowiłem odgrzebać w pawlaczu te pożółkłe egzemplarze "F" i sobie przypomnieć. Dzięki!
-
2008/12/01 19:22:25
he he, mam dokładnie tak samo: też jedna z pierwszych powieści SF, która mnie zachwyciła, lata temu...
-
2008/12/05 10:09:10
Opisałaś te książkę w tak zajmujacy sposob, ze aż nie chce juz mi się wracac do moich horrorów... ;-)
-
2008/12/07 10:51:03
Następna (albo jeszcze-następna) recenzja będzie z horroru :) (konkretniej, z Uchroń mnie od złego Tananarive Due lub Fangland Johna Marksa; obie skądinąd są przeróbkami Draculi...
A tak w ogóle, to miło mi, że udało mi się zareklamować książkę, za którą przepadam...
-
2008/12/08 10:24:08
U mnie moje inspiracje bloxowe chwilowo przesuneły się w nieco innym kierunku. Obejrzałem ostatnio Batmana. Mroczny rycerz i ku mojemu zaskoczeniu film mi się spodobał na tyle, że postanowiłem napisać artykuł o inspiracjach gotycyzmem w Batmanie.

Poza tym zacząłem też czytać antologie opowiadań fantastycznych Białe szepty. To są takie opowiadania debiutantów. Trochę fantastyczne, trochę horrorowe.
-
2008/12/10 16:56:32
O, to ja już czekam na te gotycyzmy, bo Batmana dość (na tle innych superbohaterów...:) lubię, a literatura gotycka przełomu XVIII i XIX w. to moja pasja :))
-
2008/12/10 18:03:55
własnie próbuje upolowac na allegro wizerunek człowieka rudego. Podobna świetna powieśc grozy z tamtego okresu
coś jak portret doriana Graya coś jak mnich ;-)
-
2008/12/10 23:29:44
He he - obiecaj, że jak upolujesz i przeczytasz, to zrecenzujesz :))
-
2008/12/11 13:52:55
No ba...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...