Blog > Komentarze do wpisu

Nocni łowcy

Barbara Hambly, Those Who Hunt the Night, Ballantine Books, 1988

źródło:http://www.amazon.com/Those-Hunt-Night-Barbara-Hambly/dp/product-description/0345361326

 

Ja dzisiaj znowu o wampirach.

Postanowiłam przeczytać tę książkę, bo jedna z moich ulubionych autorek (Celia Friedman, jakby kto pytał) reklamowała ją jako jedną ze swoich ulubionych. Postanowiłam, co więcej zaryzykować i ją przeczytać, nawet mimo faktu, że moje poprzednie doświadczenia z lekturą powieści Hambly nie były jakoś szaleńczo zachęcające (czytaj: znudziłam się i zirytowałam dość konkretnie, czytając The Magicians of Night). Z jednej strony więc byłam zdecydowana, z drugiej - nie spodziewałam się, mimo wszystko, zbyt wiele, zwłaszcza  że okładka, wyjątkowo paskudna, bynajmniej nie zachęca. A tu - proszę. Jestem naprawdę pod wrażeniem, bo - jeżeli ktoś ma ochotę na stylowy, gotycki kryminał o wampirach, z psychologicznie prawdopodobnymi i intrygującymi postaciami - to niewiele jest książek, które mogłabym polecić z równie czystym sumieniem, jak właśnie tę.

Zaczyna się in medias res, i to od trzęsienia ziemi: główny bohater powieści, James Asher, profesor w (post)wiktoriańskim New College w Oksfordzie, zgorzkniały eks-James Bond swoich czasów, zastaje którejś nocy w swoim własnym domu żonę i służące w charakterze śpiących królewien oraz szesnastowiecznego hiszpańskiego wampira za biurkiem.

Don Simon Xavier Christian Morado de la Cadena-Ysidro jest jasnowłosy i czarujący, świetnie ubrany i sarkastyczny, zimny, magiczny i nieludzki w swojej szybkości, zwinności i dezynwolturze - innymi słowy, jest takim wampirem, w którym pisząca te słowa ma szansę się zakochać całym sercem (nawet jeżeli rozum wie, że oto spotkaliśmy kolejną kopię niejakiego Lestata i że taki, powiedzmy, John Marks z jego paranoicznym, obleśnym, bełkoczącym Ionem Torgu jest sto razy bardziej oryginalny...). Zresztą jak chodzi o wampiryzm, Hambly zdecydowanie trzyma się tradycji: don Simon i jemu podobni piją krew żywych, posiadają nadnaturalne moce, boją się światła słonecznego - i podobnie jak, powiedzmy, w World of Darkness, ich moce rosną z wiekiem... Tej tradycyjności podejścia do mitu wampira nie podważa nawet fakt, że James i jego żona, lekarka Lydia, teoretyzują na temat wampiryzmu jako wirusa - taki koncept mieści się znakomicie w idei "romansu naukowego" (spod znaku, na przykład, opowiadań Conan Doyle'a o profesorze Challengerze), do którego Hambly wydaje się przynajmniej po części nawiązywać. Rodem z tego gatunku (wywodzącego się od Frankensteina Mary Shelley) jest też główny twist w powieści i rozwiązanie zagadki. Nauka i technika podpowiadają rozwiązania tam, gdzie nie daje odpowiedzi  mistyka i tradycja; nieprzypadkowo, spiesząc się  w finale na spotkanie ze swoim arcywrogiem, Ysidro i Asher rezygnują z koni na rzecz motocykla... Niegłupio zresztą zadaje w tym finale Hambly pytania o odpowiedzialność za swoje czyny, o człowieczeństwo i o to, kto naprawdę jest potworem: wampir mordujący dla pożywienia? Szpieg mordujący dla ojczyzny? Uczony mordujący dla dobra nauki?
Z drugiej strony, Hambly się mitem wampira troszeczkę bawi: James Asher bez przerwy rozważa, co z jego szerokiej antropologicznej wiedzy pasuje, a co nie pasuje do przypadku, z którym właśnie się spotkał. Czy wampiry boją się krzyża? A co z czosnkiem, białymi różami, tojadem? Czy wampir może uprawiać seks, a skoro już przy tym jesteśmy - skąd się biorą wampiry? Jak nieumarli radzą sobie z pieniędzmi i skąd mają środki na wynajęcie miejsc, w których składują swoje rzeczy? Czy każda krew smakuje każdemu nieumarłemu? W ten sposób powieść Hambly nabiera dodatkowego wymiaru: jest nie tylko trzymającą w napięciu opowieścią o wampirze, ale i dość ironicznym przeglądem kanonicznych wyobrażeń literatury fantastycznej na temat nieumarłych.

Hambly szczególnie udał się główny bohater, doktor James Asher, profesor i były brytyjski agent,  próbujący żyć w zgodzie z samym sobą. W odróżnieniu od wszelkich Robertów Langdonów tego świata, w jego przypadku czytelnik jest w stanie uwierzyć, że mamy do czynienia z intelektualistą, a zarazem - rzeczywiście z nim sympatyzować. Asher jest błysktoliwy i bystry, oczytany i dowcipny. Jego uwagi w wewnętrznych monologach - zwłaszcza ta z początku, o tym, że w przypadku wampirów niekoniecznie musi się sprawdzać in hoc signo vinces, parę razy przyprawiły mnie o szczery chichot, podobnie jak sarkastyczne my haemophagic friend, użyte przez Ashera wobec nieumarłego. Asherowi brama do piekła kojarzy mu się z Arystofanejskim chórem żab, a widząc góry czaszek w katakumbach Cmentarza Niewiniątek, zastanawia się, o ilu z tych zmarłych Ysidro mógłby powiedzieć, jak Hamlet o Yorricku, I knew him well; chwała autorce, że nie tłumaczy czytelnikom dokładnie i szczegółowo, cóż to się Asherowi skojarzyło, zostawiając to inteligencji czytającego.
Asher ma równego sobie partnera w postaci dona Simona Ysidro i trzeba przyznać, że choć Hambly dość blisko trzyma się kanonicznego przedstawienia wampira, dom Simon jest postacią intrygującą, zwłaszcza że autorka bardzo umiejętnie szkicuje relacje między swoimi bohaterami: wzajemny brak zaufania, ale też konieczność współpracy, groźby Simona i podwójną grę Ashera. Przekonująco też też podkreśla powolne rodzenie się między nimi niełatwego zaufania i porozumienia: Asher, choć wie, jak groźny może być dla ludzi  ktoś pokroju Ysidro, nie pała świętym oburzeniem wobec wampira-mordercy, bo rozumie, że jego własna rola jako szpiega i prowokatora mogła przynieść tyle samo, jeśli nie więcej ofiar...
Ciekawie także rozegrany jest wątek trzeciej głównej postaci: żony Simona Lydii, na pozór kruchej dziewuszki o urodzie lolitki (więcej niż raz Lydia nazywana jest waiflike), w rzeczywistości - twardej i inteligentnej lekarki, pracującej w szpitalu uniwersyteckim w Oksfordzie jako patolog. Zresztą także inne poboczne postacie - jak Bully Joe Davies, nieudaczny cham i prostak, przemieniony w wampira i porzucony przez swojego mistrza, czy lady Anthea Ernchester, która po trzystu latach nieludzkiej egzystencji zachowała ślady natury łagodnej i mądrej kobiety, jaką kiedyś była - są przekonujące i naszkicowane z dużą starannością. Fantastycznie też udał się Hambly sześćsetletni paryski wampir-zakonnik, na wpół obłąkany, żyjący ciągle wizją Sądu Ostatecznego, z którego on i jemu podobni będą wykluczeni. Fascynujący jest ten obraz końca świata jak z Dies Irae, jaki stary mnich maluje przed oczyma Ysidro i Ashera: szkielety w całunach z popiołu, wspinające się powoli ku ziemi z głębokich katakumb, by się poddać osądowi Boga, i pozostawiające za sobą pustą ziemię, po której samotnie krążą ci, którzy nie mogą umrzeć...

Autorce udał się też klimat powieści: podchwycony prostymi środkami opis tonącego w mgłach i świetle gazowych latarni nocnych miast, w którym sylwetkę żywego człowieka niełatwo odróżnić od cienia wampira czy upiorny pałac z połyskujących w świetle świec kości, w którym kryje się prastary paryski wampir. Ta stylistyka - trochę z gotyckiego horroru a la From Hell, trochę z opowieści o Sherlocku Holmesie, trochę z  dziewiętnastowiecznego "naukowego  romansu", a trochę z fantasy of manners - bardzo dobrze pasuje do konceptu Hambly, która, choć korzysta ze sztafażu horroru, w rzeczywistości pisze powieść kryminalną z elementami awanturniczo-przygodowymi. Asher dostaje zlecenie od don Simona, ale gra na dwa fronty: pracuje dla wampira, bo musi (Ysidro groził jemu i jego żonie), usiłując jednocześnie znaleźć sposób na pozbycie się swego "pracodawcy" i wykorzystując przy tym wszelkie umiejętności, nabyte w służbie najpierw Jej, a potem Jego Królewskiej Mości. Z drugiej strony, spotykając się z innymi wampirami, Asher zaczyna doceniać specyficzny kodeks honorowy don Simona, jego wewnętrzną uczciwość i zdolność do pokonywania własnych uprzedzeń w imię dobra całej (wampirzej) społeczności.

Nietrudno zrozumieć, co się Celii F. w tej powieści podobało: Simon Ysidro momentami - zarówno wyglądem zewnętrznym, jak i pewnymi manieryzmami, zachowaniami i własną specyficzną etyką - dość mocno przypomina jej najbardziej znanego i najbardziej udanego bohatera, Geralda Tarranta. Bohater Friedman jest oczywiście uwikłany w znacznie poważniejszy dramat, jego charakter i postawę ukształtowała, w znacznie większym stopniu niż w przypadku don Simona, osobista tragedia i straszny wybór, jakiego dokonał, a jego relacja z Damienem Vrycem jest bardziej skomplikowana niż niechętna współpraca Ysidro i Ashera, ale czytelnik znający powieść Friedman rozpozna znany mu model; o klasie Friedman jako pisarki świadczy to, jak twórczo i jak inteligentnie model obecny u Hambly w swojej powieści z 1991 roku przetworzyła.

Świetna, nastrojowa książka. Warto poszukać (choć niełatwo znaleźć, bo nakład dawno wyczerpany...). Niech ktoś to, proszę, przełoży na polski i wyda (Rosjanie nie tylko mają wersję w swoim języku, ale nawet udostępniają ją online)...

sobota, 17 stycznia 2009, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/01/17 19:16:43
Nastroiłas mnie na czytanie, a u mnie w plecaku od dłuższego czasu ciągle "Pokój do wynajęcia"
Więc kto wie, może przerzuce sobie dziś jedno opowiadanko z antologii :-)
-
2009/01/17 20:05:17
Przerzucaj, przerzucaj, ja chętnie poczytam wrażenia z tej lektury!
-
2009/01/17 21:48:05
Wielkie dzięki za ten ostatni link. Ostatnią książką, jaką czytałem po rosyjsku było "Siedemnaście mgnień wiosny", więc dostałem szansę na zatarcie traumatycznych przeżyć :)
-
2009/01/17 21:58:58
Oj, rzeczywiście musiały być (traumatyczne, znaczy) :). Ale Hambly chyba nie najgorzej się czyta, mam takie wrażenie, zerknąwszy na tekst...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...