Blog > Komentarze do wpisu

Dzień... Dziecka?

Rob Reger, Emily the Strange/ Dziwna Emily, przeł. B. Wierzbięta, Nasza Księgarnia 2007
Rob Reger, Dziwna Emily i Tajna Księga Dziwów, przeł. B. Wierzbięta, Nasza Księgarnia 2007


W krainie dziecięcych bohaterek, których panicznie boją się niektórzy dorośli,  gdzieś w połowie drogi między Wednesday Adams a Matyldą, niedaleko Darii Morgendorffer, rozsiadła się Emily Strange, strasząc cieniem w kształcie kota i wbijając nieruchomy a ponury wzrok w czytelnika.

Emily rozpoczęła swoją karierę jako bohaterka... ilustracji związanych z alternatywną linią młodzieżowych ciuchów Cosmic Debris. Jej "ojcem" jest Rob Reger, twórca firmy; na jego prośbę artysta Nathan Carrico narysował ponurą trzynastolatkę, by umieścić ją na t-shirtach i naklejkach reklamujących ciuchy Roba. Szybko jednak Emily doczekała się własnej serii komiksów i książek. Dwie z nich, Emily the Strange/Dziwna Emily i Dziwna Emily i Tajna Księga Dziwów, napisane przez Regera, a ilustrowane przez niego samego, Buzza Parkera i Briana Brooksa, ukazały się w roku 2007 nakładem Naszej Księgarni, której udało się pozyskać do współpracy w roli tłumacza Bartosza Wierzbiętę, autora m.in. błyskotliwych polskich dialogów do kolejnych Shreków.  

Wybór takiego, a nie innego tłumacza okazał się dobrym pomysłem: Emily Strangto wręcz dramatycznie nie jest typowa książeczka dla dzieci, z linearną narracją i prostym stylem. Wręcz przeciwnie; historyjki o Emily składają się z enigmatycznych, urywanych zdań, językowych łamańców i gier słownych - jak wtedy, kiedy część zdania "Emily nie wierzy w jasną przyszłość" napiszemy tak: "jasNA przysZŁOŚĆ".
Emily jest ponurą małą gotką: czarno-biała, czarno ubrana, robi, co jej się podoba, schowana przed światem i innymi ludźmi. Ludzie nieczęsto pojawiają się obok niej - a jeżeli już są, jak chłopiec, do którego Emily strzela z procy, to po to, żeby oberwać. Towarzyszami bohaterki są tylko cztery czarne koty, które niełatwo od siebie odróżnić.  Charakterystyczny jest obrazek, na którym Emily siedzi  na ławce w środku miejskiego chaosu: dookoła mamy dyskotekę , pizzerię, facetów z młotami pneumatycznymi, a Emily, ze słuchawkami na uszach, siedzi w środku tego wszystkiego, spokojna jak buddyjski mnich, obojętna, odcięta od świata.
Paradoksalnie, choć jej "kariera" zaczęła się od występów w reklamach, Emily niewiele ma wspólnego ze stereotypowo rozumianym światem  dziecka/nastolatki z reklam. Emily w książeczkach nie ma przyjaciółek ani rodziców, na świat patrzy z wyniosłym lekceważeniem i z perspektywy skrajnej indywidualistki. Świat Emily jest przy tym - mimo swojej niemal-monochromatyczności - pełen barwnych, choć może niekoniecznie typowo dziecinnych fantazji:  Emily ma tajne laboratorium i wymyślonych wrogów, hoduje Wytwory (wśród nich potworne bliźniaki Raczka i Flaczka), a w jednym z późniejszych komiksów zajmuje się wskrzeszaniem przejechanego przez samochód białego kota sąsiadki... Emily rzadko się odzywa - w książeczkach nigdy, w komiksach tylko czasami;  dokonuje dziwacznych wynalazków, sama o sobie decyduje i nigdy się nie uśmiecha.
Emily i jej świat narysowani są w trzech kolorach: bieli, czerni i jaskrawej czerwieni. Czasami z matowego tła przebijają nagle jaskrawe, prawie fluerescencyjne fragmenty w tych samych barwach: tak jest na wyklejce pierwszej z książeczek, kiedy - z czarnego tła - oczy nic nie podejrzewającego czytelnika atakuje mozaika jaskrawoczarnych kotów i białych kocich ślepiów. Widzieliśmy już w innej książce koty bez uśmiechu i uśmiech bez kota - ale zapewniam, że ślepia bez kotów też potrafią namieszać w głowie...
Nie wiem, ilu rodziców kupiłoby dziecku taką książkę. Mnie - dorosłą i bezdzietną - skusiła przypadkiem i zachwyciła graficzną prostotą, anarchiczną wyobraźnią i kompletnym brakiem mizdrzenia się do czytelnika. Jeżeli szukamy odtrutki na wszechobecne Hanny Montany, dineyowskie księżniczki i Witch-Czarodziejki i jeżeli przy tym ciągle siedzi w nas coś z zafacynowanego makabrą i niesamowitością dziecka (a żeby  przypomnieć sobie, jak dzieci potrafią się fascynować takimi rzeczami, wystarczy ponownie przeczytać Tomka Sawyera) - polecam bardzo, bardzo serdecznie. Tylko nie dziwmy się potem, kiedy dzieci zaczną hodować pająki i konwersować z niewidzialnymi wrogami...

Źródła ilustracji: http://www.emilystrange.net; http://texasroadkill.com; htpp://pleasureyourpage.com

poniedziałek, 01 czerwca 2009, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/06/01 10:31:15
Jako dziecko uwielbiałam Wednesday Adams ;) A Emily odkryłam jakoś ze dwa lata temu, w jakiejś zagranicznej gazecie był omówiony profil tej postaci i jej fenomen. Myślę, że takie postacie są jak najbardziej potrzebne w różowym lukrze konsumpcjonizmu jakim karmi się teraz małe dziewczynki, a i sama Emily, mimo mrocznej otoczki, wzbudza moją sympatię. Taki odwrót od cekinów i brzdęku melodyjek na rzecz tajemniczości, niedopowiedzeń czy słownych gier dobrze zrobiłby niektórym dziewczynkom (nie wiem czy też masz okazje obserwować dorastanie pokolenia Barbie, nie mam dzieci, ale dalsza rodzina stanowi świetny materiał do wniosków).
-
2009/06/01 12:19:48
Czy ja wiem, czy odtrutka jest konieczna? Nie wiem, jak w podstawówkach i gimnazjach (Emily z ilustracji wydaje się być w wieku późnopodstawówkowym/gimnazjalnym), ale w liceach za mojej pamięci były i na pewno dalej zdarzają się takie ach-jakże-mroczne-i-gotyckie postacie. Bo przecież bardzo miło jest być mroczną, niezrozumianą przez świat i zupełnie, ale to zupełnie inną niż wszyscy ;-)
-
2009/06/01 14:03:31
@ allegra_walker: masz rację - małych gotek i małych emo jest pełno, przynajmniej w LO, w którym czasem uczę (a mówię, bom smutna, bo sama byłam małą gotką...). Ale w Emily odtrutką na Witch-Czarodziejki i ich stylistykę wydaje mi się mniej jej styl, a raczej fakt językowego wyrafinowania i wieloznaczności towarzyszących jej postaci krótkich tekstów. Tu nic nie jest oczywiste, jednoznaczne - trzeba pomyśleć samemu :)
-
2009/06/02 11:52:05
Emily ma chyba najładniejsze wydania jakie widziałem w naszym kraju. Dla mnie fajne i przyjemne, lubię czasem przerzucić i pooglądać koty, czy też detale obrazków. Problem, gdy popatrzeć przez pryzmat grupy docelowej, czyli jak mniemam + - trzynastolatek/tków. Nie chodzi mi o potencjalny destrukcyjny wpływ Emily na ich postrzeganie świata i styl ubierania się, ale nieco irytuje mnie, że młodsze pokolenie ma ustawione, że goth = Emily i koniec. A co z takimi cudami jak Bauhaus, Sisters of Mercy, Fields of Nephilim, czy Siouxsie and the Banshees? Emily to marka handlowa, fajna i na najwyższym poziomie, wiele bym dał, żeby było więcej takich "rzeczy", ale też degeneracja pojęcia, które swego czasu łączyło się z czymś więcej niż chińskie torby i portfele. Mój związek z goth jest i był bardzo umiarkowany, ale jednak Bauhaus to inna bajka niż Reger.
Chciałbym wierzyć, że Emily doprowadzi kogoś do korzeni ruchu artystycznego, ale nie bardzo to widzę, skończy się na torbie z Emily, potem już pani będzie opowiadała jakiej to zadymy nie narobiła w młodośc, bo w szóstej podstawowej miała zeszyt z Emily i jej kotem, ale potem bunt jej przeszedł.
Chociaż taka natura historii świata, za tzw. moich czasów starsze pokolenie chciało nas wyzabijać, bo uważało, że poprzez zespoły takie jak Marilyn Manson degenerujemy i ośmieszamy ruch goth. Jeżeli tak dalej pójdzie, to ciekaw jestem na co będą wyklinać goci spod znaku Emily :)
-
2009/06/04 00:26:40
@ juriusz: mnie się wydaje, że to - jeśli już - to raczej po kolei idzie, tzn. jako 12-latka zapatruję się na Wednesday Adams albo Emily, parę lat później zaczynam sobie szukać muzyki i trafiam na Sisters of Mercy... Nie wiem, czym bym, przy całej swojej fascynacji taką muzyką, polecała SoM czy Fields of the Nephilim dwunastolatkom... :)

A jak ktoś nie trafi, zatrzyma się na gadżetach? No fajnie, widocznie na tym się jego/jej potrzeby kończą :)

A tak w ogóle, całkowicie zgadzam się z ostatnią częścią Twojego posta. Moje czasy licealne zaczęły się w rok po premierze Floodland (taka stara jestem...) i nam też się obrywało, od fanów pamiętających ze swoich czasów szkolnych debiut The Cure... :P. Ech, miło powspominać...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...