Blog > Komentarze do wpisu

Diabeł tkwi w szczegółach

Naomi Novik, Victory of Eagles, Ballantine-Del Rey, New York 2008

W przypadku cyklu Novik o smoku imieniem Temeraire powiedzenie przytoczone w tytule tego wpisu wydaje się po stokroć prawdziwe. W końcu ile razy, od czasów co najmniej Tarzana i Mowgliego, zdarzyło się nam czytać powieści o przyjaźni/telepatycznym związku człowieka z myślącym zwierzęciem lub stworzeniem? Ile razy widzieliśmy w fantasy inteligentne i zabawne smoki? Ile razy przeżywaliśmy alternatywne wersje najważniejszych wydarzeń historycznych? U Novik mamy to wszystko po raz tysięczny – a i tak zdecydowanie warto ją czytać. Warto, bo diabeł tkwi w szczegółach.
A te szczegóły to na przykład odcięcie się od konwencjonalnego obrazu pt. “Heros i jego wierny rumak” (sorry, smok), znanego także jako “Robinson i Piętaszek”. Temeraire jest w każdym calu równy Willowi Laurence'owi – intelektualnie momentami go przewyższa, i choć to Will musiał go nauczyć funkcjonowania w ludzkim świecie, smok i jego jeździec są dla siebie bardziej braćmi i najlepszymi kumplami, niż czymkolwiek innym. Jest to szczególnie widoczne w piątej części cyklu, Victory of Eagles, kiedy bohaterowie są początkowo rozdzieleni: Will uwięziony za zdradę i skazany na śmierć, Temeraire odesłany na pastwiska w towarzystwie smoków starych, chorych lub zbyt krnąbrnych, by się sprawdziły w armii. Novik odnosi sukces tam, gdzie dość sromotnie polegly Elizabeth Bear i Sarah Monette, a mianowicie przy próbie odnowienia podgatunku powieści fantastycznej, którego najbardziej znanym przykładem są Jeźdźcy smoków Anne McCaffrey. Bear i Monette w A Companion to Wolves podeszły do sprawy naukowo i metodycznie, dekonstruując gatunek punkt po punkcie i kończąc z nudnym i dość przewidywalnym wariantem pt. “demaskacja i homoporno” (bohater, choć jest facetem hetero, został wybrany na partnera przez wilczą samicę alfa, ergo podczas rui sam się musi zachowywać jak samica alfa; poza homoporno niewiele więcej w tym nowego). Novik poszła na żywioł i udało się jej nie zrobić z Temeraire'a ani Wiernego Rumaka, ani Przemądrego Przedstawiciela Pradawnej Kultury Orientu, ani Pójdź, Dziecię, Ja Cię Uczyć Każę. Podobnie jak w poprzednich częściach cyklu, tak i tutaj, relacje i interakcje między smokiem a jego awiatorem należą (zarówno gdy chodzi o Willa i Temeraire'a, jak i o inne smoki i ich partnerów) do najmocniejszych stron powieści.

Inną mocną stroną Novik – coraz wyraźniej akcentowaną w kolejnych tomach powieści – jest ujęcie przez nią problemu, który zazwyczaj w tym gatunku się pomija, a mianowicie kwestii tego, kim właściwie są smoki, w sensie społecznym. Skoro bowiem są inteligentne, zdolne do rozumowania i konwersacji, zdolne do nauki, zdolne w końcu do służby w armii, to dlaczego niby nie mają praw w społeczeństwie? Novik kilkakrotnie w poprzednich tomach (zwłaszcza w Empire of Ivory) przeprowadzała subtelne paralele między losem smoków w Europie a niewolnictwem. W Victory of Eagles sprawa staje się jeszcze bardziej oczywista: artykułuje ją Will w rozmowie z Grandym, mówiąc if we have more liberty than we ought, it is because they have not enough. My to w tym przypadku awiatorzy, którym odpuszcza się lekceważenie norm społecznych i kulturowych, bo ktoś przecież musi trzymać w ryzach cenne, nieprzewidywalne i niezdolne, zdaniem Admiralicji, do decydowania o sobie smoki. Ale Laurence, który widział smoki w Chinach i w Afryce, wie, że tak nie musi być i że tak naprawdę smoków nie trzeba trzymać zamkniętych na pastwiskach i zdobywać ich lojalności podstępem: że są one całkowicie zdolne do odczuwania i okazywania uczuć takich jak miłość do własnej ziemi i chęć jej bronienia. If they cannot be woken to the natural affection for their country, such as we feel it, it is our fault and not theirs, kończy Laurence, a prawdy jego słów niedługo potem dowiedzie nie kto inny, jak Temeraire. Temeraire bowiem, wyrwawszy się wraz z grupą towarzyszy niedoli z pastwiska w Walii, zorganizuje smoczy ruch oporu, złożony z podobnych do niego ochotników. I don't need a handler. I can fight by myself, mówi Temeraire do reszty smoków – i w myśl tej maksymy postępuje: kiedy wysłannik admiralicji sugeruje mu, że musi porozmawiać z dowódcą, Temeraire odpowiada spokojnie: Ja tu jestem dowódcą. Co więcej, stworzona przez niego brygada okazuje się podwójnie skuteczna; nie tylko potrafi zorganizować walkę w sposób korzystniejszy i bardziej naturalny dla smoków, ale i skutecznie współpracować z lokalnymi ochotnikami – tym razem jak najbardziej ludzkimi.

Ale diabeł znowu tkwi w szczegółach – Novik, “uczłowieczając” Temeraire'a, nie robi z niego kopii Laurence'a. System wartości smoka, jego ogląd świata jest inny niż człowieka; Temeraire nie do końca pojmuje ideę honoru (zwłaszcza w tak staroświeckim i – nazwijmy rzecz po imieniu – momentami bezsensownym znaczeniu, jakie przypisuje jej Will), nie może zrozumieć, na czym polega moralny dylemat jego awiatora, który czuje się zdrajcą, choć wie, że postąpił słusznie. Temeraire, choć często dziecinny w swej prostocie, myśli znacznie bardziej praktycznie i w znacznie bardziej przyziemnych kategoriach – przetrwania, wymiernego sukcesu militarnego, własnej dumy – i śmiem twierdzić, że dla współczesnego czytelnika jego punkt widzenia jest momentami bardziej racjonalny i zrozumiały, niż ten reprezentowany przez Laurence'a...

Novik, jak już zdążyła nas przyzwyczaić, bardzo dobrze radzi sobie z opisem relacji międzyludzkich i nie ulega pokusom ułatwiania sobie życia – przyjaciele i towarzysze broni Laurence'a wcale nie wybaczają mu łatwo tego, co się stało, i reagują bardzo, ale to bardzo różnie na odwleczenie jego egzekucji... Autorka nie ma też problemu z trzymaniem się etosu postaci, od Jane Rowland, zrywającej romans ale pozostającej bezwzględnie lojalną, aż po koszmarną smoczycę Iskierkę, która jak coś wbija sobie do głowy, to nie ustąpi. Zabawne jest też, że najwyraźniej kroi nam się w historii opowiadanej przez Novik klasyczny romans a la Duma i uprzedzenie, między dwójką bohaterów, którzy na pozór (albo na razie) się nie znoszą i traktują nawzajem z serdeczną niechęcią - choć na szczęście akurat dla tej dwójce bohaterów przynajmniej ludzkie konwenanse nie będą stawać na drodze...

W tej części serii pojawia się także dwoje nowych bohaterów: smoczyca Perscitia, zbuntowana intelektualistka, która nie chce walczyć, ale ma świetne pomysły strategiczne, i zadziorny, dumny i bezwzględny, ale absolutnie kompetentny generał Wellesley, a.k.a., jak wie każdy czytelnik choćby minimalnie zaznajomiony z historią Anglii, późniejszy książę Wellington. Zabawne, że trafiło mi się przeczytać zaraz po sobie Strange'a i Norrella Susanny Clarke (po raz n-ty) i właśnie Victory of Eagles – w obu pojawiają się te same postacie historyczne (Wellington, nieszczęsny szalony król Jerzy) i dość podobne wątki, choć u Clarke książę odnosi się do Jonathana Strange'a z dużo większą atencją, niż u Novik do Willa Laurence'a.

Ciąg dalszy, niewątpliwie, nastąpi – a dla czytelnika choćby z grubsza znającego angielski system prawa karnego z tamtych czasów od pewnego momentu robi się dość oczywiste, gdzie ten ciąg dalszy będzie miał miejsce...

Niby nic rewelacyjnego – ot, powieść przygodowa, miła i sympatyczna, wciągająca, akurat na wakacyjny wieczór – ale w sumie, jak się przypatrzeć dobrze, całość jest chyba większa od sumy składników.


Aha, jeszcze raz a propos diabła i szczegółów; schemat finałowej bitwy Anglików z Napoleonem na wybrzeżu Brytanii (rozstrzygniętej niespodziewanym – dla wszystkich poza głównodowodzącym - przybyciem floty, którą najpierw podejrzewa się, że należy do nieprzyjaciela) Novik moim skromnym zdaniem (niemal) pożyczyła z Władcy pierścieni... :)


Ilustracje: www.fantasticfiction,co.uk,
http://i.dailymail.co.uk/ (Thomas Lawrence: Arthur Wellesley, the first Duke of Wellington)

niedziela, 12 lipca 2009, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/07/14 00:14:26
Bardzo ciekawa recenzja.. I mój ulubiony gatunek w fantasy ;-) Nie chodzi o smoki, ale o historię alternatywną. I ciekawy zabieg z wtrąceniami w formie mniejszej czcionki :-)
-
2009/07/14 09:46:23
He he :) Historia alternatywna staje się też coraz bardziej moim ulubionym gatunkiem fantasy, i to zdecydowanie :)
A co do mniejszej czcionki - muszę jakoś opanować swoje skłonności do dygresji (i dygresji od dygresji)... :-)
-
2009/07/14 11:36:45
ale ja tam lubię Twoje dygresje (i dygresje od dygresji) :)
-
2009/07/15 11:52:05
Zupełnie mnie nie wzięło, może dlatego, że czytałam w tłumaczeniu. Miałam wrażenie, że obcuję z literaturą dla czternastolatków :-(

A teraz polecanka z zupełnie innej beczki (bez elementów fantastycznych, ale mam nadzieję, że będzie mi to wybaczone). Nie tak dawno temu nieznany dobroczyńca skończył wrzucać na YouTube serial BBC "Clarissa" na podstawie powieści Samuela Richardsona (o ile się orientuję, był u nas wyświetlany tylko raz; być może ponure seriale kostiumowe bez happy endu nie mają wielu amatorów). Świetny film o... przede wszystkim chyba o pragnieniu niezależności (jak nasza ulubiona Jane Eyre). Świetna gra wszystkich aktorów, a szczególnie nieznanej skądinąd Saskii Wickham i jakże-dobrze-skądinąd-znanego Seana Beana. Słowem - perełka.

Nie rozpisuję się o szczegółach, bo zakładam, że obejrzysz, zachwycisz się i sama będziesz chciała coś na ten temat napisać :-)
-
2009/07/15 12:14:57
O rany, dzięki za wiadomość - ten serial był na mojej liście marzeń do obejrzenia od ZAWSZE :).
-
2009/07/15 17:07:43
Aha: byłabym skłonna się zgodzić, że w założeniu cykl Novik jest powieścią dla nastolatków (YA, jak mawiają Amerykanie); tym większa jej chwała, że w mocno skonwencjonalizowanym gatunku potrafi poruszać się własną ścieżką, nie robiąc przy tym żadnej rewolucji w regułach. Tak jak mówię, ten cykl to niby nie jest nic nowego, niby żadne arcydzieło, niby sporo w nim takich właśnie nastolatkowych schematów - ale drobiazgi, cieniowanie, niuanse decydują o oryginalności.
Dodam jeszcze na marginesie, że pani Novik się umie uczyć - z książki na książkę jest sprawniejsza literacko :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...