Blog > Komentarze do wpisu

To lubię: proza

 

Wiem, że Drakaina już od jakiegoś czasu obiecuje swój manifest ideowy, a przy okazji jeden z jej czytelników (dzięki, nameste!) zażyczył sobie mojej wypowiedzi. Drakaina, o ile wiem, kiedyś panowała poważny, szeroko zakrojony wpis o tym, co lubi, a czego nie lubi (nie wiem, czy nie zmieniła planów) - ja zadowolę się nieposkładanym, chaotycznym komentarzem. Dzisiaj - o prozie.

Uwaga: to jest wpis blogowy, nie traktat teoretyczny czy krytyczny, ergo proszę o odrobinę wyrozumiałości w kwestii np. nie zawsze precyzyjnej terminologii...

W prozie lubię...


... raczej tradycję, zwłaszcza jeśli chodzi o sposób narracji (ergo prędzej Tolkien niż Robbe-Grillet, żeby sięgnąć po skrajności). Ale lubię, takoż, pewną dawkę eksperymentu, a także nietypowych i nie do końca wiarygodnych narratorów. Przykład: eksperymenty z "nieosobową" narracją w Lodzie Dukaja czy dwaj (tym razem pierwszoosobowi) narratorzy w Lewej ręce ciemności Le Guin, gdzie w ich dziennikach widać, jak bardzo nie rozumieją się nawzajem i jak inaczej każdy z nich interpretuje te same fakty. Albo narratorka (też pierwszoosobowa) The Priviledge of the Sword, naiwna wiejska dziewuszka wrzucona w świat skomplikowanych dworskich intryg i próbująca opowiedzieć czytelnikom o tym, co sama w sumie nie do końca pojmuje. Lubię narrację prowadzoną z punktu widzenia, a im ten punkt widzenia mniej wszechwiedzący i mniej wiarygodny, tym lepiej.
Lubię fantastykę - i lubię fantastyczność w prozie głównonurtowej. Nieprzypadkowo do moich ulubionych powieści należą Mistrz i Małgorzata Bułhakowa i Sto lat samotności Marqueza. Lubię, kiedy coś mi rozbija rzeczywistość świata przedstawionego, lubię, kiedy świat okazuje się mniej oczywisty, niżby się czytelnik (i bohaterowie) spodziewali - lubię ergo powieść gotycką i siostry Brontë i antyczny romans grecki i niesamowite opowiadania Gogola, na przykład.
Lubię - paradoksalnie w świetle poprzednich stwierdzeń - epikę, najchętniej w jej klasycznych formach. Stąd do dziś chętnie wracam do Dickensa ze światowych i Prusa z polskich pisarzy. Lubię epicki rozmach i epicką skalę wydarzeń, jak w powieściach rosyjskich mistrzów gatunku.  I lubię epikę popularną, spod znaku Dumasa i jemu podobnych, takoż :). Lubię epicką skalę, rozmach, tabuny postaci i rozbudowane tło - ale lubię też nieepicki szalony chaos spod znaku Samuela Delany'ego czy jego współczesnego kontynuatora Hala Duncana.
Nie lubię z kolei alegorii - dlatego nie lubię Narni Lewisa - i nie przepadam za łatwo czytelną i nachalną symbolicznością (dlatego nie mam ochoty wracać do Olgi Tokarczuk). Boję się ideologii w literaturze (stąd niechęć do i Quo vadis, i Mgieł Avalonu), choć zdaję sobie sprawę, że uniknąć się jej nie da i że czasami da się ją zastosować w sposób mniej niszczycielski dla literatury. Ale Sienkiewicza już czytać nie mogę - mimo olśniewającej formy mdli mnie od bogoojczyźnianości.
Nie przepadam za ideologizowaniem, ale zdarza mi się, że nie mogę jakiegoś tekstu polubić czy zaakceptować tylko dlatego, że sposób ukazania postaci, koncepcji, idei mnie osobiście przeszkadza. To się zresztą tyczy też tekstów, które lubię - denerwują mnie bezsensowne antysemickie wstawki co w poniektórych tekstach Agathy Christie i idea, że Murzynkom było lepiej, póki rządzili nimi ich dobrzy panowie w Przeminęło z wiatrem, dokładnie tak samo, jak w Katyniu Wajdy (wiem, tu miało być o prozie...) denerwuje mnie idea jednolitego, jedno- i prawomyślnego wojska polskiego, w którym sami piękni chłopcy, sami patrioci i sami katolicy...

W opowiadaniach lubię koncept; lubię teksty oparte na idei, która mnie zaskakuje (tutaj jest niezły przykład takowego) - ale jestem też w stanie wybaczyć autorowi brak i/lub oczywistość fabuły, jeżeli w zamian dostanę tekst, który mnie olśni stylem i sposobem napisania (tak, jak mnie olśniła swego czasu Mariamne Lagerkvista, na przykład, a ostatnio Catherynne Valente). Zawsze można mnie uwieść melodią języka - nie mylić jednakowoż z purple prose i wodolejstwem.
Lubię literaturę gatunków, choć nie bardzo lubię czyste romanse (nawet Jane Austen na dłuższą metę trawię w niewielkich dawkach) - i uwielbiam zabawę literaturą, wszelkiego rodzaju pastisze, przeróbki i przetworzenia. Te muszą spełnić jeden warunek - muszą mnie zaskoczyć, oszukać, nabrać albo zrobić coś, czego bym się nie spodziewała; ergo, jak dla mnie osobiście, Pratchett może mniej koniecznie, a Fforde i Moore (Alan, nie Christopher) - jak najbardziej.  Lubię humor, nie lubię rechotu - potwornie nużą mnie te wszystkie parodie bestsellerów, Nudy pierścieni i Barry Trottery, których jedyną ambicją jest - stanie się bestsellerami i urwanie choćby kawałka sławy pierwowzorom.
Nie bardzo, jak powiedziałam, lubię czyste romanse, ale kompletnie nie przeszkadzają mi wątki miłosne w literaturze, nawet/zwłaszcza w fantastyce. Nie muszą być hetero, bynajmniej, byle były ciekawe (a te nie-hetero bywają w fantastyce ciekawsze, bo mniej typowe). Jako że
wg Nabokova byłabym tym najgorszym, nieakceptowalnym czytelnikiem który chce się identyfikować z bohaterem i posiada, w związku z tym, lowly kind of imagination, nie przeszkadzają mi też sentymentalizmy i happy endy, byle w normie. No przyznaję, płakałam na końcu Harry'ego Pottera i przy ostatnich scenach Tigany Kaya i kiedy zupełnie niespodziewanie rozwiązywał się osobisty wątek w Karnawale Elizabeth Bear, podobnie jak przy milionie różnych innych okazji, bo ja w ogóle płaczliwa jestem (książkowo-filmowo, nie życiowo).
Dalej w związku z moją Nabokovowską ułomnością - lubię psychologicznie skomplikowane postacie. Że mam słabość do kolejnych wariantów i modyfikacji postaci Fausta, to już pewnie wszyscy moi czytelnicy wiedzą, ale generalnie postać, żeby mnie zaintrygować, musi mieć z jednej strony odpowiedni poziom psychologicznego prawdopodobieństwa i komplikacji (stąd mój niejaki problem z Asimovem, Clarkiem i summa summarum także Lemem), z drugiej, musżę (co tak oburza Nabokova w czytelnikach) przynajmniej minimalnie móc z nim sympatyzować. To nie znaczy, że mają to być same aniołki, słodkie panny i dzielni panowie - ale ja sama, osobiście, nie mam ochoty czytać książek o postaciach, które mnie nie obchodzą. No i, tak na marginesie, może to i dobrze, że nie lubię Nabokova, a jego powieści, z Lolitą na czele, doceniam jako ważne, ale też uważam, ze swojej czysto osobistej perspektywy, za dość pusty popis erudycji i pozerstwa...
Lubię teksty napisane językiem, który jest wyrazisty, swoisty, rozpoznawalny - lubię np. Masłowską (Wojnę..., Pawia królowej nie czytałam) i Dukaja (za to). Nie mogę czytać kalekich zdań, upstrzonych banałami i oczywistościami - mam ergo problem ze sporym kawałkiem polskiej fantastyki (przykład tutaj). Z dwojga złego, chyba prędzej wybaczę autorowi nienajlepszą fabułę niż marny styl.
Lubię literaturę gatunków, ale nie tylko, prozę, ale nie tylko (poezji antycznej i współczesnej czytam w sumie chwilami więcej niż prozy), lubię teksty dla teatru, choć nie zawsze teatr i mam - wiem - cholernie eklektyczny gust. I pewnie jeszcze nie raz będę o tym pisać.

PS. I pewnie zapomniałam napisać o milionie ważnych rzeczy...

piątek, 21 sierpnia 2009, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Manifest ideowy z HORROR STORY
Podjudzony przez Ninedin jej manifestem , a potem jeszcze raz przez Asfaltową dziewczynkę jej okołomanifestowym wpisem , zdecydowałem wtrącić swoje trzy po trzy na temat tego, co lubię czytać. Zwłaszcza, że to dobry powód, aby opowiedzieć o dobrych ... »
Wysłany 2009/09/06 12:04:53
Komentarze
2009/08/21 17:24:58
Ha!
Przeczytałem...
Ha! Jak pomyślę, to może i sam taki manifest czytelniczy sklecę. A swoja drogą niezły pomysł, żeby troche podnie ść jakoś łańcuszków blogowych, gdyby takie manifesty się po blogacg obrodziły
-
2009/08/21 18:42:30
Ha! Będę czekać, aż napiszesz taki manifest...
-
2009/08/21 21:29:45
Dzięki, ninedin, b. ciekawe. Czuję zbieżność (np. w przedkładaniu Fforde'a nad Pratchetta, w dystansie do Nabokova i w... wszystkożerności :), no, prawie wszystko-).

Drobne separatum ws. Tokarczuk, bo cenię (choć nie po całokształcie, a po wybranych). No i zaległe, w związku z pomysłem, że Cameron Diaz ma perfekcyjną twarz ;)

Generalnie mamy problem (liczba mnoga stoi na zbieżności). Bo ta wielożerność jest jakaś taka amorficzna, trudno określić, hm, powód gustu, różne książki (i nie tylko) ceni się za bardzo różne i odmienne rzeczy. I dlatego fajnie, że zadałaś sobie trud, aby przyczesać afro swoich upodobań :) (Choć może dredy byłyby lepszą metaforą: mnóstwo niby-oddzielnych wątków wyrastających z jednej głowy.)
-
2009/08/21 23:47:02
@ nameste: dredy mi chyba bardziej pasują niż afro :))
Ja Tokarczuk lubię za pierwsze dwie książki, w pozostałych wydaje mi się nieco zbyt powtarzalna i zbyt symboliczna, a przy tym łatwo czytelna.

I tak, mnie czasem to moje niezdecydowanie, ten wszystkoizm, cieszy, a czasem męczy, bo czasem to fajnie, wiedzieć coś po trochu o wszystkim, a czasem jednak człowiek chciałby się jakoś określić, a tu masz- tak jak mówisz, każdą rzecz ceni się za co innego...

A co do Cameron D.: drobna nieścisłość była z mojej strony: w jej przypadku chodziło mi o ten rodzaj plastikowej regularności, którą Hollywood tak chętnie produkuje, nie o doskonałość sensu stricto...
-
2009/08/22 02:00:19
Heh. Nie lubię zasadniczo ani dredów, ani afro, więc ciekawe, co będę przyczesywać, jak już wreszcie ten manifest zacznę pisać... Na razie to głównie planuję mnóstwo pisań, a póki co pobiłam własny rekord w tłumaczeniu książek: 10 dni na prawie trzystustronicową powieść, może nie z najwyższej półki, bo młodzieżową, ale dość wymagającą językowo... I jakoś tak teraz nie mogę się zebrać, żeby cokolwiek innego dokończyć. Ale czuję się nawet nie tyle wyzwana, ile przywołana do porządku, że powinnam obiecane wreszcie napisać... No napiszę... Najgorsze, że pod sporą częścią Twoich lubień i nielubień mogłabym się po prostu podpisać... (Btw. nie lubię nadmiaru wielokropków, ale zawsze je w nadmiarach produkuję. Hmmm.)
-
2009/08/25 16:37:19
Dobrze wiedzieć, co Ci się podoba w literaturze, a co nie: Dukaj chyba nigdy do mnie nie trafi, nie wiem czemu, poddałam się po jego opowiadaniu Córka łupieżcy, za dużo u niego... wszystkiego, a z tym Bogusławem... No gdzieś Ty to trafiła?! Nawet Piekarze wychodzą lepsze teksty i jego już wolałabym zaliczyć do pisarzy fantastyki niż to coś pisane językiem nastolatka:-D Jak sobie myślę o Twoim wpisie, to stwierdzam, że mamy podobne wymagania, a jednak często różnimy się gustem, to ciekawe:-)
-
2009/08/25 16:40:21
Pierwsze zdanie nie powinno się kończyć dwukropkiem, ale widocznie blox nie przyjmuje mojej ukochanej emotki, więc uznajmy, że tam jest ;-) :-))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...