Blog > Komentarze do wpisu

Wnuki, klony i bękarty

Uwaga spoilery: Guy Gavriel Kay, Fionawarski gobelin, Tigana, Lwy Al-Rassanu; Ellen Kushner (i Delia Sherman), Swordpoint, The Priviledge of the Sword, The Fall of the Kings; Emma Bull, Bone Dance; Emma Bull and Steven Brust, Freedom and Necessity, Pamela Dean, The Secret Country Trilogy.

 

Jako że poprzedni wpis okazał się za długi, pozwolę sobie pokontynuować trochę w nowym - i powiedzieć, jako uzupełnienie mojego "artykuliku" o Dorothy Dunnett, kilka słów na temat wpływu, jaki jej twórczość miała na kilku autorów, których lubię, i kilka mniej lub bardziej ważnych powieści fantastycznych ostatnich lat, przede wszystkim gdy chodzi o kreację bohaterów. Żeby od razu uprzedzić ewentualne zarzuty (że takich postaci jak Lymond jest w literaturze sporo i skąd założenie, że akurat ta była inspiracją?), pozwolę sobie wziąć pod uwagę tylko książki tych autorów, którzy deklarowali, że cykl Dunnett wywarł na nich duże wrażenie, tak jako na czytelnikach, jak i na pisarzach.

Między innymi z własnego doświadczenia czytelniczego wiem, że Francisa Crawforda Lymonda się zwykle albo kocha albo nienawidzi. Autorom, nie tylko fantastyki, ale także romansów, zdarza się go kochać i mniej lub bardziej otwarcie nawiązywać do jego postaci we własnej twórczości; żeby nie być gołosłowną, pozwolę sobie przytoczyć parę przykładów.

Zacznijmy od enigmatycznego księcia-polityka, który muzykę kocha w sumie bardziej chyba od polityki, ale to wobec polityki ma obowiązki - i nigdy nikomu (no, może poza jedną osobą) nie zdradza pełni swoich planów. Scena, w której Alessan bar Valentin na początku Tigany zjawia się w kryjówce spiskowców i, sarkastyczny i ironiczny, miesza się w ich plany, przestawiając je po swojemu i traktując wszystkich dosyć z góry, jest jak wprost z Dunnett. I choć książę Tigany w dalszych partiach powieści zachowuje się już trochę inaczej, zawsze zostaje w nim coś z bohatera Dunnet, choćby w tym, że Alessan, jak Lymond, nie ma oporów przed podejmowaniem trudnych i etycznie wątpliwych decyzji (zniewolenie Erleina!), i choć ich nie żałuje, ma jednak z ich powodu wyrzuty sumienia. Złośliwie mogłabym dorzucić, że podobnie jak Lymond, także Alessan kończy zakochany w najmniej prawdopodobnej kandydatce (i takiej, której ja osobiście nie lubię) - ale to już nie mniej lub bardziej zamierzone podobieństwo, tylko czysta złośliwość recenzentki...

Alessan nie jest zresztą jedynym bohaterem Kaya, który ma co nieco wspólnego z Lymondem - czytelnicy (na przykład na forum półoficjalnej strony Kaya, Bright Weavings) doszukiwali się podobnych cech u Diarmuida z Fionawarskiego gobelinu, podkreślając jego brawurę i skłonność do ryzyka, talenta militarne, a przy tym zamiłowanie do życia, jak by się to dzisiaj powiedziało, na krawędzi. Mnie osobiście akurat ta zestawienie trochę mniej przekonuje - Diarmuid, choć podobnie jak Lymond jest niedocenionym młodszym bratem i podobnie jak Lymond bardzo skutecznie udaje kogoś, kim nie jest, jest przy tym trochę za mało intelektualistą jak na klon Crawforda - ale za to wydaje mi się przekonująca inna popularna wśród czytelników Kaya paralela, ta między bohaterem Dunnett a Ammarem ibn Khairanem, jednym z głównych bohaterów Lwów Al-Rasanu.

Ammar i Francis mogą dzielić historycznych "przodków" - innymi słowy,  mogli jeden i drugi zostać zainspirowani przez podobnego typu historyczne postaci - ale też Guy Gavriel Kay kilkakrotnie podkreślał, jak dużą rolę w jego własnej twórczości odegrały powieści Dorothy Dunnett. Ammar jest pod pewnymi względami podobny do bohatera The Lymond Chronicles nawet fizycznie - u obu jedną z intrygujących i szczególnie zwracających uwagę (a przy tym wielokrotnie podkreślanych przez autorów) cech są wyraziste oczy w charakterystycznie błękitnym kolorze. Scena śmierci Almalika w Lwach Al-Rassanu, kiedy narrator wtrąca od niechcenia uwagę, że niewolnik obsługujący króla ma niezwykle niebieskie oczy ( As a consequence, no one in the room save the man kneeling directly in front of him was able to say, afterwards, if the dying king of Cartada realized, before he lost consciousness and life and went to join Ashar among the stars, that the slave who had been offer­ing him oranges all morning had remarkably blue, quite distinc­tive eyes, s. 163), spokojnie mogłaby się znaleźć w jednej z powieści Dunnett. Dałoby się ją bez większego problemu zestawić np. z jedną ze scen z Queen's Play, kiedy czytelnik w założeniu nie wie jeszcze tego, co wiedzą postacie, a więc, że Thady Boy, tęgawy, łysiejący bard irlandzkiego księcia Phelima o'Liam Roe'a to nie kto inny jak Lymond w przebraniu; jedyne, co go może zdradzić, to kolor oczu - i to na niebieskie oczy barda Dunnett wielokrotnie zwraca uwagę (jak choćby wtedy, kiedy pisze: Thady Boy's eyes were twin pools of maidenly blue, s. 48). Dodajmy na marginesie, że podobne jest, oczywiście, jeszcze jedno - fenomenalne zdolności aktorskie i umiejętność udawania z lekka kogokolwiek, jaką obaj bohaterowie zdają się posiadać...
Podobieństwa nie kończą się na wyglądzie. Ze wszystkich bohaterów Kaya właśnie Ammar ma moim zdaniem najwięcej wspólnego z bohaterem Dunnett - poczynając od drogi życiowej, przez zamiłowania, zdolności i umiejętności, a także wrażenie, jakie wywiera na innych. I jeden, i drugi zaczynają wpływać na losy swojego świata będąc jeszcze niemal chłopcami: szesnastoletni bodaj Lymond zostaje obwołany zdrajcą po klęsce pod Solway Moss, niespełna dwudziestoletni Ammar zabija ostatniego kalifa Al-Rassanu. I jeden, i drugi, posiadają nietypowe dla swoich czasów zrozumienie i szacunek dla innych kultur. Ammar nie ma problemu z uznaniem, że jego metaforyczną "drugą połową" jest jaddycki wojownik, a jak najbardziej ślubną drugą połową zostanie wyzwolona kindacka lekarka, Francis ma wśród (powiedzmy...) przyjaciół Maurów i rycerzy maltańskich, Żydów i astrologów, duchownych kościoła katolickiego i zwolenników reform Henryka VIII, Szkotów i Anglików. Obaj są wędrowcami, tułaczami i wygnańcami - i obaj doskonale wiedzą, że mimo to jest gdzieś na świecie jedno konkretne miejsce, które mogą nazwać domem; obaj służą największym potęgom politycznym swojego świata, często pozornie zmieniając strony, ale w rzeczywistości pozostając zawsze wiernymi temu miejscu (czy raczej idei miejsca), które uważają za swoją ojczyznę. Obaj, dodajmy, posiadają niewiarygodnie wręcz
szerokie spektrum talentów, od fenomentalnych umiejętności szermierczych (przy czym pojedynkowi Ammara z Rodrigiem Belmonte w finale powieści Kaya odpowiada, pod względem emocjonalnej intensywności i wyrównania szans walczących, pojedynek Francisa Crawforda z jego arcywrogiem Grahamem Reidem Malletem pod koniec The Disorderly Knights) przez zdolności przywódcze i całą gamę talentów artystycznych.  Ammar, poeta i muzyk, tęskniący za tym, by pamiętano go jako poetę, jest niemal dokładnym odpowiednikiem Francisa, który, w rozpaczy i złości, mówi nieoczekiwanie do swojego bodaj najbardziej zaufanego przyjaciela Jerrota Blytha I miss music.  Obaj mają w życiorysie epizod kariery w roli najemnika; obaj, kiedy trzeba, potrafią wykazać się bezlitosną skutecznością. Obaj również nie mają żadnego problemu z faktem własnej biseksualności, ale też obaj - choć jeden was (...) linking and unlinking with a succession for women - and some men (Lions of Al-Rassan, s. 222), a drugi przyznawał: I too have had my Margaret Lennox and my Agha Morat (The Ringed Castle, s. 207 - Agha Morat był wodzem piratów) - w końcu wiążą się z niezależnymi i upartymi, a przy tym nietypowymi kobietami. Obaj przy tym są sarkastyczni i złośliwi, a do tego pozbawieni złudzeń co do ludzi i ich motywacji i rzadko, jeśli kiedykolwiek, dają się ponieść zbiorowemu entuzjazmowi i ideologiom...
Może dlatego, że miał do swojej dyspozycji niecałe 600 stron zamiast trzech tysięcy, Kay oszczędził swojemu bohaterowi przede wszystkim jednego - niezwykle charakterystycznych dla Lymonda kłopotów z rodziną: morderczych sporów z bratem, uwielbienia dla matki i jednocześnie poddawania w wątpliwość jej wierności małżeńskiej, nienawiści do nieżyjącego ojca, problemów z poznaną dopiero w dorosłym wieku przyrodnią siostrą, lęku przed odkryciem własnego nieprawego pochodzenia... Ammar jest też (na szczęście!) znacznie mniej depresyjny, autodestrukcjny i skłonny do prób samobójczych, niż jego odpowiednik u Dunnett - ale te różnice nie zmieniają faktu, że obie te postacie wydają się mieć ze sobą naprawdę bardzo dużo wspólnego.

Ale żeby nikomu się nie wydawało, że Guy Gavriel Kay jest jedynym fanem Dunnett wśród pisarzy, warto przypomnieć, że bodaj równie dużo wspólnego z Lymondem ma Alec Tremontaine, główny bohater cyklu Ellen Kushner o Riverside. Alec z kolei dziedziczy po Lymondzie te cechy, które Kay pomija - jest, owszem, genialny i błyskotliwy, wszechstronny i tajemniczy i nigdy, ale to nigdy nie dzieli się z nikim swoimi planami (nie wspominając już o sekwencjach żon oraz kochanków płci obojga), ale też jego depresyjne fazy, autodestrukcyjne nastroje i nurzanie się na zmianę w rozpuście i używkach (co w żaden sposób nie zmiejsza jego geniuszu i błyskotliwości...) przewyższają nawet chyba te Lymondowe, choć o to niełatwo.

Jak Lymond, Alec jest uosobieniem i wcieleniem sprzeczności; jak Lymond, książę Tremontaine znakomicie radzi sobie z oszukiwaniem wszystkich dookoła i robieniem wrażenia, że jest kimś zupełnie innym i znacznie mniej groźnym, niż jest w rzeczywistości. Pod tym względem do bohatera Dunnett podobny jest także James Cobham, bohater niepublikowanej w Polsce powieści Emmy Bull i Stevena Brusta Freedom and Necessity. Oczywiście, te podobieństwa mają swoje granice - jakoś nie wyobrażam sobie Francisa Crawforda zaangażowanego w walkę o powszechne prawa wyborcze, choć mogę go sobie przedstawić korespondującego z Karolem Marksem... James Cobham, bojownik o wolność, mistrzowsko udaje zblazowanego lwa salonowego, jest fenomenalnie sprawny fizycznie, błyskotliwy, oczytany i tajemniczo melancholijny - a podobieństw między koncepcją postaci w dziele Bull i Brusta a w powieści Dunnett dopełnia fakt, że główna bohaterka tych pierwszych, Susan, skądinąd przyszła pani Cobham, mocno przypomina Philippę Somerville, przyszłą panią Crawford...

Mamy równouprawnienie, a Emma Bull musi naprawdę lubić powieści Dunnett, bo w - chyba też nieznanej w Polsce - powieści Bone Dance umieściła postać tajemniczej Frances, przybyszki znikąd, genialnej i sarkastycznej; oczywiście, wiemy o niej za mało, żeby naszkicować paralele równie bliskie, jak w przypadku Ammara, ale zarówno zdanie czytelników, jak i moje własne wyczucie podpowiadają mi, że wybór imienia dla niej nie był tak do końca przypadkowy... Na koniec dorzućmy jeszcze - też z niepublikowanego u nas cyklu The Secret Country Pameli Dean - lorda Randolpha, enigmatycznego i genialnego królewskiego dworzanina, który, jeśli nawet nie jest inspirowany przez postać Lymonda, wywodzi się z tej samej tradycji.

Bohatera Dunnett łatwo kochać, a czasem jeszcze łatwiej nienawidzić-  szkoda, że mamy prawdopodobnie bardzo małe szanse, by przekonać się, jak jego przygody czyta się w naszym języku... Jeżeli jednak ktoś lubi obyczajowo odważne i erudycyjnie oszałamiające warianty powieści płaszcza i szpady - albo zamierza na poważnie zajmować się pisaniem o anglosaskiej fantastyce ze szczególnym uwzględnieniem fantasy of manners, zdecydowanie polecam mu sięgnięcie po jej książki. I już się zamykam na temat Dunnett, na jakiś czas przynajmniej...


sobota, 10 października 2009, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/10/11 11:57:10
Uwielbiam Twoje długie, analityczne teksty, bo leczą mnie z kompleksów hermetyczności moich własnych tekstów.

Ja Dunnet znam tylko z Lorda Johna i sprawy osobistej :-)Zresztą przeczytanej po twoim romansie z wyzwaniem historycznym :-) (Swoją drogą przydałoby się wyzwanie, w którym mógłbym wziąść wreszcie udział, bo na razie w żadnym z istniejących nie mogę znaleźć nic dla siebie)
-
2009/10/11 12:55:51
Widzisz, o Twooich mogłabym powiedzieć dokładnie to samo :). Zawsze się pocieszam, że nie ja jedna piszę naukawe tasiemce zamiast krótkich, przystępnych notek - nie dziwota, że w rankingu bloxa zajmuję zaszczytne 897 miejsce :)). Ale fakt, że Twoje notki - w tym te długie, trudne, analityczne - bardzo lubię czytać.

Historyczne wyzwanie było nie dla ciebie? No coś ty! Można było czytać kostiumowe romanse i przygodówki... :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...