Blog > Komentarze do wpisu

Chciałabym

Manifest ideowy

Chciałabym, ja-czytelniczka, od polskiej fantastyki rzeczy niekoniecznie niemożliwych.

Zacznę od tego, co dla większości  czytelników powinno być na końcu. Chciałabym polskiego Hala Duncana albo polskiej Catherynne Valente, ba, polskiego Samuela R. Delany'ego: przegiętych, wręcz przestylizowanych językowo, nie bojących się wyjścia poza granice konwencjonalnie pojmowanej prozy, gotowych na językowe eksperymenty i poszukiwania, często-gęsto błądzących i przesadzających, histerycznych i odważnych. To nie jest niemożliwe, Jacek Dukaj, stylizujący się to na grekę, to na Prusa i Sieroszewskiego, potrafi - ale może by tak ktoś jeszcze? Pamiętam sprzed lat taki tekst Ewy Białołęckiej, Niedotykalna, który gdzieś, powoli, zbliżał się w te okolice... Mam dość zdań nierozwiniętych i stylu rodem z Asimova czy, z całym szacunkiem, ze słabszych tekstów Janusza A. Zajdla, dość opowiadania od punktu a do punktu b najprostszymi możliwymi słowami w nieciekawej trzecioosobowej, wszechwiedzącej narracji albo skakania z jednego na drugi punkt widzenia bez żadnej konsekwencji i dość przaśnego, obciachowego humorku; trochę szaleństwa i przekraczania granic by się przydało. A jak jeszcze o stylu mowa: chciałabym polskiej Celii Friedman albo polskiej Sary Monette, z ich umiejętnością różnicowania wypowiedzi postaci i sugerowania samym tonem, samym doborem słów, charakterystyki i tła dziejów bohatera; i znowu, to nie jest niemożliwe, Andrzej Sapkowski to potrafi, i to znakomicie - ale proszę, niech następnym razem też na przykład Domenic Jordan i jego kuzynka Alais (jeżeli będzie jeszcze mogła z kimkolwiek rozmawiać :P) mówią tak, żebym widziała różnicę doświadczeń, edukacji i wychowania między nimi... Poproszę o autora, który przejmie się problemami formy, nie tylko treści, który mi napisze tekst z nietypowego punktu widzenia, z nietypowym narratorem...

Chciałabym polskiej Ellen Kushner, która mi napisze bohatera niekoniecznie jednoznacznego i niekoniecznie wpisującego się w schematy (także w schematy tragicznych niegrzecznych chłopców), bohatera, który będzie robił świństwa i draństwa, z głupoty bądź z musu, a i tak zdoła pozostać po plus minus wybranej przez siebie stronie mocy; polskiego Aleca Campiona, zamiast kolejnych mdłych Kuzynkowych alchemików. I chciałabym polskiej Ellen Kushner też po to, żeby napisała mi niestandardową, niejednoznaczną bohaterkę: nie omdlewającą dziewoję i nie klona Jagienki czy Baśki Wołodyjowskiej, proszę; a ostatnia taka mniej jednoznaczna, mniej określona, jaka mnie naprawdę zaintrygowała, nazywała się Tissaia de Vries i to było bardzo, bardzo dawno temu... (ponoć potrafi to Anna Brzezińska, która jest u mnie na rozkładzie do przeczytania, ale której twórczość znam na razie za słabo, by oceniać).  I proszę, niech mi ktoś dla tych postaci napisze niebanalną historię miłosną i niech ma odwagę wspomnianego Andrzeja S., żeby swoją główną epicką bohaterkę posłać do łóżka z dziewczyną; albo odwagę, rany boskie, Bolesława Prusa, żeby wydać swojego głównego szlachetnego bohatera, z rozsądku i bez miłości, za starszą, zamożną wdowę... Od czasu Sapkowskiego nie pamiętam, tak naprawdę, w polskiej fantastyce historii miłosnej, która by mnie ruszyła - tak jak nie pamiętam, od czasu tego samego Sapkowskiego, w polskiej fantastyce historii o takiej przyjaźni i porozumieniu, jak jest u Celii Friedman w Coldfire czy w Kłamstwach Locke'a Lamory Scotta Lyncha, ani takiej opowieści o rodzinnych komplikacjach z ojcem, matką, bratem, jaką można znaleźć, powiedzmy sobie przykładowo, u Sary Monette (dwaj bracia, wychowani w różnych realiach, którzy poznają się dopiero jako dorośli) czy choćby u nie będącego żadnym wielkim artystą pióra Thomasa Harlana (Maksjan, Aurelian i Herakliusz i mocno skomplikowana kwestia relacji między magią a polityką), że o najoczywistszym z racji popularności przykładzie - historii i relacji Lily Evans-Potter i Petunii Evans-Dursley - może nie wspomnę... Kańtoch ma do tego predyspozycje, ale jak na razie relacja Domenica, Linusa i Alais wydaje mi się opowiedziana nieco za prosto, a ich przeciwstawienie - nieco zbyt oczywiste (Linus stał się tak ZŁY, że nie ma miejsca na jakiekolwiek pozostałości rodzinnych relacji), choć może w tym też jest potencjał - mam nadzieję, że autorka jeszcze wróci do rodziny bohatera, bo chętnie widziałabym Linusa jako Moriarty'ego przy Holmesie Domenica...

No i chciałabym, ja nie lubiąca romansów, żeby autor mi jeszcze umiał napisać scenę miłosną między tymi na nowo wymyślonymi bohaterami - z miłością, z emocjami, z nienawiścią, z pożądaniem w tle, i niekoniecznie ze zdaniami typu Uwolnione piersi niczym ufne zwierzątka wcisnęły się spiczastymi pyszczkami pomiędzy palce. (...) Wielka, gęsta kropla zwilżyła wewnętrzną powierzchnię ud Irian, dotarła do łóżka i skuliła się na szorstkiej pościeli. W wnętrzu dziewczyny otworzyła się nagle falująca pustka a wraz z nią pojawiło się coraz boleśniejsze pragnienie wypełnienia (Konrad T. Lewandowski, Różanooka); niech mi ktoś napisze drugie noszę cię po wewnętrznej stronie powiek, drugie because the sun rises in your eyes. Ojej, no niech mi ktoś napisze polską Jacqueline Carey albo i polską Laurell Hamilton, które są przecież królowymi sentymentalno-erotycznego sadomaso kiczu, ale które przynajmniej potrafią te swoją erotykę opakować w emocje i uczucia swoich bohaterów... Mam powyżej uszu bezpłciowych lalek, które z niejasnych dla autora i czytelnika powodów nie mają żadnych naturalnych (nie tylko seksualnych!) popędów (patrz spora część polskiej fantastyki lat 70.), dość pruderyjnych, grzecznych bohaterów i ewentualnych tragicznie cierpiących z miłości pociotków Gustawa czy Kordiana - poproszę uprzejmie o bohaterkę a la Phédre z powieści Carey albo o wiarygodną (nie yaoi-angsto-fanfikowatą) historię miłosną między dwoma facetami zamiast pełnych samozachwytu pseudoskandali Izabeli Szolc, albo o taki dramat i takie uczucie z komplikacjami, jakie wspominany już parę razy A.S. zafundował Geraltowi i Yennefer... I nawet nie chodzi o historie miłosne sensu stricto, o to, żeby pisać jakieś paranormal albo normal romance, albo co - chciałabym, żeby bohaterowie mieli jakieś trochę mniej przewidywalne tło, jakieś osobiste historie w życiu, w przeszłości lub w teraźniejszości (wcale niekoniecznie tragiczno-traumatyczne), które wpływają na ich zachowanie; ergo poproszę o postać taką jak Locke Lamora, który mnóstwo rzeczy robi ciągle tylko po to, żeby zaocznie udowodnić nieobecnej od bardzo dawna Sabecie, że jest Super Facetem, czy jak Kayowski Rodrigo Belmonte, zakochany w żonie i z humorem przyjmujący kpiny na ten temat.  Niech mi do tego ktoś w polskiej fantastyce tak pomiesza genderem i rolami społecznymi, jak zrobiła to Ursula K. Le Guin w anglojęzycznej, niech mi ktoś napisze książkę odważnie i oryginalnie poruszającą niełatwe tematy obyczajowe, społeczne, religijne w atrakcyjnym fantastycznym opakowaniu - wolałabym, zamiast ledwie zawoalowanych fantastyką politycznych jeremiad Rafała Ziemkiewicza, polska Kirinyagę...

Ciągle czekam na polskiego Neila Gaimana albo polską Delię Sherman - na autora, który weźmie na warsztat polskie tradycje i zwyczaje, od pieśni ludowych do popkuktury epoki komunizmu, od Ballad i romansów do tradycji polskiego katolicyzmu i szarych podziemi polskich miast, i zrobi z tego pierwszej klasy literaturę fantastyczną. Ponoć jakoś w tym kierunku idzie Wit Szostak, którego właśnie zaczynam czytać... A tak przy okazji - poproszę o polskiego Jaspera Fforde'a albo, jeszcze lepiej, polskiego Alana Moore'a, który nam nasze narodowe mity i obsesje postawi na głowie, pokaże w krzywym zwierciadle i pozwoli nam zobaczyć się w nich na nowo; można porywać ze świata powieści Jane Eyre i zapraszać Alana Quatermaine'a do współpracy z Miną Murray, to i może dałoby się zaaplikować wampiryzm Izie Łęckiej albo pokazać nam Kordiana jako opętanego przez upiory terrorystę? Jacek Dukaj lada moment opublikuje ten swój tekst o stanie wojennym, może to będzie to? Albo może "tym" będzie Maciej Guzek, ze swoją stylizacją na reportaż, w którym literatura polska ma wielkie osiągnięcia? Nie wiem, muszę dopiero sama się przekonać.

Bardzo poproszę o historię alternatywną albo quasi-historię w wykonaniu polskiego autora. Naszą wschodnioeuropejską historię o próbie ocalenia pamięci narodowej wbrew wszystkiemu i za straszną cenę napisał, jak dla mnie, Guy Gavriel Kay w Tiganie, my mamy co najwyżej Przewodasowe pomysły na królową Joannę; może by tak polska fantastyka wróciła do inspiracji pisarstwem Teodora Parnickiego? A jak już o Kayu mowa: niech mi ktoś inny niż Sapkowski napisze takie podsumowanie wydarzeń powieści, jak Kay w jednym, krótkim No sun, no moon, no stars over al-Rassan, w którym jest wszystko: burza w naturze i burza dziejowa, opis stanu przyrody i metafora śmierci pewnej kultury i końca pewnej epoki w tamtym świecie, żałoba po śmierci dobrego człowieka i gorycz wiedzy, że nic już nie będzie tak samo niezależnie od tego, kto wygrał - że o tym, iż ten koniec świata oznacza też koniec pewnych specyficznych odmian trzech czczących słońce, księżyce i gwiazdy religii, już nie wspomnę...

O świetną hard SF nie muszę prosić, bo mamy jednego z wielkich, a coraz rzadziej czytanych, mistrzów gatunku, a do tego, w postaci Jacka Dukaja, autora z pierwszej ligii obecnej światowej SF (albo New Weird, zależy, jak spojrzeć), pisarza tej samej klasy co, powiedzmy, Neal Stephenson. Ale ja bym i tak chciała polskiego Dana Simmonsa, takiego od klasycznych, erudycyjnych, pisanych z rozmachem i pomysłem space oper, zamiast Kolorów sztandarów... Polską odpowiedź, i to oryginalną i niepowtarzalną,  na klasyczną fantasy też mamy, bo w końcu, moim zdaniem, saga Sapkowskiego (która i tak ma mnóstwo, mnóstwo wad...) jest, gdy chodzi o pomysł na świat i konstrukcję postaci, w światowej pierwszej lidze, i to blisko początku pierwszej dziesiątki.

Odwaga, to jest to, czego chcę: odwaga łamania schematów i konwencji, odwaga sięgania po nowe środki stylistyczne i nowe pomysły, po nowe literackie wzorce i gatunki (polską fantasy of manners poproszę, na przykład, opowieść o tym, jak urodzona z mezaliansu wnuczka pani Dulskiej okazuje się czarownicą), odwaga odchodzenia od utartych konwencji ukazywania bohaterów, ich losów i ich emocji, ich seksualności, ich miejsca w świecie i roli, jaką mogą w nim odegrać; odwaga powrotu do tego, żeby fantastyka potrafiła mówić w ciekawy, metaforyczny, oryginalny sposób o problemach współczesności (i nawet niekoniecznie tak ciężko i ponuro jak odcinająca się od fantastyki Margaret Atwood, może nawet lepiej tak sarkastycznie i złośliwie, jak - nie będący przecież moim ulubionym pisarzem! - Terry Pratchett?). Odwaga, do tego, zmierzenia się z tabu naszej kultury: z polską religijnością (i błagam, błagam, nie w wersji Jawnogrzesznicowej, choć już apologetyczno-religijne teksty Huberatha to trochę co innego), z mitologią i demonologią chrześcijaństwa (gdyby Mai Lidii Kossakowskiej lepiej wychodziły postacie i a spod pióra nie wylewały się hektolitry niepotrzebnych słów...) z demonami naszej przeszłości... (i proszę, ja osobiście, ja-jako-ja, żeby - jak dla mnie - nie był to Barnum Regalica albo facet z Frondy...).

Aha, żeby było jasne: nie chodzi mi o to, żeby nasi naśladowali tamtych; raczej, żeby sięgnęli po podobne tematy, żeby z podobną odwagą je poruszali, żeby podobną wagę przykładali do stylu i charakterystyk postaci, do konstrukcji fabuły, punktu widzenia i wyboru narratora. I nie chodzi mi o to, że u nas nie ma dobrych autorów, dobrych tekstów; to by było uproszczenie. Ale jest za mało, jak dla mnie; proszę o więcej. Albo jeszcze inaczej: jeżeli to wszystko, czego szukam, jest gdzieś tam, schowane przed wzrokiem ignorantki nie do końca polską fantastykę znającej, to poproszę o wskazówki... (jakby kogoś to obchodziło, to w komentach do tej notki jest lista tego, co znam/czytałam/cenię z polskiej fantastyki...).

 

PS. I wiem, że część  z tych uwag to w sumie do redaktorów i wydawców, a nie do pisarzy...

środa, 04 listopada 2009, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/11/04 02:09:55
@ninedin

Hm. Namiętne wołanie o to, aby polska literatura sf-f stała się dużo, dużo lepszą literaturą. Ciekaw jestem Twojej lektury Brzezińskiej, bo właśnie nieco sobie odświeżam, a może i tę ostatnią łyknę. I mam tyyyyyle zastrzeżeń, że aż.
-
2009/11/04 08:24:10
Na litość boską!Skąd ty wytrzesnęłaś tego Lewandowskiego? Powalające!
Pomarzyć zawsze można, może ktoś się wreszcie objawi na polskim wydawniczym padole :)
-
2009/11/04 08:45:59
Mogę dorzucić coś od siebie?
Chciałbymł, żeby któryś z naszych twórców napisał wreszcie interesującą historię, niekoniecznie bawiąc się słowami w wyrafinowany sposób. Chciałbym takiego opowiadacza/opowiadaczki jak Jack McDevitt czy C. J. Cherryh. Sapkowski był bardzo blisko, ale gdzieś się pogubił i w końcu znużył.
Aha, wielkie dzięki za tego Samuela R. Delany'ego. Dobrze wiedzieć, że ktoś o nim pamięta.
-
2009/11/04 09:27:49
Mam nadzieję, że wśród Twoich czytelników jest ktoś, kto zapoznał się z całym dorobkiem polskiej fantastyki i będzie mógł przedstawić Ci obszerną i wyczerpującą odpowiedź, na jaką ten manifest zasługuje :-)
A póki co - będziemy dziobać po kawałeczku.

Do upadłego polecam Brzezińską, której cykl o Twardokęsku to samo dobre - język, postacie, fabuła (no, fabuła, jak się ostatecznie okazuje, jest dość prosta, za to mistrzowsko rozpisana na bodaj siedem wątków głównych plus milion pobocznych), bogactwo świata (legendy, które bohaterowie doskonale znają, a które my poznamy tylko w strzępach). A jeszcze wrażenie czytelnika, że jest cały czas o krok z tyłu - irytujące, wręcz rozwścieczające, a jednak dające satysfakcję obcowania z czymś, co nie zostało stworzone dla mojej uciechy, ale istnieje niezależnie - i dlatego ani świat nie musi się wyjaśniać w każdym elemencie, ani bohaterowie nie muszą mi się opowiadać ze swoich myśli i motywacji. A jeszcze poczucie goryczy - bardziej dojmujące niż u Kaya. A jeszcze miła świadomość, że nie odczytałam wszystkich nawiązań, które autorka tam powplatała, ale kiedyś przejdę na wyższy stopień oczytania i spojrzę na nie zupełnie inaczej...
Tak że po "Księdze jesiennych demonów" radziłabym chwilowo odpuścić "Pana Lodowego Ogrodu" (na czwarty tom jeszcze i tak się naczekamy) i rzucić się na Brzezińską. Podobnie jak Nameste jestem bardzo ciekawa Twojej lektury.
(A - żeby było w miarę obiektywnie, dodam, że istnieje też obóz, do którego Twardokęsek zupełnie nie przemawia; to ci, którzy wolą "Wody głębokie jak niebo". Ale my z nimi nie rozmawiamy ;-))

Chcesz historii miłosnych. Wszyscy chcemy. Cóż, kiedy w ogóle ciężko jest o dobre historie miłosne. Coś bardzo ładnego i innego niż u AS-a (błyskawice w czarnych oczach, zapach bzu i agrestu, nie możemy żyć ani z sobą, ani bez siebie) mamy u Huberatha w "Gnieździe światów" i "Ostanich, którzy wyszli z raju" - zwykła, nieefektowna miłość bez fajerwerków, czułość bez czułostkowości. Chyba jeszcze trudniejsza do opisania niż miłosne szały. (Nawiasem mówiąc - ile przekonujących opisów szczęśliwej miłości możemy znaleźć? Ułoży się chociaż pięciopunktową listę? ;-))

Jeszcze do kilku punktów spróbuję się odnieść, ale to za parę chwil.
-
2009/11/04 09:28:53
Doczytałam, że nie czytałaś Achai. Polecam, bardzo polecam. Ma pewne schematy "męskiej fantasy", ale czyta się wyśmienicie i moim zdaniem jest to kawałek prozy odważnej i nie "czrano-białej".
-
2009/11/04 10:47:32
Ło raju! Tyle tam tego chciałabym, że zawału można dostać!;-) Ciężko mi coś będzie powiedzieć na ten temat, bo jednak obracamy się w innych kręgach (i może ja rzeczywiście czytam za dużo prostej/prostackiej literatury...), ale powtórzę jeszcze raz, że my tak naprawdę dopiero zaczynamy, bo nasz rynek niedawno (lata 90.) otworzył się na fantastykę (no dobra na fantasy przede wszystkim) i od razu został zalany książkami z zewnątrz. To jedna rzecz. Druga - jak widzę po wpisach - każdy ma swój gust i w książkach dostrzega coś innego; ja Achai w dalszym ciągu nie polecam, bo dla mnie nie jest to "męska fantasy" tylko "szowinistyczna i kiepskim stylem napisana fantasy". Ale, a propos łamania schematów i religijnego tabu, to może Jabłoński i jego cykl o Witelonie? Ciekawa jestem, jak byś go oceniła (chociaż on tam się porządnie na katolicyzmie wyżywa...). A Wolskiego Antybaśnie z 1001 dnia czytałaś i pozostałe jego fantastyczne książki? Dla mnie to ta sama liga co Sapkowski, przy czym Wolski więcej pije do polityki i mentalności polskiego społeczeństwa (nie porównywałabym go do Pratchetta, ale obśmiewa Polaków równo). O Grzędowiczu, Cetnarowskim i chyba Przybyłku wspominałam wcześniej... I przyznam szczerze, że nie zamierzam brnąć dalej, bo sama tak naprawdę od kilku lat zaczęłam przyglądać się, nie tylko zwyczajnie czytać, fantastyce jako takiej.
A co do innych kwestii (wątek miłosny, sfery towarzyskie, mentalność bohaterów), to postaram się, postaram sama, bo jak tak widzę po Twoim wpisie, to idę w tym kierunku;-) W związku z tym... Chociaż wprawdzie znowu poprawiam i uzupełniam, ale... Znalazłabyś czas, żeby przeczytać moją książkę?
-
2009/11/04 17:27:28
A gdybym ja miał napisac takie coś o polskim horrorze to i tak bym cię przebił ;-) w "swoim chciałabym" ;-) Bo pewnie masz rację w tym, co o polskiej fantastyce ppiszesz, ale polski horror ma się i tak mialiard rzazy gorzej.
-
2009/11/04 19:46:31
od końca i po kolei:
@ cedro: masz 100% racji, polski horror, z tego co wiem, ma się jeszcze gorzej; ale i jak sobie pomarudzę na polską sf-f... :)

@ eruana: wiesz, ale w latach 70. (by nie rzec, że wcześniej też...) w Polsce też był spory rynek dla fantastyki: Zajdel to do dziś bodaj najgłośniejsze nazwisko (ale i tak lepiej z nagrody niż z pisarstwa :P), ale był i Parowski, i Hollanek, i Żwikiewicz, i kto tam jeszcze (i żaden mnie nie zachwycał...); a że rynek otwarty na autorów z Zachodu - jak dla mnie trochę za malo otwarty :), a to dlatego, że takie otwarcie to jest zawsze nowa inspiracja, nowe wpływy, nowe wzorce, którymi się można zachwycić i z którymi można się kłócić.
A Twoją powieść - bardzo, bardzo chętnie; a może ktoś chce mój tekst do skrytykowania?

@ ninetaj: do 'Achai' się kiedyś przymierzałam, nie wyszło, może jeszcze raz spróbuję :)

@ allegra_walker: świetne te przykłady z Huberatha, mnie o coś podobnego właśnie chodziło. A Brzezińska zaraz jak skończę obiecanego eruanie, a już zaczętego Grzędowicza:). W całości, od nowa, i obiecuję się podzielić opinią.

@ maarcuss: masz 100% racji - dopisuję do swojej listy, pod warunkiem, że ten ktoś będzie opowiadał z pomysłowością i inteligencją Cherryh; a co tam, w sumie to ja bym i chciała polskiego Eddingsa, takiego od prostych w sumie, pogodnych, niczego nie rewolucjonizujących, fajnych, płynnie opowiedzianych, wciągających opowiastek...

@ śmiertanka; mam więcej takich kwiatków :)) Kiedyś (w okolicach Walentynek??) zrobię wpis +18 o scenach miłosnych (tych najgorszych....) i tedy dopiero będzie i śmiesznie, i strasznie... Wytrzasnęłam z glośnawej sweogo czasu powieści KTL z jego sztandarowego (swego czasu) cyklu o Ksinie...

@ nameste: no widzisz. Teraz mogę spokojnie wywalić cały ten rant i wstawić tam Twoje stwierdzenie, bo przecież, w sumie, dokładnie o to mi chodziło: upominam się o więcej literatury w polskiej sf-f...

Nie ma Drakainy, a ona by mi pewnie wypomniała jeszcze jednego pisarza, o którym zapomniałam, którego sama jakoś szaleńczo nie lubię, ale któremu się szacunek należy, a mianowicie Feliksa W. Kresa...
-
2009/11/04 21:06:32
@ ninedin - podpisuję się wszystkimi łapkami :)

@ allegra - Brzezińska jest niezła, ale jak dla mnie pierwszy tom Twardokęska był dość nie do zniesienia - udziwnionym językiem to by jeszcze było ok, ale rozpaczliwie o niczym... potem jest nieco lepiej

@ eruana - co to znaczy, że "nasz rynek niedawno (lata 90.) otworzył się na fantastykę"?? Jako żywo jako dziecko wychowywałam się - przed latami '90 - w mieszkaniu zapełnionym po sufit książkami, z czego ogromny procent stanowiła fantastyka. Mój ojciec kupował ją - w Polsce! - od lat co najmniej '60, sporo było fantastyki polskiej i, co więcej, bywała ona lepsza (i nie mam tu na myśli tylko Lema) od tego, co powstaje teraz. Poza tym dostępna była fantastyka po rosyjsku i angielsku i zapewniam Cię, że mnóstwo ludzi z pokolenia naszych rodziców ją w tych właśnie językach czytało. Więc nie jest tak, że dopiero od niedawna Polska odkryła fantastykę, nie, nie, nie i nie.

Moim skromnym zdaniem ogromną część winy za stan polskiej fantastyki ponoszą wydawnictwa - pisałam już o tym wcześniej, ale napiszę jeszcze raz. Sporej części powieści nie powinno się wydawać w takim kształcie, w jakim się je wydaje. Autor powinien usiąść nad nimi porządnie, najlepiej popracować z redaktorem, a nie rzucać do druku wersję niedopracowaną pod względem zarówno językowym jak i fabularnym. Ja nie twierdzę, że tych wszystkich ludzi nie stać na napisanie przyzwoitej, a może i niezłej fantastyki - na pewno po części "prostactwo/niewyrafinowanie" (ale gdybym nie użyła mocnego słowa, to by tej dyskusji nie było) jest efektem lenistwa, niedbalstwa i niestety, podejrzewam, również braku oczytania. Śmiejemy się w Polsce z kursów creative writing, ale po rozmowie ze znajomą z Londynu, skądinąd dr historii, która taki kurs skończyła, przekonałam się, że dobre kursy uczą warsztatu. Czyli tego, czego wielu polskim autorom rozpaczliwie brakuje. A jeśli ktoś jest nieprzekonany, to niech zajrzy do tego, co wydawano za porządnych państwowych wydawnictw w czasach peerelu (daleka jestem od gloryfikacji tych czasów, ale akurat niezwykle profesjonalne wydawnictwa, w których pracowali świetnie znający swój fach ludzie, to mieliśmy) - jak nawet w podrzędnych książkach wyglądały takie drobiazgi jak interpunkcja. Ktoś powie, że co mają przecinki do jakości powieści - ano mają, bo jeśli redaktor nie zna się na języku, to jak ma zredagować książkę? Nie chcę wskazywać palcem wydawnictw, z którymi współpracowałam, a w których strona redakcyjna leży i kwiczy, ale naprawdę tak jest w wielu. I jeśli to się nie zmieni - jeśli wydawnictwa nie przejdą z metody "byle najtaniej" na metodę "byle najlepiej", to będzie źle.
-
2009/11/04 21:44:08
Drakaino - chodziło mi o fantasy, zdałam sobie sprawę z tego później, ale już nie zamieszczałam sprostowania. Kierowałam się też zestawieniem:
W roku 1989 w ogólnej puli 55 (!) wydanych książek fantastycznych do gatunku fantasy należały zaledwie dwie(!). Za rok, w 1990, na 108 tytułów fantastyki ogółem przypada też niezbyt wiele fantasy - 30 książek. W roku jednak 1994 proporcje przedstawiały się dla fantasy dużo korzystniej - 104 tytuły wśród (liczba rekordowa) ogółem 277 książek fantastycznych. W roku 1998 obserwujemy praktycznie te same proporcje: na 256 tytułów fantastyki - 102 tytuły fantasy(...)
Cytowałam za Rękopisem znalezionym w smoczej jaskini Sapkowskiego
-
2009/11/04 21:54:50
@ eruana:
No tak. Tu masz całkowitą rację, w zasadzie u nas fantasy (poza Anną Borkowską) pojawiła się w sumie z Sapkowskim i Kresem, a i przekładów nie było aż tak wiele (Czarnoksiężnik z Archipelagu Le Guin, Tolkien, jakieś tam Conany, i, jeżeli to jest jakoś tam, częściowo, fantasy, Trudno być bogirm Strugackich). Sapkowski zresztą po raz pierwszy zagadnieniem historii i (ostrej) krytyki fantasy, w tym polskiej, zajął się w błyskotliwym eseju 'Piróg, albo nie ma złota w Szarych Górach' (www.scribd.com/doc/18010131/Andrzej-Sapkowski-Pirog-albo-Nie-ma-zota-w-Szarych-Gorach-zorg), gdzie nie zostawił na współczesnej sobie polskiej fantasy suchej nitki...
-
2009/11/04 21:58:57
I jeszcze raz @ eruana:
Za Jabłońskiego pewnie się zabiorę, ale nieprędko, zważywszy na obecną listę lektur :P;to, że się wyżywa na katolicyzmie, absoutnie mi nie przeszkadza - niech się wyżywa albo niech będzie apologetą, byle robił to ciekawie :). A Wolski, jak mnie przekonywał jako satyryk, tak jako pisarz - nie do końca; nie odpowiada mnie osobiście za bardzo jego sposób pisania, nie bawi jego poczucie humoru, a konkluzje wydają się trochę za proste...
-
2009/11/04 23:10:33
O, to mnie zaskoczyłaś z tym Wolskim, mi bardzo się Baśnie podobały; Ja bym chętnie poczytała Twoje teksty, ale do tego muszę jeszcze trochę pogrzebać w teorii, konwencjach itp. bo zbyt mało wiem obawiam się. A gdzie mogłabym przesłać moje wypocinki? adres ninedin@gazeta.pl?
-
2009/11/05 00:47:21
Żeby było uczciwie, akurat 'Antybaśni' nie czytałam, znam głównie trochę wcześniejsze teksty Wolskiego.
Adres ninedin@gmail.com , tego używam częściej; czekam. A ja Ci mój tekst chętnie podeślę, bo żadnych teorii ani konwencji do niego znać nie musisz, bez przesady, to nie jest nic innego, jak czysto rozrywkowe opowiadanie fantasy, którego nikt nie chce opublikować :P
I jestem jeszcze winna recenzję jednemu uczestnikowi tej dyskusji, pamiętam :)
-
2009/11/05 01:12:20
To się zaraz zacznie i pewnie znów wszyscy będą chcieli mnie zjeść. Eruana ma rację w sprawie raczkującego rynku fantastyki w Polsce. Dopiero przemiany roku 89 otworzyły Polskę na całe bogactwo (a w te bogactwo niestety zaliczają się książki dobre, jak i beznadziejne) zachodniego rynku. Niestety obok wielu świetnych książek ukazywał się chłam, bo inaczej tego nazwać się nie da. Sukces Wiedźmina spowodował falę popularność klasycznej fantasy. Czytelnicy chcieli więcej fantasy, która do roku 89 prawie w Polsce nie występowała. Więc boom na ten gatunek wzmocniony sukcesem AS spowodował nic innego jak większy nacisk na wydawanie właśnie tego typu książek. Całe pokolenia się na tym wychowały, takiej literatury się naczytały i taką teraz piszą. Nie oryginalną, miałką intelektualnie, słabą w kreowaniu nie tylko bohaterów ale i świata przedstawionego. A ten cykl teraz się powtarza, jesteśmy w dużej mierze faszerowani słabymi pozycjami polskich i zagranicznych autorów (Fabryka w ciągu 3 lat zwiększyła dwa razy ilość wydawanych przez siebie książek). Jeśli ktoś nie ma wyrobionej marki (na przykład Gaiman ) to nie ważne jak dobrą książkę napisał i tak dobrze się nie sprzeda. Sprzedaje się literatura prosta, nie wymagająca (20 tys egzemplarzy) a literatura dobra, ciekawa, intrygująca się nie sprzedaje (2 czasem 3 tys egzemplarzy). Jedyne co można to edukować, edukować i jeszcze raz edukować.
-
2009/11/05 01:27:32
Ja Cię nie zjem, ja się pod Twoim zdaniem (prawie stuprocentowo) podpiszę :); to znaczy oboje, Ty i Eruana, macie rację co do otwarcia naszego rynku na zachodnią literaturę popularną tak naprawdę te 20 (już!!) lat temu, a Drakaina ma rację, że wcześniej już polska SF socjologiczna miała całkiem mocną pozycję wśród czytelników. Poza tym - zgoda z Twoimi tezami. Zwłaszcza z tą o edukowaniu - po części po to do znudzenia pisuję na tym blogu recenzje z książek, które w Polsce się nie ukazały i nie ukażą...
Tu dochodzi jeszcze kwestia nie tylko autorów, bo przecież tak samo, na fantastyce bardzo tradycyjnej, konwencjonalnej, wychowują się redaktorzy i recenzenci - i takie rzeczy u nas się ukazują i odnoszą sukces. Jednym z wyjątków jest, jak dla mnie, Konrad Walewski, z którego gustem nie zawsze się zgadzam (fascynacja Kathleen Ann Goonan chyba pozostanie dla mnie niezrozumiała), ale który jest w swoich wyborach jako redaktor i krytyk niebanalny, odważny, a poza tym - oczytany jak jasna cholera, zarówno w klasyce (kłóciłam się z nim kiedyś mailowo o ułomnego mesjasza przy okazji mojego własnego artykułu na ten temat w śp. 'Ubiku'), jak i w najnowszych trendach, i który tych nowych, ciekawych, innych autorów promuje, kiedy tylko może... (a poza nim wyjątkami, w sensie horyzontów i oczytania, są jako krytycy i Sapkowski (dla fantasy), i Dukaj, ale to już się nudne robi powoli, ciągłe ich wymienianie...).

No ale żebny było na koniec optymistyczniej - nie ma też co generalizować, bo mamy, żeby nie szukać daleko, np. takiego maarcussa, którego oczytanie w fantastyce i znajomość klasyki gatunku mnie na przykład imponuje...
-
2009/11/05 08:47:58
Rozumiem, że kadzisz mi teraz, bo to, co ci podesłałem mailem, jest tak beznadziejne, że nawet nie da się skrytykować...
Ale chętnie przeczytam to twoje. Obiecuję, że będę równie surowy ;)
-
2009/11/05 10:34:58
Maarcuss, nic z tych rzeczy - Twój tekst utonął w morzu spamu :) Znalazłam go dopiero ostatnio i jeszcze NIE ZDĄŻYŁAM zrecenzować.
I wybacz, ale nie kadzę - większość moich znajomych, którzy się fantastyką ponoć interesują, o Besterze i Delanym nie słyszała...
-
2009/11/05 10:52:11
"a Drakaina ma rację, że wcześniej już polska SF socjologiczna miała całkiem mocną pozycję wśród czytelników."

Słówko klucz: miała Pokaż mi teraz autorów, którzy wydawali w PRLu a teraz mają równie mocną pozycje (oczywiście poza Lemem, Zajdlem, Oramusem, Baranieckim - o którym to przypomniano sobie dość nie dawno - Zimniakiem.) Sam mógłbym kilka nazwisk jeszcze wymienić, choć wiekowo nie należę do tamtego okresu to czasami zaglądam, patrzę co pisali wtedy ale dla przeciętnego zjadacza fantastyki oni się nie liczą. Ich ukształtowała literatura wydawana po 89 roku.

To ja bym jeszcze dodał trzy wyjątki do tej listy redaktorów. Andrzej Miszkurka z Maga, on sprowadził Duncana, MacLeoda, Valente, Harrisona. Ale nie wolno zapominać o Sławomirze Spasiewiczu i Lechu Jęczmyk. Można powiedzieć, że rośnie nam też nowy Konrad Walewski czyli Mirosław Obarski (Kroki w nieznane). :)

-
2009/11/05 10:52:46
Kolega suruel, który jest współautorem, nie może się doczekać...
A wiesz, myślałem ostatnio o powieści "Nova" Delany'ego podczas lektury "Coldfire". Gdzieś tam dostrzegam pewien związek, choć nie potrafię go jeszcze do końca zdefiniować. Chyba w poplątanych relacjach między głównymi bohaterami.
-
2009/11/05 14:24:30
Jak wrócę do Polski i znajdę chwilkę czasu, to postaram się przejrzeć regały u rodziców, co to przed tym 1989 rokiem było. Problem w tym, że obecnie sporo tego wszystkiego stoi na wysokości ponad 3 metrów... Ale poza wszystkim tato ma dobrą pamięć, więc może mnie wspomoże.
-
2009/11/05 14:26:16
PS @ ninedin - tak, Kres mi się momentami dość podobał, ale potem jakoś zabrakło mu pomysłów i pisał w kółko to samo, więc w końcu mnie znudził... No i stylistycznie też mógłby być lepszy, ale przynajmniej pomysł na świat jakiś tam miał. Przyznam, że mnie osobiście całkiem podobały się opowiadania Piekary o Arivaldzie z Wybrzeża - żadna wielka literatura, ale bezpretensjonalne i sprawnie napisane, z lekkim przymrużeniem oka.
-
2009/11/05 14:57:36
@drakaina
Ale tu nie chodzi o to byś podała spis autorów którzy wtedy wydawali książki, a o to byś podała nazwiska, które pochodzą z tamtego okresu i obecnie mają wpływ na naszą fantastykę. Do tego nie potrzebne jest Ci grzebanie w książkach, które są trzy metry nad ziemią. Ośmielę się zasugerować, że jeśli nie jesteś wstanie sypnąć taką listą od ręki, to ich po prostu nie ma. A jeden z powodów takiej sytuacji przedstawiłem w pierwszym komentarzu.
-
2009/11/05 18:59:05
To i ja dorzucę swoje trzy grosze do ogólnej dyskusji o kondycji polskiej fantastyki, która niestety najlepsza nie jest.

Po szybkim rzucie oka na półkę okazuje się, że moimi ulubionymi książkami polskich autorów są:
- "Miasto w zieleni i błękicie" Anny Kańtoch; bardzo lubię opowiadania o Domenicu Jordanie, choć właściwie każdemu oprócz "Cierni" mam coś do zarzucenia ("Ciernie" mnie niesamowicieprzeraziły sceną z wróblami), ale debiutancka powieść Ani najbardziej mi się podoba, mimo dłużyzn i nieco nudnawego punktu kulminacyjnego. Poza tym świetnie przedstawiony "culture clash", sama LeGuin by się nie powstydziła.

- "Głowa Kasandry" Marka Baranieckiego, która oprócz tytułowego opowiadania zawiera kilka innych dobrych tekstów, zwłaszcza ostatnie, "Wesele dusz", jest warte przeczytania.

- "Wody głębokie jak niebo" Ani Brzezińskiej; jak Twardokęska nie znoszę, bo uważam, że jest przestylizowany i ta stylizacja maskuje miałkość fabuły, tak ten zbiór opowiadań uważam za znakomity;

- jak już jesteśmy przy Brzezińskiej, to warto wspomnieć o jej mężu, Grzegorzu Wiśniewskim. Greg wydaje mało, ale szczerze polecam jego mikropowieść "Pieśń nad otchłanią", zawarty w zbiorze "Ziemia niczyja". Pozostałe utowry są słabe (przy czym to pierwsze, o Kiplingu, należy opuścić, a ostatnie, o bestii z gobelinu, warto znać, bo było nominowane do Zajdla);

- "Karaibska krucjata" Marcina Mortki, ale zamieszczam to tylko dlatego, że JA uwielbiam oba tomy i przyjmuję do wiadomości, ze jestem w tym zachwycie odosobniona. Książki to nasączona odniesieniami do popkultury oraz do literatury o piratach opowieść, gdzie każdy bohater jest na kimś wzorowany, ale jednocześnie każdy jest oryginalny. Moje kopie są popisane ołówkiem na marginesach, i nie pomnę, ile razy wybuchałam śmiechem nad ich stronicami.

- "Zmiana" Macieja Guzka; to opowiadanie, i jak dla mnie absolutne mistrzostwo. Ania Brzezińska porównała je kiedyś do "Na zachodzie bez zmian" i miała absolutną rację.

Z rzeczy, których nie czytałam, a z którymi chyba warto się zapoznać, to "ofensywa szulerów" Jakuba Ćwieka oraz Guzka "Trzecie królestwo", chociaż ja oczywiście czekam niecierpliwie na jego "Czyste dobro", mimo że sam Guzek deklaruje, iż na razie projekt zawiesił.

Poza tym chętnie przeczytam teksty, choć nie obiecuję, że zrobię to szybko (alex_s9@poczta.onet.pl).
-
2009/11/05 19:10:22
@ maeghkelek

Dobra, jeżeli tak stawiamy sprawę, to masz rację (moje osobiste uwagi odnosiły się raczej do tego, że pojawienie się sf-f na polskim rynku wydawniczym nie zdarzyło się całkowicie w latach 90.), choć, z wahaniem, wymienię jedno nazwisko - Maciej Parowski, tyle że jego wpływ niewiele miał i ma wspólnego z jego osiągnięciami pisarskimi, a wiele - z jego pozycją jako redaktora. O reszcie nie słychać, poza tym, że Kochański gdzieś tam próbuje wracać, Zajdla kojarzy się głównie z nazwą nagrody... Zresztą, może tym razem to ja się narażę, wcale nie uważam, żeby był to powód do rozdzierania szat. Przeglądałam sobie jakoś niedawno część z tych tekstów tzw. polskiej fantastyki socjologicznej z lat 70./80. i niewiele z tego ma dzisiaj dla mnie walor inny, niż czysto historyczny (no dobra, nadal mam ochotę zajrzeć jeszcze kiedyś do zachomikowanych gdzieś tomików Julii Nideckiej czy Małgorzaty Kondas, które wtedy wydawały się mojej nastoletniej osobie ciekawe i pomysłowe). Fakt, wyszło wtedy (lata 60.-80.) trochę wpływowych tłumaczeń, które miały szansę mieć jakiś tam wpływ na naszych autorów, bo jednak i Tolkien, i Strugacccy, i trochę Le Guin z Lewą ręką ciemności się ukazało - ale ja osobiście tego wpływu nie widzę...

Aha, dzięki za dorzucenie redaktorów, co im się należy szacunek - wymieniłam K. W. jako przykład, ci przez Ciebie podrzuceni to jest jak najbardziej ta sama, a jak chodzi o wpływ na rynek, jeszcze wyższa liga :)
-
2009/11/05 19:20:24
@ rusty_angel
Dzięki. Głowę Kasandry znam jak najbardziej (z głębokiego dzieciństwa) i - przejrzana ponownie ostatnio - zniosła upływ czasu nadspodziewanie dobrze, innymi słowy, trochę jest wyjątkiem od tego, co napisałam powyżej w moim poprzednim komentarzu (@ maeghkelek).
Za Brzezińską się biorę, i to za całość; Mortki Krucjaty nie znam, choć kiedy przez krótką chwilę próbowałam zostać Wpływową Recenzentką i recenzowałam książki dla NF, spodobała mi się jego debiutancka bodaj Ostatnia saga, bo było widać, że facet a) zna się na rzeczy, b) ma pomysły; choć redaktor od stylu chwilami by się przydał;
A ponieważ Ty i eruana macie skrajne rozbieżne zdanie co do pierwszej powieści Kańtoch, postanowiłam ją pożyczyć i przeczytać, żeby mieć własne :). Guzek jest na rozkładzie, ale chwilowo (patrz wpis powyżej) pewnie się zagrzebię w książki Szostaka...
-
2009/11/05 21:19:15
Ach, jak rozmawiamy o starszych autorach, to gorąco polecam zbiór opowiadań "Czekając" Jerzego Sawaszkiewicza, którym to kiedyś się z kolegą zaczytywaliśmy. I to kiedyś miało miejsce jakies 5 lat temu, co oznacza, że teksty nie zestarzały się zbytnio. Niektóre uderzają bardzo w ton Raya Bradbury'ego, a to ode mnie komplement najczystszej wody.
-
2009/11/05 23:58:41
To jeszcze ktoś, kto może zmierzy się z historią alternatywną i z quasi-historią, z naszą religijnością i naszymi demonami, ale potrzebuje jeszcze trochę praktyki, żeby to, co mu w duszy gra, ubrać w nieskazitelną formę. Twardoch. Bardzo mu kibicuję i czytam wszystko, co wydaje - z mocno mieszanymi uczuciami. Czegóż tam nie ma - i emocje, i przemyślenia (ale na razie nic, co by mnie zaskoczyło - to trochę jak czytanie książki napisanej przez młodszego brata), i niedoskonałości konstrukcyjne (jakby w pewnym momencie zauważał, że zostało mu tylko dziesięć czystych kartek i musi na nich zmieścić całą resztę powieści), i mistrzowskie portrety bohaterów, i koncepty czasem, hmmm, bardzo młodzieńcze. Nie do końca jeszcze wiadomo, co z tego będzie, ale jeżeli autor nie ograniczy się do zajmujących fabuł i będzie pisał o tym, co go porusza, a jednocześnie będzie się doskonalił warsztatowo, to może być dobrze. Może być nawet bardzo dobrze.

Polecam "Przemienienie" (niefantastyczne) i "Epifanię wikarego Trzaski", którą zresztą można dostać w taniej książce (sam początek Grodzkiej, po prawej stronie) za - o ile pamiętam - 7.50 zł. Nawet jeśli nie będzie to "Twój" autor (bo mam wrażenie, że raczej nie będzie), to bez wątpienia warto się zapoznać.
-
2009/11/06 23:09:02
Nemedin czy Ty chcesz mi obrzydzić wszystko co stoi na tej mizernej półce "Fantastyka" w mojej bibliotece? Dziś przez Ciebie ominęłam Kańtoch i wróciłam znowu z Bakkerem i Dickiem... Pomyśl sobie jaka ja jestem biedna, bo ja jestem chyba z tych nielicznych której proza Sapkowskiego jakoś nie leży i marzy mi się coś co nie zagrzebało się w średniowieczu. Coś co byłoby połączeniem tej prosto erotycznej prozy Hamilton z realizmem rodem z Łukianienki, lub coś co by zaczarowało teraźniejszość w stylu Dicka czy Borgesa.
A jeszcze jak sobie pomarzę o dobrym cyberpunku.... eh, ostatnio Cyran tak mnie wkurzył, że jego "ciemne lustra" mało co przez okno nie wyrzuciłam.
Co mi zostaje ... Dukaj?
-
2009/11/07 13:55:32
Wiecie co.... Sami sobie napiszcie to, co chcecie czytać, a nie wymyślacie innym no!:-P;-) Howard tak robił i zobaczcie, nadal go pamiętają:-D
-
2009/11/09 11:59:13
@ rusty_angel; po tym skojarzeniu z Bradburym odgrzebię gdzieś tego Sawaszkiewicza, bo go chyba nawet mam na półce (tyle że, he he, właśnie skończyłam remont w mieszkaniu, z malowaniem, i chwilowo nie mam pojęcia, jak znaleźć COKOLWIEK, po tym, jak rodzina pomagała mi to pakować :P)

@ awitu: a ja taki cross między Hamilton a Łukjanienką też bym jak najbardziej przeczytała :P. A jak nie średniowiecze - nie pasują Ci klimaty typu "XIX-wieczne wielkie miasto plus fantasy, zdecydowanie nie dla dzieci?" Bo ja takie bardzo bardzo lubię i mogę polecać tabuny niepolskich, niestety, fajnych tekstów :P

@ allegra_walker: Twardocha spróbuję, ale pewnie nie tak prędko, bo przez niektórych :) czeka na mnie teraz cała Brzezińska :)) (na co się cieszę), a zanim ona, to jeszcze dokończenie Grzędowicza..
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...