Blog > Komentarze do wpisu

Dobre chęci sięgną bruku

Czyli o mieszaniu. Nie tylko metafor.

http://www3.villanova.edu/pca/hr_Percy_Jackson_Movie_Poster.jpg

Percy Jacson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna (Percy Jackson and the Olympians: The Lightning Thief), reż. C. Columbus, FOX2000, 2010

 

I po coś Ty się, Columbusie Chrisie, reżyserze, wziął za mieszanie? Było uwierzyć autorowi, jak kiedyś JK Rowling, i zrobić film po bożemu, może by jakoś wyszło. A tak? Zabawił się Pan w Wolfganga Petersena i wyszło jak zwykle, znaczy – jak Troja.

A mogło być tak fajnie. Młodzieżowa powieść Ricka Riordana o małym Amerykaninie z ADHD, który a) okazuje się, choć przez jakiś czas ani on, ani pozostałe postacie o tym nie wiedzą, synem boga Posejdona i b) musi – choć tego też przez jakiś czas nie wie - wybrać się w poszukiwaniu skradzionego przez kogoś (wielu podejrzewa, że przez niego samego) Zeusowego pioruna, to bardzo przyjemna lektura i – jako że jest w zasadzie lekka, łatwa i efektowna w swoich wizjach potworów i bogów – dobrze nadająca się do barwnej, naszpikowanej efektami specjalnymi adaptacji.

Skoro więc mogło być tak dobrze, to czemu jest tak źle? Film się nie klei, rozpada na kawałki, jest przegadany i przeładowany infodumpem i wszędzie tam, gdzie można wybrać rozwiązanie bardziej prostackie, ochoczo je wybiera. A czemu – bo tam, gdzie autor miał swoje pomysły, scenarzysta i reżyser podstawili swoje.

Historia Percy'ego Jacksona jest w wersji Riordana historią chłopca, który nie wie, czyim jest synem, który trafia do zastępczego domu a la Hogwarts, i który przez dłuższą chwilę nie ma pojęcia, że skradziono piorun Zeusa i że on sam może być o to podejrzany. Który, następnie, zaprzyjaźnia się z raczej intelektualnie niż bojowo nastawioną dziewczyną (jej życiowe plany skupiają się na przyszłej karierze architekta) – i który odkrywa, że za pozornie dość prostą do rozwiązania zagadką kradzieży pioruna (zwinął go, na pozór, Ares, najmniej inteligentny i sympatyczny z bogów) – kryje się znacznie starszy i poważniejszy i znacznie mocniej osadzony w greckiej mitologii spisek. Bogowie w tej historii śmiertelników zresztą nie do końca rozumieją – jak nieśmiertelny może zrozumieć osobę ograniczoną i związaną przez czas? - i jakkolwiek z dzieci bywają dumni, nie mają – tak jak nie mieli w greckiej mitologii – jakiejś szczególnej potrzeby opiekowania się nimi.

Historia Percy'ego w wersji Columbusa z kolei jest opowieścią o nastoletnim Trumanie Burbanku, przed którym wszyscy na czele z mamusią ukrywają, czyim jest synem. Tenże trafia do wojskowego obozu treningowego (jak słusznie zauważył Maarcuss, nie wiadomo, po co), gdzie od początku wszyscy wiedzą, że skradziono piorun. Tam spotyka Xenę – dobra, jestem złośliwa, ale kiedy filmowa wersja Annabeth pojawiła się po raz pierwszy na ekranie, byłam przekonana, że to jest inna postać: Alex Dadario znacznie bardziej i charakteryzacją, i zachowaniem przypomina znaną z powieści Riordana porywczą córkę Aresa Clarisse niż racjonalną i zdystansowaną książkową Annabeth. Percy ma jeszcze problem z piorunem. Pioruna mianowicie chce od niego wyglądający na skrzyżowanie Balroga z szatanem i Stevenem Tylerem Hades – a spisku nie ma, choć pierwsze sceny w muzeum i opowieść Chirona o pokonaniu Kronosa mogłyby początkowo sugerować goś zupełnie innego. W powieści Riordana okazuje się, że po raz kolejny podnosi głowę prastary bóg-manipulator; w filmie Columbusa wszystkimi olimpijczykami manipuluje jak chce małolat z teenage angstem na punkcie nieobecnego w jego życiu tatusia. Bogowie zaś w ogóle najchętniej pozamienialiby się w śmiertelnych, gdyby im Boromir, wredny jak zwykle, nie zabraniał...

To jest zupełnie, ale to zupełnie inna historia, w której występują, co prawda, ci sami bohaterowie, ale która z fabułą i konceptami Riordana nie ma wiele wspólnego. A szkoda. Szkoda Annabeth, zamienionej z konkretnej i praktycznej dziewczyny w schematyczną wojowniczkę, http://www.filmofilia.com/wp-content/uploads/2010/01/percy_jackson_poster_11.jpgszkoda Luke'a, przerobionego z błyskotliwego, pełnego goryczy i dręczonego przez ambicje chłopaka w obrażoną na świat emo-niedojdę, szkoda, że z dwóch całkiem sensownie pomyślanych dyrektorów obozu (spokojny i lubiący uczniów Chiron i nienawidzący wychowanków, zesłany karnie do tej roboty Pan D[ionizos]) zrobiono jednego półkonia-półsierżanta, szkoda niegłupich rozwiązań fabularnych, porzuconych na rzecz skrajnie formularnej i zaczerpniętej z kiepskich gier komputerowych idei poszukiwania trzech pereł Persefony... i szkoda, że najbardziej oczywiste z oczywistych rozwiązań intrygi – Hades jako Zły – okazuje się, w sumie, tym właściwym...

No i co? Co z tego, że Rosario Dawson wygląda sexy, a Uma Thurman jest fascynująca, że osobiście nie wyobrażam sobie aktora bardziej predysponowanego do roli Zeusa niż Sean Bean? Że młodzi aktorzy, zwłaszcza Logan Lerman w roli Percy'ego, bardzo dobrze sobie radzą? Że efekty specjalne z Percym miotającym wodą są ładne? Ten film nawet nie jest zły – on jest kompletnie nijaki, do zapomnienia w dziesięć minut po obejrzeniu. A szkoda, bo szansa była na więcej...

piątek, 16 kwietnia 2010, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/16 20:51:44
Tam spotyka Xenę dobra, jestem złośliwa, ale kiedy filmowa wersja Annabeth pojawiła się po raz pierwszy na ekranie, byłam przekonana, że to jest inna postać: Alex Dadario znacznie bardziej i charakteryzacją, i zachowaniem przypomina znaną z powieści Riordana porywczą córkę Aresa Clarisse niż racjonalną i zdystansowaną książkową Annabeth.

Xena? Jakoś nie pasuje mi do żadnej z postaci, jakie do tej pory się pojawiły (do Thalii również). Być może scenarzyści chcieli uniknąć zbytniego kopiowania Hermiony, ale przesadzili w drugą stronę.

(...)wyglądający na skrzyżowanie Balroga z szatanem i Stevenem Tylerem Hades

Zupełnie nie pasuje. Powinni byli zaangażować Davida Palffy'ego i znów ucharakteryzować go na Sokara (przy czym Hades powinien mieć włosy i bardziej zadbane paznokcie).

-
2010/04/16 20:52:53
@myself

No i jak zwykle musiałem zepsuć kursywę w cytatach.
-
2010/04/16 23:11:42
@ Powinni byli zaangażować Davida Palffy'ego i znów ucharakteryzować go na Sokara
Tak, tak, tak!

-
2010/04/17 09:40:39
Zaraz, czyżby Annabeth na załączonym obrazku trzymała Egidę?
-
2010/04/17 10:09:56
Na to wygląda - choc w sumie tej sceny (podobnie jak np. połowy scen z pierwszego trailera) nie ma w gotowym filmie...
-
2010/04/18 00:57:19
Już podczas oglądania trailera czułam, że będzie więcej rozbieżności niż zbieżności. Na seans jeszcze czekam, z czystej ciekawości ile zostało Riordana w tej opowieści.
-
2010/04/18 22:37:10
Zanotowane: książkę przeczytać, filmu unikać.
-
2010/04/19 11:25:39
@agna: witam :). Zobaczyć warto choćby dla naprawdę dobrze obsadzonych ról bogów ;
@fabulitas; Książka jest bardzo sympatyczna - I tom to taka przyjemna książka dla dzieci, potem robi się trochę poważniej; ) Film obejrzałam do końca głównie ze względu na Seana Beana: nie jestem jego jakąs maniakalną fanką, ale go lubię i uważam, że powinien mieć więcej aktorskich szans.

(Na marginesie. Wiem, dawno temu obiecałam się zamknąć na temat Dorothy Dunnett, ale co ja poradzę, że kiedy tylko na scenie wydarzeń pojawia się jej błyskotliwy arcyłotr i główny czany charakter, Gabriel, ja widzę Seana Beana: ?)
-
2010/04/19 11:47:05
Lubię przyjemne książki dla dzieci :) i te trochę poważniejsze też! :)
-
2010/04/19 22:03:47
Trochę szkoda, że Sean nie gra Posejdona. Były by ciekawe widoczki: plaża, mokry facet i antyczny trójząb. ^^
Nie mogłam się powstrzymać.
-
2010/04/19 22:47:44
Oglądam sobie zdjęcia na imdb.com, gdy WTEM! Pytam zatem, CO GROVER ZROBIŁ Z ROGAMI?!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...