Blog > Komentarze do wpisu

Misterium Wielkiego Piątku

Wolfram von Eschenbach, Pieśni, Parsifal, Titurel, przełozył, przedmową, objaśnieniami i indeksem opatrzył, ryciny dobrał Andrzej Lam, Warszawa 1996


Jako że ostatnimi czasy ten blog jest mniej o fantastyce, a bardziej o inspiracjach dla tejże, a poza tym z racji faktu, że razem z Drakainą byłam niedawno w Filharmonii Krakowskiej na zachwycającym II akcie Parsifala Wagnera, postanowiłam – a co mi tam – napisać o jednym z najważniejszych dzieł średniowiecznej epiki arturiańskiej (a o ważności tejże dla fantastyki to w ogóle wstyd mówić) – a mianowicie o trzynastowiecznym, napisanym w dialekcie średnio-wysoko-niemieckim Parsifalu Wolframa von Eschenbach. Jakoś ostatnio, przy okazji planowania wyjścia do filharmonii, przypomniałam sobie ten (ogromny!) poemat w polskim przekładzie Andrzeja Lama.

http://www.crab.rutgers.edu/~rushing/Parz_540v.jpgPrzedziwny jest ten poemat, nawet na tle średniowiecznej epiki i jej dziwności, by nie rzec dziwaczności, dla współczesnego czytelnika nie będącego specjalistą od epoki. Wolfram po trochu opiera się, a po trochu spiera się z ujęciem tej samej tematyki w równie klasycznym Percewalu z Walii Chretiena de Troyes, o którym wyraża się lekceważąco, ale z którym łączy go – zwłaszcza w warstwie fabularnej – całkiem sporo.

Opowieść o czynach przyszłego Rycerza Graala Wolfram zaczyna... ab ovo, i to jeszcze jak: całe pierwsze dwie księgi poematu wypełniają przygody ojca Parsifala. Tenże ojciec, Gamuret, podróżuje (po baśniowym Wschodzie), walczy (z potworami), kocha i poślubia (dwie królowe, czarną Belakane i białą Herzeloyde) i w końcu ginie (nie wiedząc, że ma dwóch synów). Herzeloyde, jak samo imię wskazuje, jest nieszczęśliwa i decyduje się wychować synka na nie-rycerza; kiedy się to jej nie udaje, bo mały Parsifal, jak młody Achilles w klasycznym micie, posiada wrodzoną pasję dla wszystkiego, co z wojowaniem związane, postanawia przynajmniej utrudnić mu życie, jak się da: ubiera go w stój błazna i kompletnie nieświadomego rycerskich obyczajów posyła w podróż.

Często patrzy się na ten poemat przez pryzmat podniosłej i przesyconej mistycyzmem wersji Wagnera – a wtedy łatwo zapomnieć, że w tekście Wolframa sporo jest elementów mniej lub bardziej komicznych. Zachowanie Parsifala, jego święta naiwność i kompletne społeczne nieprzystosowanie (wystarczy wspomnieć epizod z Jeschute: Parsifal usłyszał od matki, że ma zdobywać serca i pierścienie dam – w związku z czym pierwszą spotkaną damę... okrada z biżuterii) przyczyniają, oczywiście, cierpień i jemu, i innym postaciom, ale poza tym bywają i pewnie bywały też dla czytelników wspólczesnych autorowi, nieodparcie zabawne.

Parsifal pełen jest egzotyki, niezwykłych i łamiących język nazw i imion (a wszystkie, jedne w drugie, znaczące), tajemniczych krain nieznanych dzisiejszemu Europejczykowi. Z dalekiego Zazamanc i Azagouc przybywa brat Parsifala Feirefiz o skórze w biało-czarne cętki; w Schastelmarveile rycerze muszą zmierzyć się z królem-czarnoksiężnikiem Klingsorem, a w Munsalgaesche – uwolnić od klątwy króla Anfortasa; i tak dalej, przez Pelrapeire do Schanpfanzun, od królowej Kondwiramury do pani Repanse de Schoye, od negocjacji z Kingrimurselem do nauk u Trevrizenta, wędrujemy z bohaterami po świecie pełnym wiary (bez której nic się nie osiagnie), nadziei (na rycerską sławę) i miłości. Zwłaszcza miłości.

Poemat Wolframa jest, oczywiście, eposem rycerskim, i kolejne etapy nauki Parsifala, który usiłuje stać się rycerzem doskonałym, są w nim kluczowymi motywami (jednym z nich jest scena w Wielki Piątek, z której zaczerpnęłam tytuł tego wpisu). Nie mogłaby obejść się ta historia bez największego z władców-rycerzy: część przygód Parsifala jest więc w oczywisty sposób związana z dworem Artura: to tam młody (i dość niedouczony, przyznajmy szczerze) wojownik uczy się, jak być prawdziwym rycerzem.

Ale Wolfram, poza wszystkim innym, był minnesingerem i tematyka miłosna jest u niego ciągle obecna: zarówno w dziejach Gamureta, jak i w przeplatających się w zasadniczej części poematu losach Parsifala i Gawaina, miłość do pięknych dam odgrywa kluczową rolę. Parsifal, co prawda, początkowo zachowuje się dość katastrofalnie, ale wkrótce uczucie do pięknej Kondwiramury opanowuje go na dobre i czyni lepszym (co nie znaczy, że inne kobiety tak całkiem wywietrzeją mu z głowy, co to, to nie).

Ale rycerze oczywiście mają na głowie poważniejsze sprawy, niż życie rodzinne (po tym, jak ją opuści w poszukiwaniu przygód, Parsifal zobaczy ponownie żonę i syna Lohengrina dopiero po wielu latach). Najważniejszym zadaniem Parsifala jest zostać rycerzem Graala. Na początku idzie mu to mniej więcej równie gładko, jak zdobywanie dam: nauczony, że nie wypada odzywać się bez pytania, Parsifal, kiedy trafia do zamku Graala, milczy jak głaz – a próba, którą musi przejść, polega na zadaniu właściwego pytania... Potem jednak Parsifal się uczy: uczy się długo i z wysiłkiem, by w końcu, dzięki temu, zostać największym z rycerzy i Władcą Graala. Graala, który, dodajmy, nie jest u Wolframa żadnym kielichem, tylko kamieniem o potężnej, magicznej, danej od Boga mocy: kamieniem z korony Lucyfera, którą ten stracił, strącony z niebios. Wokół poszukiwań Graala - a raczej wokół poszukiwań w samym sobie takich cech, które pozwolą mu stać się rycerzem godnym Graala – koncentruje się główna część akcji poematu.

Poemat Wolframa zrobił w średniowieczu niezwykłą karierę i tak, przez liczne późniejsze wersje, przeróbki i przetworzenia (kłania się przede wszystkim Thomas Mallory), jego główny bohater trafił do kultury współczesnej, mniej lub bardziej wysokiej, od wspomnianej opery Wagnera po Hollywood. Każda z literackich czy filmowych wersji opowieści o Arturze, w której postać Parsifala/Percewala występuje – moją osobiście ulubioną jest chyba epizod w Excaliburze Johna Boormana z Paulem Geoffreyem w roli przyszłego rycerza Graala – coś po wersji Wolframa dziedziczy.

 

PS. Obiecuję, że następny wpis będzie bardziej na temat ;)

sobota, 03 kwietnia 2010, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/06 17:35:26
No dobra. Wymiękłam. Myślałam naiwnie, że to Swift w Guliwerze najbardziej nawymyślał w kwestii imion ;) Gratuluję przebrnięcia przez to wszystko, mnie się nie udało...
-
2010/04/06 23:07:27
Swift się wyqłupiał, a Wolfram po prostu tłumaczył imiona/wymyślał/stosował znaczące, na serio...
-
2010/04/06 23:09:50
Tak swoją drogą ciekawe, czy Swift się wzorował w tych wygłupach na czymś konkretnym?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...