Blog > Komentarze do wpisu

Alfabet na półce: B

Literkę B sponsoruje na mojej półce znacznie mniej pisarzy antycznych (raptem jeden samotny Boecjusz) i niewielu poetów (nieduży wybór z Williama Blake'a); z europejskiej klasyki pod tą literką stoi na mojej półce jeszcze zestaw trzech sztuk Pierre'a Beaumarchais (Cyrulik sewilski, Wesele Figara i Występna matka, w angielskim przekładzie, bo kiedy rozpaczliwie chciałam to kupić, dostałam tylko taki, polskiego nie było), ostatnimi czasy nader często przeze mnie przeglądany.

Z klasyki ważnej dla rozwoju fantastyki mam całość w zasadzie literackiego dorobku sióstr Brönte (poza Vilette, którą dopiero sobie zamierzam kupić); to akurat jest coś, do czego nader często i z przyjemnością wracam. Podobnie jest zresztą z Mistrzem i Małgorzatą Bułhakowa, po którego mogę szczęśliwie sięgnąć w oryginale, jeżeli mi się zachce ;). Z klasyków okołofantastycznych na B mam dwie powieści Jamesa Ballarda: Imperium słońca i The Day of Creation, obie raczej  z tej mniej fantastycznej części jego twórczości. Mam jakiś pojedynczy tomik opowiadań Jorge Luisa Borgesa (chciałabym więcej). No i jeszcze klasyk znacznie bardziej pulpowy: Edgar Rice Borroughs, którego Księżniczka Marsa jest moim prywatnym Zmierzchem (mam w dwóch wersjach, czytałam milion razy, wiem, że jest złe i słabe literacko, uwielbiam). Dopełniają tej półki L. Frank Baum (Oz nr 1 i 2) i J. M. Barrie (Piotruś Pan).  
Generalnie, tak jak na A miałam mało moich ulubionych książek, tak na B jest ich dość trochę.

Z fantastyki pod B jest u mnie całkiem sporo. Jest No Enemy But Time Michaela Bishopa, kupione ostatnio w krakowskiej Taniej Książce i czekające na przeczytanie. Jest Startide Rising Davida Brina, książka, która dawno temu zrobiła na mnie spore wrażenie, ale nic tego autora już potem mi się jakoś specjalnie nie podobało. Mam uważaną w niektórych kręgach za klasyczną I część dylogii Octavii Butler o Olaminie (Przypowieść o siewcy, w polskim przekładzie J. Chełminiaka), która dramatycznie mi się nie spodobała za pierwszym razem, a zrobiła całkiem pozytywne wrażenie przy drugim czytaniu.  Z bardziej klasycznej SF mam bardzo, bardzo dla mnie rozczarowującą The Case of Conscience Jamesa Blisha, po której spodziewałam się nie wiadomo czego, a dostałam zupełnie co innego; Blisha mam jeszcze They Shall Have Stars, nie wiem, po co. Mam w bilioteczce kilka tomów opowiadań Dymitra Bilenkina, rosyjskiego klasyka SF, w oryginale, które dostałam swego czasu w prezencie od Drakainy i do których zdarza mi się z przyjemnością sięgać. A skoro już o rosyjskich klasykach mowa - mam, tym razem po polsku, kilka różnych książek Kira Bułyczowa, którego generalnie lubię i cenię z rosyjskich fantastów bodaj czy nie bardziej momentami niż  Strugackich, przede wszystkim za opowiadania guslarskie.

Mnóstwo moich znajomych uwielbia Lois McMaster Bujold; ja nie uwielbiam, ale do jej dwóch pierwszych powieści z barrayarskiego cyklu - Strzępów honoru i Barrayaru - mam spory sentyment: mają dosć przygodowości, by nie przeszkadzał mi ewidentnie romansowy charakter całości, a cała romansowa historia jest w nich niebanalna. Całość  niestety, zaczyna mi się podobać mniej, kiedy na scenę wkracza Miles Vorkosigan... Kupiłam sobie obie te powieści daaawno temu w polskim przekładzie i z przyjemnością do nich czasami wracam. Obok stał sobie kiedyś Koncert nieskończoności Grega Beara, ale znikł gdzieś jak sen jaki złoty, a szkoda, bo mało co z niego pamiętam.

Znanej i cenionej przez fantastów Emmy Bull mam, paradoksalnie, tylko jedną, i to z tych mniej znanych, samodzielną książkę (Bone Dance, a do powodów przyznam się przy literce D); nie mam - a w sumie bym chciała, i pewnie sobie kiedyś kupię - Wojny o dąb, mam za to wspólne dzieło Bull i innego pisarza na B, Stevena Brusta. Powieść nazywa się Freedom and Necessity, jest powieścią epistolarną w stylistyce quasi-dziewiętnastowiecznej i ja osobiście ją uwielbiam nawet mimo faktu, że jednym z głównych pozytywnych bohaterów jest Fryderyk Engels. A jak już jesteśmy przy blogujących feminizujących pisarkach: Elizabeth Bear. Mam jej nieszczęsną książkę o wilkach współpisaną przez Sarę Monette; nie mam na własność nie najlepszej moim zdaniem Undertow, posiadam za to Carnival, który uważam za jedno z arcydzieł SF ostatnich lat - to, jak Bear potrafiła w tej powieści napisać psychologicznie i socjologicznie prawdopodobną antyutopię, jak potrafiła pokazać siłę jednostek w zetknięciu z ideologiami (konserwatywnymi i nowoczesnymi,  dziko feministycznymi i skrajnie mizoginicznymi, homo- i heteronormatywnymi, proekologicznymi i militarystycznymi) i sama przy tym w żadne ideologizowanie nie popaść, to jest mistrzostwo świata, moim zdaniem.

A jeśli już o arcydziełach mowa... Obok Bear stoją sobie The Stars My Destination Alfreda Bestera, jedna z moich najukochańszych książek wszechczasów, i tegoż samego Człowiek do przeróbki a.k.a. The Demolished Man. Człowiekowi polski przekład trochę zaszkodził, Gwiazdy znać trzeba, jak człowiek lubi SF. Arcydziełem, tym razem fantasy, jest też moim zdaniem Ostatni jednorożec Petera S. Beagle'a, którego dostałam kiedyś na urodziny od siostry, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna :). Z arcydzieł /klasyków mam jeszcze trochę Raya Bradbury'ego: ukochane Kroniki marsjańskie, a także K jak kosmos i Something Wicked This Way Comes - książkę, która na pozór nie straszy, a przy pierwszej lekturze której co rusz to podnosiłam wzrok i rozglądałam się po pustym mieszkaniu... Richard Bachman będzie przy K jak King, a posiadaną jedyną książkę Roberta Blocha (Psychozę, ofkors) gdzieś zapodziałam.

Mam prawie całą serię Anne Bishop o czarnych klejnotach i głupich imionach - kupiłam całość (trylogia + tom opowiadań ze świata) za 10 zł w antykwariacie: zdarte wydanie ewidentnie w spadku po jakiejś bibliotece w USA. Jest ten cykl dla mnie guilty pleasure - momentami doprowadza mnie do szału, ale ma pewne elementy, które lubię, i  podczytuję  go sobie czasami, bo w całości drugi raz raczej nie zdzierżę. Mam kilka - kupionych w podobnych okolicznościach - powieści Clive'a Barkera (Abarat w obu odsłonach, The Great and Secret Show, Cabal), któremu ciągle daję kolejną szansę i ciągle jakoś się rozczarowuję. I nie mam jeszcze Ragamuffin Tobiasa Buckella - dopiero do mnie idzie z ebaya, ale jak przyjdzie, to wyląduje koło Clive'a B., bo tam jest miejsce na zatłoczonej półce. Mam z kolei jakieś pomniejsze powieści Marion Zimmer Bradley (czytaj: The Priestess of Avalon), ale nie mam Mgieł Avalonu, a jak mnie ta książka wkurza, tak chętnie bym miała własną :). Mam I tom sagi Anny Brzezińskiej o Twardokęsku i od niepamiętnych czasów obiecuję sobie dokupić kolejne... No i mam stareńskie wydanie Głowy Kasandry Marka Baranieckiego, do której mam sentyment z czasów dawnych.

Na B jest też parę kuriozów literackich, wśród nich koszmarnie, ale to koszmarnie zły Kruk Poppy Z. Brite, czyli książka o tym, że tylko będąc mniejszością seksualną możesz być dobry; może kiedyś kupię sobie jej - znacznie lepsze i dość w gatunku fikcji o wampirach klasyczne - Lost Souls; mam do tej powieści słabość, choć momentami mnie od Brite i jej kiczowatej emonastolatkowej fascynacji makabrą i perwersyjnym seksem w wersji  homo odrzuca. Miałam też na półce przez jakiś czas upiorny Szerglvar Moniki Błądek, Złą Książkę par excellence, ale potem Drakaina sobie przypomniała, że to jej, i zabrała ;P. Jakiś Ben Bova gdzieś się po półkach u rodziców pałęta, ale nie bardzo pamiętam, który - może to i lepiej.

Pod literką C czeka kilka ulubionych książek :)

środa, 19 maja 2010, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/05/19 19:24:38
Z braku czasu przeleciałem tylko po wytłuszczeniach i rzucił się w oczy brak Iana Banksa. Jutro się wgryzę i odniosę bardziej :)
-
2010/05/19 20:33:23
świetne notki. U mnie z moją biblioteką jest ten problem, że ja nie kolekcjonuję książek. Co prawda horrory sobie zostawiam w imię potwornej biblioteczki, ale nawet te nie wszystkie.
Ech, marny ze mnie bibliofil :-)
-
2010/05/20 00:15:41
Maarcuss, ten brak Iana Banksa to brak także w moim czytelniczym życiorysie - to jest jeden z tych pisarzy, których czytałam mało i mam planach, pewnego dnia, więcej :) Qpa strachu a.k.a. Feersum Endjinn mi się swego czasu podobała, ale potem jakoś mi Banks zniknął z horyzontu.

@Cedroo: Dzięki; mnie książki powoli eksmitują z własnego mieszkania, bo są wszędzie...
-
2010/05/20 01:07:22
Super cykl blogowy. :)

Na "B" mam jeszcze w biblioteczce z fantastyki sporo Ewy Białołęckiej, którą bardzo lubię, a mąż ma Bestera, który jest dla mnie (Bester nie mąż) trochę zbyt ciężki.

Bułyczowa szczerze uwielbiam, zarówno za Guslar, jak i za "Miasto na górze" czy "Przełęcz" i "Osadę". I za inne też, bo jakbym zaczęła wymieniać, to by wyszło, że za większość... :)

"Mgły Avalonu" zdecydowanie lubię i nawet mam.
-
2010/05/20 01:18:51
@ysabellmoebius: ja też mam Białołęcką, czytając Twój komentarz sobie przypomniałam; konkretniej mam (miałam?) Tkacza iluzji, którego potem pożyczyłam bratu i wsiąkł gdzieś u rodziców ;). Bestera ja osobiście uwielbiam, wracałam do niego wielokrotnie i pewnie jeszcze nie raz wrócę.
I dziękuję za komplement, bardzo mi miło, choć pomysł, przyznaję, nie mój własny ;)
-
2010/05/20 09:31:00
Jeszcze w temacie Banksa: większość jego powieści sf czytałem i do moich ulubionych należą te spoza cyklu o Kulturze. Oczywiście "Qpa strachu" (wielki szacun dla Nakoniecznika za tłumaczenie) i chyba nawet bardziej - "Against a Dark Background".
Idąc dalej alfabetem - Stephen Baxter - który udowadnia, że twarda sf w klasycznym wydaniu jeszcze nie umarła (Tratwa, Pływ itd.)
Greg Bear to nie tylko "Koncert nieskończoności" (mój też gdzieś zaginął - dobry temat na opowiadanie o książkach przenoszących się do alternatywnej rzeczywistości ;), ale też cykl Droga, no i Radio Darwina.
Te Avalony Bradley uważam za przereklamowane, już wolę Darkover, ale śmiem twierdzić, że zdecydowana większość tworów tej pani to straszne czytadła. Podobnie mam z Bujold, choć kilka jej książek czytałem z wypiekami na twarzy. Z pań na "B" wyróżniłbym Butler
Dobra, mógłbym tak długo, więc wymienię tylko najulubieńszych: Bester, Bułhakow, Burgess, Bułyczow, i chyba jednak Brin, choć to miłość szczenięca raczej.
A Blake'a kocham, choć na półce nie posiadam :)
-
2010/05/20 11:52:41
@Maarcuss: Baxter: parę razy miałam jego książki w ręku, jakoś nigdy się nie zdecydowałam przeczytac, ale po Twojej reklamie pewnie spróbuję, jak będę mieć następny rzut ochoty na porządną SF; co do Bradley (i Bujold) - zgadzam się; ja też w sumie chyba wolę Darkover, ale nie mam. Zresztą powiem szczerze, Mgły są na wszystkich listach arcydzieł fantasy i poniekąd słusznie, ale cała reszta cyklu to harlekiny :). Beara też jakoś więcej nie czytałam - a może by warto było, bo Koncert... mi się swego czasu zdecydowanie podobał :)
-
2010/05/21 12:20:19
A że "Bright Star" też zaczyna się na B, prosimy o recenzję ;-)
-
2010/05/21 13:10:16
Żaden z Bukowskich się nie załapał? U mnie Charles niezły kawałek półki zajmuje, Włodzimierz z biblioteki. Burgess i Pomarańcza nie? Ballarda od lat powoli kompletuję, większość już mam.
-
2010/05/21 14:12:45
O, "I powraca wiatr..." jest dla mnie jedną z ważniejszych książek w ogóle, ale ponieważ Ninedin wspomina tu głównie o sf&f, trudno się dziwić, że jej nie wymienia.

Ale że nie ma Borkowskiej ("Gar'Ingawi, wyspa szczęśliwa") - dziwię się ;-P
-
2010/05/21 16:52:54
Borkowskiej nie ma, bo jej NIE MAM i bardzo mnie to martwi - poluję od dawna, ale niestety.... Burgessa Pomarańczę posiadam w wersji z Fantastyki, w przekładzie Stillera, a szczerze mówiac, pisząc ten wpis zapomniałam o tej teczce z wyjętymi ze środka wkładkami (pamiętałam przy A, tym razem wyleciało mi z głowy).
Pomijam większość literatury niefantastycznej, wspominając tylko mimochodem o niektórych rzeczach (a kompletnie pomijam nie-beletrystykę); Bukowskiego (Charlesa) akurat nie mam i w ogóle znam dosć słabo. Jeszcze jeden pożytek z tych wpisów - człowiek może sobie poukladac, co by warto było przeczytać :)
@allegra_walker: Będzie Bright Star, ale pewnie w przyszłym tygodniu dopiero, albo i w jeszcze następnym ;)
-
2010/05/21 22:08:29
Nemedin mam prywatną prośbę: czy mogłabyś się odezwać do mnie na mail utiwa@Safe-mail.net.
Pozdrawiam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...