Blog > Komentarze do wpisu

Alfabet na półce: C

Litera C - no cóż...


Po pierwsze, przekleństwo moich czasow studenckich - niedoceniany na studiach Marek Tulliusz Cyceron; musiałam skończyć studia i przez dłuższy czas zajmować się nieco inną literaturą, żeby go naprawdę zrozumieć...  Po drugie, drugie przekleństwo studiów klasycznych - Cezar i jego manipulatorskie i wyjątkowo zideologizowane bezdyskusyjne arcydzieło, Wojna galijska (plus cała reszta Cezara, w oryginale i polskim przekładzie). Resztę antyku pomijam, a ukochany Caius Valerius Catullus wystąpi pod K, ze względu na polską pisownię.

Z innej klasyki - Chaucer, bo lubię, i Cervantes, jak wyżej. Z późniejszych klasyków nieco innego gatunku - trochę Chandlera (Żegnaj laleczko i Głęboki sen) i sporo Conan Doyle'a (dwa tomy opowiadań o Holmesie z wydania Penguin Classics i Znak czterech po polsku). Nie mam nic Agathy Christie, ale to z bardzo prostego powodu: moja mama ma chyba wszystkie (!) jej powieści i zbiory opowiadań, stąd, paradoksalnie, Christie, której nie uwielbiam jakoś szaleńczo, jest najlepiej mi znaną klasyczną autorką kryminałów. Skoro o kryminałach mowa - Patricia Cornwell, której, zanim mi się trochę znudziła, zdążyłam cztery książki nabyć (Last Precinct, Black Notice, Book of the Dead i Cause of Death), a jedną - Ślad - dostałam w prezencie od Tłumaczki, Drakainy. Lewis Carrol, z dwujęzyczną edycją obu Alicji, stoi sobie obok Italo Calvino (Opowieści kosmikomiczne, Jeśli zimową porą podróżny, Rycerz nieistniejący oraz Bajki włoskie w wydaniu angielskim) i Angeli Carter - a raczej stał, bo Czarną Wenus tej ostatniej gdzieś (nie wiem gdzie...) wcięło. Joseph Conrad, too many to list. Z poezji rzucają mi się w oczy głównie Collected Poems Coleridge'a. Pewnie jest tego więcej, ale pora na fantastykę ;)

No to zaczynąc od klasyków - Arthur C. Clarke. Mam go nie aż tak znowu wiele: powieść dla młodzieży (Wyspa delfinów), pierwszą część Ramy (Spotkanie z Ramą), nowelizację Odysei kosmicznej (o ile to można nowelizacją nazwać) i mój absolutnie z jego pisarstwa ulubiony Koniec dzieciństwa, o którym bym chętnie niedługo napisała. A jak o osobach nazwiskiem Clarke mowa - Susanna Clarke, za którą przepadam i której obie książki - tomik opowiadań The Ladies of Grace Adieu i ogromną powieść Jonathan Strange and Mr Norrell mam na własność. No i książka, która zrobiła na mnie kolosalne wręcz wrażenie, zanim jej autor zrobił wielką karierę w Polsce - Kraina Chichów Jonathana Carrolla, znana mi dzięki Fantastyce... Nic innego Carrolla mi się nie podobało, ale Krainy nie oddam ;).

Posiadam w biblioteczce całkiem sporo książek Orsona Scotta Carda (Endera 1-4, dwie pierwsze części Alvina Stwórcy, I tom cyklu o Cieniu, Planetę Spisek i Zagubionych chłopców). Z tego Endera nr 1 i 2 uwielbiam, resztę cyklu w miarę znoszę;  Alvin da się czytać, ale mogę bez niego żyć, przy pomocy Zaginionych chłopców zafundowałam sobie kiedyś megaspojler kinowy, Planeta Spisek jest IMHO dość kuriozalna, a Cień mnie raczej znudził. Ze współczesnych klasyków SF mam jeszcze J. C. Cherryh (ale, przyznaję, nieprzeczytaną jeszcze - konkretniej Downbelow Station), a z klasyków fantasy - dwa pierwsze tomy Czarnej kompanii (lubię, nie uwielbiam). Małe, duże Johna Crowleya podobało mi się tak sobie, natomiast lubię jego Późne lato - obie posiadam.

Z czasów fascynacji jej pisarstwem posiadam znaczącą większość książek napisanych przez Jacqueline Carey: cały I cykl o Kuszielu (Kushiel's Dart, Avatar i Chosen), dwa pierwsze tomy drugiego (Kushiel's Scion i Justice) oraz dwa tomy jej quasi-Tolkienowskiej high fantasy (Banewreaker i Destroyer). Z perspektywy czasu muszę przyznać, że wolę drugi cykl o Kuszielu od pierwszego, a Imriela od Phedre - ale to akurat może mieć prosty związek z faktem, że wczucie się w sposób funkcjonowania umysłu ultramasochistki przekracza moje możliwości pojmowania. Mam też spory szacunek dla tego, jak Carey zmierzyła się z Tolkienowską materią, choć nie zawsze i nie do końca zgadzam się z wnioskami, do jakich doszła ;).  Z autorów, którzy fascynują mnie w tym momencie, wymienię dwóch: recenzowanego już przeze mnie Michaela Chabona i Teda Chianga, który mnie kompletnie olśnił swoimi opowiadaniami, na czele z "Hell is the Absence of God" - to własnie zbiór zawierający m. in. to opowiadanie, a zatytułowany Stories of Your Life and Others posiadam. Nie mam za to - a chciałabym - żadnego tomu opowiadań Jacka Cady'ego, którego świetny tekst "Dzień, w którym pochowaliśmy psa szos" opublikowała kiedyś NF. Gdzieś - zapewne u rodziców - jest jeszcze Gobelin z wampirem Suzy McKee Charnas, który pamiętam jako intrygującą i smutną, kompletnie nieromantyczną książkę.

Każdemu, kto widział film The Seeker: The Dark is Rising trudno będzie uwierzyć, że może on być oparty na dobrej książce, ale tak, wbrew pozorom, właśnie jest. Sprofanowany w tym filmidle cykl Susan Cooper The Dark is Rising (1. Over Sea, Under Stone, 2. The Dark is Rising, 3. Greenwitch, 4. The Grey King, 5. Silver on the Tree) jest w zasadzie literaturą dla starszej młodzieży, ale każdy wielbiciel nastrojowej, przemyślanej i świetnie napisanej fantasy opartej na brytyjskich legendach  powinien znaleźć w tej książce coś dla siebie.  

Na półce z jeszcze nieprzeczytanymi: kupione ostatnio za 1 zł Fire in the Sky Jo Clayton (mój pierwszy kontakt z jej pisarstwem), Mindplayers Pat Cadigan i Sea Dragon Heir Storm Constantine, której I tom trylogii o Wraeththu kiedyś czytałam, ale nie posiadam.

Z rzeczy dostanych w prezencie: Drakaina tłumaczyła sporo autorów na C - dlatego mam całą sagę Trudi Canavan o Sonei i I tom Jacka L. Chalkera (Zemstę tańczących bogów).

sobota, 22 maja 2010, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/05/24 08:43:19
Pisałem już, że zazdroszczę ci tego księgozbioru?
Co nie znaczy, że czegoś bym do niego nie dodał ;) Na przykład Glena Cooka, którego uważam za najlepszego żyjącego twórcę fantasy. A taka C.J Cherryh też zasłużyłaby u mnie na całą osobną półeczkę. Do jej cyklu o Morgaine wracałem kilka razy, a i opowieści o Unii/Sojuszu też stawiam bardzo wysoko. Downbelow Station, of course, ale też Cyteen, ablo taka Finity's End...
-
2010/05/24 19:33:12
Znam i uwielbiam jedynie "Grę Endera" oraz "Mówcę Umarłych" ("Mówca" zrobił na mnie olbrzymie wrażenie jakieś dwa lata temu i wciąż pozostaję pod wielkim urokiem). Reszta coś mi mówi, ale osobiście nie znam, więc będę nadrabiać, podopisywałam sobie sporo tytułów do mojej listy. Bardzo fajny pomysł na te notki, dla mnie niezwykle przydatny :)
-
2010/06/03 01:52:50
Ja tak egocentrycznie o tłumaczeniach na C - jest wśród nich również jedna Patricia Cornwell, a jeśli nie masz tego tomu, to Ci dorzucę do kolekcji ;) Nawiasem mówiąc, z litery C (nie licząc własnych tłumaczeń) najwięcej mam, jak się okazuje, Cezara... Bo większość fantastyki jest na półkach u mojego Taty, u mnie tylko dublety tego, bez czego nie wyobrażam sobie totalnie własnego mieszkania...
-
2010/06/09 19:01:48
Wreszcie mi się przypomniało, co chciałam napisać, a zawrzeć to mogę w jednym zdaniu: moja opinia o Carrolu pokrywa się z twoją; "Kraina chichów" genialna, a reszta miałka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...