Blog > Komentarze do wpisu

Alfabet na półce: D

Doszłam do D i tu będzie całkiem sporo. W tym parę moich kultowych książek, o których miałam w najbliższym czasie nie pisać.http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/b/bd/Tam_Lin_by_Pamela_Dean.jpg

Z klasyki: Dostojewski (sporo, w tym część po rosyjsku) i Dickens (też sporo, ze szczególnym uwzględnieniem mojej ulubionej jego powieści, jaką jest, paradoksalnie, Dombey i Syn). Dante, którego dawno sobie obiecuję kupić w oryginale. I Paweł Diakon, jeśli chodzi o dziwacznych antyczno-średniowiecznych historyków oraz polski przekład armeńskiego eposu o Dawidzie z Sasunu. Do tego Dumas, którego czytałam sporo, ale posiadam tylko całość cyklu o muszkieterach (Trzej muszkieterowie, W dwadzieścia lat później, Wicehrabia de Bragelonne) oraz zdecydowanie ukochanego i przeczytanego milion razy  Hrabiego Monte Christo, w angielskich komentowanych wydaniach. Zapomniałam o Karen Blixen po B, więc będzie pod D, według pseudonimu (Isaak Dinensen) - mam jej opowieści gotyckie i ulubione Pożegnanie z Afryką. Poza tym Dorothy Dunnett, której mam całość The Lymond Chronicles (sześć tomów, 3000 stron drobnego druku i muszę zrobić wszystko, żeby nie wziąć się z powrotem za czytanie od początku, bo już raz w tym roku czytałam), 2 pierwsze i ostatni tom Niccola, któremu się jak dotąd bohatersko opieram, oraz jej znakomitą powieść o historycznym Makbecie, King Hereafter. Plus do tego dwa tomy Dorothy Dunnett Companion z objaśnieniem wszystkich cytatów ze staroirlandzkich kodeksów prawnych, arabskiej erotyki i francuskich lamentacji średniowiecznych, które autorka z upodobaniem przytacza w oryginale i bez źródła.

Z klasycznych fantastów Philipa K. Dicka szanuję bardziej niż kocham i lubię. Mam jego tom opowiadań, które uwielbiam (Przypomnimy to panu hurtowo, z rewelacyjnym tekstem tytułowym), mam moje trzy ulubione powieści: Trzy stygmaty Palmera Eldritcha, Ubika i Człowieka z Wysokiego Zamku, nie mam niestety - a też lubię - Klanów księżyca Alfy. Samuel Delany jest u mnie obecny jako autor trzech powieści: klasycznych Babel-17 (o której od dawna planuję napisać) i Punktu Einsteina oraz odjazdowego Dhalgrena, którego lubięlubięlubię.  
Następnie - Duncanów dwóch. Dave Duncan, którego żadnej książki jakoś maniakalnie nie uwielbiam, ale posiadam ich całkiem sporo: 2 pierwsze tomy cyklu o szermierzach i całość Człowieka ze słowem, do którego mam sentyment od czasów pierwszej lektury w czasach jakoś plus minus studenckich. No i szalony Hal Duncan, którego dwie powieści (Vellum i Ink) stoją sobie w miejscu, w które łatwo sięgnąć: od dobrych dwóch lat Duncan mnie nieustająco fascynuje i irytuje, zachwyca i drażni swoimi przestylizowanymi, przeładowanymi erudycją mitologicznymi traktatami o konstrukcji świata i miłości do mężczyzn i nie mogę, no nie mogę przestać do niego wracać.
Skoro już mowa o autorach, do których wracam bardzo często: Jacek Dukaj. Nie mam wszystkich jego książek, ale mam ich trochę: Xavrasa Wyżryna w pierwszym wydaniu, Extensę (którą bardzo, bardzo lubię), Inne pieśni (najoględniej mówiąc moja ulubiona polska powieść fantastyczna w historii), Perfekcyjną niedoskonałość i Lód, który mi się ogromnie podobał, ale nie wiem, czy podjęłabym dziś wysiłek czytania go jeszcze raz. Dukaja mam zresztą na permanentnej liście zakupów, bo chętnie miałabym pod ręką całość jego twórczego dorobku. Innych polskich fantastów na D nie lubię.

No to będziemy powoli od plus minus SF przechodzić do plus minus fantasy, via twórczość autora, który pisuje i to, i to. Stephen R. Donaldson, proszę państwa. Przeszłam w życiu przez fazę donaldsonomanii, a że do pewnego stopnia zbiegła się ona z moim pobytem w Oksfordzie, mam z tego okresu znaczącą większość jego twórczości w zdartych i zużytych paperbackach, kupowanych w charity shopach za 30 p. Posiadam ergo całość cyklu o Skokach (tomy 1-5), space opery przetwarzającej w nieoczywisty i pomysłowy (a przy tym potwornie ponury) sposób Ring Wagnera, mam dwutomowe Mordant's Need (które przyczyniło się do zmierzchu mojej donaldsonomanii, dodam na marginesie), mam dwa tomiki opowiadań (Reave the Just i Daughter of Regals), mam wreszcie prawie całość cyklu o Covenancie: trzy tomy Pierwszych Kronik, oppowiadanie "Gilden-fire", trzy tomy Drugich Kronik i pierwszy Ostatnich. Z pozostałymi poczekam, bo I tom finałowego cyklu, The Runes of the Earth, doprowadził mnie do takiej szewskiej pasji, że chwilowo nie mogę. Z klasyków fantasy lubię, a nie mam, Lorda Dunsany; niewiele mam też innego pisarza, którego teksty darzę sympatią, Gordona R. Dicksona. Dickson jest autorem jednego z moich ukochanych opowiadań, "Call Him Lord", ale żadnego zbiorku jego opowiadań nie posiadam; mam za to, co mnie bardzo cieszy, dwa pierwsze tomy cyklu o smoku i jerzym. Z autorów mniej w Polsce znanych zareklamuję jeszcze jedną pisarkę, której twórczość zdecydowanie lubię - Pamelę Dean. Dean czasem zalicza się do fantasy of manners, mnie się jej twórczość wydaje bliższa klasycznej literaturze dziecięco-młodzieżowej w ambitnym wydaniu. Zarówno Tam Lin - przeróbka klasycznej ballady o dziewczynie zakochanej w wybranku królowej elfów, przeniesiona w amerykańskie college'owe realia lat 70., jak i cykl The Secret Country (ja mam dwa z trzech tomów, The Secret Country i The Hidden Land) uważam za znakomite; nie każdy umie pożenić Homera z C. S. Lewisem i Szekspirem i skończyć mając w efekcie udaną powieść dla nastolatków.

Na koniec dodam jeszcze, że choć nie mam żadnej autorskiej powieści Ellen Datlow, posiadam zredagowane przez nią cztery tomy antologii (3 - retellingów baśni i The Faery Reel), o których napiszę kiedyś osobno. 

środa, 16 czerwca 2010, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/06/16 08:56:29
Ze wszystkiego wypowiadać się mogę tylko na temat perfekcyjnej niedoskonałości Dukaja. To jedyna książka tego pisarza, jaką przeczytałem. Mam w stosunku do niej bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony ogrom świetnych rozwiązań i pomysłów, z drugiej pamięć, jak mimo wszystko okrutnie ciężko mi było ją skończyć i jak potwornie od pewnego momentu mi się nudziła.
-
2010/06/16 14:11:38
Ja z "Perfekcyjną..." miałam poza tym ten problem, że J. D. napisał ją PRZED "Innymi pieśniami", a wydał PO. Ergo, mnie się ją czytało jak kopię pewnych idei z tej poprzedniej powieści, a w rzeczywistości była czymś w rodzaju brulionu :). I zgadzam się, ta powieść ma przede wszystkim pomysły, ale literacko jest dość taka sobie...
-
2010/06/21 15:52:05
Na D mam w biblioteczce jeszcze cykl "Królowie przeklęci" Maurice'a Druona, za to Dostojewskiego zdecydowanie mniej, bo nie znoszę. Dukaja tez jakoś nie udało mi się nigdy polubić, a o wielu pozostałych wymienionych przez Ciebie dowiedziałam się po raz pierwszy.

Przy mojej znajomości języków obcych, książki nie po polsku raczej odpadają, co z jednej strony mnie smuci (bo te Twoje opisy brzmią fascynująco), a z drugiej uspokaja (bo przecież nie daję rady samym książkom po polsku, a co by było, gdybym czytała jeszcze w innych językach...).
-
2010/06/22 12:22:40
O widzisz, ja na śmierć zapomniałam, że mam Aleksandra Wielkiego Druona...
Lubisz jego prozę? Ja z Królów czytałam tylko I tom i jakoś mnie nie zachwycił - jak jest dalej?
Pewnie, że człowiek wszystkiego nie zdąży - ja czytam w językach obcych, bo to mi pozwala się oszukiwać, że to jest więcej niż przyjemnośc i że mogę sobie na to pozwolić...
-
2010/06/22 18:15:14
Nie powiem, żeby mnie zachwycił, a "Królów..." przeczytałam niewiele więcej (dwa tomy i fragmenty pozostałych), za to mój Ukochany Mąż jest jego wielkim fanem i twierdzi, że warto poznać całość. Ale chyba jednak nie spróbuję...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...