Blog > Komentarze do wpisu

Smoki (w) Australii

Naomi Novik, Tongues of Serpents, Del Rey 2010

 

ahem, spoilers


http://www.amazon.com/Tongues-Serpents-Temeraire-Naomi-Novik/dp/0345496892

Co cię czeka za zdradę stanu, jeżeli książę Wellington osobiście anulował twój wyrok śmierci? Zesłanie do Australii. W ramach robienia na złość Royal Navy możesz co najwyżej liczyć na fakt, że twój bezcenny smok podąży za tobą, a za nim pogna z kolei  bezcenna i cholernie charakterna smoczyca. To może dać ci pewną satysfakcję, no chyba że, jak Will Laurence, główny (i strasznie stiff upper lip) bohater cyklu Naomi Novik o smokach, uważasz, że kara ci się należała, a Royal Navy i jej Aerial Corps kochasz miłością nieodwzajemnioną. Na szczęście w tej bajce jest jeszcze wyż. wym. bezcenny smok, którego spojrzenie na sprawę, jakkolwiek lekko naiwne w swej zdroworozsądkowości (on miewa problemy w rodzaju: Temeraire privately felt that it seemed a little unreasonable for a country as small as Britain to want to rule an ocean halfway around the world) bywa nieco bliższe doświadczeniom współczesnego człowieka.

Czy ja już mówiłam, że bardzo lubię cykl Novik o smokach? Jeśli nie, to mówię. To nie jest żadna wybitna ani nowatorska literatura, ja przy tym nawet za smokami, w sumie, nie przepadam, ale akurat te książki mają w sobie coś takiego, co mnie przyciaga do każdego kolejnego tomu.

Co się zmieniło? Niewiele. Laurence nadal jest stuprocentowym brytyjskim dżentelmenem, którego oburzają przekleństwa w ustach więźniów i skazańców w nędznym miasteczku w kolonii karnej (a Novik, umiejętnie używając narracji z jego punktu widzenia, nawet nie próbuje przy tym ukrywać, jak mało wiarygodnym jest on narratorem i jak skażona subiektywizmem i uprzedzeniami jest jego wizja świata).  Temeraire nadal jest po trochu zwierciadłem czytelnika (jego poglądy na seks, niewolnictwo, politykę i porządek społeczny są, jak zwykle, raczej bliższe zamierzonemu czytelnikowi, niż poglądy Willia), a po trochu - punktem widzenia równie mało wiarygodnym, jak Laurence, tym razem z racji własnej naiwności i inności smoczej natury w stosunku do ludzkiej.  Novik zresztą bardzo inteligetnie, a bez przesady, pokazuje różnice w motywacji i rozumieniu świata przez drugi inteligentny gatunek, z którym dzielimy, w jej świecie, Ziemię.  

I Laurence, i Temeraire pozostają przy tym sympatycznymi postaciami. Novik udaje się się osiągnąć, przy charakterystyce postaci Willa Laurence'a, rzadko spotykaną równowagę: z jednej strony, jej bohater nie jest ideałem i wcieleniem doskonałości, ma sporo wad, z drugiej - podejmuje stale ogromny wysiłek, żeby zrozumieć swojego smoczego towarzysza-przyjaciela-podopiecznego (choć kto tu jest podopiecznym, a kto opiekunem, diabli wiedzą) i żeby postępować zgodnie z kodeksem honorowym, w który wierzy i przez który co jakiś czas pakuje się w kłopoty. Kiedy jednak pojawia się konflikt między honorem a dobrem innych - jak w sytuacji, kiedy Will musi przeprosić znienawidzonego Rankina, bo spór między nimi zaowocowałby nieuniknioną walką między ich smokami, w której młodziutki, a niepokorny, smok Rankina nie miałby szans przeżycia - Laurence potrafi, choć z ciężkim sercem, zapomnieć o honorze i postąpić po prostu po ludzku.

A jak już mowa o ludzkim postępowaniu: jesteśmy w kolejnym, po Afryce i Bliskim Wschodzie, miejscu, gdzie biali ludzie, w tym zwłaszcza będący głównymi bohaterami powieści Novik Brytyjczycy, najoględniej mówiąc nie pozostawili po sobie najlepszego dziedzictwa. Kiedy Novik rysuje sceny, w których zagubieni gdzieś w Górach Błękitnych wędrowcy nie mogą znaleźć drogi, podkreśla wyraźnie, że Laurence i reszta są tam obcy, nie na swoim miejscu - i tak też się czują. Widać też, że - jakkolwiek Novik unika pułapki zrobienia z Willa współczesnego człowieka - jej bohater się uczy i po swoich doświadczeniach w Afryce nie odrzuca już a priori możliwości, że lokalne ludy mogą być zdecydowanie bardziej cywilizacyjnie, politycznie i militarnie zaawansowane, niż się Anglikom wydaje...
Novik w poprzednich tomach często sugerowała podobieństwa między losem smoków w armii a niewolnictwem. Tu z kolei wydaje się przeprowadzać częściową przynajmniej pararelę między zamieszkującymi Australię, nieznanymi białemu człowiekowi  bunyipami - smokopodobnymi, sprytnymi i groźnymi istotami, których celów i zachowań europejska ekspedycja nie rozumie  - a losem, jaki w naszym świecie spotkał Aborygenów. To, jak Laurence i cała jego grupa, nie wyłączając smoków, traktują zagrożenie ze strony bunyipów i jakie widzą rozwiązania (zniszczyć! zabić! wypędzić z domów, odgonić od zasobów, pozbawić ziemi!) może być, jak sądzę, do pewnego stopnia odpowiednikiem tego, jak Europejczycy rządzili się w Australii do - no, do nie aż tak dawno temu...

Fabuła jest prosta i - z racji osadzenia akcji podczas zesłania Laurence'a w Australii - pozbawiona typowych dla Novik militarnych scen;. Laurence et consortes spotykają nieprzeciętnie bucowatego eks-gubernatora Nowej Połudnowej Walii Williama Bligha (tego od buntu na Bounty) i muszą zmierzyć się ze skutkami Buntu Rumowego; wojna z Napoleonem pozostaje w tle wydarzeń, ale nie odgrywa w nich jakiejś znaczącej roli. Prostotę fabuły (na polecenie jednej ze skłóconych frakcji w zarządzie kolonii Laurence, Temeraire i ich towarzysze, w tym upiorna Iskierka, szukają przejścia przez Góry Błękitne; podczas podrózy skradzione zostaje jedno z powierzonych ich opiece smoczych jaj) autorka maskuje zmianami punktu widzenia w narracji i skupieniem się na zachowaniach i charakterze postaci. W tle mamy lekko komiczne problemy Temeraire'a z wiarą w zjawiska nadprzyrodzone - racjonalność smoków jest, jakby to powiedzieć, trochę inna niż przeciętnego wiktoriańskiego dżentelmena i sam fakt, że Will wierzy w istnienie Ducha Świętego całkowicie uzasadnia w oczach Temeraire'a  także i istnienie prześladującego ekspedycję ducha zaginionego skazańca. Rozwiązanie zagadki - po czyich śladach idziemy, przemytników czy Aborygenów? - sugeruje zarazem, że podczas Anglia i Francja całkowicie zajęte są wojna, za ich plecami rodzi się nowa, nieoczekiwana ekonomiczna potęga... I tak, to mogłaby być ciekawsza książka - jest, fabularnie, chyba najsłabsza z całego cyklu, choć przyjemna w czytaniu i wciągająca. 

Jak zwykle u Novik, fajnie mieć pod ręką mapę i zastanawiać się nad lokalizacjami - ta dziwaczna czerwona ziemia i skały, czyżby dotarli już  tak daleko, aż do Uluru? Nie, niemożliwe... No i jak zawsze też, autorka ma dla nas małą niespodziankę. Jej powieści na pierwszy rzut oka wydają się proste, ale Novik zawsze ma w zanadrzu jakiś obyczajowy albo psychologiczny drobiazg, żeby dać czytelnikom do myślenia. Tym razem jest to postać kapitana Rankina, znanego już z poprzednich tomów antypatycznego oficera, który de facto zadręczył swojego poprzedniego smoka na śmierć, a teraz dostał nowego. Co prawda, wart Pac pałaca - smok imieniem Cezar jest rozpuszczonym, kapryśnym i marudnym bachorem, tak po prawdzie - ale czytelnik od pewnego momentu zaczyna widzieć w Rankinie cechy, jakich się po nim nie spodziewał.  Ciągle pyszny, pełen pogardy dla wszystkich uboższych, gorzej urodzonych  i mniej brytyjskich od siebie Rankin  okazuje się jednak mieć i sporo osobistej odwagi, i całkiem dużo opiekuńczości wobec swego nowego smoczego podopiecznego, i poczucie obowiązku, a przy tym - wykazuje sporo kompetencji, nie przestając być przy tym, pardon my French, bucem najpierwszej jakości. 

Sympatyczna książka; nie tak dobra, jak poprzednie, ale na tyle udana, żeby chciało mi się czekać na kolejny tom.    

czwartek, 14 lipca 2011, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/07/14 23:47:08
"Języki węży" cenię z perspektywy czasu za to, że pomogły mi lepiej poczuć klimat "Australii", Darwin i Faraway Downs razem z jego chińskim kucharzem - ale jest to najsłabsza książka z cyklu, słabsza nawet od "Imperium kości słoniowej", Tylko nowe smoki są naprawdę rewelacyjne, wszystkie trzy.
-
2011/07/15 10:33:06
Zgadzam się, że jest to najsłabsza powieść Novik; mnie w sumie a) ucieszyło, że po sugestiach, że będziemy mieć Biedne Niepełnosprawne Umierające Smoczątko, Novik jednak nie poszła w taki akurat wyciskacz łez, bo jakbym miała tu smoczą wersję Małego Tima, to chyba by mnie to zniechęciło do dalszej lektury, b) podobał się pomysł z Cezarem, bo on ma rzeczywiście zachowania obrzydliwe zarozumiałego, wszystkowiedzącego i kompletnie egoistycznego, ale jednak - po prostu małolata, c) na tyle lubię jej stałe postacie, że chętnie je jeszcze raz spotkałam. Ale fabuły to tam prawie nie ma...

A "Australię' warto?
-
2011/07/15 12:29:00
Z "Australią" jest jak z Titanikiem - dostajesz dwa filmy w cenie jednego. Przy czym jak jeszcze w drugiem jakoś to działa, tak u Baza Luhrmanna niestety nie. Najpierw masz świetnie zekranizowany fanfik o angielskiej arystokratce, która zakochuje się w poganiaczu bydła (i to jest świetny film w swoim gatunku), a potem coś, co przypomina "Szeregowca Ryana" skrzyżowanego z "Pearl Harbor", ale z postaciami z pierwszej części filmu. Poza tym wszystkie umoralniające wstawki o Skradzionych Pokoleniach, ugh, aż zęby bolą.

Zdjęcia są ładne, kostiumy Kidman super, mokry Hugh Jackman w jednej scenie mrau. I Jacek Koman jako rosyjski barman fajny. Ale ogólnie nie polecam.
-
2011/07/15 20:00:59
Hmmm... lubię Kidman, lubię Jackmana, sam filmowi szansę :)
-
2011/07/17 20:05:40
Szczerze wyznam, że nie przeczytałam całej Twojej recenzji, a to dlatego, że chcę przeczytać wxnajbliższym czasie :)
-
2011/07/19 14:41:56
I słusznie, ja nie umiem pisać analiz bez spojlerów :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...