Blog > Komentarze do wpisu

Ziew, wampiry, wilkołaki, ziew?

Wstęp


Dawno, dawno temu, kiedy nawet nie byłam jeszcze w wieku Bridget Jones, pojechałam sobie do Warszawy i kupiłam tam w Empiku mój pierwszy podręcznik do Wampira-Maskarady, będący dla mnie jednocześnie pierwszym poważniejszym zetknięciem się ze Światem Mroku. Mnóstwo pomysłów mi się bardzo spodobało; była wśród nich idea odwiecznego konfliktu między dwiema rasami nadprzyrodzonych istot, wampirami i wilkołakami, która ówczesnej mnie wydała się ciekawa i dająca spore narracyjne możliwości.

Ha, ha, ha. Minęło dziesięć lat i na samą myśl o motywie "wampir versus wilkołak" robi mi się coś niedobrego z mózgiem i zaczynam kompulsywnie ziewać (dzięki, Underworld I, II i co tam jeszcze; dzięki, telewizjo; dzięki,  Stefanio M.). No ale co tam, będzie o wampirach, wilkołakach i filmach plus minus obyczajowych, mniej lub bardziej udających horror. Oglądnęłam, mianowicie, w ciągu ostatniego roku trzy seriale, które wampira i wilkołaka mają w centrum wydarzeń, i postanowiłam w końcu (po jakichś 6 podejściach do samodzielnego wpisu o True Blood...) napisać o nich razem. W formie zestawienia, bo lubię.  

Będą, ergo, SPOJLERY!!!! dla I-III sezonu Vampire Diaries, I-III sezonu True Blood i I (tylko i wyłącznie, na razie!) sezonu brytyjskiego Being Human. Kto się nie boi, że mu zdradzę, kogo przemieniają, a kogo pożerają, niech czyta dalej. 

  

1. Główni bohaterowie

Czyli, znaczy się, ci w samym centrum: Sookie i Bill dla TB, Stefan, Elena i Damon dla VD i trójka współlokatorów w BH.
Z Sookie Stackhouse mój problem polega na tym, że (1) nie przepadam z typem "Southern Belle + twarda sztuka w jednym", (2) nie cierpię, ale to organicznie nie cierpię, Anny Paquin. No ale, no ale: jakoś tam się do bohaterki przyzwyczaiłam i w III sezonie, muszę przyznać, bohaterka Paquin w jej bezkompromisowej uczciwości (przy całym talencie do krętactwa..) zaczęła mi się nawet
podobać. Bill z kolei jest, jak dla mnie, postacią konsekwentnie pomyślaną, nieźle zagraną i nudna, nudną, nudną jak flaki z olejem.


Z bohaterami VD mam inny problem. Elena jako bohaterka trochę wyewoluowała i nie jest już tak oczywistym klonem Belli Swan, jak na początku, ale do konsekwentnej postaci ciągle jej trochę brakuje. To jest zresztą w ogóle problem z bohaterami tego serialu: w zależności od tego, co jest potrzebne pp. scenarzystom, cechy postaci, ich podejście do życia i w ogóle pomysł na daną postać zmieniają się z odcinka na odcinek. Damon Salvatore (grany przez Iana Somerhaldera, który mi się zdecydowanie poodobał w Lost) raz jest cynicznym, sarkastycznym świrem, któremu nie tak wiele brakuje do Doktorowego Mastera, raz - dręczonym przez Weltschmerz ładniejszym Klausem Kinskim, raz zakochanym romantykiem a la Rhett Butler, ukrytym pod maską cynika;  i to nie jest niestety tak, że te kolejne warstwy odsłaniają nam po kolei różne aspekty tej samej osobowości, tylko że co jakiś czas nagle bohaterowi się odmienia, bo tak. Jeszcze gorsze jest to w przypadku postaci drugo- i trzecioplanowych (Catherine? Ten tam, jak mu tam, wilkołak syn burmistrza?).
A postacie z BH są zwykłe, mimo niezwykłości. George nie jest potomkiem prastarego rodu wilkołaków ani dotkniętym przekleństwem dzieckiem, którego biologiczni rodzice postanowili się pozbyć: jest ofiarą okoliczności, trochę łajzą przy tym, dość histerycznie nieśmiałą, ale zarazem - facetem z prawdziwym moralnym kręgosłupem. Annie, choć bardzo ładna (i uładniona w stosunku do tej z pilota)  nie jest przepięknym nowym wcieleniem szesnastowiecznej bułgarskiej wampirzycy-uwodzicielki ani obdarzoną telepatycznymi talentami ćwierć-fairy, ani - jak obie wspomniane wyżej panie - obiektem pożądania 2/3 (TB, reszta to geje) / 3/4  (VD, gejów nie ma, ale są wierni chłopcy zakochani w swoich dziewczynach) męskich postaci serialu. Annie po prostu miała cholernego pecha w życiu, i tyle. Mitchell jest stosunkowo najbliżej stereotypu dark, tall and dangerous, ale bliżej mu, po prawdzie, do typu kompulsywnego uwodziciela a la Alfie. Z Billem z TB (i, mutatis mutandis, z braćmi  Salvatore) dzieli bardzo podobną biografię eks-żołnierza, ale jest od nich, mimo wszystko, bardziej powszedni, bardziej codzienny.  


2. Postacie z tła

O, tu to TB rządzi. OK, jest Tara, której nie cierpię, bo wydaje mi się (niezamierzoną) karykaturą postaci Angry Black Woman, skontaminowaną z wieczną ofiarą: ofiarą upiornej mamusi, ofiarą facetów, ofiarą okoliczności (Eggs!), ofiarą wampira-gwałciciela (Franklin Mott), ofiarą, ofiarą, ofiarą.... Ale poza tym drugoplanowe postacie w TB są fantastyczne: zarówno ludzie z miasteczka (Lafayette, chyba jedna z najodważniej i najfajniej pomyślanych postaci w tym serialu; Jason Stackhouse, w całej swojej komicznej przesadzie), jak i światek wampirów (Eric! Pam! Russell Edgington).
W VD problemem jest fakt, że (a) postacie, zarówno nastolatków, jak i dorosłych, są do bólu schematyczne, może poza Caroline, o której później i (b) są w zasadzie plot devices, służącymi scenarzystom do doraźnych celów. A ulubioną plot device autorów jest zabijanie bohaterów, i to w ilościach i z częstotliwością godną twórców South Parku. Na początku wydawało się to odważne i uzasadnione, prędko zrobiło się nudne.
W BH postacie z tła są takie, jak główni bohaterowie - zwyczajne: prymitywny macho-wilkołak, ukrywający za pozą samozwańczego boga seksu z Koziej Wólki rozpaczliwą samotność, zmęczona życiem, starzejąca się samotna matka z histerią na tle pedofilów, jowialny na pozór gliniarz-wampir... Bardzo mi się to podoba, że daleko tym postaciom do romantycznej podniosłości, a jeżeli są wampirami/wilkołakami, do bycia superseksownymi, tajemniczymi i fascynującymi, odwiecznymi istotami: są sobie, po prostu, gdzieś tam z ulic Bristolu, mijamy ich i nawet się nie obejrzymy.  
Specjalną kategorią w tej dziedzinie jest Kłopotliwa Młoda Wampirzyca, będąca zarazem Wyrzutem Sumienia Bohatera; mają ją wszystkie trzy seriale i w przypadku zarówno TB, jak i VD są to bodaj najciekawsze, jak dla mnie, bohaterki. Lauren z BH jest nieco bardziej w tle, ale zarówno Jessica (TB), grzeczna dziewczynka przemieniona w wampirzycę, buntująca się i próbująca jakoś, mądrzej lub głupiej,  żyć w swojej nowej postaci, jak i Caroline w VD, która jako wampir traci sporo z nudnej przewidywalności królowej cheerleaderek, jaka ją wcześniej cechowała, to IMHO naprawdę udane postacie.    

 

3. Świat

Najmocniejsza strona TB. Zdecydowanie wolałabym więcej historii o Nan Flanagan albo o antywampirzych organizacjach niż tych o problemach Sookie i jej dramatycznych wyborach (ach, Bill! ach, Eric! ach, Alcide!). Innymi słowy - więcej polityki, mniej romansu, zwłaszcza że Alan Ball, niezależnie do tego, co sam mówi o lazy alegoriach, bardzo inteligentnie wygrywa w tym serialu sugestie, że walka o prawa wampirów i apele o wychodzenie z trumny znaczą trochę coś innego. Poza tym, TB jest o ludziach, płci obojga, niezależnie od ich statusu ontologicznego: niektórzy są z brzuchem i brzydcy, niektórzy chleją na umór, a inni szukają Jezusa, (albo swego wampirzego mistrza), niektórzy marzą o tym, żeby znaleźć FACETA za wszelką cenę, a niektórzy wolą facetów. 
W odróżnieniu od TB, VD jest nie o ludziach, a o Postaciach. Które, ergo, nieco, jakby to powiedzieć, szeleszczą papierem, podobnie jak ich otoczenie. Świat VD jest mocno schematyczny: w zamyśle bliźniaczo podobny do tego z powieści Stephenie  Meyer (i tu, i tu, mamy małe miasteczko dość odcięte od reszty USA, ale będące romantyczną mekką tradycji, wampirów i wilkołaków), potem wyewoluował w coś bliższego, mutatis mutandis, licealnej wersji Przeminęło z wiatrem. Niemniej jednak, bohaterowie, teoretycznie nastolatki, szkoły w zasadzie nie oglądają, chodzą bez przerwy na jakieś costume parties w strojach z czasów wojny secesyjnej i umierają dziesiątkami, a nikt, ale to nikt, nie zwraca na to uwagi. Niespecjalnie są w tym świecie osoby, które nie są młode, ładne, cool i hetero. Ale ciuchy,  przyznaję, ładne mają.
BH jest, tak naprawdę, brytyjskim serialem obyczajowym z supernatural w tle. Szczerze mówiąc, oglądając pierwszy odcinek wyobraziłam sobie  bohaterów "przepisanych" na postacie pozbawione elementu nadprzyrodzonego:  usiłującego pozostać z dala od pokus Mitchella jako wyleczonego narkomana, nie radzącego sobie z własnymi skłonnościami do przemocy George'a jako pozbawionego samokontroli faceta z anger issues, a zamkniętą w domu Annie jako depresyjną neurotyczkę. Zważywszy na komentarze samych twórców, nie aż tak bardzo się myliłam. Komizm przeplata się tu z dramatem, upadki bohaterów z małymi sukcesami: bardzo to wszystko zwykłe, bardzo codzienne. Generalnie, czego nie ma w tym świecie, przynajmniej w I sezonie, to mistycyzmu, patosu i poetyckości (i konwencjonalnej mroczności) - i chyba dlatego tak mi się spodobał.       

 

4. Wampiry i wilkołaki (a co mi tam!)

Tradycyjny i do bólu ograny konflikt mamy w VD: wilkołaki i wampiry się nienawidzą (plus ukąszenie wilkołaka może zabić wampira raz na zawsze); w tle przez chwilę wilkołaczo-wampirzy Romeo (Tyler) i Julia (Caroline) in the making. Generalnie, bycie wampirem jest łatwe: specjalny pierścień gwarantuje, że chodzenie w dzień nie sprawia problemu; łatwo też (przy pomocy werbeny) się przed wampirem uchronić.  Śmierć w momencie,w którym masz w organizmie krew wampira, oznacza, że obudzisz  się jako wampir, czy tego chcesz, czy nie. No i konia z rzędem temu, który rozumie coś z kwestii Klausa i pierwszych wampirów, bo mistyka tego jest na poziomie pokręcenia dla mnie niepojętym (OK, chwila: Klaus, jedyny facet, na którym można w tym serialu oko zawiesić... a niech sobie będzie pokręcone, co mi tam!).
W TB mamy z jednej strony najbardziej IMHO irytującego wilkołaka shapeshiftera wszechczasów (Samie Merlotcie, jak ja cię nienawidzę za twoją ogólną rozlazłość!), z drugiej - fajnie i inteligentnie pomyślaną historię z sojuszem wilkołaków z Russellem Edgingtonem, która była bodaj jedynym powodem, dla którego dooglądałąm trzeci sezon. Wampirzy władcy żyją w zasadzie po swojemu, obok ludzkiego świata, w takim splendorze i takiej, powiedzmy, gotyckości, jaką sobie tylko wymarzą, utrzymując dwory i w nosie mając ludzkie konwenanse. Efektowne to jak cholera (Sophie-Anne!), nawet jeżeli dla znających WoD dość przewidywalne. 
I co, i znowu mam powtórzyć, że w BH jest zwyczajnie? Zero glamouru, zero mistyki? I że mi się to podoba, i to bardzo? Wampirem też jest być dość łatwo (światło chyba raczej irytuje, niż jak w TB zabija), ale poza tym serial dość blisko trzyma się konwencji ukazywania wampirów (i wilkołaków w sumie też). Konflikt jest w tle: obie rasy za sobą najoględniej mówiąc nie przepadają, ale też przyjaźń Mitchella i George'a nie jest niczym niepowtarzalnym, niewyobrażalnym i jedynym na świecie. 


5. Fabuła

TB - zapomnijmy. I to jak najszybciej. W porównaniu z błyskotliwością postaci, przy fantastycznej w większości aktorskiej grze, przy bogactwie i skomplikowaniu tła, głównonurtowe obyczajowo-nadnaturalne historyjki (Maryann i jej dionizyjski kult! Wszyscy Pragną Sookie, Ale Kogo  Pragnie Sookie?) w tym serialu są, jak dla mnie,  często po prostu pożałowania godne. Zdecydowanie lepiej wypadają te z tła: zarówno wampirze (głównie polityczne), jak i ludzkie (historia matki Tary, Jason Stackhouse w poszukiwaniu sensu życia, Andy Bellefleur).
VD - no, tu to już w ogóle smutno. Akcja miotająca się od ściany do ściany,  kręcąca się w kółko wokół romantycznych romansów i napędzana głównie widzimisię scenarzystów, do tego co jakiś czas wrzucane rewelacje o postaciach i zjawiskach, pojawiających się deus ex machina i znikających jak sen jakiś złoty, do tego tabuny postaci, ginących po paru odcinkach... nie pamiętam już dziś większości wątków, a oglądałam tak niedawno. Za dużo tragedii, za dużo dramatu, za mało humoru, a  i postacie jakby przez te dramaty za mało dotknięte, za mało o nich pamiętają. OK, może wprowadzenie drugiej pary braci pod koniec III sezonu trochę poukłada tę fabułę...
BH w tej kategorii wygrywa, i to jak dla mnie zdecydowanie. No bo, jakby to powiedzieć, bohaterów spotykają tu różne rzeczy, dobre i złe, i oni się czegoś przez to uczą, wyciągają jakieś wnioski (albo dostają histerii), a że dramaty zdarzają się im rzadziej, niż rzeczy z lekka komiczne, to i dla widza są one bardziej przekonujące - i przejmujące. Fabuła jest epizodyczna, ale też spójna, realizm spleciony z fantastyką daje bardzo fajny, zaskakujący efekt.

 

 

Werdykt

A werdykt będzie rynkowy: BH właśnie sobie kupiłam na DVD, TB pewnie kiedyś kupię. VD jest OK, ale musiałabym chyba dostać w prezencie, żeby mieć na własność...  

wtorek, 30 sierpnia 2011, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/08/31 00:12:29
Sorry, sprowokowałaś. Powtórzę się - nie daruję Anny Paquin realizatorom, bo (wiem, wiem, wiesz to doskonale, ale taka psia mać natura internetu, że trzeba się powtarzać...) przez nią moja odporność na TB nie przekracza jednego odcinka na pół roku, a może i rok... A co do reszty - BH chcę obejrzeć OD DAWNA, więc mam nadzieję, że Twój zakup mi to umożliwi :P A VD po prostu lubię jako rozrywkowy serial z kilkoma bohaterami, których lubię (i kolejnymi wieloma, których lubiłam, a którzy zostali pozabijani...) i niewieloma, których nie znoszę, więc w sumie wypada nieźle. Nie wymagam od tego serialu zbyt wiele, a jego "ładność" idealnie pasuje do tego, jak go traktuję. Co do komplikacji w nowym sezonie - mam nadzieję, że nie porzucą szybko wątku paskudnie uwikłanego Stephana.

PS. W sumie mogłam się spodziewać, że Klausa uznasz za wartego zawieszenia oka ;) Ja tam jednak wolę Damona, choć teoretycznie nie jest on w moim typie. Ale ostatnio w obliczu rzeczywistości typ zawiesiłam na kołku jako najwyraźniej nieistniejący...
-
Gość: Anna Magdalena Wampir, *.in.net.pl
2011/08/31 00:34:20
Ah ah ah urzekła mnie ta notka :) Z większością wniosków mogę się zgodzić, to znaczy, tych dotyczących TB, ponieważ BH jeszcze nie widziałam, zaś VD... Udało mi się przebrnąć zaledwie parę odcinków i widzi mi się toto straszliwie NUUUUUUDNE!!!
Z postaci drugo a moze i trzecio planowych w TB podobał mi się Franklin Mott. No i oczywiście - Russel to mistrzostwo, miejmy nadzieję, że powróci :
Dla mnie również nadzwyczaj irytująca jest TARA i oczywiście... Sookie. Nie tylko ze względu na aktorkę (bogowie - DLACZEGO ona? ) ale sama postać... Bleh! Nuda! Miałam wielką nadzieję, że w IV sezonie będzie mniej jej miłosnych rozterek, tymczasem... Im dalej w las tym więcej drzew. Aczkolwiek i tak w porównaniu z tym co jest w książkach (przebrnęłam jedynie przez 3) to serial jest arcyciekawy :
I oczywiście, nie zgodzę się, co do Billa (ah tak, mam słabość do niego w tym sezonie) - tak jest konsekwentnie stworzony, tak jest dobrze zagrany, nie, nie jest nudny, rozkręca się :P Jako król już mi siepodoba bardzo : Natomiast nie podoba mi się strona w którą zmierza Eric, bo się obawiam, że teraz to on już będzie True Blood'owym Edwardem :(
-
2011/08/31 00:40:50
@ Anna M. W. : ja jeszcze nie widziałam nowej serii, ale zgadzam się, Bill-agent z poprzedniej i Bill w łóżku z jędzą to było fajne, nowe oblicze tej postaci ;) Poza tym to jest rzeczywiście bohater dobrze pomyślany - jako po jedynym z miliona tego typu postaci widać po nim np., że pochodzi z określonej epoki i trudno mu się momentami od tego uwolnić. A z Erikiem zobaczymy, nie traćmy nadziei :)
-
Gość: Anna MW, *.in.net.pl
2011/08/31 00:50:52
Heeeeeh starałam się nie tracić, ale oglądając IV sezon... "Ah kocham cię Eric", "Ah kocham cię Sookie"... No nadzieja umiera :)
Okazało się, przynajmniej na razie, że jednak Bill to największy dupek w TB :D Może dlatego go lubię ;)
-
2011/08/31 07:08:06
@ Anna M. W. : Ale przecież każdy pożądny paranormal wychodzi obecnie z założenia, że tym co cię w wampirach interesuje nie jest całe to wampirzenie, tylko to jakiego żelu uzywają i w kim się kochają...

Co do Tb - Sam nie jest wilkołakiem :D, tylko szejpszifterem. Wilkołaki pojawiają się później, a jeden z nich posiada fascynującą umiejętność w zakresie niesynchronicznego poruszania musculis pectoralis major.

TB jest złe złe złe ale ma swoją zaletę w postaci Alexandra Skarsgarda. Tyle. 1 sezon jest jeszcze w miarę, ale w kolejnych fabuła robi ekhu ekhu (aczkolwiek daje to możliwość wycia ze śmiechu przed ekranem). Chociaż może i nie lubię Sookie, ale przyznam, że w przeciwieństwie do panny z VD ma moim zdaniem charakter, a to już jakiś krok w dobrą stronę. Co i tak nie zmienia faktu, że w TB istnieje dla mnie tylko Wampir Eric Król Wikingów (i znam kilkanaście dziewczyn, które mają tak samo).

VD mnie nudziło (przede wszystkim "charakter" głównej bohaterki) i zaprzestałam oglądania po kilku odcinkach.

BH widziałam całe, ale wolałam aktorów z pilota i ciężko mi się oglądało serię ze zmienionymi. Amerykańskiego BH nie polecam, jest be.

-
2011/08/31 11:11:32
@ Cyd,
No, Eric, co ja będę o Ericu, może nie zaliczam się do tych kilkunastu dziewczyn, ale jestem blisko :)
A co do Sama, 100% racji, słuszna poprawka i mea culpa - zostałam już też poprawiona przez kolegę na fejsbuku :); ale i tak go nie cierpię.
-
Gość: Anna MW, *.in.net.pl
2011/08/31 16:43:24
@ Cyd - prawda smutna z tym żelem i kochaniem jakichś - najczęściej tandentych i słodkich - śmiertelniczek :( Ja jednak jakoś nie mogę tego strawić :(

A co do Erica to tak jak mówiłam - lubiłam go bardzo w pierwszym sezonie, potem coraz mniej (zupełnie abstrahując od Alexandra, który nie jest w moim typie, za wysoki i za chudy, choć w pierwszym sezonie z tymi włosami i mrocznym spojrzeniem - jami ).
Tysiące dziewczyn natomiast, na całym świecie, powie nam, że jedynym PRAWDZIWYM wampirem, królem wśród wampirów etc. jest Edek Cullen... Czy to coś wnosi? Dla mnie nie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...