Blog > Komentarze do wpisu

Zagadka zapodzianego czarodzieja

Patricia C. Wrede, Caroline Stevermer, The Mislaid Magician, or Ten Years After, New York 2006 

 

 W ramach zajmowania sobie czasu i zanim zabiorę się za oglądanie polecanego mi przez Rusty Angel Downton Abbey, postanowiłam wygrzebać z półki coś, czego jeszcze nie czytałam, a co dawałoby się czytać w godzinnych korkach, w jakich mój autobus ostatnio stoi notorycznie. Padło na III tom serii, którą zaczęłam czytać bardzo dawno i która dość niezawodnie poprawia mi humor - choć ta jej odsłona może nieco mniej, niż poprzednie.

Powiedzmy to sobie od razu: ta książka jest radośnie o niczym. Kompletnie. Minęło dziesięć lat, od kiedy Cecelia i Kate, kuzynki i najlepsze przyjaciółki, poślubiły Bardzo Właściwych Mężczyzn: jedna fascynująco tajemniczego czarnoksiężnika, druga dzielnego i wzruszająco lojalnego najlepszego przyjaciela rodziny, po czym wyruszyły wraz z nimi w podróż po Europie.  Teraz, po dziesięciu latach, ich mężowie mają już ważne posady, a one - tabuny dzieci i mało czasu, nawet mimo naniek, pokojówek, lokajów, kucharek i mnóstwa innych osób, wykonujących za nie całą tę mało przyjemną część roboty, związanej z mieszkaniem w posiadłości. Tu mam zresztą z tą książką największy problem - z jednej strony wiem, że zaczęła się ona od zabawy autorek i udawania przez nie panienek, a potem pań, z okresu Regencji, ale z drugiej, jakoś mi zgrzyta kompletne i bezrefleksyjne podrabianie dzisiaj literatury epoki z jej, na przykład, stosunkiem do służby domowej. Wydaje mi się dziś trochę za proste, za oczywiste, ten jasny podział na  Państwa i ich wiernych ludzi, dla których służba jest jedynym sensem życia. Umiała sobie z tym problemem znakomicie poradzić - trzymając się zarazem stylistyki epoki  tak blisko, jak to tylko możliwe - Susanna Clarke, umiała Naomi Novik, ale Wrede i Stevermer, w ramach lekkiej, pastiszowej konwencji chyba nie chciały nawet próbować, a szkoda.

Poza tym jednym problemem fakt, że mamy do czynienia z małym światkiem, w którym do rangi dramatu urasta fakt kłótni z mężem, a magom, po wejściu w krąg menhirów, grozi straszliwa klątwa w postaci wymuszonej przemiany w rasowego psiaka, jest - po tych wszystkich powieściach fantasy o Ratowaniu Świata - dość sympatyczny. To jest taka fantasy of manners w wersji wyjątkowo light, bo gdzie tam Wrede i Stevermer do takiej, powiedzmy, Ellen  Kushner i jej zabaw z konwencją gatunku. Nie oszukujmy się - autorki chciały napisać przede wszystkim pastisz obyczajowej powieści z epoki. Owszem, wątki związane z magią, i problemami z niej wynikającymi -  problemami, dodajmy, tym razem wręcz na europejską skalę - są tu obecne i całkiem zabawnie poprowadzone, ale kluczowe tak naprawdę są przecież kłopoty z dziećmi, omawianie mniej lub bardziej udanych małżeństw, klasowe ambicje i ambicyjki czy straszny skandal, jaki może wybuchnąć, kiedy okaże się, że księżna pisze wiersze. Dla lubiących brytyjskie genealogie królewskie jest jeszcze mała kryminalna zagadka o  (wyjątkowo skądinąd antypatycznej) małej dziewczynce, znalezionej w pustym domu i ewidentnie nie mówiącej wszystkiego, co wie...

To jest, generalnie, takie powieściątko, miłe, łatwe i przyjemne. Żadna rewelacja, ale jako że akcja toczy się sprawnie, panie mają lekkie pióro i poczucie humoru, a postacie są w większości sympatyczne i dające się lubić, humor poprawia znakomicie. The Mislaid Magician smakuje jak gorąca czekolada z pianką: słodka, rozkoszna, idealna na ulewę i zimno - byle nie w za dużych dawkach.  

sobota, 15 października 2011, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/10/16 21:23:41
Ja tymczasem chyba w ramach odreagowania czytania i pisania tylko o popkulturze postanowiłem sobie zrobić zupełnie seriously listę lektur: Proust, Prus, Kafka, Nabokov i dużo, bardzo dużo powrotów do dawniej przeczytanych tytułów :-)
-
2011/10/16 22:22:38
Mam dwa pierwsze tomy serii, z czego pierwszy bardzo lubię, a drugi porzuciłam już na początku, bo mnie znudził.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...