Blog > Komentarze do wpisu

Alfabet na półce: H

 

Książki na kolejną literkę alfabetu zajmują na mojej półce znacznie więcej miejsca, niż początkowo mi się wydawało. OK, mam - oczywista oczywistość - Homera, zarówno w wersji polskiej, jak i oryginalnej greckiej (a raczej, to be precise, bilingwicznej grecko-włoskiej); mam też, w charakterze ciekawostki, angielski przekład Odysei pióra T. E. Lawrence′a, o którym pewnie (T.E.L., nie przekładzie) będzie zdecydowanie więcej, kiedy dojdę do litery L... Mam na półce polski przekład antycznych dziełek okołohomeryckich (żywoty Homera, utwory mu przypisywane), mam Hezjoda, Herodota i Horacego, za którego filozoficznym dystansem i intelektualnym wydumaniem nie do końca przepadam, choć parę wierszy napisał przepięknych. Mam – z klasyków nieco mniej istotnych – Herodiana, historyka greckiego, piszącego o dziejach Rzymu. Mam jakiś tomik George′a Herberta i ze dwa tomiki Zbigniewa Herberta, do którego wracam dziś zdecydowanie rzadziej, niż kiedyś, choć dalej dałabym się pokroić za genialność Do Marka Aurelego. Jest gdzieś jakiś Knut Hamsun, jakiś Heine, jeden czy drugi Hawthorne i Paragraf 22 Hellera.
Z klasyków popularnych – Oną, moją ulubioną powieść H. Ridera Haggarda, mam tylko w polskim przekładzie, niestety; przy całej staroświeckości tej książki, jej naiwności i dość zabawnej wizji świata, w którym Angielski Dżetelmen Wie Lepiej, należy ona do moich zdecydowanie ulubionych lektur – podobnie zresztą jak odnosząca się do niej Misery Stephena Kinga, o której niedługo. Mam oczywiście jakiś tomik opowieści o Conanie Barbarzyńcy Roberta E. Howarda, jeszcze z czasów, kiedy można je było (rzadko!) kupić w tuż-po-peerelowskim kiosku, w okładce rzadkiej szpetoty. Mam ulubiony cykl Harry′ego Harrisona o Stalowym Szczurze – ja z jednej strony w ogóle nie przepadam za stricte komiczną prozą, z drugiej nie za bardzo lubię samego Harrisona w innych wcieleniach, ale do tego cyklu mam wielką słabość. Czytałam go po raz pierwszy w ŚKF-owym półoficjalnym (?) wydaniu, zapłakując się ze śmiechu i budząc panikę u mojej landlady, od której wtedy, na I roku studiów, wynajmowałam pokój.

Barbara Hambly to pisarka, do której się przekonałam - pierwsze jej teksty, jakie wpadły mi w ręce (The Magicians of Night), jakoś nie zachwyciły, za to zakup dylogii o  profesorze Jamesie Asherze i jego przeciwniku-przyjacielu wampirze okazał się fantastyczną decyzją, o czym zresztą pisałam kiedyś długo i wyczerpująco. Z kolei Robert A. Heinlein i ja generalnie nie nadajemy na tych samych falach – zarówno Kawaleria kosmosu, jak i inne jego powieści, które czytałam - Drzwi do lata, Luna to surowa pani czy Hiob – komedia sprawiedliwości pozostawiły mnie dość obojętną. Wyjątkiem jest Obcy w obcym kraju – jak mnie ta książka irytuje momentami do bólu, tak mam swoją, bo mam ochotę do niej wracać. Mam – choć nie wiem, po co – cały w zasadzie cykl Franka Herberta o Diunie – mało oryginalnie, uwielbiam pierwszą i lubię pojedyncze motywy/sceny z następnych; za prequele i sequele autorstwa synalka, a współautorstwa Kevina J. Andersona, jakoś mi się nie chce zabrać.

Z cyklu Laurell K Hamilton o Anicie Blake mam na własność jakieś pojedyncze tomy (I-IV, potem coś z późnych i na pewno najnowszy). Mówiąc najkrócej – pierwsze tomy były naprawdę fajne, a potem przekonałam się, że jednak mam uczulenie na nadmiar seksu w literaturze (a, i mam jeszcze, dzięki Drakainie, jakąś przypadkową powieść tejże autorki ze świata Star Treka!).  Mam – i lubię - czterotomowy cykl alternatywnej historii Thomasa Harlana, w którym w VIII wieku naszej ery nadal trwa Imperium Rzymskie (i działa magia, w tym – nekromacja). Mam – choć za diabła nie pamiętam, gdzie – Mythago Wood Roberta Holdstocka, dziwną, irytującą i błyskotliwą książkę, w której autor próbuje zastosować, dość dosłownie, teorie Junga do fantasy. Mam wreszcie dostany w prezencie i ledwie przemęczony jakiś pojedynczy tom Toma (no, wiem, głupi pun) Holta, chyba ten o malowaniu smoka – czy ja już mówiłam, że z humorystycznymi to tak różnie?

Nie mam, i nie żałuję, że nie mam, ani jednej książki Robin Hobb, bo żaden z jej cykli (a zaczynałam wszystkie) jakiegoś szczególnego wrażenia na mnie nie zrobił. Mam  tylko jeden (pierwszy) tom Blood Books Tanyi Huff, a szkoda, bo jak na paranormal romance (OK, OK, jak Huff to pisała, nikt nie znał terminu paranormal romance) jest to całkiem miły (i miło zekranizowany) cykl. Jedyną posiadaną Charlaine Harris upchnęłam koleżance, a jedynego Thomasa Harrisa – mamie, bo ani jedno, ani drugie jakoś do mnie nie trafiło; no i, o dziwo, nie przepadam za literackim czarnym kryminałem (wolę pastisze i podróbki od oryginału), więc dostany kiedyś w prezencie Sokół maltański Dashiella Hammetta stoi sobie samotnie i nie zanosi się na to, by dołączyły doń inne powieści autora...

sobota, 05 listopada 2011, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/11/05 18:38:37
A więc, ninedin,
po pierwsze: Uwielbiam ten Twój cykl o tym, co masz na półce i aż zazdroszczę, że nie mam aż tak pasjonującego zbioru, żeby się nim chwalić. Jam wychowanek bibilotek.

po drugie: Od tej chwili wisisz nam wszystkim (jak sądzę) zdjęcie tego swojego Conana Barbarzyńcy z okładką rzadkiej szpetoty.

po trzecie: jedyny pisarz na literę H, jakiego mam na półce i jaki mi przychodzi do głowy Hłasko i jego Piękni dwudziestoletni. Uwielbiam tę książkę, chociaż wiem, że momentami zakrawa na szmirę. Acha i jeszcze mam Harris i jej Czekoladę z broszurowego wydania VIVY.
-
2011/11/05 18:47:55
Też mam "Czekoladę", ale w twardej oprawie i właśnie usiłuję się jej pozbyć.

Cyklu o Stalowym Szczurze nie bardzo trawię, ale mój mąż uwielbia. Z Heinleinem mam jeszcze inny problem niż ty, czytam go od wielkiego dzwonu, coraz to inne powieści, i bardzo mi się podobają, po czym nie sięgam po kolejne. Porównałabym go do Hemingwaya, jeśli chodzi o styl, męski i oszczędny, czasem seksistowski.

Mam za to całą Hobbowski cykl i Błaźnie i Bastardzie, bo bardzo lubię, choć środkowej części, podobno najlepszej, nigdy nie przeczytałam, Stoi i czeka na lepsze czasy.

Rany, ja też bym chciała zrobić taki cykl, ale to wymaga sporego przygotowania z mojej strony.
-
2011/11/05 19:23:02
Rusty - zrób, zrób. Ja bardzo chętnie przeczytam :-)
-
2011/11/06 00:06:44
Ja też, ja też!
-
2011/11/13 12:52:09
Tak ci tylko mówię, przy okazji, że od dwóch dni ślęczymy z Beryl, usiłując rozwiązać rebus w postaci łacińskiego zdania z wykasowanego posta - na razie odkryłyśmy, że pytanie o tłumaczenie w trakcie formalnej wizyty rodzinnej nie było zbyt dobrym pomysłem; co prawda rodzina nie znała tych słów, ale gdyby znała, atmosfera zrobiłaby się co najmniej dziwna. :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...