|
Blog > Komentarze do wpisu
Klucz do IrenyFangirl mode szybko mi nie przejdzie - co najmniej przez najbliższe dwa trzy (DVD!) tygodnie; ale prawda jest taka, że z napisaniem wpisu o Irene Adler nosiłam się już od jakiegoś czasu, co najmniej od momentu przeczytania In Bed with Sherlock Holmes. No a że okazja nadarza się znakomita, bo nowe wcielenie tej postaci wzbudziło spore dyskusje - no to będzie wpis o pani Adler. ZE SPOJLERAMI, choć dalibóg nie wiem komu, poza Drakainą, mogłabym jeszcze Scandal in Belgravia zespojlować. Kluczowe cechy pani Adler, jakie ja osobiście widzę w jej postaci w kanonicznej wersji literackiej i które dla mnie definiują tę postać, są następujące:
2. Egzystuje na granicy akceptowanego społecznie świata. Z jednej strony, obraca się, jak wyżej wspomniano, w towarzystwie królów i milionerów, z drugiej - jest metresą, jak chodzi o pozycję, a śpiewaczką operową, a więc osobą niekoniecznie szacowną (zabawne, jak się zmieniły standardy!) z zawodu. Już sama jej profesja sugeruje, że jest jej pisana raczej rola królewskiej kochanki lub najwyższej klasy damy do towarzystwa niż małżonki (i oczekuje się od niej, że się tymi rolami zadowoli i nie będzie aspirować do niczego ponad to). 3. Jest także na granicy świata męskiego i kobiecego, zarówno gdy chodzi o ambicje, jak i o charakter i sposób ukazania. She has the face of the most beautiful of women, and the mind of the most resolute of men, że przypomnę; skutecznie przebiera się w męskie stroje, nie boi się rywalizacji z mężczyznami i uważa się za równą płci męskiej. Zarazem jest stuprocentowo kobieca (w rozumieniu epoki Conan Doyle'a, znaczy się); jej podstawowym narzędziem budowania pozycji w męskim świecie jest seksapil. W tej kobiecości też nie jest oczywista, bo choć na pierwsze wrażenie wydaje się femme fatale, gotową zrujnować przyszłość dawnego kochanka, w rzeczywistości okazuje się posiadać sporo cech kobiety społecznie respektowanej: She lives quietly, sings at concerts, drives out at five every day, and returns at seven sharp for dinner. Seldom goes out at other times, except when she sings. Has only one male visitor (który w sumie okaże się narzeczonym). 4. Niezależnie od jej niejednoznacznej pozycji, IA jest kobietą dumną i szlachetną, która nie chce, w rzeczywistości, niczyjej krzywdy: pragnie jedynie być traktowana w sposób, na jaki czuje, że zasługuje, a jeżeli świat (w tym SH) tego nie rozumie, tym gorzej dla świata.
Adaptacja (czy to filmowa, czy jakakolwiek inna), która dosłownie przejęłaby cechy Irene Adler, łącznie z zawodem, talentem muzycznym i faktem, że fotografia, o którą chodziło, miała raczej pamiątkowy niż jakikolwiek inny charakter, miałaby jeden zasadniczy problem: dla współczesnego odbiorcy zawód śpiewaczki, chęć walki o małżeństwo z mężczyzną, z którym było się związanym czy rywalizacja z mężczyznami jakz równymi w żaden sposób nie sugerują tego, co mnie osobiście wydaje się kluczowe: pozycji Irene Adler jako osoby otwarcie przekraczającej granice, czy to roli społecznej, czy płciowej. Stąd zresztą dość naiwne przerabianie jej na love interest - kiedy jej cechy, nawet w jakimś tam stopniu zachowane, stają się tylko dodatkiem do faktu, że ma ona być Ukochaną Bohatera. Pół biedy, póki taka adaptacja umieszcza ją w realiach XIX wieku, choć i wtedy istnieje ryzyko, że Irene zamieni się nam w Nowoczesną Kobietę o Złotym Sercu; owszem, inteligentną, utalentowaną, ale przy tym przede wszystkim zupełnie nie skandaliczną i w sumie milutką - patrz Irene-protektorka Christine Daaé u Nicholasa Meyera i Irene cierpiąca po poronieniu w opowiadanku Naomi Novik; i mnie się podobał ten tekst, summa summarum, ale jak teraz o nim myślę, to mam wrażenie, że Novik odczytała sobie zachowania IA ze Skandalu we współczesnym świetle i uznała "Phi, co to za skandalistka, po prostu zwykła kobieta!". Innym problemem jest, kiedy aspekt "uważa się za równą mężczyznom" okazuje się głównym kluczem do tej postaci - Rachel McAdams w filmie Ritchiego cierpi nieco z powodu takiej interpretacji, bo jej bohaterka jest po prostu, mimo seksapilu, Robertem Downeyem Jr. w spódnicy. Szalenie mi się ten film za pierwszym razem podobał, a potem, za kolejnym, już jakoś mniej (może magia wielkiego ekranu w kinie działała?). Natomiast, natomiast. Natomiast - zwłaszcza w związku z burzą, jaka przetoczyła się przez brytyjskie media przy okazji Skandalu w dzielnicy Belgravia (przy okazji, dziękuję Sherlokiście za link) - chciałabym spróbować jakoś sprecyzować, dlaczego wizerunek Irene Adler w tymże Skandalu Moffata tak mi się podobał. Krytyka tej nowej wersji IA skupiała się przede wszystkim na dwóch aspektach: na jej szeroko pojętej seksualności (nadmierna wulgarność, bycie token lesbian) i na fakcie, że w sumie przegrywa z Sherlockiem dlatego, że okazuje się typową kobietką i pozwala, by jej serce rządziło jej głową. Jako że nie zgadzam się, dość zdecydowanie, z żadnym z tych zarzutów, chciałabym przyjrzeć się temu, co wychodzi SM z przepisania Conan Doyle'owskiej śpiewaczki na dominę współpracującą z terrorystami i dlaczego do mojego obrazu tej postaci tak znakomicie to pasuje. 1. Moffatowa Irene Adler jest idealnym dopełnieniem, a zarazem przeciwieństwem Sherlocka. Z tego zresztą jej postać w tej wersji wyrasta: oni są, że zacytuję pana scenarzystę, (źródło). Ponieważ on albo jest aseksualny, albo w sposób skrajny wypiera swoje erotyczne potrzeby (co jest jasno i dobitnie w tym odcinku co najmniej dwa razy powiedziane) - ona, jako jego przeciwieństwo, jest sex worker i z seksu czyni swoje główne narzędzie. Mnie się zresztą nawet nie wydaje, żeby Irene tutaj była wulgarna: ona po prostu wie doskonale, że uwagi takie jak I'll have you on this table begging for mercy - twice są wyjściem na terytorium, na którym ona ma przewagę, a on, niezależnie od tego, co mówi, czuje się niepewnie. Adler jest równie amoralna jak Sherlock: on może kiedyś, jeśli będziemy mieć szczęście, zostanie dobrym człowiekiem (a może nie), ona nie widzi problemu we współpracy z Moriartym i z terrorystami. Ba, dziwiłabym się szczerze, gdyby Moffat nie poszedł w jej współpracę z Moriartym: nie dlatego, że uważam, że IA musi być Złą Kobietą, tylko dlatego, że w tej historii jest, jak dotąd, czworo ludzi, którzy intelektualnie wyrastają ponad nużące ich społeczeństwo i żyją nie dla tegoż społeczeństwa, ale dla gry i dla rywalizacji między sobą nawzajem: Sherlock, Mycroft, Jim i Irene. Na jakimś etapie każde z nich toczy z każdym własną grę (Mycroft porywający Watsona, by go informował o bracie, Sherlock oszukujący Mycrofta w sprawie śledztwa co do zaginionych planów, Jim pogrywający z Sherlockiem jako gej z IT, Sherlock nie mogący doczekać się, by dowiedzieć się coś więcej o Moriartym, Moriarty ogrywający Mycrofta w sprawie samolotu - długo by wymieniać), na innym etapie - wolą współpracować (Irene i Sherlock, Irene i Jim, Sherlock i Mycroft). Nie dziwię się, że Adler chciała spróbować ograć wszystkich, zarówno braci Holmesów , jak i Jima M.; nie dziwię się, że - będąc równie amoralna, jak Sherlock - zdecydowała się na gierki z Moriartym. Podobieństwo między Irene a Sherlockiem jest też świetnie wygrane na ekranie, w paralelizmie scen, w których się pojawiają: Adler pierwszy raz widzi go ubranego tylko w prześcieradło, on ją pierwszy raz - nago; no i ta cudna scena, kiedy oboje szykują się do walki, czyli przebierają na pierwsze spotkanie... Jedyny problem, jaki mam, to ta ostatnia scena, która jest trochę jakby z innej bajki (chyba z tej samej, w której Sherlock walczy z ninją); ale czy Irene tak naprawdę jest tam tylko damsel in distress, czy jest to scena typu: jeden superagent wyciągający z kłopotów drugiego (w końcu i jemu, i jej udało się jakoś tę komórkę terrorystyczną zinfiltrować/wytropić?). 2. Ta wersja IA zdecydowanie egzystuje na granicy akceptowanego społecznie świata. No proszę, nikt by dziś nie uznał takiej Reneé Fleming czy takiej Sary Brightman, że przy lżejszej muzie pozostanę, za panią z półświatka! Kiedyś ja i Drakaina półżartem stawiałyśmy na faceta w tej roli i Irene-drag queen, ale trudno mi wyobrazić sobie lepszy wybór, niż profesjonalna domina. Adler nie jest prostytutką, jest o wiele klas wyżej - ale pracuje w seks-biznesie; i tak jak z jednej strony, obraca się w najwyższym towarzystwie, noisi brylanty i drogie ciuchy, tak z drugiej - pozostaje osobą na granicy akceptowalności dla tzw. towarzystwa, panią, o której profesji jednak mówi się półgębkiem. 3. Czy Moffatowa pani A. jest na granicy świata męskiego i kobiecego? Po pierwsze, warto od razu powiedzieć, że IA jest niewątpliwie graczem dokładnie równym zarówno pp. Holmesom, jak i Jimowi; jej bycie kobietą, a także fakt, że ostatnią bitwę przegrywa z Sherlockiem, w żaden sposób tego nie zmienia - pokonała go i upokorzyła po drodze tyle razy, że dobitnie dowiodła, że jest z niej gracz pierwszej klasy. A przegrała też chyba nie dlatego, że się zakochała w SH, co raczej dlatego, że przeceniła jego niewiedzę i brak orientacji w sprawach miłosnych: zagrała va banque z kodem i założyła, że on nigdy nie będzie w stanie odczytać jej emocji na tyle precyzyjnie, by ten kod odgadnąć; zadała mu prościutką zagadkę i już się cieszyła, że on jej nie rozwiąże, bo nie zna sam siebie: tym większy byłby jej triumf, gdyby się udało. Jeżeli to zresztą jest zakochanie, to jest obopólne - patrz zachowanie SH kiedy wierzy, że IA nie żyje. Przy tej okazji może warto powiedzieć parę słów o Irenie-lesbijce. Absolutnie wierzę, że Adler w tej wersji woli kobiety: co więcej, wydaje mi się to a) bardzo trafione, b) bardzo ważne. Dlaczego? Ano dlatego, że ten film jest o Sherlocku Holmesie. 4. Irene, dumna i szlachetna, a przynajmniej na tyle szlachetna, na ile - jako odbicie Sherlocka - może być. Jest przecież, jak on, amoralna i socjopatyczna; niemniej, że jest kimś nieprzeciętnym, wybitnym, że ją strasznie bawi, jak bardzo bracia H. jej początkowo nie doceniają i że posiadanych kompromitujących zdjęć używać nie zamierza - to wiemy na pewno. niedziela, 08 stycznia 2012, ninedin
TrackBack
Komentarze
2012/01/08 02:59:25
Olbrzymie dzięki za ten tekst bo dokładnie to samo chodzi mi po głowie od dawna i dokładnie tak samo widzę tą postać. Jakoś nie mogę uwierzyć by ludzie nie zauważyli tych wszystkich rzeczy o których piszesz. Najbardziej wzrusza mnie jednak kiedy ludzie piszą że zmarnowano Irene z książki a tam tej postaci jest jak na lekarstwo. Podniosłaś moją wiarę że nie tylko ja interpretuje Sherlocka tak a nie inaczej ( nie wiem czy widziałaś moją dyskusję pod wpisem o Sherlocku na małym zwierzu gdzie starałam się bronić nieco gorzej niż ty mojej interpretacji)
2012/01/08 13:38:26
bardzo ładny wpis, z którym bardzo bym się chciała zgodzić w 100%, ale mogę tylko w jakichś 90%, bo jednak
1) ten się śmieje, kto się śmieje ostatni; przegrane Sherlocka po drodze rozmywają się w finałowym zwycięstwie; 2) fascynacja Adler Sherlockiem mogłaby pozostać z seksem niezwiązana, owszem; ale sposób, w jaki nakręcono scenę zdemaskowania, jakoś się z tą koncepcją nie klei. to znaczy: erotyczno-romantyczny charakter tej relacji aż się narzuca, i żeby jej cokolwiek przeciwstawić, trzeba było nadać jakiś mocniejszy sygnał. przynajmniej dla mnie - podoba mi się to, co piszesz, tylko że u Moffata tego nie widzę, chociaż bardzo się starałam. choć trzeba przyznać, że spadł z wysokiego siodła. pewnie nie wziął pod uwagę mojego katolickiego wychowania i że wzór Nawróconej Jawnogrzesznicy trzeba zabić dechami bez przepraszam :P @ rusty-angel "ten bzdurny artykuł o tym, jak Moffat jest antyfeministą i nie potrafi kreować porządnych postaci kobiecych, który zgrabnie zignorował istnienie River Song." nie wiem o jakim artykule mowa, ale można trafić na opinie, które antyfeminizm Moffata opierają właśnie na River :D dla mnie jej przywiązanie do Doktora jest fascynujące i bardzo SF, czyli intrygujące tożsamościowo, no ale. dopiero przy Adler się wkurzyłam, bo zaczął się powtarzać wzór Przywiązanej-do-Bohatera, ale bez nadbudowy - w sensie emocjonalnego poplątania Amy (ja z tych co ją lubią) i SyFu River.
Gość: Beryl, 91-192-59-155.omi.pl
2012/01/08 14:10:12
"ten się śmieje, kto się śmieje ostatni; przegrane Sherlocka po drodze rozmywają się w finałowym zwycięstwie; "
Ale - jeśli przyjmiemy, że ta ostatnia scena dzieje się naprawdę, a nie jest wytworem przerażonego umysłu umierającej kobiety - Irena pokonała Sherlocka. Omotała go na tyle, że w końcu wyruszył ją uratować, mimo, że go wcześniej wystawiła. 2012/01/08 14:13:17
@ lucette_nader:
1) Dziękuję :) 2) i ad 2: ja nie twierdzę, że tam nie ma erotycznej fascynacji (wzajemnej, jak sądzę), bo żeby tak twierdzić, musiałabym nie widzieć filmu (a jeżeli to wynika z mojego tekstu, to znaczy, że się nieprecyzyjnie wyraziłam i powinnam doprecyzować). Pewnie, summa summarum Irene przegrywa z powodu fascynacji SH. Ale, że powtórzę: mnie się wydaje (i jest to moja osobista opinia), że przegrywa tak naprawdę dlatego, że się czuje zbyt pewna, że zakłada, ze może sobie bezpiecznie na tę fascynację pozwolić, bo odkryłą jego słabość, którą są emocje i jego brak rozumienia tychże; zakłada więc, że on się nigdy nie domysli, co ona czuje i że ona (sentymentalnie) sobie z nim pogrywa, używając jego imienia jako hasła. If you had chosen any random number, youd have walked away from here with everything youve ever worked for, innymi słowy: Adler bawi się swoją fascynacją SH, ryzykuje - i przegrywa, bo tak jak ona jest The Woman, tak on jest The Man :) Ad 1, co jest bardziej chyba skomplikowane, bo opiera się całkowicie na percepcji, a nie na jakichś udowadnialnych faktach. Dla mnie to jest kwestia taka: Adler przegrała wojnę, wygrywając po drodze większość bitew. Owszem, wychodzi pokonana, ale przecież w tym wszystkim, chodziło, pewnie, o jej telefon i jego zasoby, ale po pierwsze chyba o grę i granie; a w grze IA okazała się co najmniej równa i SH, i MH, i Jimowi M. Zgadzam się, ona ciężko tę porażkę znosi - ale też dla mnie osobiście, znowu, w zupełnie prywatnym odczytaniu, w kluczowych cechach Adler nie ma faktu "wygrała z Holmesem", jest fakt "jest dla Holmesa absolutnie równym mu przeciwnikiem". Nie przeszkadza mi, że nie wygrała; nie przeszkadzałoby mi, gdyby wygrała. 2012/01/08 14:13:28
@lucette_nader
Mam na myśli ten artykuł z Guardiana: www.guardian.co.uk/commentisfree/2012/jan/03/sherlock-sexist-steven-moffat @dopiero przy Adler się wkurzyłam, bo zaczął się powtarzać wzór Przywiązanej-do-Bohatera, ale bez nadbudowy - w sensie emocjonalnego poplątania Amy (ja z tych co ją lubią) i SyFu River. Bo ja wiem? Dla mnie Irene jest osobą, która nie lubi się nudzić oraz jest mocno seksualna - podobnie jak Sherlock, tylko on jest aseksualny. Jej "zauroczenie" detektywem jest bardziej mentalne ("Brainy is the new sexy"), ale ona, będąc taką osobą jaką jest, "transkrybuje" je sobie na pociąg fizyczny; nie mniej ważny jest fakt, iż Sherlock jest seksem zupełnie niezainteresowany, co może jej dać sporą przewagę w ogrywaniu go na nieznanym terenie. Tak właśnie interpretuję "I am Sherlocked" - gdyby Irene znała go trochę lepiej, pewnie wybrałaby hasło z Układu Słonecznego :>. Dla mnie jest to bardzo ładny pro-queerowy argument za tym, że zauroczenie może przyjmować różne formy, a heteronormatywne postrzeganie ludzkiej seksualności możemy odłożyć do lamusa. 2012/01/08 14:15:29
@ Beryl:
Oh, brilliant :) I błyskotliwa sugestia, że to może się nie dziać naprawdę :) 2012/01/08 14:19:57
Mnie się też wydaje, że autor tej wypowiedzi trafia, przynajmniej po części, w sedno:
Its only fair that A Scandal in Belgravia restores balance by allowing Holmes that moment of heroism at the end, seeing as hes scarcely allowed much use of his legendary superiority in the rest of the episode. When hes not being condescended to and told off by Mycroft, Sherlock is being bested and toyed with by a woman using her brains - and yes, the sexuality which she is more than master of - to disarm him. 2012/01/08 14:22:12
I jeszcze raz ja:
@ Rusty_Angel Dla mnie jest to bardzo ładny pro-queerowy argument za tym, że zauroczenie może przyjmować różne formy, a heteronormatywne postrzeganie ludzkiej seksualności możemy odłożyć do lamusa. Dokładnie, i dlatego plus minus aseksualny SH i zdecydowanie hetero JW wcale nie muszą ze sobą sypiać, a i tak są parą, co Irene dostrzega natychmiast. Odrobinę jak w moim ulubionym "The Crying Game" :) 2012/01/08 19:20:07
Skrobnęłam coś u siebie, a Tobie chciałam tylko napisać: 100% racji pani redaktor!
BTW strasznie mi się podoba interpretacja, że Irene ustawiła takie a nie inne hasło, bo z jednej strony grała zgodnie z zasadami gry (pojedynek intelektów, więc to nie mógł być przypadkowy ciąg liczb, tylko coś, co można odgadnąć), a z drugiej znając Sherlocka dała mu bardzo trudne zadanie - przecież wiedziała, że w dziedzinie uczuć to on najlepszy nie jest. 2012/01/08 19:39:31
Ale to jest ten problem, że jeśli ktoś chce w postaci kobiecej widzieć kliszę, to I TAK ją zobaczy. Wyjście ponad kliszę zostanie zignorowane, zauważone będą tylko te elementy, które do kliszy pasują. I przestaje się liczyć, że kobieta ma osobowość, liczy się to, że jest lesbijką, dominą i fascynuje ją główny bohater. Interpretacja zostaje dopasowana do tezy.
Adler Moffata jest cudowna. River jest cudowna. Jestem obu pań gotowa zębami i pazurami bronić. 2012/01/08 19:52:17
Po 6 obejrzeniu Skandalu ( nie mam nic na swoją obronę) dochodzę do wniosku, ze kluczowa jest scena w której Sherlock domyśla się hasła. A domyśla się kiedy Irene powołuje się na ksywki jakie Mycroftowi i Sherlockowi nadał Moriarty. Moim zdaniem kiedy Irene mówi " The Virgin" Sherlock rozumie, że oto gra była ustawiona pod niego od samego początku, stąd może zgadnąć hasło. Bo hasło wiąże się z prawdziwym podmiotem całej gry rozgrywanej, w mojej interpretacji nie tyle z powodu fascynacji seksualnej co pragnienia triumfu nad człowiekiem który za bardzo wierzy w siebie ( jako siłę wyższą) i być może w swój rozum. Z reszta jak ktoś słusznie zauważył - Irene wygrała bo pokazała Sherlockowi, że też ma słabość którą co więcej pielęgnuje zamiast się jej pozbyć. Choć mogę się mylić co wynika z faktu, że widziałam ten odcinek zbyt wiele razy. mam dziwne wrażenie że po psach nie będzie nawet połowy tej ilości wpisów co po Skandalu.
2012/01/08 19:53:47
@ fabulitas: dokladnie. Dokładnie tak bym interpretowała wybór tego, a nie innego hasła.
@ An-Nah: No własnie... zbieram się i zbieram do notki o pokazywaniu w popkulturze wrażliwych tematów (postacie kobiece, mniejszości etc.) i o tym, jak strasznie trudno uniknąć skrajności: z jednej strony, idiotycznych i krzywdzących stereotypów, z drugiej - rozdzielania włosa na czworo i tworzenia postaci sztucznych, które są wyprane z wyrazistych cech, bo te cechy mogą być odebrane jako obraźliwe. Tu zresztą wchodzi na dodatek problem nieweryfikowalności i, że tak powiem, the eye of the beholder: to, co jednemu wyda się akceptowalne/ciekawe/zabawne, dla innego będzie obraźliwe; a przecież krytyka taka, jak (bardzo przecież ciężki i obraźliwy) zarzut mizoginii i seksizmu wobec Stevena Moffata niejako zasadza się na pomieszaniiu tych dwóch porządków, subiektywnego i obiektywnergo: bierze się ten subiektywny obraz i na jego postawie tworzy quasi-obiektywne powody do oskarżenia. Dla mnie, powiedzmy, Hermiona Granger jest pomysłową, wiarygodną i dowartościowującą postacią kobiecą (ale ja byłam szkolnym kujonem :P); dla mojej znajomej jest obraźliwa, bo stereotypowa ("dziewczynki się dobrze uczą i są grzeczne") i fatalna jako wzór (zakochuje się w facecie, który nie widzi jej emocji, i z tej miłości jest na bardzo wiele gotowa). No i co tu zrobić, skoro każda z nas może użyć _tych samych scen i motywów_ dla argumentowania własnej opinii? 2012/01/08 20:19:30
A gdyby Hermiona nie uczyłaby się dobrze i nie była grzeczna, zostałaby oskarżona o bycie niekobiecą. Jeśli Irene Adler wygrałaby z Sherlockiem (poniekąd wygrała, ale cii), byłyby z kolei pretensje, że jest ZA SPRYTNA.
Kobiecie nie wolno być słabą (bo udowadnia słabość kobiet), kobiecie nie wolno być silną (bo jest niewiarygodna). Kobiecie nie wolno się zakochać (bo ulega mężczyźnie), kobiecie nie wolno się nie zakochiwać (bo jest wtedy zimną złą suką). I tak dalej, i tak dalej. Podobnie cierpią mniejszości seksualne (eh, te protesty po śmierci Ianto Jonesa, że Davies wykazał się homofobią zabijając go...). 2012/01/08 23:48:12
@(eh, te protesty po śmierci Ianto Jonesa, że Davies wykazał się homofobią zabijając go...)
Ah, to było naprawdę zabawne! Zawsze będą mnie dziwić ludzie, którzy nie pojmują, co to znaczy dobry storytelling i że czasami należy poświęcić postać dla dobra historii.
Gość: zaqwes, pc0-27.jsn.osi.pl
2012/01/09 09:59:22
Bardzo się cieszę, że trafiłam na tego bloga, bo mieszkając w Polsce nawet nie wiedziałam, że w UK taka burza po tym odcinku. Ja po jego oglądnięciu, byłam pod takim wrażeniem, że następnego dnia zrobiłam sobie powtórkę. I nie mogę się oczywiście zgodzić z pseudo-feministycznymi głosami krytyki wobec Adler.
Jeśli Moffat nie zrobiłby z niej dominy, tylko np. zostawiłby ją śpiewaczką, historia ze zdjęciami w jakikolwiek sposób zdobytymi wyglądałaby nierealistycznie w dzisiejszych czasach, oprócz tego również nie oparłoby się to krytyce ( kobieta i kobieca rola, jaki banał). Gdyby dano jej jakiś bardziej "męsko-inteligencki" zawód, powiedzmy informatyka, nie oparłaby się krytyce, że Sherlock przeważa ją intelektualnie. Bo jak może go przewyższyć na tej samej płaszczyźnie? Tutaj dano jej świetną broń jaką są emocje. Uważam ponadto, że pokazywanie w serialach właśnie takiego nastawienia bohaterów do 'sex workers' poprawia ich odbieranie przez społeczeństwo (oby więcej w Polsce, zamiast "jak można zgwałcić prostytutkę?"). To samo się tyczy hasła. Gdyby hasło było inne, nie wątpię, że Sherlock bez problemów by je złamał. A tak, widzieliśmy jak cały odcinek się męczy z tym ( oczywiste brawa dla Cumberbatcha) i widać jak Irene bawi się z nim podstawiając mu pod sam nos odpowiedź. I niejako poniża w oczach innych przez dzwonek w telefonie. Co do ostatniej sceny uważam, że mimo wszystko pasuje. Gdyby Irene po prostu wyjechała do Ameryki zostałby niedosyt i to Sherlock byłby niejako pokonany tym jak długo rozwiązywał jej zagadkę. A tak on ją ratuje, nie jako ostateczne poniżenie jej ( kobieta klęcząca u stóp faceta jak to w artykule jest) tylko jako pomoc równemu, który dał mu rozrywkę na tak długo. I widać to co strasznie mi się podobało w tym odcinku jak oni nie tylko rywalizują ale potrafią się dogadać bez słów (pistolet w sejfie) jako przyjaciele. Nie wiem czemu nie podoba mi się tylko to, że Adler została lesbijką. Po oglądnięciu odcinka wydawało mi się, że chciała tym tylko zabrać Watsonowi argument, że jej zależy. Bardziej pasowałaby mi taka niejednoznaczność jak ta wokół Sherlocka. Niestety jeden z autorów potwierdził, że zamierzeniem było zrobienie jej homoseksualnej. Jestem dziś po nocnym oglądaniu drugiego odcinka serii, pod którego wrażeniem jestem, ale już zaczynam czytać, że był nudny. Cierpliwie czekam na recenzję na tym blogu. Pozdrawiam |
|
Od tego momentu "Stąd zresztą dość naiwne przerabianie jej na love interest - kiedy jej cechy, nawet w jakimś tam stopniu zachowane, stają się tylko dodatkiem do faktu, że ma ona być Ukochaną Bohatera" napisałaś dokładnie to, co ja chciałam napisać o Irene od wczoraj, kiedy Beryl pokazała mi ten bzdurny artykuł o tym, jak Moffat jest antyfeministą i nie potrafi kreować porządnych postaci kobiecych, który zgrabnie zignorował istnienie River Song. Dzięki tobie nie muszę już tego ubierać w słowa - poza tym zrobiłaś to tak znakomicie, że właściwie aż się boję podążać w twoje ślady. Jutro więc napiszę całkiem zwięzłą recenzję "The Game of Shadows". Albo coś innego.