Blog > Komentarze do wpisu

+ 1000 to the Power of Self Respect

Powtarzam za każdym razem, że się nie znam na komiksach/powieściach graficznych, że z ważnych autorów to porządnie przeczytałam tylko Gaimana i Moore'a (i w ogóle, że mi przychodzi scenarzysta, a nie rysownik do głowy po pierwsze), a z ważnych postaci głównie (w sensie: lepiej niż z 2-3 historii) Batmana - i co rusz to dostaję w łeb jakimś (około)komiksowym filmem i jestem zachwycona i nie wiem, co powiedzieć. 

http://www.digital-polyphony.com/scott_pilgrim2.jpg

 

No i od wczoraj w nocy takim filmem jest oficjalnie Scott Pilgrim vs. The World, kupiony kiedyś w Tesco za 15 ZLP, bo ludzie mówili, że fajny. No fajny. No, więcej niż fajny.

Obejrzałam go wczoraj, nie mogąc spać, i potem nie mogłam spać jeszcze bardziej.  No bo ma ten film, po pierwsze, fantastyczną stronę wizualną - te wszystkie napisy biegające po ekranie, efekty jak z gier, śnieg rozstępujący się przed deskorolką Ramony i sypiące się z pokonanych eksów pieniążki, ekstra! Wpatrywałam się w ekran mojego niezbyt dużego i raczej starszawego telewizora nie bardzo wiedząc, w którą stronę się gapić, i strasznie mi się ta realizacja podobała.

Jeszcze chyba bardziej podobała mi się w tym wszystkim szaleńcza fantazja, z jaką to jest pomyślane. Zachwyciło mnie to, jak tutaj fabułą rządzi niczym nieskrępowana, wariacka popkulturowa - growo-komiksowo-muzyczna - wyobraźnia, w której wszystko jest możliwe: i wegańskie supermoce, i nowe wykorzystanie  filmowych dublerów, no i oczywiście liga Siedmiorga Złych Eksów w roli bossów na kolejnych levelach. Bardzo mi się podoba, jak ograne są tu klasyczne schematy fabularne - na przykład fakt, że głównego (i dwulicowego) szwarccharaktera poznajemy najpierw jako obiekt fascynacji i podziwu bohaterów  (megaproducent muzyczny), zanim okaże się knującym zagładę Republiki senatorem Palpatinem zgubę Scotta Super Evil Eksem, alb to, jak ograna jest postać Najlepszego Kumpla Geja. Strasznie, ale to strasznie mnie bawiły w tym filmie zabawy konwencjami kina (Patel bollywoodowaty, sztuczki z deskorolką, Nega-Scott i anty-klimaks roku, no ekstra!). Ni to parodia momentami, ni to pastisz, zrobiony z autentyczną miłością do tego, co parodiuje/podrabia.

Postacie. Postacie są fajne i utrafione i mało schematyczne - zwłaszcza dziewczyny, bo mamy i Kim na bębnach w zespole rockowym, i kompletniestuknięta na punkcie gier, typowo geekowatą Knives, i pozersko-gwiazdorską Envy, i przede wszystkim ulepioną z fetyszów połowy facetów, jakich znam, zdystansowaną, obojętną ultra-cool Ramonę, za której hipsterskim chłodem kryje się, oczywiście, Mroczna Przeszłość i złamane serce, oba potraktowane, na szczęście, nie całkiem serio.

Ale z tą wariacką wyobraźnią miesza się tutaj jeszcze jedno, i  chyba dlatego to jest taki fajny i taki niegłupi film: to jest bardzo inteligentny i bardzo przenikliwy film o ludziach. Na przykład - o facecie, któremu się wydaje, że życie zrujnowała mu Zła Kobieta, straszliwa femme fatale o jakże odpowiednim imieniu Envy (niegdyś Natalie) i jakże właściwej profesji gwiazdy rocka.  Taka femme fatale wystarczy, żeby zamienić ci całe dalsze życie w piekło, prawda? Umie sprawić, że będziesz tak się strasznie bać związków, że musisz (mając lat 22) umawiać się z siedemnastoletnim wcieleniem braku asertywności i niskiej samooceny. Potrafi ciebie - misia w końcu kochanego  i dobrego, o wrażliwej duszy i głębokiem potrzebie dawania szczęścia innym - zamienić w  nieszczęśliwego, bojącego się miłości i nie mogącego zacząć na dobre żyć po dorosłemu geeka.
No, ale potem na szczęście przyjdzie twoja siostra i uświadomi - nam i tobie - że jesteś, co prawda, miłym i sympatycznym chłopcem, ale kretynem też potrafisz być, zwłaszcza  w stoisunku do kobiet. I że na przykład, biedny misiu porzucony, ty też porzucałeś, i to czasem boleśnie i fatalnie. I że trochę się jeszcze, misiu, musisz nauczyć o ludziach i o uczuciach; no i że czasem lepiej najpierw mieć Power of Self-Respect zamiast Power of Love, chyba jednak.    
Oni się uczą, bohaterowie tego filmu, i to też jest strasznie fajne: wydawałoby się, że w takiej szalonej konwencji i przy pędzącej na łeb na szyję dość wariackiej fabule postacie i ich rozwój będą musiały zejść na dalszy plan, ale nie: i kolesie z Sex Bomb-Omb, i sam Scott, i Envy, i Ramona i nieszczęsna porzucona siedemnastolatka Knives Chau będą, kiedy to wszystko się skończy, nieco chyba doroślejsi i nieco mądrzejsi, bogatsi o odrobinę wiary w siebie, odrobinę współczucia, odrobinę empatii.

Tak sobie właśnie zerknęłam na poprzednie paragrafy i się wystraszyłam: brzmi to wszystko, co piszę, bardzo podniośle i podśmierduje dydaktyzmem na kilometr. Może więc najwyższa pora przyznać: ja nie bardzo wiem, co i jak mam o Scott Pilgrim versus the World napisać. Może poza faktem, że mi się tak strasznie podobało, że aż mi trochę brak słów. 

czwartek, 09 lutego 2012, ninedin

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/09 01:30:11
Zwierz pamięta, że ktoś nazwał Scotta Pilgrama najlepszą ekranizacją gry która nie istnieje. Zawsze mnie to niezwykle bawiło. Ale prawda jest taka, że to świetny film, i musi to być świetny film skoro nakręcił go Edgar Wright. Zwierz tez się dziwi że tego nie znałaś, ale skoro poznałaś i wykazałaś prawidłową reakcję to zwierz uważa że wszystko jest na całe szczęście w porządku.
-
2012/02/09 01:36:22
No nie, jakoś od premiery chodziło za mną, żeby kiedyś obejrzeć, bo się mnóstwu ludzi podoba, no ale: najpierw przegapiłam, potem co innego, potem coś jeszcze, no i tak zeszło do wczoraj :)
-
2012/02/09 10:38:34
A ja w ogole o tym filmie nie slyszalem. W kazdym razie dzieki za cynk .

ja zacząłem robić przegląd swojej dvd-teki i z rozpaczą odkryłem, że zginął gdzieś mój ukochany film: Planet Terror. Eh...
-
2012/02/09 23:03:45
Mam o tym notkę: alex-s9.livejournal.com/292090.html

I tyle, bo w tym tygodniu brakuje tylko tego, by niebo zawaliło mi się na głowę.
-
2012/02/11 12:52:32
@ notka: fajna :)

@ niebo na głowę: troszkę (możę?? chyba??) podobnie teraz jewst u mnie w pracy: jesteśmy w trakcie przeprowadzania, własnymi siłami, Instytutu (z papierami z 40 lat) na drugi koniec miasta, w trybie pilnym :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...