Blog > Komentarze do wpisu

Bogowie na moście

Dawno, dawno temu bardzo mi się podobała pewna książka; była o zdecydowanie dotkniętym pechem człowieku.
Generalnie, bohaterowi życie waliło się na głowę. Po pierwsze, poszedł siedzieć, po trochu za przestępstwo, po trochu za głupotę, lojalność i naiwność. Co gorsza, żona zdradziła go z kumplem. Co gorsza gorsza, żona i kumpel, że się wyrażę, zginęli in flagranti i tak romas wyszedł na jaw. Co gorsza gorsza gorsza, następnie nasz bohater dostał pracę. Ale to i tak nic w porównaniu z najgorszym pechem, jaki w końcu spotkał nieszczęśnika: bohater mianowicie dowiedział się, że jednak ma ojca, i od tej pory nic już w jego życiu nie było normalne.

Thor

Myślę, że większość czytelników mniej więcej przy drugim powtórzeniu "gorsza" zorientowała się, co to za książka. Trochę sentymentalnie ją tu wrzuciłam: Amerykańscy bogowie to powieść, którą zdecydowanie lubię (choć nie moja ulubiona w dorobku Gaimana); trochę jednak powieść Gaimana pojawia się tu ze względu na temat: ja w ogóle bardzo lubię nordycką mitologię (no bo jak się przeczytało Eddę poetycką w wieku lat 13, to zwykle tak się ma) i lubię rozmaite fabularne wariacje na jej temat (w poprzedniej wersji ta notka zaczynała się streszczeniem Złota Renu...). 

No a że na nordyckiej mitologii się troszkę znam, w odróżnieniu od komiksów, to od niej postanowiłam zacząć moją recenzję Thora. Który też, generalnie, mi się podobał.

Podobał, nie zachwycił. Żeby zachwycił, Natalie Portman musiałaby mieć troszkę ciekawszą postać do zagrania: jej pani naukowiec jest śliczna, młoda i malowniczo wygląda, kiedy załamuje ręce, bo jej Men in Black S.H.I.E.L.D. rekwiruje dorobek całych lat (Całych dwóch? Może nawet trzech, chciałoby się zapytać, patrząc na dziewczęco wdzięczną bohaterkę) pracy badawczej. Ja Natalie Portman generalnie bardzo lubię, ale tutaj momentami jakby miała na sobie perception filter: kompletnie jej na ekranie nie widziałam.

Teraz disclaimer, ponowny: naprawdę naprawdę średnio znam komiksy, a już Thora to wcale i ani trochę; ergo, nie wiem, do czego w pierwowzorze potrzebna jest drużyna Thora, ale w filmie, mam wrażenie, do niczego. Tzn. krasnolud, ładna laska, Azjata i blondyn skaczą sobie efektownie po ekranie, no i? Bardzo ładne i świetnie zrobione te sceny z nimi, w sensie wizualnym, aktorzy też fajni, tylko - jako niefanka nie znająca pierwowzoru - jakoś nie bardzo widzę, po co to wszystko.

Ale ja tu sobie narzek narzek, a film, jednak, mi się podobał. Po pierwsze, dość prosta fabuła (jak ktoś z okołokomiksów lubi tylko Watchmen, to chyba lepiej trzymać się z daleka od Thora) jednak zdecydowanie wciąga - przynajmniej mnie wciągnęła: cała historia wydaje się dość przewidywalna (brawura + porywczość = wygnanie, bardziej kochający jedno dziecko tatuś + zapatrzony w starszego nadambitny mały braciszek = kłopoty, wygnanie + dziewczyna + wypadek przez nią spowodowany = love love love, itd. itd.), ale znakomicie się ją ogląda. Po drugie, Chris Hemswort jest w tytułowej roli po prostu sympatyczny - wiem, mówię o facecie wymachującym megamłotem i rozwalającym czaszki olbrzymom, ale co ja poradzę, jak w swojej dziwacznej z jednej strony niedzisiejszości, z drugiej - umiejętności szybkiego dostosowania się i dość rozsądnym, ale konsekwentnym posługiwaniu się swoistym rycerskim kodeksem właśnie sympatyczny i nieprzegięty mi się wydaje? Po trzecie - jest bardzo, bardzo piękny (film, nie Chris): wyjątkowo mi się podobał po pierwsze Tęczowy Most, po drugie - Niszczyciel i jego obracające się pierścienie, po trzecie Asgard jako taki, a już za ujęcie, pod koniec, w którym świecznik w sali balowej powtarza kształt pałacu, należy się sto punktów. Po czwarte - a może, powinnam powiedzieć, po pierwsze - w tej bajce jest jeszcze prawdziwy czarny charakter, którego, w końcu, każda bajka potrzebuje.

Porażająco oryginalna pewnie nie będę, jeśli stwierdzę, że Tom Hiddleston rolą Lokiego dość ukradł ten film zarówno samemu Thorowi, jak i gwiazdom pokroju Anthony'ego Hopkinsa czy Natalie Portman. Szczupły, niepozorny, uśmiechnięty, jakbym nie wiedziała (danke, Herr Wagner!) co z niego za ziółko, prawie bym się na tę pozę grzecznego uczniaka nabrała.

 

(niecierpliwym polecam skoczyć od razu do 4'13'')


No ale chwileczkę, nie ja jedna wiem, kim jest Loki. Tak po prawdzie, chyba większość widzów podejrzewa Lokiego od pierwszego wejrzenia, co teoretycznie powinno psuć suspens i efekt zaskoczenia, kiedy się w końcu dowiemy, kto tu jest zły. No i chyba właśnie dlatego Loki w wykonaniu Hiddlestona nie jest wcale takim oczywistym, złym i knującym czarnym charakterem. On jest, owszem, dość chorobliwie ambitny, owszem, bezwzględny, owszem, perfidny. Kłamie jak ojciec kłamstwa, udaje jak mistrz, intrygę buduje na skalę międzyplanetarną; ale jest też przy tym trochę oszukanym dzieciakiem, któremu nikt nigdy nie powiedział, że jest adoptowany, trochę zawsze gorszym drugim synem, trochę młodszym bratem, który czuje, że ukochanemu i znienawidzonemu starszemu nigdy, nigdy nie dorówna. Że na dodatek Hiddleston ma charyzmy tyle, że obdzieliłby nią ze sześciu Tomaszów Karolaków i jeszcze by mu zostało, i że wystarczy, żeby się pojawił na ekranie, i nie bardzo da się od niego oczy oderwać (i to nie ze względu na urodę!) - no to już więcej nie trzeba. Momentami psychopatyczny, momentami (sceny po powrocie Thora do Asgardu) obłąkany, psychologicznie skomplikowany w sposób dla szwarccharakteru w tego typu historii dość nietypowy (jaki jest w końcu jego stosunek do ojca? Do brata? Co, poza ambicjami - jeśli cokolwiek - nim kieruje?), Loki Hiddlestona wystarczyłby jako jeden jedyny powód do obejrzenia tego filmu, nawet gdyby innych nie było.      

A nie, żeby nie było. Ze swej strony polecam.  

czwartek, 16 lutego 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/16 18:44:07
Po obejrzeniu "Thora" pomyślałam, że film powinien zmienić tytuł na "Loki". Tom jest obłędny. Teraz me serce się raduje na widok kariery Hiddlestona. Film z Weisz, Cumbrebtachem, główna gwiazda "Avengersów". I to wszystko po pierwszym filmie z jego udziałem.

Zaś sam film jest średniakiem, ale przyjemnym. Moja znajomość nordyckiej mitologii oraz komiksu jest zerowa, ale to nie przeszkadzało.
-
2012/02/16 18:53:47
Jak dla mnie, ten film dzieli się na Hiddlestona i resztę :)
-
2012/02/16 20:11:32
W sumie za Hiddlestona w tym filmie trzeba dziękować Branaghowi który go ponoć ściągnął z Wallandera ( zwierz mówi ponoć bo nie jest w stanie podać przypisu) - co nie zmienia faktu, że dzięki Thorowi Hollywood wzbogaciło się o świadomość istnienia absolutnie świetnego aktora, który jest właśnie w tym wieku, w którym jest straszna pustka wśród amerykańskich aktorów. W każdym razie Hiddleston jest jednym powodem dla którego zwierz naprawdę, naprawdę czeka Avengersów. No i zgadzam się z Rusty - nie zna zwierz nikogo kto by po projekcji nie został natychmiastowym fanem Lokiego
-
2012/02/16 20:36:03
Chwała Branaghowi! Po filmie zostałam fanką Toma będąc pod wrażeniem TAK zagranego Lokiego.

Jeju, jak mi tu literówki wyskakują. Właśnie zobaczyłam jak skrzywdziłam Cumberbatcha, ale to chyba z emocji pisania o Hiddlestonie.
-
2012/02/16 22:18:02
@No i zgadzam się z Rusty - nie zna zwierz nikogo kto by po projekcji nie został natychmiastowym fanem Lokiego

Brzmi jak ja, ale gdzie ja się w internecie o Thorze wypowiadałam? Inna sprawa, że moje uwielbienie dla Lokiego zostało przewidziane przez Cydę przed seansem, która stwierdziła, że ona tu przyszła po raz drugi dla Thora, który jest jak szczeniak labradora, ale wie, że ja wyjdę z kina zachwycona jego bratem. Miała rację.
-
2012/02/16 22:54:06
No nie powiem, że "Thor" to jeden z moich ulubionych filmów, ale i mnie się go przyjemnie oglądało. I ładny, i śmieszny, i Hemsworth w porządku. No i, rzeczywiście, świetny Hiddleston.
-
2012/02/17 09:25:21
Thor jak szczeniak labradora? To najlepsze określenie z jakim się spotkałam i niezwykle trafne. Lubię starszego Hemswortha i mam nadzieję, że w filmie o Śnieżce mnie oczaruje - wprawdzie nie będzie miał konkurencji.
-
2012/02/17 11:11:31
@agna83

Ja czekam na tego drugiego Hemswortha w Hunger Games - chociaż dostał rolę mojego najmniej ulubionego bohatera.
-
2012/02/17 11:39:54
Gale nie jest łatwy do lubienia, a w szczególności w ostatnim tomie. ;) Liama znam z filmu z Miley Cyrus, więc niewiele mogę o nim powiedzieć. Ciekawa jestem jak najbardziej i nie życzę mu źle. Żeby tylko ten film był udany...
-
2012/02/17 15:46:50
ja na ten film też zdecydowanie czekam :)
-
2012/02/20 08:30:20
Mnie się też Thor podobał, ale tak trochę na zasadzie - obejrzeć, zapomnieć. No bo co jest w tym filmie do zapamiętania?

@Rusty
Czemu nie lubisz Gale'a?
-
2012/02/20 17:24:15
@fabulitas

Czy "jakoś tak" kwalifikuje się na pełnoprawną odpowiedź? Bo obawiam się, że innej nie mam. Czasami sie jedne postaci lubi, a innych nie. Mam wrażenie, że ma to też związek z tym, że od razu polubiłam Peetę, a że Gale jest w stosunku do niego w opozycji, to postanowiłam go znielubić. Chociaż najgorzej było oczywiście w czasie oblężenia góry.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...