Blog > Komentarze do wpisu

Głos w sprawie

... no, nie przesadzajmy, że pornografii.

 

http://24.media.tumblr.com/tumblr_m6id88BGoV1r6wwjmo1_500.jpg

 

Nie miałam wcale zamiaru czytać Fifty Shades of Grey. Dobra, zmyślam: od kiedy Wyborcza zaczęła pisać o tym co drugie zdanie, stwierdziłam, że pewnie przeczytam, a potem dostałam od Baśki S. [kudos!] książkę w wersji polskiej, no i przeczytałam. Sort of.

Nie miałam też zamiaru pisać z tego recenzji, bo co ja tam wiem o literaturze erotycznej, powiedziałam sobie. Przecież mam zero porównania, czytałam tylko... oh, wait: Justynę, Fanny Hill, Historię O, Emmanuelle (oddajcie mi moje dwie godziny!), trochę nowych cudactw w rodzaju Abby Lee (bo Drakaina to tłumaczyła), nie-wiem-czy-do-końca-mieszczącą-się-w-kategorii Jacqueline Carey oraz, o zgrozo, antologię Dawka miłości, której serdecznie nie polecam, bo wystarczy obejrzeć okładkę. O Katullusach, greckich jambografach, wierszach ku czci Priapa i Petroniuszu przez grzeczność nie wspomnę, żeby nie zostać posądzoną o szarganie szacownych klasyków. A, jeszcze fanfiki. Jak czytasz fanfiction nie ma siły, swojej dawki pornosów nie unikniesz. Ba, nawet zajęcia o seksualności w świecie antycznym chciałam prowadzić...

Ergo, jak już się upewniłam, że coś tam wiem, zaczęłam się zastanawiać, czemu nic nie wiem. Może dlatego, że żadnej z tych książek nie zapamiętałam jako szczególnie intrygującej, czy to literacko, czy erotycznie (OK, wyjątkiem są Lost Girls Alana Moore'a i Melindy Gebbie, ciekawe dla mnie przede wszystkim pod względem pierwszym). To, oczywiście, siedzi każdemu w głowie: u mnie Justyna i Historia O odpadły na moim całkowitym braku ekscytacji BDSM, Carey zresztą po części też; ciężko mi się przejąć rozkoszami bohaterki, które mnie się żadnymi rozkoszami nie wydają. Emmanuelle - zwłaszcza  filmowa - znudziła mnie swoimi pretensjonalnymi, przeestetyzowanymi, przefilozofowanymi i strasznie już dziś przestarzałymi ideami "rewolucji seksualnej". Abby Lee była zabawniejsza, w roli Bridget Jones XXX niż kiedy opisywała seks w toalecie. 

I to nie jest tak, że mi np. przeszkadza seks w literaturze/kinie. Absolutnie nie - ba, przyznaję się, chętnie bym przeczytała (raczej niż obejrzała) historyjkę nawet jak najbardziej mocno erotyczną, która byłaby, z mojego punktu widzenia, dobra [to znaczy, że powtórzę, dobra dla mnie, wedle mojego gustu i moich potrzeb, tu nie ma kryteriów obiektywnych]. No ale na razie, tak naprawdę, na taką nie trafiłam. 

O tym, co mnie irytuje w opisywaniu scen miłosnych, już kiedyś pisałam. Chyba jeszcze nie pisałam o tym, że mam w swoim komputerze prywatną listę-antologię ulubionych scen erotycznych z literatury, tej oficjalnej i tej fanowskiej. Ale jedno mogę powiedzieć: żadnej sceny z Fifty Shades of Grey na niej nie będzie. 

 


Głupio mi, bo - to jest bardzo zła książka, w sensie literackim, i strasznie łatwo zrobić to, co autor(ka) obrazka powyżej: obśmiać. Bo, w sumie, co innego zrobić z czymś, co w oficjalnym polskim przekładzie wygląda tak:

"Gdy je [oczy] otwiera, jego wzrok ma kolor płomiennej, stopniałej szarości". 

Albo tak:

"Myślę, że to ja jestem ćmą – burczę. I to ja się sparzę."

Czasami [facepalm] tak:

"Czuję, jak na moje policzki wracają rumieńce. Z barwy niewątpliwie przypominam manifest komunistyczny."

Albo, co gorsza, tak:

"I nagle robi się to oczywiste. Jest zbyt olśniewająco przystojny. Krańcowo różnimy się od siebie; pochodzimy z dwóch różnych światów. Jestem Ikarem, który znalazł się zbyt blisko słońca i w rezultacie spłonął".

Albo też tak:

"Wydaję cichy jęk, rozchylając wargi i dając zielone światło jego językowi."

Lub tak:

"Te wszystkie zakazane, nieznajome uczucia, którym odmawiałam wydostania się na powierzchnię, gonią teraz w amoku po moim wymęczonym ciele"

Także tak:

"Może mieć trzydzieści kilka lat, a niewykluczone, że przekroczyła czterdziestkę. W przypadku starszych kobiet trudno jednoznacznie określić wiek."

A czasami, niestety, także i tak:

Hmm... Nie miałam pojęcia, że sprawianie przyjemności może być tak podniecające; patrzę, jak wije się delikatnie w zmysłowym pragnieniu. Moja wewnętrzna bogini tańczy właśnie merengue z dodatkowymi krokami salsy.
– Anastasio, zaraz dojdę w twoich ustach – ostrzega, dysząc.

Albo tak:

"Zapomniałam mamie wspomnieć o jego skłonnościach prześladowczych.
I już go widzę. Serce mi zamiera, a po chwili wpada w nerwowy rytm, gdy Christian rusza w naszą stronę. Naprawdę się tu zjawił – dla mnie. Moja wewnętrzna bogini zrywa się z szezlonga i  wydaje radosne okrzyki."

Pani Monice Wiśniewskiej, Tłumaczce, dziękujemy serdecznie za wartość dodaną - to tak skądinąd. Za o, kuźwa. I za o, w mordę. I zwłaszcza za świętego Barnabę i nadwornego rycerza.

A to wszystko nawet nie jest najśmieszniejsze w tej powieści. Ani najsmutniejsze.

Bo jeszcze jest, np. fabuła. Bohaterka jest dziewicą i przewraca się o własne nogi (i baaaaaardzo widać, że się wykluła z Belli Swan). Bohater jest młody, piękny, doświadczony i hiperbogaty i ma mroczną przeszłość. Zdanie powinnaś trzymać się ode mnie z daleka, nie jestem mężczyzną dla ciebie - zaliczone, a jakże, nie raz, nie dwa. Potem ona chce z nim do łóżka, on z nią, on jej każe jeść, podpisują kontrakt, idą do łóżka, on jej każe jeść, ona burczy, on ją śledzi, on ją wiążę krawatem i idą do łóżka, on jej wydaje rozkazy, on jej daje klapsy i idą do łóżka, on jej każe jeść, ona burczy, idą pod prysznic i do łóżka, on ją śledzi, ona rozpacza, że dawno temu tamtejsza pani Robinson go uwiodła, idą do łóżka, ona burczy wyniośle, on jej każe jeść, on ją śledzi, idą do łóżka, ona się przez cały czas zastanawia, czy podpisać ten właściwy kontrakt, idą do łóżka, ona burczy, on ją śledzi, idą do łóżka, on przestaje jej kazać jeść, ona mu wyznaje miłość, on ją bije, żeby sprawdzić jej granice, ona histeryzuje, on ją rzuca, ona popada w żałobne odrętwienie, czekamy na sequel. Głupie to i nijakie, aż za łatwo się z tego naśmiewać - ale mnóstwu ludzi się podoba. Jak to komuś robi dobrze - ekstra; mnie śmieszy, nie zachwyca, nie oburza. Nawet, mimo momentów, gadżetów i seksu w czasie miesiączki bliżej temu, wbrew pozorom, do romansidła niż do pornografii sensu stricto. Literatury można w tym szukać równie skutecznie, co sztuki filmowej w dziele o Ilsie, perwersyjnej Tygrysicy z Syberii - ale też nikt przy zdrowych zmysłach nie szuka; nie po to to dziełko tworzono.  

A to wszystko nawet nie jest najśmieszniejsze w tej sprawie. Ani najsmutniejsze.

Bo są jeszcze recenzje. Na przykład takie. 

 

"Powieści >>Pięćdziesiąt twarzy Greya<< nie da się traktować w kategoriach literackich. Gdyby tak zrobić, jej ocena musiałaby być miażdżąca. A tymczasem mamy do czynienia z ważnym zjawiskiem socjologicznym, bo niebywałe powodzenie książki należy traktować jako znak klęski feminizmu, a w każdym razie jego ograniczonego oddziaływania i nieskuteczności głoszonych haseł. Aktywistki ruchu walczą (często bardzo słusznie) z uciskiem kobiet przez szowinistycznych samców, a dziesiątki milionów kobiet wydaje pieniądze na literaturopodobny produkt opisujący damskie marzenia o facecie, który niech dręczy, upokarza, wykorzystuje seksualnie i traktuje przedmiotowo, byle był przystojny i bogaty. Jeżeli więc uznać popkulturę za ujawnienie marzeń jej odbiorców, sytuacja jest jasna: feministyczne aktywistki są grupą ideolożek bez szerszego zaplecza społecznego. Nie wiem, źle to czy dobrze, ale śmiesznie."
Leszek Bugajski, "Marzenia dziewcząt", recenzja z: E. L. James, "Pięćdziesiąt twarzy Greya", Newsweek 33/2012, 13-19.09.12, s. 95.

 

I tu dopiero żałość, prawdziwa żałość, człowieka ujmuje. I porywa śmiech pusty, bez żadnej litości.

środa, 22 sierpnia 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/08/23 21:03:30
Tag "najgorsze" jest super :)

Ale, droga autorko, nie spróbowałaś nawet pokusić się o odpowiedź

dlaczego tego sprzedało się dziesiąt milionów.

Powiedzmy fanfik dla miłośniczek Zmierzchu może się sprzedać wśród małolat, szczególnie, gdyby był za $2 na Kindla w Amazonie (niska cena = wysoka sprzedaż). Ale 20+ MILIONÓW pełnopłatnej książki? Co powoduje, że jest kupowana, i to TAK kupowana?!
-
2012/08/23 21:38:54
Ale no właśnie ja nie mam zielonego pojęcia! Nie jestem socjologiem, nie znam się na trendach, nawet bym nie próbowała odpowiadać na takie pytanie!
Wiem jedno: i Emmanuelle, i Historia O, że o markizie de Sade nie wspomnę, były także ogromnymi sukcesami wydawniczymi w swoim czasie (i, w tym ostatnim przypadku, długo po nim). Nie chcę tu snuć jakichś domorosłych teoryjek, że rewolucja obyczajowa, że porno dla kobiet etc. etc., bo się nie znam. Mogę powiedzieć tyle: od dziesięciu lat siedzę w światku okołofanfikowym (acz niekoniecznie polskim). Idea, że kobiety (to to głównie one czytają Greya) chcą czytać (i pisać) o ostrym seksie (w kontekście historii o wielkiej i strasznej miłości - jakkolwiek źle by to nie było napisane) absolutnie mnie (w odróżnieniu od sporej części polskich krytyków) nie zaskakuje: wiedziałam o tym od dawna.
-
2012/08/27 23:04:00
Ale to wszystko ma jedną głęboką zaletę. Wychodzi na to, że każdy piszący fanfiki może się kiedyś dobrze wybić i sprzedać. Bo jeżeli coś tak badziewiastego rozchodzi się w 20 milionach, to fiki, które w znakomitej większości są lepsze od tego "dziełka" też mogą.
(I skoro takie coś ludzie piszą, a większość "fanfiksiarzy" widzi w tym ból i żałość, to znaczy, że nie jest z nimi jeszcze tak najgorzej. Można sobie podbudować poczucie wartości :D)
-
2012/08/31 19:12:49
@ Dagens:
Ano prawda :) Mnie się już po Meyer wydawało, że przejdzie wszystko, ale to jest jeszcze bardziej skrajny przykład. Mnie on zresztą - jeśli mogę sobie pozwolić na wyjątkową prywatę - trochę dobił, bo, jak się już parę razy przyznałam, od dawna z uporem i kompletnym brakiem sukcesu usiłuję opublikować (gdzie indziej niż na prywatnym blogu) jakieś swoje opowiadanie. I, na bogów, wiem, że daleko mi do wielu publikowanych autorów, ale, na litość, literacko od pani J. jestem jednak chyba sprawniejsza. No ale - ona ma to coś, co sprawia, że ludzie szaleją za nią, a nie za jedną z zyliona innych autorek/-ów mocno erotycznych fanfików - jestem ostatnią osobą, która by tej marnej książce akurat tego, nieokreślonego czynnika odmawiała...
-
2012/09/01 16:18:36
No ok, przyjmijmy, dla uproszczenia, że jakoś ogarniam, że są ludzie z zapotrzebowaniami na takie rzeczy.

Ale jednego nie rozumiem: po co on jej kazał jeść?
-
2012/09/01 19:04:43
NO WŁAŚNIE??
Wygląda na to, że konieczność zjadania regularnych posiłków (a tego wymaga bohater) jest PRAWDZIWĄ granicą perwersyjnych zachowań. Bohaterka może dać się wiązać, chłostać i krępować taśmą klejącą, ale ma swoje granice - obiadów codziennie jeść NIE BĘDZIE.
-
2012/09/01 21:51:43
...

Z punktu widzenia osoby ostatnio starającej się dokarmiać przyjaciółkę z problemami finansowymi - WTF.
-
2012/09/02 11:23:41
Prawda? Biedna bohaterka, jakże udręczona, prześladowana i ubezwłasnowolniona... Co tam, że ją facet śledzi, co tam, że kontroluje każdy jej ruch - najgorsze, że każe jeść...Mówiąc serio, ja tu widzę pozostałość po oryginale (Bella Swan jeszcze bardziej niezdarna i niepozbierana, niż u Meyer, tak, że nawet o jedzeniu zapomina), ale wyszło karykaturalnie.
-
2012/09/05 21:17:27
Moim zdaniem to jest jak najbardziej kluczowe, że to jest zły fanfik. Znaczy niekoniecznie to, że zły, ale że fanfik. Fanfiki, że się tak nieładnie wyrażę, "zapychają" mainstreamową dziurę na emocje, o których wciąż pisze się kiepsko i mało, bo przecież to takie nieambitne. To, że tego badziewia sprzedało się 20 mln, świadczy li i jedynie o tym, że ta dziura wciąż istnieje i ma się (nie)dobrze.

W sumie nie wiem, czy ktoś mnie zrozumiał. Idę coś zjeść, bo mi chłopak przypomina, że powinnam.
-
2012/09/05 21:36:01
@ Fanfiki, że się tak nieładnie wyrażę, "zapychają" mainstreamową dziurę na emocje, o których wciąż pisze się kiepsko i mało, bo przecież to takie nieambitne. To, że tego badziewia sprzedało się 20 mln, świadczy li i jedynie o tym, że ta dziura wciąż istnieje i ma się (nie)dobrze.

O, to, to. Jak najbardziej. Błyskotliwa uwaga.

Dodałabym jeszcze, że mnie strasznie śmieszy, jak się pp. Ałtorytety dziwią, że kobiety chcą czytać o seksie. No chcą. Zawsze chciały. Tyle że tu ten seks jest ubrany w ROMANS, klasyczne "ona, tylko ona, na zawsze, jedna jedyna, szara mysz oddaniem i poświęceniem zdobyła księcia z bajki". Jak z Trędowatej, jeno z happy endem.
-
2012/09/05 22:18:52
Seks musi być ubrany w romans, bo jak nie jest ubrany w romans, to powieść jest feministyczna, a niektóre kobiety do tej pory takich rzeczy tfu nie biorą do ręki. Wszakże to, że pojawiają się powieści o seksie (nawet zakamuflowane w romans) i jest to literatura wielce popularna wśród przysłowiowych kucharek, uważam raczej za zdobycz feminizmu niż odwrotnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...