Blog > Komentarze do wpisu

Mniej, bardziej, Batman

Dark Knight Rises, reż. C. Nolan, scen. C. i J. Nolan, wyst. Christian Bale, Joseph Gordon-Levitt, Anne Hathaway, Tom Hardy, Marion Cotillard, Michael Caine, Morgan Freeman i mnóstwo fajnych osób z różnych seriali i filmów.

 

 batman

 

Wracam, po dwóch (prawie) miesiącach, i uroczyście informuję, że na początek nie będzie recenzji z Dark Knight Rises. Nie ma siły, żebym się zdecydowała, czy mi się ten film podobał, czy nie. Myślę i myślę i chyba nie jestem w stanie odpowiedzieć. Nie jestem aż tak krytyczna jak Cedroo, no ale - a z drugiej strony, parę rzeczy mi się bardzo, bardzo podobało, no więc. Ergo, sorry. Będzie tylko wyliczanka, co bardziej, a co mniej.


Disclaimer: jak zwykle słabo znam się na komiksach

I, oczywiście, spoilery jak stąd na Manhattan.

 

Bardziej mi się Anne Hathaway podobała w roli Catwoman, niż się w najśmielszych snach spodziewałam. Scena balu, na której w Batman Returns Burtona spotykają się bez masek Selina Kyle (Michelle Pfeiffer) i Bruce Wayne (Michael Keaton) to jeden z moich ulubionych kawałków kina w ogóle. A jednak - Hathaway jako Catwoman podobała mi się w sumie bardziej od MP: oszczędzono jej historyjki o Smutnej Starej Pannie Sekretarce i kotach, odebrano sadomaso akcesoria (ach, Halle Berry w Catwoman, ostatnio przypomniana przez Zwierza); pozostał jej łajdacki wdzięk współczesnej hrabiny Very Roussakoff, wyrachowany pragmatyzm i uroda (w perłach Wayne'ów wygląda chwilami niemal jak Audrey Hepburn). Postać fajna, z sensownymi motywacjami, budząca (moją przynajmniej) sympatię i fabularnie potrzebna (a mniej z kolei jest  - w 3/4 fabuły -  potrzebna bardzo efektowna i bardzo dobrze przez Marion Cotillard zagrana Miranda/Tallia: aż do (przed)finałowego twista niewiele, poza sceną miłosną z Batmanem, ma do roboty).  

Bardziej też - o wiele bardziej - irytował mnie w tym filmie Christian Bale jako Bruce Wayne; konkretniej - wieczne emo Bruce'a Wayne'a. I jego dialogi, zwłaszcza te z Alfredem - w ogóle ktoś odpowiedzialny za dialogi w tym filmie powinien jakąś karę zgarnąć, np.w postaci przymusowego uczestnictwa w warsztatach pisania prowadzonych przez, powiedzmy, tę panią od domów i rozlewisk. Mniej było scen, które mnie przynajmniej trzymały w napięciu tak, jak sceny z kryminalistami w Dark Knight - i to nawet mimo że użyto straszaka uniwersalnego, czyli atomówki. Jak już o takich klimatach mowa: zdecydowanie bardziej podobało mi się, jak Iron Man wywalił atomówkę w kosmos; przynajmniej nie musiałam się nerwowo zastanawiać, jaką dawkę promieniowania dostaną dzieci z sierocińca, wpatrujące się z zachwytem w biały grzyb atomowy nad zatoką. Poza tym od dzieciństwa bomb atomowych nie znoszę, boję się i wolę, jak je wywalą gdzieś daleko, najlepiej na statku złych alienów w innym wymiarze.

Bardziej od Aarona Eckharta w poprzednim filmie podobał mi się Tom Hardy w tym - aż do momentu, kiedy się okazało, czemu robi to, co robi. Zza Robespierre'a wychylił się Edward Cullen, który zrobi wszystko dla twoo loff - to był moment, w którym poczułam się autentycznie zniesmaczona. Innym recenzentom film kojarzył się z krytyką społecznego zrywu i rewolucji - mnie odrzuciło sprowadzenie całej historii "rewolucji", terroru i buntu ubogich i wykorzystywanych z Gotham (którzy, częściowo, jednak poszli za Bane'm, z takich czy innych powodów) do zrywu stada ofiar, zmanipulowanych przez faceta, który uda trybuna ludowego, bo się zakochał i zrobi wszystko dla panny. No ratunku - to był chyba najsłabszy moment tego filmu. 

Bardziej niż którykolwiek kumpel Batmana z dotąd widzianych (disclaimer: nie żebym się znała jakoś szczególnie, widziałam wybiórczo serial animowany i w całości cykl Burtona et consortes) podobał mi się Joseph Gordon-Levitt, choć postać miał dość standardową; charyzma i urok aktora zrobiły więcej, niż scenariusz. Mniej niż zwykle miał do pokazania komisarz Gordon, niestety, a jego wygibasy z bombą atomową były dość, hmmmm, żenujące... oj, chyba napiszę złośliwy wpis o promieniowaniu i atomówkach, coś mi się widzi. No i mniej więcej wszyscy aktorzy, od ról głównych po pomniejsze, sprawili się bardzo dobrze. Poza tym: zobaczenie na ekranie Owena Harpera przez dłuższa, a Teal'ca przez krótszą chwilę było bardziej zaskakujące (i fajne), niż podejrzewałam!   

Aha, i bardziej od innych batpojazdów podobał mi się ten motocykl, co skręcał w miejscu. Aha, i nie będę może mówić o fabule jako takiej, bo chyba im mniej powiedziane, tym lepiej. 

Ale, chyba, bardziej jestem skłonna toto na DVD kupić niż nie kupić.

EDIT: Moim największym problemem z tym filmem jest kwestia interpretacji tego, co tam się dzieje politycznie. Ja go chyba muszę jeszcze raz zobaczyć, ale zlinkuję - dla zrównoważenia opinii, jaką z pasją wyraził Cedroo - dwie inspirujące notki na blogach wo i mrw (i wstępnie chyba bym się jednak skłaniała ku plus minus podobnym opiniom na ten temat).



wtorek, 14 sierpnia 2012, ninedin
Tagi: komiks batman

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/08/14 21:14:22
Cudowne choć oczywiście ja dla Batmana byłam bardziej surowa. Ale po pierwsze - zgadzam się do kobiety Kot (a tak przy okazji scena na Balu jest też jedną z moich ulubionych scen w kinematografii w ogóle więc znów coś dziwnego nas łączy), po drugie jestem gotowa sypać kwiecie przed każdym kto dostrzegł w tym filmie Robespierra - myślałam ze będzie wyglądał z każdej recenzji. Ja DVD pewnie kupię z rozpędu ale filmu nie polubiłam. A poza tym cudownie, że wróciłaś i może być o promieniowaniu atomówkach i o świerszczach byle było :P
-
2012/08/15 11:29:59
@wątek atomówki

A ja myślałem o rybach. A co z biednymi rybami, to przecież wykosi całe życie dookoła. Już lepiej, żeby rozwaliło Gotham.

@WO i MRW
Ja mam ogromny problem z ich blogami, bo ich styl i maniera pisania, taki powszechny klimat hejterstwa sprawia, że mimo tego, że często zgadzam się z ich wnioskami, to ciężko mi mimo wszystko doceniać ich jako dobrych popkulturowych blogerów. Za dużo na oby blogach takiej maniery pisania jak na swoim blogu raczy czytelników niesławny Kominek.
-
2012/08/18 10:41:05
@ Cedroo, ryby:
No własnie, nie? Mnie na tyle stresuje wizja atomowej zagłady wszelkiego życia (yup, jak miałam jakieś 10-11 lat, babcia pozwoliła mi obejrzeć "The Day After" i myślałam, że umrę, z żalu bardziej niż ze strachu), że patrząc na ten wybuch myslałam sobie "I z czego się, durnie, cieszycie".

@ blogerzy:
Ja się u nich nie odzywam (z moim ugodowym stylem komentowania i nieumiejętnością kłócenia się zostałabym zjedzona żywcem), ale czytam obu chętnie, w tym mrw raczej nałogowo. Nie zawsze się zgadzam, baaaaardzo często nie, ale czytać czytam.
-
Gość: skimbleshanks, nat2-236.ghnet.pl
2012/08/19 18:53:38
Nic dodać, nic ująć. Tylko jeden drobiazg sprostować: w filmie parę razy mówi się, że urządzenie jest TERMOjądrowe, czyli działa na zasadzie fuzji, nie rozszczepienia jąder. Jako takie w momencie niekontolowanego uwolnienia energii wyzwala promieniowanie neutronowe, które choć zabójcze dla życia, nie powoduje trwałego skażenia środowiska (coś jak bomba neutronowa, tylko bez zapalnika atomowego). Tak że dzieciom, skoro były ostatecznie daleko, by nie zginąć na miejscu, nic nie grozi.

Rybek faktycznie szkoda, ale powiedzmy sobie szczerze, kto się rodzi rybą w Gotham Bay, musiał w poprzednim życiu być wyjątkową kanalią.
-
2012/08/19 19:54:51
@termojądrowe:
Dzięki - zawsze fajnie, jak się okaże, że się czegoś czepiłam bez powodu, a raczej - z powodu niewiedzy

@ryby:
no, prawda w sumie :P
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...