Blog > Komentarze do wpisu

ST: Szybki trekking (1)

Star Trek (TOS), sezon 1 (1966-7): 1x01 The Man Trap (scen. G. C. Johnson), 1x02 Charlie X (scen. D. C. Fontana, pomysł G. Roddenbery), 1x03 Where No Man Has Gone Before (scen. S. A. Peeples)

 

źródło: http://madthedj.wordpress.com

 

Nie będę zaczynać kolejnej serii recenzji z kolejnego serialu (mimo prawie-ukończenia sezonu I SG-1), nie będę, nie będę, nie będę... A co mi tam. No, nie będę.

No ale.

No ale, ponieważ oglądam właśnie całość TOS (plus wszystkie filmy trekowe, w których pojawia się choćby śladowo oryginalna załoga), no to jak miałabym nie zostawić śladu tego oglądania na blogu? Ta seria to jest moja osobista guilty pleasure, moja serdeczna i wielka, a obiektywnie mało czym chyba już dzisiaj uzasadniona, miłość sprzed i od wielu lat. Mimo że, przyznaję, większość odcinków jest średnio oglądalna, i tak, William Shatner nie umie grać (ale i tak jest boski).

Ergo, co jakiś czas, szybkim trekkingiem przebiegniemy się po kilku odcinkach. Streszczonka i hasła, nie żadne recenzje! Dzisiaj - te pierwsze kanoniczne (tak, wiem, pilot, kapitan Pike, ale nie od niego zaczniemy).


1X01 THE MAN TRAP

To nie Kirk jest kochliwy (ha, ha, ha!). Zakochany McCoy. Brunetki, blondynki, czyli każdy widzi to, co chce - uwaga, alien! Baba jako straszna modliszka, by nie rzec - rosiczka, pożerająca biednych mężczyzn. Alien pożąda soli (ulubione opowiadanie van Vogta mi się przypomina). Charakterystyczny krajobraz obcej planety, z pudeł i styropianu. Straszenie shapeshifterem - będzie w serialach SF jeszcze jakiś milion razy. No i - od razu widać, że znakomicie wypala pomysł na postacie i ich interakcje.Oraz: Spock jako alien od początku (tu nie działają na niego inni alieni).


1X02 CHARLIE X

Scenariusz według pomysłu samego Bossa. Charlie: trochę Robinson, trochę Valentine Michael Smith, trochę - nieznośny bachor. Generalnie, morał jest taki: bachory mają siedzieć cicho i słuchać starszych Kapitana Kirka. Rany boskie, jak te kobiety wytrzymują na pokładzie wśród tych wszystkich kretyńskich uwag i durnowatych prób podrywu (i te buty, i te mini!)! Trzy piętra fryzury Janice Rand. Janice nie jest w stanie wykrztusić, że Charlie klepnął ją w tyłek. No ale: Uhura śpiewająca (i podrywająca Spocka), tenże S. z lirą plus Kirk bez koszuli, w jednym odcinku. Oraz: tu był materiał na FAN-TA-STY-CZNĄ historię, patrz finał i rozpacz Charliego, kiedy zostaje z powrotem oddany Obcym, którzy go wychowali, nie rozumieją go i nie dają się (bo są bezcieleśni) dotknąć. Mnie serce zabolało.
A, i Kirk wygrywa ze Spockiem w szachy. Bo jest nielogiczny.


1X03 WHERE NO MAN HAS GONE BEFORE

 

 

Kirk i Spock grają w szachy (znowu). Enterprise po raz pierwszy opuszcza Galaktykę. Temat dyżurny: ESP. Gary Mitchell zostaje Goa'uldem (patrz obrazek). Spock robi aluzję do pół-ludzkiego pochodzenia. Dobrze pomyślany konflikt moralny: co ma Kirk zrobić z kumplem i dawnym uczniem, który na jego oczach ewoluuje w Dziwnego Johna? ZNAKOMICIE napisana tu postać Spocka - chyba jedna z nielicznych okazji, kiedy on naprawdę nie ma uczuć i naprawdę jest głosem czystego, bezlitosnego rozumu. Najlepsza scena - raczej na pewno ta, kiedy Kirk upiera się, że nie chce ani zostawiać dawnego kumpla i ucznia w opuszczonej kopalni, ani go zabić, a Spock mu uświadamia (bo musi, bo taka jego rola), że na któreś z tych rozwiązań się musi zdecydować. Potem Gary z Dziwnego Johna zamienia się w Imperatora Palpatine'a i strzela dookoła Promieniami Śmierci z palców. Pierwszy raz w Star Treku pada pytanie, które będzie wracać, nie tylko tu: jaka jest różnica między człowiekiem a bogiem i co się dzieje z człowieczeństwem, kiedy osiąga się boskość? Mitchell z Palpatine'a zmienia się w Adama (z inną załogantką z błyszczącymi oczami, dr Dehner, w roli Ewy), przy czym to Adam Ewie daje jabłko (które sam stworzył). Niezamierzona groteskowość sceny z grobem Kirka (i błąd w nazwisku?). Oraz: Mitchell pogrzebany pod lawiną kamieni, pochowany w grobie Kirka. Już widzę te fanfiki (sama bym jeden napisała). No i co będzie, jak (i jako kto) on się z tego grobu wygrzebie?
Oraz:  Spock z wielką, niebieską giwerą. Kocham cię, Star Treku.

sobota, 22 września 2012, ninedin
Tagi: star trek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...