Blog > Komentarze do wpisu

Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłości

Alan Hollinghurst, The Stranger's Child, London 2011; polskie tłumaczenie ponoć już jest, ponoć słabe.

 

ssssssssssssssssspoilery, ssssssssporo

 

The Stranger's Child

 

Tak mniej więcej raz w roku chce mi się przeczytać książkę o ludziach. Żeby nie było: czytam jakoś tak jedną książkę tygodniowo. Zasadniczo to, co czytam, dzieli się na trzy kategorie: po pierwsze, książki (głównie naukowe) o antyku, literaturze, kulturze i okolicach, czytane dla przyjemności i do pracy. Po drugie, teksty (w dużej części poetyckie, acz nie tylko) powstałe gdzieś między ósmym wiekiem p.n.e. a dziewiętnastym ery obecnej, czytane zdecydowanie i głównie dla przyjemności. Po trzecie, ukochana literatura gatunków, gdzie będą kosmici, zabójcy i orkowie.

No. I czasami zachce mi się jakiejś książki o ludziach. Nie takiej z dawnych, bo te (wszelakie Dickensy i Anny Kareniny i inne tam takie) wchodzą w grupę nr 2. Takiej nowej. Nowo napisanej. Realistycznej, najlepiej długiej i zawiłej fabularnie, najnajlepiej skomplikowanej narracyjnie, najnajnajlepiej napisanej równie skomplikowanym stylem i wyszukanym językiem. W zeszłym roku to była (dzięki, fabulitas) Possession. W tym (dzięki, fabulitas) - The Stranger's Child Alana Hollinghursta. Ta powieść ma 563 strony; nie żałuję ani chwili, spędzonej na ich lekturze.

The Stranger's Child jest powieścią o mnóstwie różnych rzeczy. Jest o (okołowojennej) poezji, o zmianach w jej odczytywaniu i jej (re)ewaluacji tak w oczach krytyków, jak zwykłych czytelników. Jest o tym, jak to jest być homoseksualistą (mężczyzną, bardzo zdecydowanie) w Anglii, między latami tysiąc dziewięćset dziesiątymi a dwutysięcznymi którymiś, między śmiercią cywilną a cywilnym partnerstwem. Jest o zmianach w estetyce (te rozsiane po powieści wzmianki o St. Pankras' Station!), jest o rodzinie, jest, summa summarum, o Anglii i Anglikach. Ale ja bym dzisiaj chciała, jednak, jeszcze o czym innym; bo poza tym wszystkim to jeszcze jest książka o sekretach. O tym, że są, że nie zawsze wychodzą na jaw (a zwykle za tym, że nie wychodzą, nie stoi żaden mroczny spisek, tyko zwykłe ludzkie niedbalstwo, niepamięć, strach, wstyd, lenistwo) i że - ukrywane - coś, zwykle nic dobrego, z nami robią, a ujawniane, sprawiają cierpienie wszystkim dookoła.  

Tych dwoje z mojego więcej niż pół-pożyczonego tytułu - kobieta, która żyła długo i smutno i mężczyzna, który pozostał w pamięci - dominuje, jeśli nie nad całością tej historii, to na pewno nad wpisaną w nią historią sekretną, historią romansu, którego nie było i historią poszukiwań prawdy, która nie daje nic nikomu. Ona, kobieta po przejściach, to niezwykle zwykła dziewczyna, Daphne Sawle Valance Ralph Jacobs, zamężna trzykrotnie, trzykrotnie rozwiedziona. W 1913 roku miała szesnaście lat; do dość skromnego (jak na czasy i sferę, nie przesadzajmy z tą skromnością...) domu jej rodziców przyjechał - w gości do brata Daphne, George'a - on, Cecil Valance, prawdziwy poeta i prawdziwy arystokrata, piękny i kapryśny i kompletnie egoistyczny; przed odjazdem - zanim poszedł na wojnę i zginął, zanim unieśmiertelniono go w białym marmurze i zanim Daphne wyszła za jego brata - pocałował ją i napisał dla niej wiersz.

Tylko czy dla niej, i jak to było z tym pocałunkiem i czy na pocałunku [by] się to skończyło? W kim (jeśli w ogóle w kimkolwiek) był zakochany Cecil Valance tamtego lata, kiedy przyjechał do Dwóch Akrów? Co się stało z listami, jakie wymieniał z Georgem? Czyim dzieckiem była najstarsza córka Daphne, Corinna? I czy ktoś kiedyś znalazł pełną wersję wiersza Dwa Akry, który przyniósł Cecilowi Valance'owi sławę i miejsce w szkolnych podręcznikach, mimo mieszanych reakcji krytyków?

Miło mi powiedzieć, że zasadniczo ta książka nie jest o odpowiedziach na powyższe pytania. Gdyby była, byłaby po prostu jeszcze jednym, fajnie napisanym literackim kryminałem, zaczętym zagadką, zakończonym triumfem prawdy i satysfakcją z jej odkrycia i ujawnienia. Tu nie ma triumfu, a największą część prawdy - czytaj: jej kawałki - zna głównie, z rozbitej na kawałki i fragmentarycznej, w sensie chronologicznym, fabuły - czytelnik; on(a) się plus minus dowie, co się stało, podczas gdy postacie - niekoniecznie; a i on(a) nigdy nie będzie mieć pewności, co z tego, co ujawniono, stało się naprawdę. Więc nie, nie ma sceny, w której wszyscy przyznają, że rzeczywiście, tak było, cecil był bez serca, Cecil sypiał z Georgem i pytał jego siostrę, czy zostanie wdową po nim. Że George, może przez całą resztę życia, jakoś tam go kochał; że brat Cecila, Dudley, zawsze mu zazdrościł. Że wiersze, że listy, że everybody's gay itede. Nic takiego.

Znaczy się: pewnie, dowiadujemy się tego wszystkiego i jeszcze trochę - ale nigdy na pewno, nigdy triumfalnie i bezdyskusyjnie. Daphne, kobieta po przejściach (i Paul, pisarz i biograf, i Peter, dziennikarz i nauczyciel), jak każdy biograf, nie wszystko rozumieją i niewiele mogą dowiedzieć się pewnego, bo sekrety są sekretami są sekretami są sekretami, nawet kiedy dawno już minęły czasy,w których były wstydliwe; a prawda - cóż, nie ma prawdy, bo ile prawdy jest w skandalicznych rewelacjach, które Paul odkrył na temat rodziny Valance'ów - Sawle'ów? Mamy inne czasy (akcja się kończy w 2008), mówi się wprost o rzeczach, o których kiedyś nie rozmawiano, ale to nie zmienia faktu, że pamięć jest zawodna, wspomnienia wybiórcze, poczucie wstydu i potrzeba prywatności - potężne, mimo wszystko; a jeszcze jest chęć udowodnienia swego i ujawnienia cudzych sekretów, które się odkryło - albo dopisało, dointerpretowało do pół-usłyszanych zdań, pół-zrozumianych słów. 

To jest - obok innych rzeczy - książka o (drugorzędnych) poetach i prozaikach, o kapryśnych gustach (historia literackiej kariery braci: Cecila i Dudleya, z których raz jeden, raz drugi cieszy się szacunkiem krytyków), ale też o biografach i uczonych; o pisaniu i o pisaniu na temat pisania i pisarzy. To jest też książka o tajemnicach - z których tą główną jest przymus zachowania w sekrecie własnej seksualnej tożsamości, który rujnuje życie przynajmniej kilkorgu bohaterom tej książki, z Daphne, zakochaną w jednym, a zamężną za co najmniej dwoma panami wolącymi panów, na czele; i książka o tym, że nie da się mówić prawdy i żyć, ale też nie bardzo da się szczęśliwie żyć, kłamiąc.

A na końcu, na końcu nie dzieje się nic wielkiego. I to też jest, w sumie, bardzo, bardzo fajne. 

środa, 21 listopada 2012, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/11/21 01:37:07
Ale recenzja. Kurczę jeśli miałam jakiekolwiek opory przed przeczytaniem (a właściwie rozpoczęciem lektury bo czasu ostatnio braknie) to po tej recenzji wręcz nie wypada nie zacząć
-
2012/11/21 01:41:37
Recenzja jest trochę oszukana - miała ujmować znacznie więcej aspektów i być mniej impresyjna, bardziej analityczna, ale zorientowałam się, że robi się z niej spory artykuł/mała książka, więc przestałam.
-
2012/11/21 09:22:52
*spojlery*


Nie jestem pewna, jak to było z trzecim mężem Daphne (zmarł po prostu?), ale czy to nie było tak, że Revel też zginął? W kolejnej wojnie?

No i chyba kolejna rzecz, która nigdy nie została potwierdzona - że Cecil (wg słów George'a) sypiał z kim popadło, jest mniej-więcej pewne, natomiast wszyscy mówili o Revelu, że wolał panów, ale z "empirii" mamy tylko ich wzajemne uwodzenie z Daphne (imo oboje nie byli od tego) i pocałunek w dziecięcej sypialni. Bo może mamy tu do czynienia z czymś takim, jak w przypadku Dudley'a, który miał co najmniej dwie żony i podczas pierwszego małżeństwa dodatkowo sypiał z nianią, a Paul w biografii zrobił z niego geja...
-
2012/11/21 12:40:06
Czytam polski przekład - faktycznie, słaby, ale i tak jestem oszołomiona tą książką.
Dzięki za wspaniałą recenzję.
-
2012/11/21 12:46:38
No właśnie, prawda? Ja w pierwszej chwili jak naiwny czytelnik uwierzyłam Paulowi we wszystko i dopiero później, dalej w tekście zaczęłam się zastanawiać, ile zmyślił (patrz: Dudley).

A propos Revela; ja się zastanawiam, w jakim stopniu Daphne "testowała" jego preferencje, albo to, co za nie uważała; tam są uwagi [z jej punktu widzenia] w rodzaju "you were wonderfully safe, of course, with a man like Revel"; mam wrażenie, że Daphne sama nie jest pewna, że z jednej strony, chyba nieświadomie albo półświadomie (czy ona się w ogóle jako nastolatka i potem młoda kobieta domyśla uczuć George'a? chyba nie), powtarza model rywalizacji o mężczyznę wolącego mężczyzn (jak z Georgem o Cecila), z drugiej - szuka człowieka, który będzie właśnie "bezpieczny", w sensie; kompletnie inny niż Dudley? Revel się taki właśnie wydaje, ciepły, zyczliwy, bez arystokratycznych pretensji.
-
2012/11/21 13:04:02
Ja naprawdę nie potrzebuję następnej książki do czytania, ale i ty, i fabulitas tak strasznie namawiacie. BTW, polecam "Poczucie kresu" Barnesa, przynajmniej tłumaczenie jest dobre.
-
2012/11/21 13:36:08
@ninedin
Mogło i tak być (w końcu Daphne nie ma najlepszego wyczucia - patrz scena z Ewą), a mogło tak być, że Revel był po prostu effeminate, a niekoniecznie gay. Mógł być też bi. Mógł być wszystko, tak naprawdę. Cecila nikt sam z siebie nie podejrzewał, albo o tym nie wiemy, a Revela właśnie tak powszechnie oceniano "wystarczy na niego spojrzeć".

@rusty
Takie jesteśmy wredne :>
-
2012/11/22 08:26:42
To teraz daj się przekonać Rusty i przeczytaj "Czarne". Też o ludziach, niedawno napisane, realistyczne (a chwilami nie), z zawiłościami, komplikacjami i wyszukanościami. I w dodatku kwalifikuje się do Twojego ulubionego gatunku, chociaż nie znajdziesz tam ani jednego orka ;-)
Bardzo polecam. Bardzo.

-
2012/11/22 08:57:31
Jak mi tylko wpadnie w ręce, przeczytam; Anna Kańtoch, mimo mojego rozczarowania jej opowiadaniami, wydała mi się wtedy pisarką bardzo obiecującą i utalentowaną (miałam problem, bo wydawało mi się, że opowiadania za bardzo "przyspieszała", że ją stać na więcej, niż tam pokazał), tym chętniej zobaczę, co i jak pisze teraz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...