Blog > Komentarze do wpisu

Obowiązki i przyjemności

Wiecie co, najbliższe wpisy, jakie POWINNY pojawić się na tym blogu, są kompletnie niezdatne do umieszczenia na tym blogu.

 


Dlaczego? Ano dlatego, że na tym blogu piszę niemal zawsze o tym, co czytam/ piszę/ oglądam/ przeżywam w danym momencie - pod warunkiem, że tyczy się to szeroko pojętej popkultury.

No i właśnie. Regularnie raz do roku, zwykle w okolicach marca, pojawiał się paniczny wpis o tym, że czytam jakieś zyliony książek naukowych albo że pracuję/ piszę/ koryguję/ tłumaczę, niepotrzebne skreślić i nie mam czasu na popkult.

No i proszę, marzec się zbliża, a ja, jak najbardziej, nie mam o czym pisać.

Dobra, napiszę recenzję z III sezonu Robin Hooda, ale [spoilers] będzie w niej głównie o tym, że Lara Pulver jest IMHO śliczna, śliczna, śliczna, nie kocham się w kobietach, ale w niej to bym się chyba mogła zakochać, nawet w tym tępawym serialu. Jak się ten RH wreszcie skończy (choroba denna, pamiętajcie), to zapewne obejrzę tego z Russelem Crowem. W planach mam Ripper Street (w marcu?) i Doktora Horrible (w ten weekend?), i może by się jakąś recenzję z Pratchettów napisało wreszcie.

No ale. Powody, dla których to nie jest porządny wpis popkulturowy, są następujące.

1. Bo Czerwone i czarne Stendhala nie jest powieścią zaliczaną do popkultury, nawet adaptacji nie ma za wiele (mam tę serialową z młodym McGregorem i równie młodą Rachel Weisz, ale jeszcze nie widziałam). A nie może się ta powieść ode mnie odczepić, od kiedy ją dwa tygodnie temu skończyłam. 

Nie mogę się odczepić od tej powieści także dlatego, że nie potrafię rozstrzygnąć w swoim umyśle (nie będąc żadnym specjalistą od epoki w ogólności, a od literatury francuskiej w szczególności) problemu, który wyszedł przy fejsbukowej dyskusji o tej powieści między mną a współczytelniczką. Pytanie było mianowicie, kto w świecie powieści jest winien, albo bardziej winien, temu, że życie Juliana Sorela ułożyło się tak tragicznie, jak się ułożyło. Koleżanka dyskutantka widziała tu głównie winę samego Juliana, jego wybujałych oczekiwań i faktu, że on po prostu nie umie żyć, nigdy by mu się nie udało. Ja z kolei widziałam początkowo przede wszystkim sytuację społeczną: niezaspokojone ambicje oraz fakt, że dla Juliana, w jego własnej percepcji, ale też chyba w powieściowej rzeczywistości w ogóle, pewne rzeczy - takie, jak pełny szacunek, na przykład - są kompletnie niedostępne z racji pochodzenia, wydawały mi się głównym powodem tego, jak on sobie rujnuje życie. Potem oczywiście zaczęłam się zastanawiać, czy jednak on nie jest z tych, którzy są nieszczęśliwi zawsze i który zniewagi widziałby u każdego, czy to nie jest tak, że to jest jednak z natury, a nie z opresji społecznej... i tak nie wiem, do dzisiaj.   

2. Bo Blaski i nędze życia kurtyzany Balzaca to też średnio - mimo całej sensacyjno-romansowej intrygi - popkulturowa powieść. I OK, ma super-quasi-villaina (i to jakiego!), ma romanse, sensacje i kobiety upadłe, ale jednak. Męczy mnie ta książka i fascynuje jednocześnie, między innymi właśnie przemieszaniem tej sensacyjno-awanturniczej momentami fabuły z obserwacjami społecznymi trafnymi bynajmniej nie tylko te półtora stulecia temu; męczy, ale też nie mogę odłożyć i w zasadzie planuję powtórkę z większej ilości.

3. Bo - jakkolwiek bardzo lubił pisać złośliwe, komiczne przytyki do popularnych grafomanów i znanych polityków, jak również erotyki, czasem subtelne, a czasami dosadne i pieprzne, mało kto zaliczyłby do popkultury Katullusa. Jak zresztą Rzymian starożytnych w ogóle. Już to jakieś 10 000 razy mówiłam, ale powtórzę: Katullus, miłość moja życiowa (między innymi, znaczy, między innymi) wychodzi pewnie jakoś na dniach - to znaczy wychodzi jego polski przekład, z opracowaniem mojego autorstwa. Jest o Cezarze zwyzywanym od ciot, jest o małych ptaszkach w więcej niż jednym znaczeniu, i jest też, momentami, całkiem serio. 

Co powiedziawszy, idę spać i obiecuję napisać niedługo jakiś normalny wpis. 



czwartek, 28 lutego 2013, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: harpijka, *.static.chello.pl
2013/02/28 13:58:28
Przychylałabym się jednak do opinii, że jesteśmy w części dziećmi swojej epoki. I Julian też. Oczywiście postać ta może należeć do kategorii wiecznych malkontentów, ale dziś wyglądałaby jednak zupełnie inaczej. Może daje tu u mnie znać nienawiść do kapitalizmu w wydaniu dziewiętnastowiecznym i pseudomerytokracji - ale mimo wszystko współczułam facetowi.
-
2013/02/28 15:31:11
No więc ja miałam jak ty, dokładnie, choć fakt, że jego ambicje i jego widzenie własnej osoby też swoją rolę grały, moim zdaniem. Niemniej, on się odbija od muru tego uprzejmego, grzecznego lekceważenia o jeden raz za dużo, chyba.
-
2013/02/28 16:29:07
Ja jednak optowałabym za tym, że Julian sam sobie był winien, bo miał ambicje, ale czy naprawdę wiedział, czego chciał? Ja odniosłam wrażenie, że niekoniecznie.
-
Gość: harpijka, *.static.chello.pl
2013/02/28 22:42:29
Daga, zapewne powinnam sobie odświeżyć książkę przed wypowiadaniem się o Julianie, bo przeczytałam wprawdzie dwa razy, ale lata temu :); niemniej jednak, nawet jeśli rzeczywiście nie wiedział, czego chciał, czy taki bezwład nie wynika trochę ze środowiska, w jakim się wyrasta? To tak, jak dawno, dawno temu (chwałą Bogu) kobiety nie miały ambicji, żeby studiować, bo tak się nie robiło. Nie rozwijały się, bo nikt od nich tego nie oczekiwał i nie wspierał. Więc przeważnie były ograniczone i bluszczowe. Pamiętam, że madame de Bovary z jednej strony wkurzała mnie nielitościwie, a z drugiej - jakież miała możliwości, żeby się zająć czymś produktywnym? Niemal żadne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...