Blog > Komentarze do wpisu

Wielka teoria przeciwnika

Wszystko (znaczy, wpis dzisiejszy) przez Drakainę. Po trochu przez jej wpis o tym, co ostatnio czyta, a po trochu przez fakt, że ja przez nią przeczytałam jedną z książek, które czytała/tłumaczyła ona. Tę o młodej królowej, wilkołakach, lampartach i niby-Rzymianiach. I też mi się nie podobało.

 

Stormageddon


W związki z tym w dzisiejszym odcinku, panowie, panie i inne osoby, rozmawiamy o przeciwnikach. Czarnych charakterach. W literaturze (głównie literaturze) bardzo zdecydowanie popularnej.

Fakt, że nie spodobał mi się Icemark Stuarta Hilla może nie zasługuje na osobną notkę na tym blogu:, ot, nie zachwyciłam się pierwszą z powieścią z n-tego cyklu high fantasy dla młodzieży; niemniej, przy okazji wyzłośliwiania się Drakainy na tęż powieść, a zwłaszcza na jej Czarny Charakter nr 1, przyszło mi nagle do głowy, że chyba wiem, co jest z nim nie tak. I tak oto narodziła się Wielka Teoria Przeciwnika, która - nieskromnie przyznam - tłumaczy absolutnie wszystko całkiem sporo kilka problemów, jakie sobie autorzy popularnej literatury, zwłaszcza tej młodzieżowej, miewają z przekonaniem wszystkich niektórych podobnych do mnie czytelników.

I teraz tak: najpierw dwa słowa o tym panu, którego nie lubi Drakaina, potem kilka słów o tym, co się da i co wychodzi. Bez jakichś głębszych wniosków, oczywiście.Przykłady będą z klasyki literatury pięknej, z klasyki fantastyki i z popularnej literatury dla młodzieży. I ze Star Warsów, od czasu do czasu. 

Tak więc: generał Bellorum. Scipio Bellorum, jak ktoś koniecznie chce wiedzieć. Z zawodu jest wodzem. Armią mniej więcej alternatywnego Imperium Rzymskiego kieruje od lat, zawsze zwycięsko. Jego żołnierze w ognień by za nim skoczyli, choć tak naprawdę przecież go nienawidzą jak mało kogo, za to, że jest pyszny, kapryśny i okrutny. W głębi duszy Bellorum jest szaleńcem (co nam autor deklaruje na ostatnich stronach), choć na czym by miał jego obłęd polegać, nie wiemy.

No to to by było tyle, co nam autor MÓWI o swoim czarnym charakterze: z tego, co postać ROBI, wynika poza  tym, że generał jest kompletnie militarnie niekompetentny i tak zadufany w sobie, że trudno sobie wyobrazić, jak to możliwe, że wygrywa cokolwiek, skoro jego główna myśl taktyczna polega na założeniu: "I tak jesteśmy lepsi, i tak wygramy, niezależnie od warunków, otoczenia i faktu, że przeciwnik ma magię i Amazonki, a my nie".

Dla dorosłego czytelnika lubiącego książki dla dzieci (sprawdzone próbie statystycznej 2 osób) Bellorum okazał się nie tyle groźny, nie tyle ważny jako przeciwnik - co głównie irytujący w swojej niekompetencji, głupocie i w tym, jak jednolicie czarną krechą jest narysowany. No i w tym, jak łatwo się go udało pokonać.

I tak to na marginesie pana Scypiona Belloruma (zęby mnie bolą od samej próby odmienienia tego) zaczęłam sobie myśleć, czy jest jakiś przepis na napisanie - w młodzieżowej, wyraźnie gatunkowo zdefiniowanej, popularnej literaturze - dobrego przeciwnika. I mam wrażenie, że tak, jest - i że przepis na niego najlepiej znali pisarze dziewiętnastowieczni, którzy niekoniecznie pisali dla dzieci.

Pewnie, można się obejść BEZ głównego przeciwnika, tak jak bez Imperium Zła, ale o ile może to wyjść znakomicie w, powiedzmy, Moście do Terabithi, czyli powieści w większości jednak obyczajowej, o tyle w młodzieżowej przygodówce/fantastyce trochę trudniej; co nie znaczy, że się nie da.

Jak sobie zrobić przeciwnika? Mam wrażenie, że najlepiej i najskuteczniej, wychodząc od jednego z trzech podstawowych typów.

1. Mroczny Władca

2. Szuja z Rynsztoka

3. Tragiczny Wróg

Mrocznych Władców jest ci w gatunku dostatek; przodkami ich wszystkich są wszelkiego rodzaju byty szatańsko-demoniczne o niezwykłej sile i nieopisanej potędze, przy których ludzie są są nic nie znaczącą, kruchą igraszką losu. Im bardziej nieludzki, im bardziej ponad ludzi wyniesiony Mroczny Władca (płci dowolnej), tym lepiej. Dla fantastyki i literatury dziecięcej prototypem par excellence, z powodów oczywistych, jest Sauron, ale wszelkiego rodzaju Białe Czarownice (płeć i kolor nieważne), Imperatorowie z zakonu Sithów i lordowie Voldemortowie się załapują.
Z Mrocznym Władcą problemy są dwa. Po pierwsze, trzeba na niego mieć naprawdę dobry pomysł - jak nie, skończymy z kolejnym klonem którejś ze znanych postaci. Po drugie, i może i ważniejsze - trzeba mieć pomysł, jak go pokonać. Najlepiej, żeby - jak już powiedzieliśmy, że się nie da - to się nie dało. Nie na amen. Nie całkiem. Nie na zawsze. Wymyślenie nagle na trzydzieści stron przed końcem, że MW boi się czosnku/ kwiatków stokrotek/ kota sąsiadów/ zaklęć po starowysokoniemiecku zazwyczaj nie daje dobrych rezultatów. Ale jak nam się uda wymyślić i konsekwentnie poprowadzić intrygę, w której znajdziemy sposób, żeby jednocześnie i zachować u czytelnika poczucie, że wróg jest niepokonany i nieopisanie potężny, i tegoż czytelnika przekonać, że bohaterowie mają przekonujący i realizowalny w obrębie świata przedstawionego sposób, by się Mrocznego Władcy pozbyć, przynajmniej częściowo - to w zasadzie wygraliśmy. No i Mroczni Władcy najlepiej się w zasadzie sprawdzają w fantasy, tak naprawdę, choć jakiś nadludzki obcy imperator w SF też by uszedł (i sprawdzić, czy nie Moriarty u ACD, bo coś mi się zdaje, że by pasował).

O ile Mroczny Władca to duchowy potomek  potężnego złego bóstwa czy demona, o tyle Szuja z Rynsztoka to bękart diabła w jego najbardziej pospolitej postaci, takiej z ludowych żartów i dowcipasów. Szują z Rynsztoka jest każdy mały (moralnie, nie wzrostem), wstrętny, niewdzięczny szkodnik, który nienawidzi bliźniego swego dla czystej nienawiści i chętnie zrobi mu na złość po to tylko, żeby ktoś cierpiał. Szuja to typ, który się modli, żeby sąsiadowi wyginęło bydło, który za grosze sprzeda bohatera wrogom, który zdradzi i wbije nóż w plecy; jak tylko jest okazja, żeby komuś dokopać, dosłownie czy metaforycznie, szuja ją wyczuje; choć chętnie wejdzie w rolę pomagiera przeciwników większego kalibru, nikt nie może liczyć na jej lojalność. Szujami modelowymi są pp. Thenardier w Nędznikach i Caderousse w Hrabim Monte Christo, a i, mam wrażenie, pułkownik Kuklinowski (ten od przypalania Jędrusia ogniem) w Potopie; szuje to Potterowi Crabbe i Goyle, większość potworów w Percym Jacksonie, orkowie, gobliny i po trochu chyba Gollum u Tolkiena, by wymienić tylko parę przykładów. Te przykłady pokazują też chyba jeden z głównych problemów z szują - w zasadzie rzadko bywa głównym przeciwnikiem. Plus, jest jeszcze jedno zagrożenie: szuja z założenia stoi niżej (moralnie, społecznie, cywilizacyjnie) od bohaterów. Bardzo, bardzo łatwo jest zamienić pokonywanie szui w pastwienie się nad każdym, kto jest niżej; bardzo łatwo zapomnieć, że szujowaty charakter szui nie wynika wprost z jej pochodzenia, z biedy, z której często pochodzi, z jej brzydoty czy prymitywizmu warunków, w jakich dorastała.
Szuja może mieć odmianę pt. Obleśny Arystokrata; tutaj wady szui wywodzą się nie z kompleksu niższości, ale z poczucia wyższości nad innymi, niczym poza pochodzeniem nie umotywowanej. Cała reszta pozostaje w zasadzie bez zmian: misją szui nadal pozostanie szkodzenie za wszelką celę. Z literatury nie całkiem dla dzieci baron Harkonnen, z klasyki książę Bogusław Radziwiłł, jak już jesteśmy przy Potopie... no i, w literaturze fantastyczno-młodzieżowej, większość towarzystwa okołomalfoyowego u J. K. Rowling.

No wreszcie trzeci typ: najtrudniejszy do napisania, ale też - jeśli dobrze zrobiony - najwdzięczniejszy: Tragiczny Wróg. Tragiczny Wróg jest równy bohaterowi - w sensie takim, że jest równie utalentowany, równie zdeterminowany i równie przekonany do swoich celów i wartości; często bywa tak, że wielkie wady (ambicja i zaślepienie bodaj czy nie najczęściej) równoważą się u niego z zaletami takimi jak odwaga, determinacja i - wbrew pozorom - szlachetność. Bohatera pokonać musi, ale przez cały czas zmaga się z faktem, że Coś Robi Nie Tak. Przyczyną tego poczucia może być fakt, że coś go w bohaterze fascynuje, że czuje z nim rodzaj duchowej więzi, wręcz miłości-nienawiści; może być tłumione poczucie, że on, Wróg, nie ma racji, maskowane i ukrywane przed samym sobą; może być jakaś tragiczna, w greckim sensie, wina lub omyłka: spojrzałem w kryształy, w które nie powinienem był patrzeć, sfałszowałem dokumenty, by chronić siebie i rodzinę, uwierzyłem, że jestem nieomylny i że wszyscy mają tak, jak ja, a kto nie, to do piekła z nim. Ryzykując popadnięcie w patos i pójście o jeden most za daleko, zasugeruję, że ich z kolei  przodkiem jest Lucyfer taki, jakiego wyobraził sobie w Raju utraconym John Milton, choć paradoksalnie Tragiczny Wróg wiele ma też wspólnego z greckim bohaterem tragediowym: człowiekiem wielkim i wybitnym, który sprowadza na siebie i innych nieszczęście, a my (często) cierpimy, oglądając jego upadek. U Sienkiewicza mamy piękny przykład w postaci księcia Janusza Radziwiłła, u Dumasa - w postaciach Milady i prokuratora Villeforta; no i Javert u Hugo, to jest przykład z gatunku tych definiujących ten typ (ale po trochu i Claude Frollo przecież, w Katedrze Marii Panny w Paryżu).
Tragiczny Wróg może sobie stać po stronie zła (czytaj: przeciwników bohatera), ale niekoniecznie zawsze tak jest - mam wrażenie, że do tego typu należą i Tolkienowski Denethor, i do pewnego stopnia Snape u Rowling - tak, on stoi po tej właściwej stronie, ale że jest przez większą część cyklu prywatnym antagonistą bohaterów, to chyba raczej nie ulega wątpliwości. Rick Riordan w cyklu o Percym Jacksonie tworzy postać Luke'a, syna Hermesa, który świetnie do tego typu pasuje. Lord Vader takoż (pasuje, znaczy).  
Tragiczny Wróg ma jeszcze jedną zaletę: może się okazać, że nasi czytelnicy wolą go od protagonisty, a przynajmniej - że wyciśniemy im kilka łez z oczu w scenie ostatecznego upadku Tragicznego Wroga (bo on zazwyczaj upada, często wcześniej uznając, że się mylił co do bohatera). Może się okazać, że Wróg będzie naszą najlepszą kreacją - bo to są zazwyczaj, potencjalnie, psychologicznie najciekawsi bohaterowie. No i może się okazać, że nasi czytelnicy będą pisać romansowe fanfiki o Wrogu i Protagoniście, ale to akurat nie każdego musi ucieszyć.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/04/14 16:07:27
I jeszcze ta szuja kuchcik z Gormenghastu, brrr.
-
2014/04/15 01:05:31
Tragicznego Wroga z zasady większość czytelników, a zwłaszcza czytelniczek, kocha najbardziej. Skądinąd nie wiem, czy to nie przemawia przez nie archetyp Das ewig Weibliche...
-
2014/04/15 09:28:44
Dobry wpis, tylko za szybko się skończył :-) bo teraz, mając typowych złych, można by zacząć się zastanawiać nad nietypowymi.

Ładnie to wygląda u Sapkowskiego: Vilgefortz (ambicje na Mrocznego Władcę, ale jednak brak mu klasy, więc ostatecznie chyba... Mroczna Szuja?), Emhyr (trochę Tragiczny Wróg, ale nie do końca), Bonhart (nie mieści się w klasyfikacji, chyba że uznamy, że Szuja to nie tylko charakter, ale i zawód).

Lubię też czasem podopasowywać sobie bohaterów do kategorii Lawful Evil, Neutral Evil i Chaotic Evil, ale nie należy przy tym wchodzić na TV Tropes, bo tam już, niestety, zrobili za mnie całą robotę.
-
2014/04/15 10:23:41
Świetnie się to czytało, nie czuć że tekst długi, wchłania się sam ;-).

--
www.maszynybudowlane24h.pl/koparko-ladowarki-jcb
-
2014/04/17 12:43:31
Przypomina mi się seria powieści Joe Ambercombiego, m.in. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, gdzie zarówno bohaterowie jak i wrogowie składają się z Szui z Rynsztoka, Obleśnych Arystokratów i wszelkich możliwych mieszanek tych dwóch kategorii. Najsmutniejszym chyba wątkiem jest przemiana jedynego przyzwoitego bohatera w Szuję z Rynsztoka.

Swoją drogą zabawne, jak czytałam tę książkę, to mi się wydawało, że jest taka trochę bez sensu, ale teraz często do niej wracam myślami.
-
2014/04/22 16:56:01
Bardzo ładny podział, zgadzam się z jego sporą częścią. W ogóle klasyfikowanie bohaterów to fajna rozrywka ;). Tyle tylko, że akurat Moriarty'ego wrzuciłabym w ostatnią kategorię, choć może niekoniecznie wątpi w słuszność swoich racji, ale jednak jego ponadprzeciętna inteligencja jest dla niego dość... uciążliwa i zmusza go do działań przeciwko protagoniście, bo niby co miałby robić z nudnymi, zwyczajnymi ludźmi?
No i pytanie, czy każdy zły władca nie jest jednocześnie postacią trochę tragiczną. Nie zawsze mają złe intencje, przynajmniej z ich punktu widzenia działają jak najbardziej moralnie, no i ich działanie bywa (ośmielę się napisać, że dość często) podszyte jakimś lękiem, traumą z przeszłości.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...