Blog > Komentarze do wpisu

Oddychaj głęboko

Uwaga 1: Wpis jest z dedykacją dla Rusty, która napisała: "poczułam nostalgię za starymi, dobrymi czasami, gdy sporo blogerów pisało własne notki o Doktorze, a potem pod nimi dyskutowałyśmy. Fajne to było." Rzeczywiście, fajne. Poczułam się nostalgicznie i postanowiłam wrócić do tradycji.

 

Źródło: The Guardian

 

Uwaga 2: Spoilers, sweetie

 

 

Zacznę może od jednego zasadniczego stwierdzenia: nie będę się kłócić; a nie będę, bo opinie w poniższym tekście są właśnie tym - opiniami, a nie ocenami, roszczącymi sobie prawo do bycia uniwersalnymi, obiektywnymi, jedynymi prawdziwymi. Innymi słowy: to jest jeden z tych wpisów skrajnie subiektywnych.

Subiektywnie, ergo, stwierdzam, że mnie osobiście się Deep Breath, pierwszy odcinek Dwunastego (czy któregotamkolwiek) Doktora bardzo podobał.

Część tego podobania jest, oczywiście, zakorzeniona w - znowu bardzo subiektywnych - sympatiach i antypatiach (i małych antypatyjkach). Jestem z tej części fanów Doktora, która lubi Stevena Moffata i jako scenarzystę, i showrunnera: nie wszyscy tak mają, ale mnie akurat jego sposób wikłania, komplikowania i kreowania aluzyjności bardzo odpowiada. Ergo, odcinek napisany przez Moffata, a jednocześnie będący częścią jego nowego projektu/historii raczej ma statystyczne szanse mi się podobać.

Te szanse dodatkowo powiększał fakt, że odcinek, w jednym ze swoich kluczowych wątków, oparty był na aluzji do innego Moffatowego epizodu, The Girl in the Fireplace. Dziewczynę... lubię, choć bez przesady (najbardziej w całym odcinku podoba mi się finałowe wyjaśnienie, dlaczego roboty uwzięły się akurat na Reinette); mój sentyment był w tym przypadku związany raczej z metodą niż z konkretnym przykładem.
Już wyjaśniam: generalnie, akurat ja osobiście lubię aluzyjność, nawiązania i metateksty, i naprawdę rzadko kiedy mi się one nudzą (acz są tacy, którym się udało właśnie tym mnie znudzić i wkurzyć do tego stopnia, że przestałam oglądać; patrzę na ciebie, Supernatural). Lubię również budowanie ciągłości świata przez wprowadzanie małych aluzji i drobnych nawiązań, tych z gatunku blink and you miss it (ale z drugiej strony, może lepiej don't blink). Tu jest ich sporo, część oczywista, część trochę mniej. Uwielbiam to, że Doktor wspomina o szaliku i (jeszcze bardziej) to, że sprawy z Madame Pompadour nie pamięta. Uwielbiam, że martwi się o panią dinozaur tak samo, jak Jedenasty martwił się o triceratopsa w odcinku o dinozaurach w kosmosie (i, na marginesie, uwielbiam uwagę Rusty o tym, że całe to flirtowanie jest przymierzaniem gęby Jedenastego) i o kosmicznego wieloryba w The Beast Below (gdzie moim z kolei zdaniem Jedenasty zachowuje się dokładnie jak Dziesiąty). To, że przez moment, wspomniany, pojawia się Handles. Nic nie poradzę, na odpowiednio dla mnie skrojony ten rodzaj aluzyjności zawsze się złapię.
Uwielbiam również to, że w znacznie mniej oczywisty sposób akurat ten epizod kojarzy się nie tylko z Dziewczyną w kominku, ale  - jak dla mnie - także z moim ulubionym odcinkiem z pojawieniem się nowego Doktora, a mianowicie The Christmas Invasion. I tu, i tu coś poszło trochę jakby nie tak z regeneracją. W obu przypadkach Doktor jest pół-szalony, niekoniecznie pozbierany, przykuty przez czas jakiś do łóżka; no i i Rose, i Clara mają problemy z zaakceptowaniem tego nowego, tego innego Doktora. 
Miło, że na moment pojawił się Jedenasty, to był wzruszający i zaskakujący moment. Cieszę się z powrotu Jenny, Vastry i Straxa, bo ich irracjonalnie lubię (choć Vastrze bym tu parę razy przyłożyła, nie za to, że była wredna dla Clary, tylko za bycie intencjonalnie wredną dla Jenny). Clarę z kolei estetycznie lubię najbardziej w wiktoriańskich ciuchach, więc miło mi się na nią patrzyło; plus oczywiste Holmesowe skojarzenia, które mnie cieszą i bawią - także dlatego, że nagle mi się przypominają The Talons of Weng Chiang. Dialogi miał ten odcinek napisane moim skromnym zdaniem błyskotliwie, fabułę sympatyczną i wciągającą, ale nie na tyle angażującą i skomplikowaną, by przytłoczyła rzecz tu jednak najważniejszą, czyli wprowadzenie nowego Doktora... słowem, jak dla mnie, miał wszystko na swoim miejscu.

To jest nowe otwarcie i  - jak to bywa - spodziewamy się, że zapowiada coś nowego, i  nawet jeżeli w dalszej perspektywie te zapowiedzi się nie spełnią, miło sobie poteoretyzować. Mnie na pierwszy rzut oka kluczowe się wydają rozmowy na dwa tematy: ten o nieflirtowaniu (który jest prawie że meta, bo odbija dyskusje o Doktorze spoza świata serialu) oraz cały wątek twarzy, tożsamości i pamięci: co nas tworzy, kim jesteśmy, gdzie jest - jeśli jest - prawda o naszej naturze. Ten akurat wątek powraca w Deep Breath kilka razy: w kwestii akceptacji/braku akceptacji Dwunastego przez Clarę, w motywie welony Vastry, wreszcie, oczywiście, w głównym wątku przygodowym, w którym mamy i kradzież części ciała, i postawione wprost przez Doktora pytanie, czy po wymianie wszystkiego jest się ciągle oryginalnym sobą, i kwestię zmian osoby i natury. Nieprzypadkowo chyba, jak w moim ukochanym The God Complex, słowa odnoszące się do antagonisty i opisujące jego przeklęty a nieszczęsny żywot można równie dobrze odczytać jako związane z samym Doktorem... 
Pozostaje jeszcze jedna kwestia, a mianowicie tajemnicza dama, dla której Doktor jest "jej chłopakiem". Mogłam mieć milion teorii na jej temat, ale potem Rusty zaproponowała swoją i kupiła mnie kompletnie (hmmm, pamiętacie z The Doctor's Wife, że można się zregenerować w inną płeć niż poprzednio? I kto, kogo znamy, ma ten rodzaj obsesji na punkcie Doktora?).

Jak dla mnie, było fajnie, i och, jak tęskniłam.

PS. Wpis u Zwierza przeczytajcie. Dzięki jej i Rusty wpisom mogłam zrezygnować z analizowania pewnych rzeczy, jak np, aktorstwo i skupić się na znacznie mniej analitycznej, a znacznie bardziej bo-ja-tam-myślę, skojarzeniowej i nie popartej niczym poza przeczuciami robocie.

niedziela, 24 sierpnia 2014, ninedin
Tagi: Doktor Who

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/08/24 23:57:25
Dobra dobra, a Capaldi?
-
2014/08/25 08:15:44
Podczas czytania, pomyślałam sobie, że gdyby nie to, że już wcześniej napisałam notkę (mniej składną nisz Wasze :) ), to pokusiłabym się o podkradnięcie Twojej i odniesienie się to tego, co napisałaś. Tak jak Rusty zrobiła ze Zwierzem. A potem stwierdziłam, że wyglądałoby to tak, że do każdego Twojego zdania dopisałabym: TAK (również w kwestii "Supernatural"). Bo i ja jestem chyba w mniejszości i lubię Moffata, odniesienia, itd.
Też kupiłam teorię Rusty, co do tajemniczej kobiety. No, zobaczymy, zobaczymy.
-
2014/08/25 10:00:08
Master czy Mistake? Bo mnie się obie podobają, ale chcę Mastera.
-
2014/08/25 13:11:10
Master :)
-
2014/08/25 17:51:00
To my wrzucimy też nasz głos w dyskusji, czyli post na mirriel. Nie piszemy tego już na jednym z naszych blogów, bo i tak nie umiemy w takie typowo recenzyjne recenzje a poza tym toto jest dość długie więc nie chciałoby się nam tego kopiować/pisać na nowo, ale inaczej: forum.mirriel.net/viewtopic.php?p=373979#p373979. A, nie odnosimy się tam do Mistrza, ale to też jest fajny i całkiem realistyczny pomysł.
Gin&PT
-
Gość: Świeczek, *.sky24.pl
2014/08/28 22:47:07
Wiemy, że można regenerować w inną płeć? :O
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...