Blog > Komentarze do wpisu

Metodologia krytyki fanfika

Na swoim blogu Drakaina wytacza ciężkie armaty przeciw marnym tłumaczom-amatorom, co mnie z kolei natchnęło, by w końcu reanimować blog i wrócić do nieregularnego cyklu o fanfiction i twórczości fanowskiej, który tu co jakiś czas powraca.

 


Wpis Drakainy dał mi asumpt do pojęcia tematu nie całkiem podobnego do tego, co ona sama dyskutuje, ale jakoś tam z nim związanego - a mianowicie tematu oceny a) amatorskiego pisania w szerokim tego określenia znaczeniu, b) amatorskiej literatury, przetwarzającej inne teksty kultury, znaczy się - fanfików.Na tych ostatnich chciałabym się skupić.

Od razu zapowiem: to będzie nudny wpis. Nudny dlatego, że związany z moimi własnymi zainteresowaniami naukowymi, które nie każdy musi podzielać. Nudny - uwaga - zwłaszcza dla tych, którzy lubią po prostu czytać fanfiction jako miłą rozrywkę/ lekturę dla czystej (albo mniej czystej, niech będzie - zawsze są a) pornofiki, b) analizatornie, c) inne guilty pleasures) przyjemności, wreszcie - coś tworzonego dla przyjaciół i przez przyjaciół.

Bo, moi drodzy, ten wpis będzie o poważnym traktowaniu fanfiction (tej amatorskiej, nie jakiegoś Studium w szmaragdzie). Poważnym, czyli krytycznym i/lub naukowym. Jak ktoś nie lubi filologii, badań kulturowych i takich tam, to ryzykuje, że się trochę ponudzi, choć obiecuję nie używać fachowych określeń i nie epatować terminologią.


Podstawowe pytanie, jakie chciałabym sobie tutaj zadać, brzmi: czy fanowską fikcję amatorską można traktować jak literaturę? I zauważcie, że nie pytam, czy jest ona literaturą, w sensie wartości artystycznych, jakie się tekstom literackim przypisuje. A nie pytam, bo odpowiedź jest prosta: bywa. Nie każda, nie zawsze, ale chyba każdy, kto czyta fanfiction, potrafi wskazać takie opowiadania, które są literacko lepsze od wielu tekstów publikowanych w tzw. oficjalnym obiegu.

Nie, chodzi mi o coś innego. O używanie do krytyki i naukowej oceny fanfiction narzędzi typowych dla oceny dzieł literackich. Od razu doprecyzuję: ten wpis nie jest polemiką, nie jest tak, że trafiłam na przykład czegoś takiego i się z nim kłócę. Ten wpis jest raczej próbą pewnej refleksji, ułożenia sobie samej jakiegoś tam porządku w rzeczach, które próbuję robić.


Dobra, zadałam już pytanie: czy jest sens badać fanfiction tak, jak się bada literaturę? Analizować kwestie formalne, narrację, język, konstrukcję fabuły i co tam jeszcze? Szukać wpływów czy szkół literackich? Krytycznie (w sensie: "badawczo", nie "negatywnie") ją oceniać pod kątem podanych powyżej kryteriów?

Do pewnego stopnia - oczywiście na pewno tak, zwłaszcza gdy mówimy o dwóch grupach tekstów: tych wyrastających sporo ponad przeciętny poziom i tych mieszczących się sporo poniżej niego. Po prawdzie, zwłaszcza w tym ostatnim przypadku - jeżeli mamy do czynienia z tekstem bardzo słabym, językowo nieporadnym, najeżonym błędami - pewnie nawet lepiej jest zwrócić autorowi uwagę, może się czegoś nauczy. Przyznam przy okazji, że uważam, iż najlepszą do tego celu osobą jest beta-reader: jak nie jestem fanką słodzenia sobie na forach i spijania sobie z dzióbków, tak częste w (z mojego doświadczenia - zwłaszcza polskim) internecie totalne krytykanctwo, wyzywanie od dna i przygnębianie autora nie jest moją ulubioną rozrywką. Choć - będę niekonsekwentna - uprzejma krytyka tego rodzaju występków przeciw językowej poprawności wydaje mi się lepsza niż kompletne ich pomijanie (i zauważcie, że mówię tu o tekstach radykalnie pod tym względem odstających od normy, nie o jednym brakującym przecinku na pięć stron).

Ergo, w dyskusjach krytycznych nad fanfiction i analizach naukowych tego typu tekstów jak najbardziej warto się czasem kierować kryteriami oceny językowej i literackiej (czy fabuła jest sensownie skonstruowana, trzyma w napięciu, jak oceniamy język i styl autora itd.). Niemniej, te kryteria są nie tylko niewystarczające: często są też mylące.

 


Fanfiction jako taka ma swoją specyfikę i swój charakter. Częścią tego charakteru wydaje mi się kilka faktów o szczególnej wadze.

Po pierwsze, fanfiction często powstaje w społeczności. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o zbiorowe pisanie: chodzi raczej o to, że są to teksty pisane przez i dla ludzi dzielących pewne konkretne obsesje, założenia i wiedzę. Większość autorów fanfiction - mam wrażenie - wie o swoich docelowych czytelnikach znacznie więcej, niż autorzy zwykłej [wybaczcie banalność i brak precyzji terminu] literatury. Ich teksty często (bo oczywiście są samotne wilki, które nie identyfikują się z fandomami i piszą dla siebie) są pisane dla konkretnej wspólnoty, dzielącej głęboką wiedzę o jakimś zjawisku, a także - własną, specyficzną tego zjawiska interpretację. Zrozumienie tego faktu, jeżeli jest się spoza środowiska, nie jest łatwe: dla czytelnika z zewnątrz erotyczny fanfik z Sherlockowym Andersonem i dinozaurami w tle, że się odwołam do starego mema, będzie co najwyżej dziwaczny i - powiedzmy to sobie wprost - nieco idiotyczny; w obrębie tego konkretnego fandomu ma swoją historię, czy się to lubi, czy nie, ergo ma również swoje miejsce. Oznacza to również, że często mamy do czynienia z tekstami jakoś tam hermetycznymi (bo kto nie z fandomu, nie pojmie), a jednocześnie - z wychodzącą od jakiejś grupy, niekoniecznie wyłącznie od autora, inspiracją.

Po drugie, fanfiction powstaje jako rodzaj dialogu z dziełem oryginalnym; tak więc istotne przy ewentualnej ocenie/badaniu takich tekstów będzie zwrócenie uwagi na to, jak i w jaki sposób gra ono z dziełem, które jest punktem wyjścia. Kontynuuje/poprzedza? Midraszowo uzupełnia "braki" w tekście i poszerza wiedzę odbiorcy o świecie przedstawionym? Przenosi postacie/motywy w inne realia? Parodiuje? Odczytuje subwersywnie i rewizjonistycznie? Zmienia gatunek? A to tylko pierwsze skojarzenia, z mnóstwa, mnóstwa, jakie mi przychodzą do głowy.
I oczywiście, zdarza się, że w tym, co tu sobie nazwałam zwykłą literaturą, mamy do czynienia z recepcją innego dzieła, pastiszem, przetworzeniem, intertekstualnością - no czym tam jeszcze to sobie chcemy nazwać. Pewnie, że się zdarza; i super, tu akurat możemy pożyczyć metodologię i trochę się nią podeprzeć przy opracowywaniu naszej własnej; trochę, bo jednak przy twórczości fanowskiej wchodzi w rachubę za dużo dodatkowych czynników, żeby się dało po prostu przenieść metody badań nad recepcją literatury do badań nad piśmiennictwem, że się wyrażę, transformatywnym.

Po trzecie, fanfiction ma swoje własne strategie literackie i gatunkowe, swoje specyficzne wyznaczniki. Fakt, że trafimy na siedem pod rząd opowiadanek o tym, jak Hermiona robiła na drutach sweter z reniferkiem, niekoniecznie musi oznaczać, że mamy do czynienia z jakimś rodzajem plagiatu (hi hi) czy nieoryginalności (hi hi hi): chyba każdemu, kto czytał fanfiction, rzuciło się w oczy zamiłowanie tej formy pisania do idei prompts albo plot bunnies i pisania przez kilka osób tekstów z podobnym punktem wyjścia czy też do powtarzania pewnych motywów i modeli wielokrotnie w obrębie fandomu. To jest kolejna rzecz, która jest charakterystyczna i na którą trzeba zwrócić uwagę. I znowu - to nie jest tak, że w zwykłej literaturze to się nie zdarza, ale jest jednak znacznie rzadsze. 

Po czwarte, fakt, że mamy do czynienia z dziełem, którego punktem wyjścia jest gra z tekstem modelu, a jednocześnie - przetwarzanie go, często według reguł dzielonych przez autora ze społecznością fanowską, do której należy (znowu: bywają wyjątki, oczywiście) wiąże się z tym, że przy analizie/ocenie np. fabuły musimy czasem zrezygnować z konwencjonalnych narzędzi oceny. Przykład? Tak, wiem, że biologiczni mężczyźni nie zachodzą w ciążę i że w - powiedzmy - realistycznej powieści obyczajowej idea "Draco Malfoy w zagrożonej ciąży" byłaby bardzo nietypowa i autor musiałby się nieźle nagimnastykować, żeby ją uzasadnić. Ja jako krytyk musiałabym z kolei w swojej ocenie/ analizie danego tekstu uwzględnić to, jak to robi i czy jest w tym przekonujący, sensowny. Zauważcie przy tym, że nie mówię tu o humoresce, grotesce, przypowieści czy innej tego typu formie - mówię o romansie i/lub opowieści obyczajowej serio, a więc o tym, do czego spora część fików o mpregach (male pregnancies, jakby kto nie wiedział) wydaje się należeć. W fanfiction nie ma z tym problemu, bo jest to jedna z konwencji, które są, są popularne i czytelnik przyjmuje ją z dobrodziejstwem inwentarza. Zresztą, żeby zaznaczyć absolutną oczywistość: jak w ogóle traktować kategorię oryginalności i samodzielności dzieła w przypadku tekstów tworzonych z założenia jako przetworzenie tekstów cudzych?

Po piąte wreszcie - funkcje fanfiction. Tych jest mnóstwo, i nie wszystkie mają proste przełożenie na literacką wartość tekstu. Już pewnie parę razy mówiłam, że nienawidzę fiku Alone in the Water; co nie zmienia, jednakowoż, faktu, że moja opinia jako literaturoznawcy (manipulujący emocjami, kiczowaty, nieznośnie pretensjonalny wyciskacz łez) ma się nijak do tego, że to jest tekst niezwykle udany: nie dlatego, że jest literacko dobry, a dlatego, że jakoś tam gromadzi wokół siebie pewną społeczność, odpowiada na niekoniecznie literackie zapotrzebowanie czytelników. Pisanie fanfiction dowartościowuje; poprawia nastrój, buduje jakiś rodzaj międzyludzkich interakcji w społeczności, w której i dla której powstało. Czasami tekst, który oceniany typowymi literackimi kryteriami byłby wybitny lub bardzo dobry ma znacznie mniej czytelników niż taki, który - choć literacko słabszy - trafia w jakiś rodzaj potrzeb, jakiś rodzaj wymagań środowiska czytelników i odnosi wśród nich sukces. Trudno takie fakty przy krytycznej analizie pominąć.

No i szósta, ostatnia sprawa: w społeczności autorów nie ma stałych ról. Tak jak istnieje amatorskie pisanie, tak i istnieje amatorska krytyka fanfików i ich amatorskie badanie. Mówiąc "amatorskie" nie mam na myśli poziomu: te metaanalizy są często ciekawsze i bardziej twórcze niż to, co ma na temat fanfiction do powiedzenia oficjalna krytyka. Często sami autorzy poddają analizom dzieła kolegów i koleżanek, badają je, recenzują, szukają prawidłowości. Robią to nieraz z ogromnym wyczuciem i z szeroką, także historyczną, perspektywą (patrz: historia i analiza przyczyn pojawienia się zjawiska slash fiction - naprawdę porządnie i sensownie zanalizowana w fanowskim środowisku).


I tak, fanfiction to często marna literatura, jak mnóstwo literatury. Ale jest w niej zdecydowanie, zdecydowanie dużo do zbadania i do zanalizowania, jeżeli tylko sensownie zaplanuje się, jak do tego podejść. 

poniedziałek, 24 listopada 2014, ninedin
Tagi: fanfiction

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/11/24 13:30:37
To nie jest nudny tekst, to fascynujący tekst. Bardzo mądrze piszesz, bo rzeczywiście sferę fanfików ugryźć niełatwo. Jeśli idzie o podejście do fanfików, o którym piszesz w punkcie drugim, to mi się ta cała nieoficjalna przecież strona fanfikowa kojarzy bardzo z karnawalizacją i dialogicznością Bachtina. Takie już moje zboczenie zawodowe ;)
-
2014/11/24 16:43:08
Świetny tekst, pokazuje fanfiki od bardzo obiektywnej, rzeczowej strony. Czegoś takiego brak nam w naszym fandomie podzielonym między autorów, ich zagorzałych czytelników i analiztornie.

Kiedyś prowadziłam bloga z ocenami i z fanfikami zawsze miałam spory problem, zwłaszcza, gdy dotyczyły czegoś, czego nie znałam. Ale choć nie przepadam za tym gatunkiem literackim, staram się go nie skreślać.
-
2014/11/24 23:55:36
Ja czytuję fanfiction dokładnie od 2001 roku. Kawał czasu.
Zaczęłam od wyszukiwania w necie CZEGOKOLWIEK o niespecjalnie powszechnie znanej powieści (Coldfire C. S. Friedman, jakby kto chciał wiedzieć), na punkcie której dostałam fioła. Poza zwykłymi informacyjnymi stronami fanowskimi trafiłam na pierwszy w życiu fanfik - i tak, zadziałała statystyka; spora część fanfików to porno, z tego sporo - slashowe, na takie coś napotkałam (cholerstwo piekielnie dobrze napisane było, BTW, świetnie pastiszowało oryginał). Nigdy nie zostałam namiętną fanką ff: czytywałam przez te lata sporo, ale bez szaleństwa, zafascynowało mnie bardzo niewiele (w tym kilka, których nie znałam oryginalnych dzieł - głównie fiki do anime); sama kilka napisałam; i może dlatego wydaje mi się, że to jest fantastyczny temat do badania, powiedzmy, naukowego.
-
Gość: Filigranka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/11/25 23:34:58
Zupełnie nie nudny tekst. Też się kiedyś zastanawiałam nad tym - fiki to w końcu teksty kultury, które pewnie kiedyś będą badane, i kombinowałam, jak i /gdzie/ można by ewentualnie zacząć, przeczytałam więc z dużym zainteresowaniem (i się właściwie pokrywa z moimi wrażeniami, więc nic nowego do tematu Ci nie wniosę, obawiam się). Z tym że wg mnie metodologia badań literackich się sprawdza nieźle, pod warunkiem, że uwzględni kontekst społeczny/fandomowy, że weźmie pod uwagę specyficzne dla fików gatunki/motywy (fiki się przecież właściwie, może na skutek mechanizmów wyszukiwania/ważnej roli przyjemności&erotyki, dzieli na motywy/tagi niż coś, co byśmy nazwali klasycznymi gatunkami czy rodzajami). A to nie jest poza zasięgiem, moim zdaniem, metodologii badań tekstu literackiego. Kontekst społeczny trzeba uwzględnić przy każdym dziele oddalonym tak w czasie, jak przestrzeni, tak samo przesunięcia w motywach i podziałach gatunkowych, w rozumieniu "realizmu" etc. Metodologia badań literackich radzi sobie z faktem, że Roland kona i kona pod sosną i skonać nie może - co przecież, jak pamiętam ze szkoły, jest opisem budzącym u "przeciętnego czytelnika" wybuch drwiącego śmiechu i poczucie obcowania z idiotyzmem.

Być może przemawia przeze mnie przesadna wiara w elastyczność systemu i ludzi, ale przy całej mojej sympatii dla fików, nie sądzę, by były to byty aż tak nowe, by pojęcie "konwencji", "motywu", "stylu", "szkoły" etc. nie dało rady ich "ogarnąć". Tak samo, jak nie jestem pewna, czy naprawdę aż tak fundamentalnie różni się myślenie "a, napiszę własny wiersz o dojrzałej, wiecznej miłości, w mitologii osadzę... wariacja ze starożytnych, oczywiście... o Filemonie i Baucis" od "a, napiszę własny fik o mpregu, osadzę w świecie Sherlocka... o Sherlocku i Johnie!", żeby krytyka, która sobie daje radę z pierwszym, nie dała rady z drugim (i tutaj wpadamy w odmęty "definicji" ;)).

/Gdzie/ jest według mnie istotne. Bo nie wiem, już z własnych dylematów, czy komentarz pod tekstem (swoją drogą, różnica w kulturach komentowania - i ogólnych zasad dobrego zachowania - między stronami/typami stron, kolejnymi "okresami" fandomu i jeszcze narodami/językami, jest bardzo ciekawa, uparte trwanie lokalności), pod każdym tekstem, jest najlepszym miejscem na krytykę w sensie badawczym (swoją drogą, nie jestem też pewna, czy np. w wersji nastawionej na interpretację krytyka w ogóle spełnia fanowskie kryteria merytorycznej). Krytyka w stylu "formalistycznym" się sprawdza nieźle przy tekstach słabszych-średnich, jeśli jest grzeczna. Fanowskie piszczenie się sprawdza przy tekstach znajomych, ale pewnie, chciałoby się czasem mieć miejsce, gdzie się ulubionego-i-świetnego fika rozbierze z całą powagą metodologii; tylko gdzie? Grupą docelową interpretacji naukowych jest właściwie tylko środowisko akademickie, które niekoniecznie interesują fiki, więc tu by raczej potrzebne były prace przybliżające niż szczegółowa krytyka (trochę podobny problem jest, moim zdaniem, u nas nadal z grami video). Wersje lżejsze można umieścić na blogu i fandom tutaj w różnych metach sobie z tym zadaniem - z niedopatrzeniem krytyki/badaczy? - wg mnie dobrze radzi. Tylko nadal jest zamknięta w pewnym środowisku; ale środowisko akademickie też jest zamknięte (i tu oczywiście wchodzi kwestia "klasowa").

Jest jeszcze, zupełnie poboczna, kwestia krytyki bieżącej. Recenzji. Tutaj pewnie recsy, polecanki, linkowanie jakoś zapełniają lukę - ułatwiają wybór (no, kudosy i "lajki" też) - w Polsce mamy analizatornie, które nawet nam emulują krytykę negatywną i rozrywkową i według mnie to powoli dochodzi do poziomu, że akurat ta funkcja w fandomie, zwłaszcza anglosaskim, działa obecnie lepiej niż jej odpowiednik w polskim "głównym nurcie" sztuki.

Ojejku. Piszę na szybko, więc pewnie naplątałam. Wybaczysz? ;)
-
Gość: martinluter, *.adsl.inetia.pl
2014/12/03 09:27:14
Bardzo ciekawy tekst! Dziękuję, przeczytałem z zainteresowaniem. Zastanawiam się jedynie (podobnie jak Filigranka zresztą), czy protest przeciwko stosowaniu narzędzi literaturoznawczych nie jest zbyt mocny. Sama pokazujesz pewne podobieństwa między fanfikami, a literaturą hermetyczną - co uważam za bardzo ciekawe. Przekonanie, że pewne rzeczy zdarzają się w fikach dużo częściej niż w literaturze w ogólności jest jak najbardziej zasadne. Jeśli jednak weźmie się nie literaturę w całości, ale jakieś jej pewne, dające się wyróżnić, obszary (takie jak przywołana "literatura hermetyczna"), może być bardzo dużo podobieństw i narzędzia do analizy tej gałęzi literatury mogą się okazać bardzo pomocne.

Kiedy czytałem ostatnią część wpisu o powtarzających się motywach i fandomowych tropach-kluczach przyszła mi do głowy literatura dewocyjna, jak choćby XIX-wieczne druki odpustowe, popularne opowieści o świętych czy motywy obecne w kazaniach odpustowych, okolicznościowych i zupełnie zwyczajnych (także wiek XIX, początek XX). Tam również da się zauważyć krążenie pewnych motywów, brak poczucia, że ktoś jest autorem danego pomysłu (rezygnowanie z autorstwa w imię wyższych wartości), realizowanie pewnych klasycznych schematów by osiągnąć efekt w czytelniku, słuchaczu (jak się zajrzy do wypowiedzi kaznodziejów XIX wieku to większość marzy o wyciskaniu z pełnego ludu Kościoła łez, łez i jeszcze raz łez). Sądzę, że także emocje wartości, które stoją za lit. dewocyjną i fandomem dałoby się badać przy pomocy podobnych narzędzi - są podobnie silne, często żarliwe (pojęcie "ortodoksji" czy "prawowierności" da się zastosować także w badaniach fandomu i fików). Nie chciałbym może twierdzić, że fanfiki to "zjawisko parareligijne", ale widziałbym tu podobną temperaturę uczuć i sporów.
-
2015/02/11 01:31:53
Fanfiki opierają się w pewnym stopniu na utworach oryginalnych, ale motywy i pomysły zwykle czerpią z kultury popularnej. Dla Rowling Hogward był odbiciem klasycznej, konserwatywnej prywatnej szkoły, jak wiele w Anglii, dla autorek opowiadań zwykle jest to miks szkoły z popularnego serialu i własnej. Obraz życia w telewizji staje się podstawą dla kreowania obrazu literackiego stąd powtarzalne motywy żywcem wzięte z amerykańskiego filmu, jak przypadkowe zderzenie jako metoda poznania chłopaka, bohaterka mieszkająca na piętrze rodzinnego domku i schodząca na śniadanie składające się z płatków na mleku itp.

Tym więc co można by zbadać w fanfikach, są właśnie te powtarzalne wyobrażenia na temat życia, dające znać o tym jaki obraz kreuje kultura popularna. Inną ciekawą kwestią byłoby prześledzenie wewnętrznych inspiracji - jeśli jeden bloger wymyśli nowy motyw, którego jeszcze nie było, to wkrótce inni blogerzy który go czytają zaczną wykorzystywać ten pomysł (czasem wprost piszą "widziałam ten pomysł na XX.blox.pl i bardzo mi się spodobał") To się rozchodzi jak mem. Raz ktoś wymyślił aby opisywać że chłopak podczas orgazmu "wygiął się w łuk" i teraz blogerzy nie wiedzący jak samemu to opisać powtarzają słowo w słowo jak wyczytali, czasem jedynie multiplikując zdarzenia, każąc bohaterom zmieniać pozycje kilkanaście razy. Przyjrzenie się temu i sprawdzenia jak takie motywy się rozprzestrzeniają mogło by być ciekawym tematem.
-
Gość: biedna.misia, *.adsl.inetia.pl
2015/05/09 22:57:42
Bardzo ciekawy tekst.
Sama ograniczam się do bardzo wąskiego wycinka fanfiction (jeden pairing, jeden fandom), więc obawiam, się, że sporo mnie ominęło.
Mam jednak odwagę polecać opowiadania na moim (anglojęzycznym) miniblogu i co zauważyłam?
Totalny brak akceptacji dla krytyki. Albo opowiadanie ci się spodobało i dajesz kudosa, albo milczysz.
W konsekwencji w tej małej społeczności tworzą się kółka wzajemnej adoracji, a jedyną obiektywną opinię autor może dostać od swojego beta-readera.
Im więcej polecam, tym większą mam ochotę przysolić jakiś mocniejszy komentarz, ale się boję... ;)
Skoro jakaś autorka uznawana jest za dobrą lub wybitną, jakie mam prawo ja - biedny miś - w kilku zdaniach wytknąć autorce, która poświęciła 300 godzin na stworzenie fika, że wprawdzie jest pięknie napisany, ale pomysł jest odtwórczy?
Czy mam prawo krytykować, skoro sama nie piszę i nie rozumiem męki, jaką przeżywa każdy autor tworząc opowiadanie?
Czy mam prawo kilkoma zdaniami przekreślić kilkadziesiąt tysięcy słów, ułożonych w pocie czoła w opowieść?
Czy mam prawo napisać, że fik był całkiem, całkiem, ale popełnię seppuku jeśli jeszcze raz przeczytam, że bohater wystawił koniec języka, gdy rozmyślał nad jakimś niezwykle frapującym problemem (jaka osoba, która skończyła przedszkole i nie jest postacią z kreskówki, wystawia język?!?!?!).
Czy mogę skrytykować powszechnie uwielbiane opowiadanie, bo jest durne, szablonowe i źle napisane?
Czy powinnam wymagać od autora fanfików, że będzie pisał dobre opowiadania, zamiast schlebiać gustom gawiedzi (i swoim ukrytym pragnieniom)?
W końcu jakieś 50 mln czytelników kupiło "50 twarzy Grey'a"...
Czy internetowi hejterzy mnie rozszarpią?

Z drugiej strony, kim jest autor bez czytelnika? Skoro autor udostępnia publicznie swoją pracę, to czy nie musi się liczyć z konstruktywną krytyką?

Bardzo ciekawy temat. :) Dzięki za jego poruszenie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...