Blog > Komentarze do wpisu

Mitologia grecka i kobiety (1)

Misiael zamówił u mnie notkę, a że Misiael to jeden z autorów, których sama bardzo lubię czytać, to oczywiście postanowiłam tę notkę szybko napisać. Szybko, póki coś mi nie zje resztek czasu.

 

Kyrene and Libya (British Museum)

Notka miała być o silnych kobietach w mitologii, konkretnie greckiej. Rzymianki zostają chyba na raz następny, bo jak znam życie, to jak zacznę o tych greckich, to nie skończę, póki Blox nie powie „wpis jest za długi”.

Zacznijmy może od jednego konkretnego faktu. Paradoksalnego.

Starożytna Grecja – a konkretniej Ateny od VI w. p.n.e. do hellenizmu (IV w. p.n.e), o których wiemy najwięcej; w takiej Sparcie niektóre sprawy wyglądały nieco inaczej – była zdecydowanie krainą mężczyzn. Mężczyzn, czyli osób dorosłych, wolnych, z prawem obywatelstwa. Reszta społeczeństwa miała – różnie, generalnie praw za bardzo nie miała; a przez prawa rozumiem tu zarówno prawa dotyczące uczestnictwa w życiu publicznym, jak i prawa, powiedzmy, obywatelskie. O życiu kobiety decydował ojciec, potem mąż; to on zarządzał majątkiem, on decydował, jej krzywda (np. zgwałcenie dziewicy) była krzywdą jego (konkretniej, jego honoru i mienia). W klasycznych Atenach (znowu, np. w hellenistycznej Aleksandrii bywało inaczej) zadaniem kobiet z elity społecznej (a o takich mówimy) było siedzieć w domu, mężczyzn poza mężem, synami, ojcem i braćmi nie widywać w ogóle i generalnie się nie wychylać.

Tak. A w mitologii greckiej wygląda to nieco inaczej. Tam mamy i kobiety-królowe, i kobiety-przywódczynie, i żony, które mieszają się do spraw państwa, i kobiety-wojowniczki… Nie pytajcie mnie, dlaczego – nie wiem. Nie wiem nie ja jedna: kwestia pochodzenia mitologii greckiej, kwestia obrazu kobiet w niej, kwestia jej charakteru są, owszem, powszechnie i często dyskutowane, ale do konkluzji daleko.

Może więc zamiast teoretyzować, popatrzmy na kilka przykładów tego, jak grecka tradycja literacka (bo pamiętajcie, mówimy o mitologii w jej literackich opracowaniach, nie o pierwotnych mitach; to, co mamy, jest mocno przetworzone przez literackie konwencje, gatunki i pomysły konkretnych autorów.   


ARTEMIDA

Greckie przysłowie mówi zacznijmy od Zeusa, w sensie – od tego, co najważniejsze, a ponieważ mówimy o pewnym specyficznym typie bohaterek, to zaczniemy od Artemidy. Większość z nas kojarzy ją ze szkoły – wredna, antypatyczna, mordercza bogini łowów z łukiem i wiecznym wkurzeniem na świat. Podstawowa, jednak, rzecz do wyniesienia z dzisiejszej notki jest taka: szkoła zmyśla. Nie, wróć, nie zmyśla. Szkoła uczy memów. A mem o Artemidzie wygląda tak:

 

Diana z Wersalu wg Leocharesa


A tymczasem… a tymczasem musimy przez moment pomyśleć jak Oni. Jak Grecy, których mitologia i religia (a to bardzo, bardzo, bardzo nie to samo!) była zasadniczo różna od tych religii, z którymi dziś najczęściej się spotykamy dookoła nas; monoteistycznych, dualistycznych, ze skanonizowanym zestawem dogmatów.

Zapomnijmy o memie. Popatrzmy na boginię.

Artemida, córka Latony i Zeusa; jej matka, Latona, w podręcznikach mitologii jest zdegradowana do roli jednej z kochanek władcy Olimpu. W rzeczywistości była zapewne jedną z bogiń natury, potężnych władczyń żywej przyrody i ucieleśnień idei macierzyństwa/płodności; jak Gaja, Rea, Demeter i Kybele, Latona personifikuje boginię-matkę, potężną, groźną, opiekuńczą i macierzyńską jednocześnie.

Latona urodziła Zeusowi bliźnięta, starszą o sekundy córkę i młodszego syna. Grecy wywodzili imię tej córki, Artemis (nasza Artemida jest od dopełniacza, Artemidos), od słowa ἄρταμος artamos, ‘rzeźnik’, choć językoznawcy woleliby etymologię od frygijskiego *arta, święta, co czyniłoby z niej, dość prawdopodobnie, także inkarnację Matki Natury, ewentualnie od niedźwiedzia, arktos, zwierzęcia kluczowego w jej kulcie.  Kult bogini był panhelleński – czczono ją w całym greckim świecie – i bardzo, bardzo stary, obecny prawdopodobnie już w okresie minojskim na Krecie, u zarania greckiej cywilizacji.   

Ponieważ na moje szczęście to jest wpis, a nie wykład, mogę spokojnie pominąć całe mnóstwo detali i przejść do tego, co ważne, czyli do paradoksalnego, dla nas, charakteru Artemidy. To jest, oczywiście, wedle naszego pierwszego memetycznego skojarzenia, bogini-dziewica, serdecznie nie znosząca a) mężczyzn, b) kobiet, które mężczyznom ulegają. Stąd mity o kobietach ukaranych przez nią za zdradę ślubów panieńskich, stąd opowieści o okrutnym traktowaniu własnych towarzyszek, uwiedzionych przez kogoś z jej boskiej rodziny.

Ta nienawiść jest w pewnym sensie przewidywalna: Artemida jest boginią dzieci. Konkretnie, boginią dziewczynek. I boginią młodych zwierząt. Opiekuje się nimi – co spotyka tych, którzy np. zabiją na polowaniu ciężarną samicę zwierzęcia, mógłby opowiedzieć Agamemnon – a dziewczęta winne są jej cześć, aż do dnia, kiedy wychodzą za mąż (w Grecji klasycznej jako nastolatki), przestają być dziewicami i przechodzą pod opiekę innych bogiń: Afrodyty i Hery.

Ale Artemida nie tylko otacza opieką, Artemida też zabija. Jest potnia theron, panią dzikich zwierząt i opiekunką dzikiej natury, ale i boginią polowań; jest opiekunką dzieci i kobiet w ciąży – i tak, będąc boginią-dziewicą, jest też patronką porodów – ale i tą, która jest winna nagłej śmierci kobiet: to jej strzałom tę śmierć się przypisuje. Artemida jest też przecież wojowniczką – zresztą, przecież, wszystkie greckiej boginie są wojowniczkami, popatrzcie tylko na sceny gigantomachii albo na uzbrojoną Afrodytę! Jest boginią nieulękłą, okrutną, opiekuńczą i potężną; jest boginią, której wolno odrzucić mężczyzn i męski świat; w każdym aspekcie, jako wojowniczka i przywódczyni, równa swemu bratu Apollinowi.    


ATALANTA, KYRENE, PENTHESILEA

Na niedobór kobiet-wojowniczek grecka mitologia generalnie nie cierpi. Mamy Amazonki, plemię wojowniczych córek Aresa, będących przy tym postrachem wojowników: owszem, zdarza im się łagodnieć, jak uwiedzionej przez Tezeusza Hipolicie, ale częściej zdarza im się to, co Penthesilei: skopać w walce całe mnóstwo greckich herosów pod Troją, a jak zginąć, to z rąk Achillesa, którego, generalnie, pokonać tak za bardzo się nie da. Paradoksalnie, dla późniejszej kultury Penthesilea stała się bohaterką dziwacznej historii miłosnej, o zakochującym się w umierającej dziewczynie Achillesie (tak, ta historia ma też paskudne warianty z seksem w tle, nie pytajcie). Greckie heroiny-wojowniczki często zresztą mają taki schemat historii: walka-sukcesy-zwrócenie uwagi mężczyzny-zakochanie-… a potem, często, jeszcze coś. Tak jest z Atalantą: ukazana w mitologii często jako Arkadyjka (hint: Arkadia to najdziksza z krain Grecji i najgroźniejsza z nich, nie dajcie się nabrać rzymskim sielankom!), Atalanta była ofiarą selekcji noworodków; ojciec chciał syna, więc zbędną córkę kazał porzucić w górach; tam wychowały ją dzikie zwierzęta, a opieką otoczyła Artemida. Atalanta wyrosła na wojowniczkę pierwszej klasy – summa summarum, to raczej na pewno ona zabiła dzika kalidońskiego i fakt, że dowodzący łowami Meleager zdążył się w niej zakochać, nie zmienia faktu, że na swoją nagrodę zasłużyła. W końcu zabiła dzika.

A to jest ważne. Ważniejsze niżby się mogło wydawać. Ważniejsze dlatego, że zabicie dzika to nie takie sobie polowanie. Wszystko wskazuje na to, że zabicie dzika na polowaniu, pieszo, było w Grecji próbą inicjacyjną – najprościej i najbardziej trywialnie mówiąc, dowodziło, że mężczyzna jest już mężczyzną, a nie chłopcem. Tu mężczyźni raczej na pewno nie wygrali – a jeżeli nawet wygrali, to musieli tę wygraną współdzielić z Atalantą, kobietą dość dobrą, by wygrać w zawodach tylko dla facetów.

Pominę ten kawałek o tym, co było potem, o sporze, walce, rodzinnej tragedii, matczynej klątwie. Atalanta po tym wyczynie została zaakceptowana przez ojca – i, jak to bywa z ojcami, natychmiast zmuszona do małżeństwa. Nie chciała męża – kazała kandydatom ścigać się ze sobą w zawodach biegowych i zawsze wygrywała. Przegrała w końcu – jak mówią starożytni – tylko dlatego, że była ciekawska (rywal rzucał złote jabłka, a ona myślała, że zdąży je pozbierać i i tak wygrać), albo, jak sugeruje Katullus, bo chciała (jabłka były pretekstem, dała chłopu wygrać, żeby nie było, że się poddała).

Ale amazonki i Atalanta to nie jest wszystko, co nam mitologia grecka oferuje w kwestii silnych kobiet. Mamy jeszcze moją ulubioną bohaterkę, Kyrene, córkę nimfy i króla dzikich Lapitów, ulubioną córeczkę tatusia – ulubioną też dlatego, że najdzielniejszą ze wszystkich pasterzy, którzy paśli jego stada. Ale co ja będę gadać, Pindara wam lepiej zacytuję.

Lecz nie lubiła ona
tam i z powrotem chodzić koło krosien,
ani w domu urządzać przyjęć
wśród zabaw z towarzyszkami.
Walczyć lubiła oszczepem spiżowym
I nożem dzikie zabijać zwierzęta
Dużo cichego spokoju ojcowym zapewniając wołom
a na towarzysza łoża – słodki wybrała sen,
mało poświęcając mu chwil, kiedy już się chylił do jutrzenki.
Spotkał ją strzelający z daleka Apollo (…)
gdy sama i bez włóczni z potężnym raz zmagała się lwem.

(Oda pytyjska IX, przeł. M. Brożek)

Apollo poszedł do swego mistrza i zapytał, czy mu wypada ją podrywać, mistrz (centaur Chejron) lekko go opieprzył, że jest niepoważny, zaślepiony żądzą i że dziewczynę najpierw trzeba poznać, żeby się z nią móc żenić. No więc Apollo się zapoznał, oświadczył, ożenił (Kyrene jest jedyną bohaterką z miliona Apollinowych kochanek, którą się określa jako jego żonę) i zabrał żonę do Libii (boginię Libię mamy na obrazku na początku wpisu, jak koronuje Kyrene wieńcem). Tam założył dla niej miasto Cyrenę (gr. Kyrene) i tam Kyrene panowała, wychowując dzieci swoje i Apollina, wśród nich – Aristaiosa, boga pszczół, który odegrał paskudną rolę w historii Eurydyki i Orfeusza…

 

ARETA, KLITAJMESTRA, PENELOPA

 

No dobra, to teraz się przyznam. NIENAWIDZĘ memu pt. „mocna kobieta = wojowniczka, która umie skopać przeciwnika i generalnie robi Same Fajne Rzeczy, Które Normalnie Robią Faceci, słabe kobieciątko = matka i żona, co siedzi w domu i przędzie wełnę, robiąc Kobiece Drobiazgi”. A figę z makiem, przynajmniej w greckiej mitologii.

 

Penelopa z synem Telemachem


Było długo o wojowniczkach, to teraz będzie krótko o tych innych. Ani mi się ważcie zapomnieć, że Penelopa sobie przędła te swoje całuny (i przez spory kawałek czasu nabierała na to wszystkich), jednocześnie – o tyle, o ile mogła, najechana przez bandę zalotników – rządząc Itaką. I że my patrzymy na wierność małżeńską inaczej niż Grecy - a Odyseusz wybrał Penelopę nad nieśmiertelność i wieczną młodość z nimfą.
I może nie zapominajmy o Klitajmestrze – albo może lepiej zapomnijmy, póki nie napiszę o niej notki, bo to jest fascynująca postać. No i nie zapominajmy o królowej Arete z wyspy Feaków, ukazanej w Odysei: jej córka, Nauzykaa mówi Odysowi wyraźnie, że to matka, a nie ojciec, zdecyduje, jaki będzie jego dalszy los…

 

To co, jaka notka następna? O rzymskich twardych dziewczynach czy o tych najbardziej skrzywdzonych bohaterkach mitologii greckiej? Czy o kwestiach płci (bogów i herosów, znaczy)  i tego, co z nią mitologia grecka potrafi zrobić?

 

Misiael, stworzyłeś potwora i zainaugurowałeś ten antyczny cykl, który od dawna obiecywałam.



niedziela, 07 czerwca 2015, ninedin
Tagi: mitologia

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2015/06/08 01:01:18
Odnoszę wrażenie, że dzisiaj po prostu kobiety chcą leżeć i pachnieć.
-
Gość: rob, *.dynamic.gprs.plus.pl
2015/06/08 04:00:04
to ja zadam może głupie pytanie ale muszę inaczej się uduszę ;) na ile my znamy mity greckie takie jakie znano w takim dajmy na to koryncie V wieku p.n.e a na ile jest to nasze wyobrażenie na temat tego co naszym zdaniem sobie wyobrażali grecy tego okresu (w miejsce grecji można sobie wpisać dowolną cywilizacje starożytności ) innymi słowy ile w naszej wiedzy o starożytności jest realnej wiedzy a ile mniej lub bardziej realnych interpretacji ? pozdrawiam serdecznie :-)
-
2015/06/08 10:54:39
Rob:
UWAGA: możliwe tl;dr
a to jest znakomite pytanie. Po pierwsze: w przypadku Grecji to ogromnie zależy od a) miejsca, b) czasu. Nie ma czegoś takiego, tak naprawdę, jak "Grecja starożytna", w sensie jednolitości kulturowej i źródłowej.
Są więc takie epoki i miejsca, co do których głównie zgadujemy i interpretujemy niezbyt jasny materiał np. tylko archeologiczny i tam rzeczywiście jesteśmy skazani na domysły; tak jest np. z Kretą minojską, dla której robi się rekonstrukcje tego, jak wyglądała _religia_ (bo mitologię z posiadanych danych rekonstruować jest baaaardzo trudno). Są takie - i Ateny V w. p.n.e do nich należą, Korynt tej epoki w zasadzie też - o których wiemy całkiem sporo, w sensie np. właśnie religii i mitologii. Mamy do nich różne (archeologiczne, artystyczne, literackie, inskrypcyjne) źródła plus mamy cudowny fakt - to, że Grecy byli _świadomi_ własnego zainteresowania i roli mitologii i na ten temat (np. tego, czy Homerowe wersje mitów, pokazujące bardzo ludzkich bogów, są szkodliwe i nieprawdziwe) sporo w swoim piśmiennictwie dyskutowali.
To, co mamy, to są oczywiście ślady mitologii mocno przez kulturę przetworzonej, mocno "literackiej" - ale na szczęście nie jest tak, że znamy np. tylko jakieś opinie i fakty związane, powiedzmy, z osobami z elity (tymi, które piszą albo dla których produkuje się kosztowne dzieła sztuki), bo co do religii attyckiej znamy, na szczęście, obraz nieco szerszy. ALE UWAGA, to nie znaczy, że wiemy wszystko - to, że uczeni do dziś się spierają o charakter np. misteriów eleuzyjskich, jednego z najważniejszych fenomenów religijnych okolic Aten, świadczy o lukach w naszych źródłach, a co za tym idzie, w naszej wiedzy.
Tu jeszcze jest jedna sprawa: to, że nie ma mitologicznego 'dogmatu' i to, że mity i charakter postaci może się diametralnie różnić w zależności od regionu i epoki.
-
Gość: Aragonte, 193.59.127.*
2015/06/08 16:21:44
O, jaki ciekawy wpis :) Czekam na kontynuację. Co prawda zawsze łatwiej mi było się utożsamiać z wojowniczkami, ale zdecydowanie nie uważam, że silna kobieta to tylko kobieta walcząca - nie każdy potrzebuje miecza, żeby osiągnąć to, co chce :)

Szkoda, że na temat Krety i jej mitologii (oraz religii) wiemy tak mało, od lat mnie ona interesuje. A jak oceniasz pomysły Artura Evansa i jego interpretacje?
-
Gość: rob, *.play-internet.pl
2015/06/08 16:34:54
dzięki za odpowiedź a swoją drogą Grecja i Rzym to i tak szczęśliwie dla nas pisali dużo i stosunkowo sporo się zachowało do czasów dzisiejszych co mają robić badacze takich np.Piktów i Hyperborei ;-) (te ostatnie to szczerze się przyznam uważałem zawsze za wymysł Howarda i Landona jakie było moje zaskoczenie gdy słuchając kiedyś KLCW w pr2 polskiego radia dowiedziałem się że takie krainy i ludy na prawdę istniały ;-p )
-
Gość: Kruszon, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2019/03/24 14:52:02
Wiem, że wpis pochodzi sprzed lat, ale natknęłam się na niego niedawno i chciałabym zadać pytanie. Gdzie dokładnie wspomina się o małżeństwie Apollina z Kyrene? Czy we wspomnianej "Odzie pytyjskiej"? W opracowaniach zwykle określa się ją jako jego kochankę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...