Blog > Komentarze do wpisu

Science i fantasy, czyli jak zaczęłam odzyskiwać wiarę

Wiarę w polską fantastykę, znaczy się.  ?

 

Aleksandra Janusz, Kroniki rozdartego świata: 1. Asystent czarodziejki, 2. Utracona Bretania, Nasza Księgarnia 2016

 

SPOJLERY, DO OBU TOMÓW!

 

 

Rok 2016 przyniósł mi, czytelniczo, jedno przyjemne zaskoczenie. Z dużym mianowicie zdumieniem odkryłam (poniewczasie, oczywiście), że w Polsce są osoby piszące taką fantastykę, jaką mam ochotę czytać.

Pisałam niedawno o cyklu Marty Kisiel - dzisiaj pora na drugą z (na razie) dylogii, które mi tę wiarę przywróciły. W przypadku Marty Kisiel o jej sukcesie (u tej konkretnej czytelniczki) zadecydowały przede wszystkim dwa czynniki: umiejętność konstruowania przekonujących i wiarygodnych postaci (i to mimo komicznego par excellence charakteru tekstu) oraz warstwa językowa, bardzo stylizowana, nasycona budującymi komizm środkami retorycznymi i aluzjami do klasyki literackiej, zwłaszcza polskiej.

Aleksandra Janusz językowo - że zacznę od jednego małego kawałka narzekania - jest mniej od Kisiel pomysłowa; jej styl, dość prosty, mnie akurat nie porywa, choć absolutnie nie przeszkadza w lekturze. No i muszę przy tej okazji podkreślić, że generalnie, styl to jedno i tu mogę osobiście woleć autorów bardziej ryzykujących, odważniejszych - ale z kolei za konstrukcję wewnętrznego naukowego języka arboriańskiej magii należy się autorce co najmniej pochwała, bo była tu pomysłowa i konsekwentna.

Janusz wygrywa u mnie, przede wszystkim, dzięki dwóm aspektom swojego pisarstwa. Pierwszym z nich jest gra z gatunkowymi konwencjami. Janusz - czego czytelnik, wciągnąwszy się w akcję, może nie zauważyć   - pisze przecież, tak naprawdę, w schemacie szalenie klasycznej heroicznej fantasy. Popatrzmy: w I tomie mamy herosa, dotąd skromnego i zwyczajnego, odkrywającego swój niezwykły potencjał i wielkie przeznaczenie. Mamy jego ukochaną, mamy rozmaitego sortu i autoramentu czarodziejów, ba, nawet walkę ze smokiem mamy. W drugim tomie schemat ten staje się jeszcze przejrzystszy - do uzyskującego moc herosa dołączają inne postacie z toposów fantasy: odnaleziona dziedziczka tronu, szalony mag, źli zakonnicy, feudalni panowie, szlachetny, acz trochę nieżyciowy rycerz. No wypisz wymaluj Belgariada Eddingsa albo inne takie.

No tyle że powiedzieć, że Aleksandra Janusz pisze klasyczną heroiczną fantasy, to tak, jakby powiedzieć, że Ann Leckie pisze typowe space opery.

Janusz bierze mianowicie schematy i toposy gatunku i wywraca je na nice. Jej odkrywający swoje przeznaczenie heros, Vincent Thorpe, jest czterdziestoletnim, dość łagodnym z natury, pedantycznym i poukładanym wieloletnim asystentem potężnej a mocno ekscentrycznej czarodziejki. Znośnie przystojny, raczej miły niż charyzmatyczny, nie ma w sobie nic z pewnego siebie herosa, nic z cynicznego złamanego życiem antybohatera - ale też bardzo niewiele z naiwnego młodego chłopca zaczynającego dopiero swoją życiową drogę; żaden z niego Conan, żaden Geralt, a i Garionów tego świata też nie przypomina. Janusz napisała Vincenta jako, po prostu, porządnego a sympatycznego, psychologicznie wiarygodnego faceta.
W podobnie nienachalnie subwersywny sposób autorka przetworzyła inne klasyczne archetypy fantasy. Kathryn Verd (i coś tam, i coś tam i coś tam, w post-rewolucyjnym społeczeństwie Arborii jej arystokratyczne pochodzenie z rodu dawnych królów niespecjalnie ma znaczenie - co się radykalnie zmieni, kiedy Kathryn et consortes trafią do feudalnej Bretanii), czyli nasza królewna wracająca (wbrew swoim planom) na stolicę jest bardzo zwyczajną, zdolną acz zakompleksioną i niepewną siebie, a przy tym mającą typowo młodzieńcze problemy (od kłopotów z cerą przez poczucie, że jest brzydka i pozbawiona wdzięku) dziewczyną. Obie wielkie czarodziejki, Margueritte i Belinda, mają z kolei najwięcej wspólnego z ekscentrycznymi pracownicami uniwersytetów.
Drużynę/drużyny bohaterów tworzą u Janusz postacie niekoniecznie oczywiste: autorka przede wszystkim szuka swoich bohaterów w dość nieprzewidywalnych grupach. Jej wielki mag jest cichym facetem z klasy średniej, przywódczyni rewolucji to pani z kawałem wojskowego doświadczenia i niskim pochodzeniem, bohaterom pomaga w pewnym momencie grupa eks-magów, o których można chyba spokojnie myśleć jako o pensjonariuszach magicznego domu spokojnej starości... I OK, do herosów z niższych klas społecznych światowa fantasy zdążyła już nas przyzwyczaić, ale Aleksandra Janusz każe - w inteligentny i pomysłowo ograny w fabule sposób - odegrać kluczowe role także na przykład grupie ludzi mocno już starszych i często dręczonych przez dolegliwości typowe dla ich wieku. Fakt, że mamy barwne i różnorodne postacie pomaga zaintrygować czytelnika, a że do tego Janusz wymyśla (zwłaszcza w II tomie) sensowną i dość skomplikowaną fabułę, czytelnikowi łatwiej jest (mnie, znaczy, było) wciągnąć się w świat powieści.

Napisałam powyżej, w zasadzie bez komentarza, że Meg i Belle wyglądają, jakby się urwały z posiedzenia jakiejś rady wydziału raczej niż z wieży Sarumana. To naukowe skojarzenie jest nieprzypadkowe - wśród przekształceń, jakie przeprowadza Janusz w konwencji, tym nadrzędnym jest wpisanie schematu fabularnego high fantasy w realia zdecydowanie nowożytnego, funkcjonującego w naukowym paradygmacie świata. Oddzielone przez Rozdarcie świata Arboria i Bretania rozwijały się odrębnie: w tej pierwszej mamy świat pod wieloma względami podobny do naszego, acz magiczny, w tej drugiej - magiczne średniowiecze, pokazane przez autorkę bez specjalnych sentymentów i bez różowych okularów.

Z konstrukcją świata związana jest u Janusz też jej idea magii. Ona także sięga do nauki jako modelu, i to na różnych poziomach. Z jednej strony, sposób uprawiania magii w Arborii - matematyczne wyliczenia, przeliczenia jednostek magicznej energii - a także organizacja samych zasad jej uprawiania i jej wpisanie w rodzaj akademickich struktur a la uniwersytet, wydaje się zainspirowane  akademicką pracą autorki. Z drugiej, te naukowe skojarzenia działają też na poziomie samej wizji świata - idea skażonej mocy i wywołanej przez nią choroby pewnie nie tylko mnie skojarzyły się z efektami promieniowania i chorobą popromienną. Janusz ogrywa ten motyw pomysłowo, a sam koncept dwóch rodzajów mocy magicznej i specjalnych umiejętności potrzebnych do ich obsługi pomaga jej uniknąć kilku problemów, na czele z kwestią wszechmocy czarodziejów. 

To nie jest tak, że nikt przez Janusz nie wpadł na podobne rozwiązania - ale w połączeniu z dobrze napisanymi, oryginalnie pomyślanymi postaciami i z efektownym pomysłem na magię, jej cykl nabiera zdecydowanej oryginalności. Gdybym miała komuś podpowiadać, co z polskiej fantastyki poczytać (albo co warto przetłumaczyć i udostępnić szerszemu czytelnikowi), to powieści Aleksandry Janusz poleciłabym z pełnym przekonaniem.      

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

niedziela, 11 grudnia 2016, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/12/11 19:18:28
Tak gwoli ścisłości to problem Bretanii polega m.in. na tym, że w czasie rozpadu byli magicznym średniowieczem, a potem bezpieczną magię w większości trafił szlag.
-
2016/12/11 19:39:36
Oczywiście - jak najbardziej masz rację, za mocno skróciłam przy pisaniu i wyszło niejasne.
-
Gość: rob, *.dynamic.gprs.plus.pl
2016/12/12 23:15:38
jak widzę autor/ka okładki chyba oglądała lodoss bo smoki są w klasycznej pozie lodossowej ;-) rozdarcie świata kojarzy mi się z kolei z andre norton i światem czarownic choć cykl o xanth piersa anthony też pasuje bo tu i tu była kraina magiczna i kraina nazwijmy to scientyczna itd itd :)
-
2017/07/05 21:20:30
Na wstępie gratuluję udanego bloga - miło poczytać coś na poziomie bo to w polskiej blogosferze nie jest częste. A co do wpisu - jeśli odzyskałaś wiarę w polską fantastykę to pomóż mi odzyskać w zagraniczną. Bo jak na razie to poza starymi nazwiskami nie znalazłem tam nic ciekawego. Albo topornie przetłumaczone, albo ideologicznie naiwne do bólu, albo bez jakiejkolwiek głębi. Nic a nic.
Swoją drogą też rzuciłem się na nominacje do Zajdla - jak na razie jedna recenzja już jest u mnie na vlogu, druga zrobiona i będzie niebawem, trzecia książka przeczytana, czwarta się czyta, a piata czeka :) I chociaż widzę, że różnimy się diametralnie jeśli chodzi o poglądy i gusta czytelnicze to pewnie tuż jeszcze nie jeden raz zajrzę :)
Pozdrawiam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...