Blog > Komentarze do wpisu

Bogowie jak ludzie

N. K. Jemisin, The Hundred Thousand Kingdoms, Orbit 2010

 

uwaga: spojlery


 

W ramach bycia Kobietą z Czytnikiem i wykorzystywania na czytanie przerw w życiorysie (poczekalnia u lekarza, autobus, tramwaj, pociąg do Warszawy, kolejka... hmmm, obecne zapalenie oskrzeli?) postanowiłam nadrobić kilka znaczących braków w lekturach fantasy. na pierwszy ogień poszły The Curse of Chalion Lois McMaster Bujold (o której, hmm, kiedyś napiszę, jak już będę wiedziała, co chcę napisać) i The Hundred Thousand Kingdoms N. K. Jemisin. 

Jemisin zgarnęła za swoją pierwszą powieść Locusa dla najlepszego pierwszego dzieła i nominacje do wszystkich chyba poważnych branżowych nagród. Co, szczerze mówiąc, zupełnie nie dziwi w obliczu oryginalności i pomysłowości jej powieści.

Ergo, może najpierw o tej oryginalności i pomysłowości, a potem o tym, czemu tekst Jemisin wylądował u mnie na liście "hmmm, intrygujące", a nie na liście "wow, do ulubionych".

Jemisin opowiada nam w Stu tysiącach królestw historię, tak naprawdę, nienową: dzieje wybranej księżniczki (no, mniej więcej), którą jej upiorna nad-boska rodzina wzywa do magicznego pałacu po śmierci matki. Matkę, która zbuntowała się przeciwko woli rodziny, otruto; ojciec, dla którego rzuciła podniebny pałac rodu Arameri, zmarł już wcześniej. Kiedy mniej więcej dwudziestoletnia Yeine Darr przybywa do miasta Sky, by stać się Yeine Arameri, ma jak najgorsze przeczucia - które, oczywiście, się sprawdzają: jej rodzina jest, w większości, ohydna i zdeprawowana, a ją samą wezwano tam pozornie dla chwały, a w praktyce - by posłużyła za ofiarę w rytuale sukcesji. Bohaterka, ciemnoskóra po ojcu (w kontraście do jasnowłosych, jasnoskórych Arameri) i wychowana przez babkę z narodu wojowniczek, jest skazana na klęskę - której, przewidywalnie, nie ponosi, ani w wymiarze, powiedzmy, politycznym, ani osobistym (Yeine postawiła sobie za cel dowiedzieć się, kto kazał zabić jej matkę). W to wszystko wpisana jest jeszcze historia wojny aktywnych w tym świecie bogów i kary, na jaką zwycięski bóg-słońce skazał tych, którzy śmieli zbuntować się przeciw jego woli. 

Elementy fabularne, z których Jemisin skonstruowała swoją debiutancką powieść, nie są więc, jako takie, szaleńczo oryginalne (i nie, to nie jest zarzut, tylko obserwacja). Co jest oryginalne, i co jest jedną z najmocniejszych stron tej powieści, to kreacja świata.

W zasadzie od samego początku lektury czytelnik (dobra, konkretnie to czytelniczka pisząca te słowa) zanurza się w wykreowany przez Jemisin świat. Kluczowy koncept powieści - historia o tym, że podczas wojny bogów kluczowa dla zwycięskiego boga nieba i ładu, Itempasa, była pomoc jednej z jego śmiertelnych kapłanek i że w nagrodę ród potomków tej kapłanki dostał pod swą władzę, jako niewolników i broń, pokonanego boga nocy i chaosu i grupę jego potomków; że Arameri są śmiertelnymi władcami nieśmiertelnych bogów i że wbrew pozorom nie przyniosło im to zbyt wiele dobrego - jest błyskotliwy i oryginalny, a przy tym zrealizowany z dużą konsekwencją. Jemisin ma przy tym naprawdę dużo zrozumienia dla tego, jak działa mit - spora część z jej bogów wydaje mi się (po siedmiu latach wykładania mitologii klasycznej) wiarygodna jako bóstwa, w swej nieludzkości i nieprzewidywalności. Jemisin ma przy tym mnóstwo drobnych utrafionych mitycznych obserwacji, jak ta, że ukarany wcieleniem w człowieka czas dnia bóg nocy będzie, w tej ludzkiej postaci, przyjmował taką naturę, jakiej domagają się od niego otaczający go ludzie (czytaj: jak najgorszą, postać dręczyciela, gwałciciela i potwora, godnego aż za potwornej kuzynki-rywalki Yeine, Sciminy...).

Świat bogów i ludzi - jego geografia, jego polityka, jego teologia i religia, architektura miasta-pałacu - to są bardzo mocne strony tej powieści. Kolejną - i nie oszukujmy się, ona jest dla mnie szczególnie ważna, bo jest moją małą obsesją - jest fakt, że Jemisin szalenie efektownie prowadzi swoją pierwszoosobową (Yeine jest narratorką), opowiadaną ewidentnie ze sporego czasowego dystansu historię, starannie przy tym wystylizowaną na opowieść ustną - Yeine przerywa, zmienia temat, urywa pewne wątki, informując nas, że odkłada je na później... Ten pomysł bardzo pomaga w prowadzeniu wiarygodnej, oryginalnej narracji.  

To jest, generalnie, IMHO powieść jak najbardziej warta lektury i jak najbardziej należąca do przytaczanej przeze mnie w jednym z poprzednich wpisów listy najciekawszej kobiecej fantastyki. Moje poniższe marudzenie bynajmniej nie oznacza, że nie zachęcam z całego serca do lektury.

Powieść Jemisin cenię wysoko, ale nie trafiła mi na listę ulubionych, choć miała ku temu wiele zadatków. Zadecydowała chyba kreacja czarnego charakteru oraz,  przede wszystkim, postać Nahadotha, boga chaosu i nocy, późniejszego kochanka (m. in.) Yeine.

Ze Sciminą, główną złą tej bajki, rozprawię się krótko - jest Zbyt Zła. Perfidna, mordercza, wyniosła i pełna pogardy dla słabszych, Scimina lubuje się w okrucieństwie i wyuzdanym seksie, prowadza boga nocy na smyczy i radośnie torturuje swoje ofiary, ubrana w podkreślająca idealną figurę suknię i wysokie szpilki, a niewygodną dla jej planów Yeine postanawia zabić przy pierwszej okazji. Scimina jest, innymi słowy, jak czarny kobiecy charakter z Bonda z lat 80. i im więcej cech takiej bohaterki autorka w nią ładuje, tym mniej mnie Scimina straszy czy oburza; z potwora, którym miała być, zamienia się chwilami w wyliczankę banałów i przewidywalnych cech. Gwoli sprawiedliwości należałoby jednak dodać od razu, że inne postacie - politycznie wszechmocnego, ale złamanego starością Dekartę, enigmatycznego pisarza-czarodzieja Viraine'a, najbardziej bodaj ze wszystkich sympatycznego przełożonego służby T'vrila, wreszcie samą pogubioną, a jednocześnie upartą i zdeterminowaną Yeine - Jemisin konstruuje w znacznie bardziej zniuansowany sposób.

Mój drugi problem, z Nahadothem, jest mniej uniwersalny, a bardziej, hmmm, osobisty; dotyczy nie czegoś, co postrzegam jako (pomniejszą) słabość powieści, a czegoś, co zgrzyta konkretnie mnie jako jednej konkretnej czytelniczce. Ja, otóż, mam serdeczne uczulenie (1) na postacie mrocznych seksownych bogów okrytych kurtyną czarnych jak noc włosów, udręczonych przez los i ciągle pamiętających siostrę-kochankę zabitą przez brata-kochanka, przerażających, a jednocześnie budzących w bohaterce najpierw zakazane pożądanie, a później - odwzajemnioną miłość. Jemisin ma wyjaśnienie, skąd to pożądanie i ta miłość (nie, nie powiem - spojleruję, ale głównego twistu powieści nie chcę psuć), ale mnie ono nie wystarcza. No i o scenie seksu między Yeina a Nahadothem, w której bohaterka dosłownie sięga gwiazd, też bym wolała zapomnieć - nie, to nie jest kwestia niekompetencji autorki, to nie jest scena z gatunku tych nieintencjonalnie śmiesznych - ona po prostu mnie nie pasuje.

Niemniej, żeby być uczciwą - problem ze Sciminą jest z tych pomniejszych, a kwestia Nahadotha dotyczy mojego własnego odczytania - generalnie powieść Jemisin serdecznie polecam, jako jedną z IMHO ciekawszych fantasy ostatnich lat.

(1) To jest, paradoksalnie, typ postaci bardzo, bardzo bliskich literackiemu typowi, który mnie fascynuje -  i jak się przekroczy tę granicę, za którą mnie się kończy cierpliwość dla tego typu nadludzkiego emo, to nie ma zmiłuj, będę się wyzłośliwiać bez końca.  



Zapisz

Zapisz

środa, 29 marca 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Miętówka, *.dynamic.chello.pl
2017/03/31 09:22:20
1. Do powieści Jemisin jestem wybitnie zachęcona, po suchym opisie świata bałam się, że to przesadzona kaszana nie w moim stylu (nawet mimo nagród), wobec czego w ogóle wyrzuciłam ją z listy, a jak tak piszesz to brzmi naprawdę intrygująco.
2. Napisz o "Klątwie nad Chalionem" (a jeszcze lepiej o "Paladynie dusz" na dokładkę), błagam! Te książki wpadły mi w ręce przez komentarz Spriggany do wpisu o księżniczkach (za co z tego mało reprezentacyjnego miejsca dzięki serdeczne) i jestem niezmiernie ciekawa Autorskiej opinii. Już niemal przebieram nóżkami z niecierpliwości.
-
2017/03/31 13:20:58
Ha! To doczytam "Paladyna..." (mam, ale na razie czeka na lekturę) i napiszę. Teraz to ja się czuję zachęcona :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...