Blog > Komentarze do wpisu

Dziesięć nienapisanych historii o bohaterkach

Pamiętacie, jak dawno, dawno temu napisałam wpis o księżniczkach? W którym podrzucałam poszukującym autorom pomysły, jakie to postacie historyczne mogliby sobie pożyczyć do swoich literackich pomysłów? Otóż powiem szczerze - bardzo mi się miło tamten wpis pisało. Na tyle miło, że postanowiłam dzisiaj napisać do niego kolejny nieoficjalny sequel i zaproponować  kilka innych postaci, które mogłyby być... inspirujące. Tyle że tym razem nie będziemy mieć historycznych księżniczek - tym razem będziemy mieć panie operowe. 

Oryginalny poster do Turandot

Opera jako gatunek (tak muzycznie, jak tekstowo, jak i teatralnie) rządzi się własnymi prawami, na tyle charakterystycznymi, że łatwymi do wykpienia i sparodiowania - jak macie ochotę na wersję napisaną ze sporą miłością do tematu, zawsze warto zajrzeć do Maskerade Pratchetta. I oczywiście - jako że nie jestem muzykologiem i jako że  to jest radosny wpis blogowy, a nie naukowy tekst o konwencjach gatunkowych libretta - nie spodziewajcie się tutaj głębokich analiz, dyskusji z historycznymi interpretacjami czy pogłębionych propozycji odczytań poszczególnych przywołanych tu operowych historii. Nie, ta bajka nie jest o tym. Ta bajka jest o operowych bohaterkach (a jak chcecie companion piece o bohaterach, to proszę o uwagi w komentarzach). Moim celem jest tu przy tym nie tyle i nie tylko przedstawienie ich historii tak, jak jest ona ujęta w operowym pierwowzorze (skądinąd uwaga: nawet jeżeli dana opera _ma_ pierwowzór literacki, dramatyczny etc., to dla potrzeb tego tekstu to wersję operową traktuję jako podstawową).  

Rozprawmy się tu może z jednym mitem: mitem mianowicie dotyczącym rzekomej idiotyczności operowych librett. Idea, że pięknej i wysublimowanej muzyce często odpowiadają banalne i histerycznie melodramatyczne libretta jest bardzo głęboko zakorzeniony - i, cóż, czasami prawdziwy (będziemy mieć taki casus, oj będziemy...). Niemniej, to, że rzeczywiście zdarzają w operze literacko słabiutkie libretta z nieprawdopodobnymi i boleśnie schematycznymi postaciami nie oznacza, że wszystkie takie są - zresztą, na to zjawisko też będziemy mieć przykłady w poniższym wpisie.

Pozostaje jeszcze pytanie - po co jest ten wpis? Ano, jest to wpis napisany przez osobę lubiącą retellingi i fanfiki, a jednocześnie - czytającą sporo rozmaitego sortu fikcji, w tym - fantastyki; lubiącą operę (więc jak kogoś skusi posłuchanie któregoś z tu zaproponowanych dzieł, to yay!). A może dla kogoś, dla autora w poszukiwaniu postaci na przykład, będzie to jakaś inspiracja.

Od razu dodam jeszcze jedno: to jest wpis blogowy, nie artykuł naukowy. Kto zechce tu w części opisowej szukać głębokich interpretacji, polemik z tradycją i dyskusji naukowej - ciężko się rozczaruje. Podobnie zresztą z częścią "interpretacyjną", czy raczej "sugerującą" - tu z kolei absolutnie nie chcę mówić, że to, co wymyślam, mogłoby na przykład przyjść do głowy oryginalnym autorom albo co muzykolodzy/badacze librett uznaliby za uprawomocnioną sugestiami z tekstu oryginalnego interpretacje... Nie podpowiadam tu przecież tematów uczonym - raczej sugeruję wielbicielom retellingów wspólną zabawę.

 

Rosa Raisa, oryginalna wykonawczyni roli Turandot

 

1. Turandot

KIM JEST? Zapożyczoną z baśni (a summa summarum z perskiego poematu Nizamiego) bohaterką niedokończonej opery Giacomo Pucciniego z librettem, którego autorami są Giuseppe Adami i Renato Simoni (premiera 1926).?
Turandot jest księżniczką, córką cesarza Chin. W jej pamięci ciągle żyje historia sprzed wielu pokoleń: dzieje jej przodkini, porwanej, zgwałconej i zabitej (?) przez mężczyznę-najeźdźcę. Dlatego Turandot mężczyzny nie chce - a że trochę nie ma wyjścia, ogłasza konkurs o swoją rękę. Książę, który rozwiąże jej zagadki, dostanie ją za żonę; kto nie rozwiąże - umrze. Do czasu, ku rozpaczy dworu, lodowa-księżycowa księżniczka wygrywa, ale nie oszukujmy się, w końcu znajdzie się książę, który ją pokona i który sprawi, że Turandot zrozumie, czym jest miłość.

KIM MOGŁABY BYĆ? Kimkolwiek. Turandot jest, IMHO, jedną z najbardziej  wieloznacznych, fascynujących operowych bohaterek, z którą, w retellingu, można pójść w cokolwiek zechcemy. Inteligentna, bezwzględna i zdecydowana, nasza księżniczka daje, jako postać, ogromne możliwości. Bo przecież Turandot może być, że zaczniemy banalnie, córeczką, która owinęła sobie ojca wokół małego palca i która nie chce się pogodzić z myślą, że będzie musiała się z kimś dzielić władzą. Może być, już ciekawiej, zakochana w pamięci swej prababki lub, bo w końcu czemu nie, po prostu nią być. Może tak naprawdę chcieć w końcu się z kimś związać i dlatego zadać mu to ostatnie, dziwaczne pytanie, na które odpowiedzią jest ona sama (hello, Irene Adler w Sherlocku!); może być naprawdę wściekła i załamana, że przegrała. Może być kobietą przekonaną, że świat nie jest dla kobiet i że bezwzględny opór jest jedyną strategią obrony. Może... a cokolwiek, może przecież nawet wystraszyć się tego, że - choć to mężczyzn nienawidzi - skazała na okrutną śmierć niewinną dziewczynę, usiłując wydobyć z niej tajemnicę swego bezimiennego zalotnika i w ten sposób go pokonać...

 

 

Wilhelmine Schoeder-Dervient, oryginalna wykonawczyni roli Senty


2. Senta

KIM JEST? Bohaterką Holendra tułacza Richarda Wagnera (1839).
Senta jest główną kobiecą postacią tej opery, poświęconej historii przeklętego statku i jego kapitana - zresztą, co ja tu będę wam Latającego Holendra opowiadać.  Wagnerowska Senta jest plus minus dwudziestoletnią (?) córką żeglarza, który sprzedał ją za kufer złota spotkanemu na morzu tajemniczemu kapitanowi dziwacznego statku. O dziwo, nasza bohaterka nie ma z tym wielkiego problemu - od dawna pół-mistycznie zakochana jest w legendzie o Latającym Holendrze i marzy się jej, że ocali jego duszę (YUP, WAGNER, CZEGO SIĘ SPODZIEWACIE?). Zaręcza się z kapitanem, który jej przypomina o postaci z jej marzeń, i rzuca dla niego poprzedniego narzeczonego, Eryka, który robi jej koszmarną awanturę o to, że jest niewierna. Holender (bo my oczywiście wiemy, że kapitan jest upiorem...) to podsłuchuje, arbitralnie uznaje Sentę za niewierną (rzuciła jednego, to rzuci i jego) i wypomina Sencie, że mogła go ocalić,  bo wierna miłość etc., ale nie ocaliła, bo jako kobieta jest niestała i niewierna, etc. Na co Senta, żeby udowodnić, że go kocha nad życie, rzuca się do oceanu. Hip hip hura, utopiona Senta i zbawiony kapitan idą razem do nieba. 

KIM MOGŁABY BYĆ? Tak jak Turandot jest jedną z postaci, które mnie intrygują, tak Senta jest tą, którą bym najchętniej poprzerabiała i poprzetwarzała. No bo wyobraźcie sobie, jakim fajnym wyzwaniem byłoby wymyślić motywacje (takie bardziej, hmmm, wiarygodne) dla takiego, a nie innego jej zachowania? Zobaczyć, dlaczego ona robi te wszystkie mocno autodestrukcyjne rzeczy? A może przeciwnie - może Senta w ogóle nie jest dziewczyną, która woli umrzeć, byle tylko zbawić nieznajomego, tułającego się po morzach? Może to tylko pretekst, by uciec do morza, do którego należy? (ech, nie, nie napiszę crossoveru Holendra z Małą syrenką...).



Teresa Brambilla, pierwsza wykonawczyni roli Gildy

 

3. Gilda

KIM JEST? Główną bohaterką Rigoletta Verdiego (z librettem Francesca Marii Piave według dramatu Victora Hugo, 1851).
Gilda jest - dziewczątkiem. Młodziutką, wychowaną w pobożnej izolacji córką bezlitosnego nadwornego błazna. Ojciec ukrył ją przed światem, ale na nic się to nie zdało: rozkochał ją w sobie, uwiódł, porwał i ewidentnie zgwałcił pracodawca ojca, książę Mantui. Rigoletto chciał ratować córkę, ale w sumie wolał się mścić niż wywieźć ją z miasta. A ponieważ Gilda ma jakieś, hmm, piętnaście/szesnaście lat i ciągle jest jakoś zadurzona w księciu - pozwala się zabić, ratując mu życie i budząc w ojcu (który zapłacił płatnemu mordercy za zabójstwo nie wiedząc, że ofiarą będzie nie książę, lecz Gilda) wieczne wyrzuty sumienia. Podręcznikowy przykład zalodówkowanej bohaterki, innymi słowy...

KIM MOGŁABY BYĆ? Wyzwaniem! Napisanie jej happy endu byłoby trudne, ale, hmmm, może ktoś by spróbował? Ja bym chyba wolała skupić się na jej relacjach z ojcem i księciem - na tym, co by można było wyciągnąć z historii ukochanej córeczki zamkniętej w wieży pod kloszem i nie znającej świata i zakochanej nastolatki, która nie wie, co ją czeka, kiedy dworzanie ją porywają i oddają człowiekowi, który mówił, że ją kocha... I potem, oczywiście, córki, w imieniu której ojciec chce się mścić, nie pytając jej samej o zdanie...

 


Nancy Storace, sama w sobie fascynująca jako postać,
oryginalna Mozartowska Zuzanna


4. Zuzanna

KIM JEST? Jedną z głównych postaci Wesela Figara Mozarta z librettem Lorenza da Ponte (według nieśmiertelnej sztuki Beaumarchais, 1786).
Zuzanna jest pokojówką Hrabiny i narzeczoną Figara. Ich ślub już-już ma się odbyć, kiedy okazuje się, że pan Hrabia postanowił sobie za wszelką cenę z Zuzanną się przespać, czy ona tego chce, czy nie. Jego kampania - osaczenie Zuzanny z jednej strony, próba sabotowania jej ślubu z drugiej strony - pozornie zaczyna przynosić efekty.
No tyle że Wesele Figara to jest historia o bystrych i zdeterminowanych babkach i jednym, też bystrym i zdeterminowanym, chłopaku z klasy mocno niższej. Bo ani Zuzanna, ani Figaro nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Ergo, zanim sprawa skończy się ślubami, zaręczynami i pogodzeniami, Zuzanna i jej narzeczony pokażą niedoszłemu uwodzicielowi - przy sporej pomocy pani Hrabiny - jak bardzo niebezpiecznie jest z nimi zadzierać i jakiego kompletnego osła można przy tej okazji z siebie zrobić. I dobrze, Hrabia jest modelowym wręcz przykładem operowego Arcybuca.

KIM MOGŁABY BYĆ? Och, kimkolwiek. Zuzanna jest postacią, którą serdecznie uwielbiam: bystrą, błyskotliwą, wszechstronną, lojalną, a przy tym obrotną i zorganizowaną. Nie oszukujmy się - jak chcemy libretto, które zahacza o bycie przy okazji arcydziełem literatury, to Wesele Figara jest, IMHO, bardzo, bardzo bliskie - i mocno współczesne, ze swoimi motywami kobiecej solidarności, walki z o swoje prawa (Hrabia jest duchowym przodkiem wszystkich tych paskudnych, dręczących swoich pracowników, a mających pełne gęby frazesów szefów...) i radzenia sobie w trudnej sytuacji. Jej relacja z Figarem (który jej ufa i bardzo ją ceni, ale w pewnym momencie ulega iluzji zazdrości), z Hrabiną (dla której jest - na pozór? naprawdę? - bardziej przyjaciółką niż służącą), jej walka o własne szczęście i miejsce w domu - to wszystko aż się prosi o ogranie.

 

Josephine Schefsky, która jako pierwsza zaśpiewała Brunhildę w całości Ringu


5. Brunhilda

KIM JEST? Wzdech. Mniej więcej wszyscy wiemy: Brunhilda (główna kobieca postać Pierścienia Nibelungów Wagnera) jest walkirią, córką Wotana i Erdy. Łamie zakaz ojca (próbuje pomóc w walce herosowi, któremu przeznaczone jest umrzeć) i zostaje ukarana: uczyniona śmiertelną kobietą, ma we śnie czekać na herosa, który ją obudzi i, powiedzmy, poślubi.
Pokrótce: zjawia się Zygfryd, on i Brunhilda zakochują się w sobie, ale potem ona wysyła go na quest, a tam Zygfryd, ta naiwność i głupota wcielona w postać herosa, pada ofiarą intrygi perfidnego pół-krasnoluda Hagena: magicznie pozbawiony pamięci, zaręcza się z królewną, a Brunhildę upokarza, zdobywając ją w pojedynku jako żonę dla swego przyszłego szwagra.  Brunhilda się wścieka, bo nie widzi, że tu działa magia, mamy intrygę, Zygfryd ginie, Brunhilda niepocieszona rzuca się na jego stos pogrzebowy, od stosu Zygfryda zapala się stary świat i kończy epoka dawnych bogów.

KIM MOGŁABY BYĆ? Najciekawsza chyba wydaje mi się, w tej postaci, okazja do ogrania bogini-wojowniczki, która zostaje zmuszona do stania się śmiertelniczką. Nie jestem pewna, czy da się zrobić cokolwiek sensownego z historią romansu Brunhildy z jej bratanko-siostrzeńcem Zygfrydem, który ją budzi z zaklętego snu, ale relacja Brunhildy z ojcem, z macochą Fricką i jej zmagania z losem mogą dać ciekawe efekty. 

 

Rosina Penco, pierwsza Leonora w Trubadurze


6. Leonora (1)

KIM JEST? Główną bohaterką Trubadura Verdiego, z librettem, które Salvatore Cammarono napisał na postawie dramatu romantycznego Antonia Garcii Gutiérreza (1853). Tak na marginesie, jeżeli chcecie histerycznie melodramatyczne libretto, które nie ma za dużo sensu, to IMHO właśnie je dostaliście.
Leonora jest młodą damą, o którą rywalizuje dwóch mężczyzn. Hrabiego Luny, bezwzględnego i autorytarnego, Leonora nie chce. Jej serce skradł tajemniczy trubadur Manrico - tyle że Leonora nie wie, że Manrico jest najgorszym rodzajem uzależnionego od toksycznej i mającej spore problemy z własnym zdrowiem psychicznym mamusi maminsynka...
Błagam, nie każcie mi tego całego streszczać. Summa summarum, prawie wszyscy umierają. Leonora mianowicie oświadcza hrabiemu, że za niego wyjdzie, jeśli hrabia uwolni Manrica. Manrico, jako że jest modelowym bucem, wyzywa ją od niewiernych i fałszywych i słabości, tobie na imię kobieta i inne takie; nie wie, że Leonora zażyła już truciznę - bo chce ocalić ukochanego, ale wychodzić za hrabiego nie zamierza. Nie wiem, skąd ta jej lojalność...

KIM MOGŁABY BYĆ? Jako inspiracja Leonora wydaje się fantastyczna - tyle można zrobić z tą wiecznie przez wszystkich rozczarowywaną, ciągle pozbawianą własnej woli i decyzji dziewczyną! Jej nie wychodzi nic, co planuje - chce Manrica, albo klasztor, albo przynajmniej szansę, by trubadurowi uratować życie - ale dostaje, tak naprawdę, tylko śmierć... Można napisać o niej tragiczną historię, można dać jej szansę, można... można wszystko.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

czwartek, 09 marca 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/03/09 17:03:30
Leonora/Fidelio jest bohaterką jednego opowiadania. Wczoraj (lub dziś nad ranem?) do poduszki czytałam fantastyczny zbiór krótkich opowiadań Ali Smith (The First Person and Other Stories -- polecam!), pośród nich jest "Fidelio and Bess", który zaczyna się mash-upem Fidelia i gershwinowskiego Porgy and Bess.
-
2017/03/09 17:17:20
O, jak fajnie! Chętnie sięgnę!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...