Blog > Komentarze do wpisu

Mr Herk jedzie na Olimp

Herkules (Hercules), reż. (i współprodukcja, i współautorstwo scenariusza) John Musker i Ron Clements, muzyka Alan Menken, obsada: Tate Donovan, Susan Egan, Danny de Vito, James Woods, Charlton Heston, Lillias White, Cheryl Freeman, LaChanze, Roz Ryan, Vanéese Y. Thomas i inni; Walt Disney Pictures, 1997

 

 

W kontekście przyzwoitego, acz nie powalającego wyniku finansowego i równie przyzwoitych,  acz dalekich od oszałamiających, opinii krytycznych i nagród (jedna Oscarowa nominacja, oczywiście za piosenkę, w roku,  w którym Oscar za piosenkę był nie do wygrania) intrygujący jest fakt, dla jak wielu z moich młodszych znajomych Herkules jest filmem kultowym. 

Jest zresztą, z punktu widzenia tego konkretnego dorosłego widza lubiącego filmy animowane i mitologię, filmem całkiem udanym - i to mimo faktu, że w swoim podejściu do greckiego mitu przetwarza go w sposób, który dla samych Greków byłby pod wieloma względami niezrozumiały.

Spójrzmy więc najpierw na scenariusz i na opowiedzianą w Herkulesie historię. Pozornie korzystając głównie z mitologicznej historii największego z greckich herosów, tak naprawdę czerpie z bardzo szerokiego spektrum mitów, z których tylko część zazębia się z dziejami Heraklesa. Scenarzyści rozpoczynają od wojny młodego władcy świata, Zeusa, z wyraźnie tu personifikującymi siły natury Tytanami (bardzo mi się podoba, że jeden z nich przedstawiony jest w postaci tajfunu - jak Tyfon w Dionizjakach Nonnosa - ale ja jestem #classicsnerd najgorszego stopnia). Dalej mamy mocno niekanoniczną opowieść o narodzinach Herkulesa (o czym później), wzmiankę o znanej z mitów próbie buntu bogów (w tym przypadku - Hadesa) przeciwko Zeusowi i odebrania mu władzy), historię mniej więcej centaura Chejrona przemianowanego na satyra Filokteta, bohaterkę noszącą imię pierwszej żony Heraklesa poznanej przez niego w przygodzie mniej więcej wziętej z dziejów drugiej żony Heraklesa i dwie niedojdowate personifikacje w roli sidekicków Hadesa, choć bardziej pasowaliby (patrz: Prometeusz skowany Ajschylosa) do Aresa. Do tego dochodzą aluzje do kilku prac Heraklesa (hydra), obecność rozmaitych mitologicznych postaci (Muzy, Pegaz, Mojry wyglądające jak Graje) i, do tego, ogólne greckie klimaty, ze świątyniami, posągami i aluzją do moussaki włącznie. 

Fabuła koncentruje się wokół dziejów odesłanego przez rodziców z Kryptona Olimpu Clarka Kenta Herkulesa, wychowywanego w spokojnym domu przez ziemskich rodziców. Obdarzony niezwykłą siłą, naiwny i szczerze dobry chłopiec, którego nadludzkie zdolności ciągle pakują w kłopoty, dowiaduje się w końcu o  swoim boskim pochodzeniu i utraconej przez perfidne intrygi Hadesa nieśmiertelności. Postanawia więc zostać największym herosem Grecji, by móc wrócić na Olimp i zostać, zgodnie ze swym przeznaczeniem, bogiem. Znaczy, postanawia zostać bogiem, póki nie zmieni zdania w tej kwestii.

Przy całej mitologiczności świata i postaci w Herkulesie, dla widza trochę starszego niż docelowy, zwłaszcza zaś widza zainteresowanego kinem, oczywiste są także i inne skojarzenia. Scenarzyści w okołofilmowych wywiadach mówili o inspiracjach kinem Franka Capry przy tworzeniu postaci, cytując postacie grane przez Jamesa Stewarta w Mr Smith Goes to Washintgon i Barbarę Stanwyck w Meet John Doe jako wzorce dla odpowiednio Herka i Meg. I rzeczywiście, dwójka bohaterów reprezentujących klasyczne komediowe typy dobrze pasuje do generalnie komediowego (co nie znaczy, że pozbawionego dramatycznych motywów!) charakteru filmu. Przy całej bowiem dramatyczno-romantycznej końcówce Herkulesowi najbliżej jest chyba do takiej właśnie screwball comedy a la lata 30./40.  Zobaczmy, jak ładnie i świadomie jest to zrobione w  prologu - podniosła, dramatyczno-epicka narracja (mówi Charlton Heston, bardziej epicko się nie da!) zostaje urwana przez Muzy, wprowadzające zupełnie inny, lżejszy, musicalowo-komiczny ton. Ten pomysł, żeby piosenki w Herkulesie nawiązywały do rozmaitych gatunków czarnej muzyki, mógł w pierwszej chwili nie zachwycić Alana Menkena, ale ostatecznie sprawdził się znakomicie - ta na pozór z innej bajki ścieżka dźwiękowa z jednej strony doskonale tu pasuje, z drugiej  - dodaje życia i biglu filmowej narracji (acz ja bym nominowała do Oscara A Star is Born albo moje ulubione I Won't Say I'm in Love zamiast Disneyowsko przewidywalnego Go the Distance)...

Wrażenie komediowości potęguje jeszcze jedna kluczowa dla filmu postać - a mianowicie Phil, sidekick i nauczyciel Herkulesa w jednym. Na przykładzie Phila bardzo ładnie widać sposób, w jaki scenarzyści posługują się mitologią. Bohater nosi imię pewnej mitologicznej postaci, powiązanej luźno z mitem Heraklesa  - w nagrodę za pomoc w popełnieniu samobójstwa cierpiący Herakles dał młodemu tesalskiemu księciu Filoktetowi swój łuk i strzały, które okazały się potem niezbędne, by Grecy mogli zdobyć Troję. Tak naprawdę jednak, gdyby szukać mitycznych wzorców jego postaci, byłby tym modelem nie Filoktet oczywiście, tylko Chejron - mądry centaur i wychowawca pokoleń herosów, w tym Achillesa. Oczywiście, imię Chejrona zdrabniałoby się po angielsku znacznie mniej wdzięcznie, niż Filokteta, zwanego tu Philem...
Wspomniany Chejron jest centaurem - tymczasem Phil i z postury, i z natury zdecydowanie jest satyrem, co pozwala dodać mu sporą dawkę komiczności, która także i Grekom naturalnie z satyrami się kojarzyła (acz większość okołosatyrowych greckich żartów jest z gatunku 18+...). Przy całym tym klasycznym bagażu jednak najważniejsze dla Phila wydają się inne inspiracje. Pozornie zmęczony życiem i rozczarowany niewdzięcznością świata i uczniów, ale w rzeczywistości gotowy podjąć się kolejnego wyzwania Phil najbardziej przecież przypomina typową postać starego trenera z amerykańskiego filmu, który wbrew wszelkim nadziejom zaczyna trenować młodego outsidera i osiąga sukces, o którym wcześniej mógł tylko pomarzyć...  

Mitologię traktują nasi scenarzyści - no, mniej więcej tak, jak by to zrobili Grecy, nie przejmując się kanonem, mieszając imiona, postaci, genealogie i chronologię. Pewnie, klasykowi na wspomnienie ukochanej Herkulesa imieniem Megara trochę się zaciskają szczęki (mityczny Herkules mityczną Megarę i ich wspólne dzieci zabił w ataku zesłanego przez Herę obłędu). Nie, Herakles bardzo zdecydowanie nie był ukochanym syneczkiem Hery. Tak, niezależnie od utyskiwań filmowego Phila, w czasach młodości Heraklesa Achilles nie był nawet w planach, może poza planami odwiecznych Mojr. I oczywiście Nessus był centaurem, nie bogiem rzeki (choć Herakles walczył w sprawie swojej drugiej żony, Dejaniry, i z bogiem rzeki, i z centaurem). I co z tego? Nic. To nie tego nie zrozumiałby przetransportowany w nasze czasy w TARDIS starożytny Tebańczyk czy inny tam Spartanin.

A czego by nie zrozumiał? Ano, Hadesa.

Campowy i przegięty Hades, który musi, jak połowa Disneyowskich czarnych charakterów, polegać na pomocy niekompetentnych sidekicków przy realizacji swych planów dominacji nad światem, był ulubionym bohaterem krytyków, którzy bardzo wysoko ocenili głosową kreację Jamesa Woodsa w tej roli. Hades ma dość podziemi i zamierza obalić władzę braciszka, a w tym celu musi nie dopuścić do udziału Herkulesa w wojnie z tytanami. So far, so good, wszystko całkiem nieźle mitologiczne. Co by było jednak trudne do zrozumienia dla starożytnego Greka, to fakt, że Hades w zasadzie robi to wszystko z czystej złośliwości i chęci czynienia źle - jest, znaczy się, konkretnie czarnym charakterem, a jego niejakie wizualne podobieństwo do ikonografii diabła w zachodniej tradycji tylko tę jego paskudnie złą naturę podkreśla. To właśnie - istnienie złego boga, dualistyczny podział boskiego świata na dobrych i złych, zasugerowany w Herkulesie, byłoby dla Greka trudne do pojęcia - grecka mitologia i grecka religia w zasadzie tego rodzaju dualizmu nie znają...

Dwadzieścia lat później Herkulesa nadal ogląda się dobrze - próbę czasu zniósł zaskakująco lepiej niż niektóre inne animowane klasyki z tych czasów.Animacja, nawiązująca w stylu do greckiego malarstwa wazowego, ale nosząca przy tym wyraźne piętno stylu pracującego nad filmem Geralda Scarfe'a, niekoniecznie podobała się krytykom w momencie powstania filmu, ale w swoich słodko-psychodelicznych, pastelowych scenach na Olimpie i nawiązaniach do greckiej stylistyki w kreacji postaci mnie się akurat podoba (a i żarciki z Disneyowskich dzieciaczków i zwierzątek wychodzą efektownie). Z dającymi się lubić bohaterami (i bohaterkami, nieprzypadkowo Megara zwykle ląduje na mnóstwie list najfajniejszych Disneyowskich bohaterek), efektownymi piosenkami i stosunkowo skomplikowaną fabułą Herkules jest filmem, moim zdaniem, zdecydowanie godnym polecenia widzom i docelowym, i trochę starszym. 

sobota, 25 marca 2017, ninedin

Polecane wpisy

  • Księżniczki i kontrowersje

    Pocahontas, scen. Carl Binder, Susannah Grant, Philip LaZebnik, reż. Mike Gabriel, Eric Goldberg, w rolach głównych (głosy): Irene Bedard/Judy Kuhn, Mel Gibson,

  • Nieznany brat Sherlocka H.

    Obiecałam cykl disneyowski na blogu – i wybaczcie, że zaczynam go o dwa miesiące później i od nie tego filmu, od którego obiecałam zacząć. Acz do tamtego

  • Piosenkujemy

    Dziś będzie o piosenkach z filmów dla dzieci. Fanowskie postery: Mała syrenka. Stąd . Piosenki Disneya jako bohaterki wpisu znajdują się tu z dwóch powodów.

  • Stitch.

    Na ten projekt złożyło się wiele czynników. W konkursie Royal Stone kolejną inspiracją było USA. Wśród moich skojarzeń pojawił się Disney. Chciałam zrobić kolej

  • Historia animowana

    Dziś rano na jednym z kanałów telewizyjnych był emitowany film Disneya "Herkules", oparty na micie o greckim herosie o tym imieniu. Jedną z głównych ról gra tam

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...