Blog > Komentarze do wpisu

Czekaj miłości

Marta Krajewska, Idź i czekaj mrozów, Genius Creations, Bydgoszcz 2016

 

 

UWAGA: SPOJLERY

 

W ramach wyzwania Zew Zajdla postanowiłam przeczytać wszystkie powieści i opowiadania nominowane do tej nagrody. A skoro już je czytam, pomyślałam, czemu nie miałabym również ich zrecenzować/przedyskutować na blogu? Recenzje z powieści Marty Kisiel i Radka Raka już na blogu są, a dzisiaj pora na Idź i czekaj mrozów Marty Krajewskiej.  

Fabuła powieści Krajewskiej - powieści, która, skądinąd podobnie jak współnominowana z nią do Nagrody Zajdla, bardziej przypomina zbiór opowiadań połączony wspólnymi wątkami niż powieść sensu strictissimo - skupia się wokół losów kilkorga postaci mieszkających w odległej od świata Wilczej Dolinie.  Główną wśród nich jest adoptowana córka zielarza, Venda, która po śmierci ojczyma musi zdecydować, czy chce zająć jego miejsce i zostać Opiekunem wioski - a fakt, że w jej życiu nadnaturalne istoty (a zwłaszcza jedna, a raczej - jeden, z nich) zaczynają odgrywać coraz ważniejszą i coraz bardziej, hmmm, osobistą rolę, nie pomaga jej w odpowiedzi na to pytanie.  Obok Vendy i dwóch mężczyzn, którym pisane jest odegrać w jej życiu sporą rolę - są nimi jej przyjaciel z dzieciństwa Imir i tajemniczy nieludzki wilkar DaWern, ostatni ze swej rasy - w centrum uwagi czytelnika znajduje się jeszcze kilka postaci. Śledzimy miłosne, a potem małżeńskie perypetie Atry, która pakuje się w kłopoty przez nader nieodpowiedni romans i następnie, chcąc nie chcąc, wychodzi za mąż. Oglądamy dzieje młodej młynarki Jady, która straciła ukochanego w najbardziej banalny i najstarszy sposób na świecie - i historię Stalli, kobiety w średnim wieku, która kiedyś porzuciła tę wioskę, a wraz z nią - męża i synka, a teraz wróciła, jako ktoś inny i z innym mężczyzną u boku. W tle jest jeszcze żyjąca poza wioską wiedźma i mieszkająca jak najbardziej wśród ludzi pani Wiljo z dziwną małą córeczką imieniem Płomyk. Nad wszystkimi tymi postaciami stale wisi cień zguby - koegzystencja Doliny z siłami wokół niej, z bogami i istotami nadnaturalnymi, nie jest ani łatwa, ani przewidywalna, a zguba i zabójczy w skutkach gniew bóstw nigdy nie jest daleko od tego małego, zamkniętego światka.
To jest, pod względem formy, gatunku i języka, powieść znacznie bardziej tradycyjna i bliższa mainstreamu fantasy niż teksty Radka Raka czy nawet Marty Kisiel - i nie jestem do końca pewna, czy odrobina odwagi w decyzjach dotyczących narracji czy stylu nie wyszłaby jej na dobre. Gatunkowo Idź i czekaj mrozów na pierwszy rzut oka mieści się w dość wąsko rozumianej fantasy. Inspiracją do kreacji świata przedstawionego była w tym przypadku przede wszystkim mitologia słowiańska (a raczej to, jak się ją rekonstruuje), choć tekst, wbrew pozorom, niekoniecznie tylko do tych słowiańskich tradycji się odwołuje – wystarczy spojrzeć na imiona, gdzie element nordycko-fiński wydaje się podobnie znaczący, co słowiański. Krajewska „rekonstruuje” w Idź i czekaj mrozów społeczność żyjącą w dziwacznej, kruchej harmonii nie tyle i nie tylko z naturą, co przede wszystkim z tym, co nadnaturalne – jej bohaterowie nie tyle stykają się z magią i z istnieniem bogów jako z zewnętrznym fenomenem, z czymś, w co trzeba uwierzyć i przekonać się, że jest – oni żyją stale z pełną świadomością, że jeśli zrobią coś nie tak, bogowie ich ukarzą, a magiczne istoty skrzywdzą. Ta kreacja świata przedstawionego, z działającymi bogami, z mitem o dawnych prawie-wymarłych nieludzkich przeciwnikach w zamku nad doliną, z zagadkową ni to boginią, ni to czarodziejką-heroiną Elleniale w tle, jest bodaj czy nie najmocniejszą stroną powieści Krajewskiej (przyznam się bez bicia, chęć poprowadzenia sesji RPG w świecie opartym na tej powieści nie opuszczała mnie przez kilka dni po lekturze).

Na drugi jednak rzut oka widać wyraźnie, że w powieści Krajewskiej zdecydowanie widoczne są wpływy innego gatunku, a mianowicie – paranormal romance. Wiem – od kiedy zdarzyło mi się słyszeć autorkę wypowiadającą się na ten temat – że sama Marta Krajewska nie jest może najszczęśliwsza z tych skojarzeń; problem polega na tym, że trochę trudno się od nich uwolnić. Im bardziej bowiem zagłębiamy się w tę historię, tym ważniejsze okazują się wątki obyczajowe – a przez obyczajowe zdecydowanie trzeba tu rozumieć romansowe.

Venda jest przez pewien czas rozdarta między rodzącym się uczuciem do Imira, który wcześniej był dla niej niczym innym, jak przyjacielem z dzieciństwa, a wilkarem DaWernem. Muszę przyznać, że zdecydowanie podobało mi się to, jak autorka rozegrała i zakończyła wątek Imira – zaskakująco i nieoczywiście. Natomiast… ech, pan Darcy w postaci nie-wilkołaka męczył mnie wręcz niemożebnie. Tak jak w Clovisie LeFay wątek Johna i Alicii, tak tutaj motyw niechęci prowadzącej do Prawdziwej a Tragicznej Miłości między DaWernem a Vendą wydawał mi się zbyt oczywisty, zbyt przewidywalny w swojej konstrukcji i sposobie poprowadzenia. Ech, wolałabym osobiście, żeby autorka, chcąc pokazać bohaterkę przeznaczoną demonom, bardziej pograła sugestią, że Venda zaczęła pożądać Imira i odczuwać do niego coś zdecydowanie więcej, kiedy przestał już być człowiekiem… Zresztą, jak na wioskę, w której jest wyraźny rozdział ludzi od potworów, w Wilczej Dolinie jest tych mieszanych związków, hmmm, DUŻO? Venda zakochuje się w wilkarze, Atra uprawia seks i zachodzi w ciążę z demonicznymi upiorami z zakazanego cmentarza, Jada w końcu poślubi płanetnika, a Wijlo – Wiljo nie zwiąże się z nikim nadnaturalnym, bo sama jest istotą nadnaturalną. Jeżeli porównać to, jak temat związków ludzi z nieludźmi potraktowała Krajewska, z tym, jak robi to, w opowiadaniu „Wody głębokie jak niebo” Anna Brzezińska, widać wyraźnie, że tam, gdzie Brzezińską interesuje przede wszystkim paradoksalność natury bohaterów i ich walki z tym, co nieludzkie (walki, że dodam, jakże ironicznej i absurdalnej), tam Krajewska skupia się na opisie uczuć, pożądań i romansów. I żeby nikt mi tu nie uznał, że to jest krytyka – absolutnie nie to mam na myśli. Chcę jedynie wskazać, że elementy romansowe w Idź i czekaj mrozów wydają się, paradoksalnie, dominować nad tymi stricte fantastycznymi.    

Świat i jego kreacja, jak powiedziałam, wydaje mi się najmocniejszą stroną powieści Krajewskiej (1). Trochę więcej problemu mam z jej bohaterami – może dlatego, że autorka skupia się na tych, które akurat mnie interesują nieco mniej. Venda jako bohaterka zdaje mi się dość przewidywalna i mało ciekawa. Nie zawsze przekonują mnie jej motywacje – serio, aż tak mało reakcji po śmierci Opiekuna, jaki by trudny nie był? Nie zawsze mam ochotę wiedzieć więcej akurat o niej, a tam, gdzie mam – jak w sprawie z Imirem – autorka wybiera (i takie jej prawo) inne aspekty historii postaci. Wolałabym, szczerze mówiąc, powieść o Stalli, jej żałobie, jej decyzji o opuszczeniu wioski i porzuceniu rodziny, jej karierze i jej śmierci. Wolałabym powieść o Wiljo – w ogóle poproszę o powieść o selkie/kobiecie-łabędziu/królewnie żabce i o tym, jak się żyje z mężem, którego serio i szczerze pokochałaś, a który potem ukradł ci szansę na twoje własne życie i odebrał prawo wyboru. No i zdecydowanie wolałabym powieść o Atrze, o jej seksualnym przebudzeniu, zakazanych przygodach, o jej klasycznym be careful what you wish for i o upartych, zdecydowanych próbach, mimo wszystko, uratowania się z tej sytuacji, choćby po trupach, a przynajmniej kosztem szczęścia innych. Atra to jest Becky Sharp tego świata – i ja bym naprawdę chciała więcej o niej, mniej o Vendzie.

No i jeszcze jedno – ja bym wolała, żeby ta powieść napisana była odważniej, zarówno językowo, jak i gdy chodzi o narrację. Jej styl – hmmm, pasuje do postaci Vendy, bo jest podobnie poprawny i bezbarwny. Odrobina szaleństwa, trochę więcej stylistycznego zróżnicowania, odważniejsza polszczyzna – i mielibyśmy zamiast poprawnej powieści coś znacznie ciekawszego.

Generalnie, oceniam Idź i czekaj mrozów (skądinąd, tytuł jest znakomity i intrygujący) pozytywnie – i mam z ta powieścią podobnie, jak z Clovisem LeFay Anny Lange: sporo uwag, sporo krytyki, ale i generalne przekonanie, że jeżeli polska fantastyka pójdzie w tę stronę, to ja płakać nie będę.

(1)  Yup, mam pewne problemy z imionami w tym świecie, ale to jest marudzenie filologa i daruję wam moje wątpliwości.

Zapisz

niedziela, 18 czerwca 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/06/19 11:56:07
Muszę przyznać, że mi się bardzo podobało. Zgadzam się z zarzutami - romans Wendy i wilczka był chyba najbardziej nużącą częścią, ale gdzieś czytałam, że autorka całą historię ułożyła jako dziecko. I choć widać, że pozostałe postaci wyewoluowały, ten romans został taki bardzo nastolatkowy. I tak, Atra była cudowna!
-
Gość: , *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2017/06/19 14:00:00
O, to jest ta recenzja, która ciągle Ci się kasowała? Warto było o nią powalczyć, jest ciekawa, chociaż do przeczytania książki chyba mnie nie zachęciła - zupełnie nie moje motywy.

A skoro to mój pierwszy komentarz na Twoim blogu, to napiszę jeszcze, że strasznie go lubię i zawdzięczam Ci zapoznanie się ze "Snow Crash" <3
-
2017/06/19 20:52:16
Ja się po lekturze zastanawiałam, czy Venda nie jest aż tak ciekawą postacią ze względu na to, że dopadł ją syndrom głównego bohatera: wiele się w niej odbija, wiele widzimy przez nią i przez nią się dowiadujemy, i wtedy ona sama, jako potencjalnie wyrazista postać, sporo traci.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...