Blog > Komentarze do wpisu

Witamy w (nie)znanym kosmosie (1)

James S. A. Corey (Daniel Abraham, Ty Francks), The Expanse I-IV (Leviathan Wakes, Caliban's War, Abbadon's Gate, Cibola Burns), 2011-2014.

 

 

SPOJLERY!

 

I. Wstęp

Sukces literackiej serii Jamesa S. A. Coreya (pod którym to pseudonimem ukrywają się dwaj autorzy: Daniel Abraham i Ty Franck) potwierdzają nie tylko więcej niż przyzwoite wyniki sprzedaży i trafiające im się od czasu do czasu nominacje do poważnych nagród SF, ale i powstanie opartego na tym cyklu powieści serialu TV (obecnie dwa sezony, z których pierwszy dostępny jest na polskim Netflixie). Seria Coreya to gatunkowo na pierwszy rzut oka dość klasyczna space opera/SF z elementami różnych innych gatunków (horror, thriller, powieść kryminalna), nawiązująca bardzo świadomie do klasyki fantastyki naukowej. Klasyka SF jednak nie jest jedynym obszarem literackiej tradycji, z którym autorzy The Expanse pogrywają. Podobnie jak wielu z najciekawszych współczesnych autorów SF (by wspomnieć choćby Anne Leckie czy Dana Simmonsa), twórcy The Expanse sięgają w swojej historii do szerokiego spektrum literackiej klasyki, prowadząc swoich czytelników po mniej lub bardziej ukrytych śladach wielkich dzieł (głównie) zachodniej tradycji literackiej. Jak jeden z bohaterów, detektyw Joe Miller, chciałabym teraz pójść tymi śladami z lupą w jednej, a latarką w drugiej ręce – wskazać na obecność w The Expanse motywów klasycznych, biblijnych, szekspirowskich oraz, oczywiście, zaczerpniętych z najbardziej oczywistego tu źródła inspiracji, Don Kichota Miguela de Cervantesa, jak również z tradycji poezji i prozy XIX i XX wieku, a także zastanowić się nad pytaniem: po co autorom opisującym nam odyseję ludzkości dość niespodziewanie odkrywającej kosmos (i płacącej za to sporą cenę…) odniesienia do szacownej literackiej klasyki? Do czego je wykorzystują i w jaki sposób się nimi posługują?

Zacznijmy może od tła, bo bez niego kiepsko widać wszelkie hafty, naszywki, aplikacje i ozdoby, którymi pp. Corey ozdobili swoje dzieło.

 

II. Autor! Autor! A nawet dwóch!

 

Moje "pp. Corey" powyżej to oczywiście nawiązanie do faktu, że James S. A. Corey nie istnieje: jest to po prostu pseudonim autorskiego duetu Daniel Abraham i Ty Franck. Obaj panowie nie byli całkowitymi nowicjuszami, kiedy się za The Expanse zabierali. Daniel Abraham miał już doświadczenie w pisaniu różnych gatunków fantastyki (pisywał także teksty fantasy, powieści pisane we współautorstwie z Georgem R. R. Martinem i Gardnerem Dozois oraz powieść ze świata Star Wars), Franck z kolei ma m.in. doświadczenie pisania RPG i sekretarzowania George’owi R.  R. Martinowi. Franck również, co ważne, stworzył własny autorski system RPG - system, w którym w pewnym momencie zaczął prowadzić dla znajomych cykl przygód załogi statku kosmicznego, która na jakimś etapie swoich wypraw spotyka pewnego detektywa... Z tej gry, z przyjaźni obu autorów i z wspólnych literackich ambicji i zamiłowań narodził się pomysł wspólnego napisania cyklu powieści: pozostało tylko wybrać sobie pseudonim.
Pseudonim zaś został wybrany staranie: tak, by – składając się z elementów imion i nazwisk autorów/ich bliskich – jednocześnie przywoływał skojarzenia z nazwiskami/pseudonimami klasyków space opery (jak Robert E. Heinlein czy Arthur C. Clarke). Panowie wiedzieli, co chcieli osiągnąć - ich planem było, najwyraźniej, dać czytelnikowi starą dobrą przygodową space operę.
No, może nową starą dobrą przygodową space operę - bo w The Expanse innowacje i otwarcie się na nowość (zwłaszcza przy socjologii społeczeństwa w cyklu opisanego) jest co najmniej równie ważne, jak literacka i kulturowa tradycja.

III. This is the world we live in

Świat w The Expanse jest, wyjściowo, światem ludzkim: ludzkość nie zetknęła się w nim jeszcze z dowodami na istnienie obcych cywilizacji. Acz, co fakt, to fakt - poza Układ Słoneczny taż ludzkość jeszcze nosa nie wychyliła. Ale jako że ludzkość to ludzkość, z całą jej potencjalną wielkością i nader częstą małostkowością, zaślepieniem i generalną koszmarnością, ludzie zdążyli już, oczywiście, pokłócić się w kwestii tego, kto mianowicie zasługuje na miano człowieka.
Podziały polityczne w tym świecie są niejednoznaczne, a alianse - niestabilne: to jest, mówiąc najkrócej, świat na permanentnej krawędzi wojny. To będzie, jak zauważają bohaterowie, przepowiedziana przez Einsteina wojna na kamienie - ale rozumiana zupełnie inaczej, niż się wielkiemu uczonemu wydawało, bo nie trzeba wracać do epoki walk na kamienie, żeby przy pomocy skutecznego bombardowania odłamkami skał z orbity zrobić potężną krzywdę przeciwnikowi; w świecie The Expanse to jest stałe zagrożenie. Kolebka ludzkości, Ziemia,- przeludniona, zarządzana przez ONZ i wbrew pozorom stosunkowo zamożna - jest jednocześnie częściowo zdewastowana ekologicznie, co w efekcie zmusiło władze do wprowadzenia konkretnych ograniczeń w prawach jednostki, z prawami wyraźnie ograniczającymi reprodukcję na czele.  Jej stałym rywalem, a jednocześnie, z racji pewnego podobieństwa sytuacji, domyślnym sojusznikiem, jest Mars. Planeta jest w trakcie terraformingu (pewnie wiecie, że to jest to samo uniwersum, co Marsjanin Andy'ego Weira?) co dla Marsjan oznacza oczywiście życie pod kopułami i skupienie większości sił na walce o przemianę planety. Mars jest silny militarnie (jego flota nie ma sobie równych w zamieszkałym przez ludzkość kosmosie), a społeczeństwo skupione jest na kwestii dostosowania planety do zamieszkania. To wszystko kształtuje dominujące na Marsie stanowisko etyczne, akcentujące poświęcenie dla przyszłości, pracowitość i zdolność do wszelkich wyrzeczeń.
Wspomniałam o Marsjanach - tu warto podkreślić, że na kolonizację Marsa i Pasa (planetoid i stacji kosmicznych) decydowali się... cóż, ci, którzy chcieli i mogli. Tu nie ma żadnych licencji katolickich czy protestanckich a la Orson Scott Card, tu w kosmos wyruszył, kto chciał i mógł. Stąd zarówno społeczeństwo Marsa, jak i mieszkańcy Pasa są mocno wymieszani etnicznie, kulturowo i religijnie - nikogo na przykład nie dziwi, że mający hinduskich antenatów, a pochodzący z konkretnego obszaru Marsa (gdzie jego przodkowie mieszkali wśród imigrantów z Teksasu) Alex Kamal mówi z teksańskim akcentem.
Mars i Ziemia mogą rywalizować, ale dla mieszkańców Pasa niewiele je, tak naprawdę, różni. Ludzkość w Pasie zależna jest od dostaw z planet wewnętrznych; stacje i planetoidy zamieszkane są przez mieszaną etnicznie i kulturowo ludność; do tego ludzkość ta uległa pewnym fizycznym zmianom w wyniku życia w środowisku bez naturalnej grawitacji (mieszkańców Pasa można rozpoznać na pierwszy rzut oka, są wyżsi, szczuplejsi i o nieco innych proporcjach), a jednocześnie warunki życia wytworzyły, jak zwykle przecież w takich przypadkach, nieco odrębną kulturę i społeczeństwo. No i polityka, oczywiście w tym wszystkim jest jeszcze kwestia polityki i napięć zarówno politycznych, jak i gospodarczych; w Pasie od dawna działa OPA, radykalna i (momentami zdecydowanie) terrorystyczna organizacja, chcąca pełnej niezależności dla Pasa i oderwania się od planet wewnętrznych.
Dodajmy do tego jeszcze jedno: korporacje i ich absolutnie uprzywilejowaną pozycję.  Firmy takie, jak Protogen czy Mao-Kwikowski są w zasadzie państwami w państwach i jeżeli myślicie, że ich rola jest stabilizująca i stymulująca rozwój oraz wymianę gospodarczą w tym świecie to, cóż, mylicie się.
Ludzkość w świecie The Expanse - głównie na Marsie i w Pasie, ale także na Ziemi) - jest wymieszana kulturowo i etnicznie. Jednocześnie jednak ta ludzkość zachowuje sporo odrębności i swoich lokalnych specyfik (rosyjskie reklamy na Ceres, wzmianki o arabskiej i hinduskiej muzyce, potrawy); zachowuje też odrębności, na przykład, religijne - Annushka Volovodov, która jest pastorem w kongregacji metodystów i jedną z głównych postaci w Abbadon's Gate, i jej towarzysze wyprawy, przedstawiciele rozmaitych religii świata, to tylko jeden z przykładów. Duży nacisk położony jest w The Expanse na to, czego tradycyjnie raczej brakowało w klasycznej space operze lat 40.-50.: życie codzienne, kultura, zróżnicowanie kulturowe, język, kuchnia, religie i religijność, związki i prawo rodzinne, wszystko to odgrywa dużą rolę w konstrukcji świata.
Jednocześnie ten świat bardzo, bardzo zdecydowanie nie jest rajem. Kluczowe dla początku cyklu pytanie – wypowiedziane wprost przez Millera i Naomi – brzmi przecież: „Czy dla mieszkańców planet mieszkańcy Pasa są ludźmi?". I kiedy mowa jest o katastrofie na Erosie, mieszkańcy Pasa raczej nie mają wątpliwości, że ich rodacy zostali poświęceni i że korporacja, która to zrobiła, nie miała wielkich etycznych problemów z tą decyzją także dlatego, że nie byli Ziemianami...
Ufff. Niniejszym mamy tło do trzech kolejnych wpisów o The Expanse. Dzisiejsza część kulturowa obejmuje analizy tytułów pierwszych czterech powieści w cyklu: Leviathan Wakes, Caliban's War, Abbadon's Gate i Cibola Burns.

IV. Jak czytać te tytuły?
W dzisiejszym wpisie chciałabym przyjrzeć się aluzjom kulturowym w tytułach pierwszych czterech tomów The Expanse. One na pierwszy rzut oka wyglądają jak wiele klasycznych tytułów space operowych, w których obce słowo ma przyciągać uwagę i budować egzotyczność zapowiadanego świata. Jednocześnie jednak w cyklu Coreya wszystkie te tytuły niosą dość proste, ale sugestywne kulturowe skojarzenia, znaczące dla lektury i ewentualnej interpretacji powieści.

Lewiatan

Nazwa "lewiatan" (hebrajskie לִוְיָתָן, 'leviyatan, od לוה, lava', wić się, być zwiniętym) kojarzy się biblijnie, ale w rzeczywistości niesie za sobą konotacje znacznie starsze od zachowanego tekstu biblijnego. Lewiatan, morski potwór i wcielenie chaosu, przywodzi na myśl znane z tradycji bliskowschodnich istoty takie jak Tiamat, pradawna morska bogini i wcielenie chaosu, znana z kosmogonii babilońskiej, czy Lotan pokonany przez Hadada-Baala w cyklu ugaryckim). Lewiatana znamy przede wszystkim z Biblii hebrajskiej (dla ciekawych:  Hiob 3:8 i 40:15–41:26, Amos 9:3, Psalm 74:13–23, Psalm 104:26, Izajasz 27:1). Zwykle widzimy go jako potwora, którego pokonanie zasługą Boga, ale w niektórych kontekstach lewiatan jest rozumiany jako sługa Boga.
Dalszy rozwój tej postaci następuje w piśmiennictwie postbiblijnym. Talmud, midrasze (narracyjne rozwinięcia motywów biblijnych, że uproszczę) i komentarze rabiniczne podkreślają przede wszystkim apokaliptyczną rolę Lewiatana: pojawia się on jako bestia, której pojawienie się na morzach będzie jednym ze znaków końca świata.
Oba te znaczenia wydają się ważne dla The Expanse. W cyklu Coreya lewiatan wydaje się dość czytelnym symbolem budzącego się potwora/potworów (jeśli można to tak nazwać), zaskakująco groźnego pierwszego kontaktu i przebudzenia pradawnego obcego artefaktu; jako że przez absolutną większość powieści mamy do czynienia z poczuciem zagrożenia, jakie to przebudzenie niesie, skojarzenie z biblijnym potworem grożącym końcem świata jest jak najbardziej uzasadnione.

Kaliban

Imię Kalibana w tytule II tomu cyklu jest pierwszą sugestią obecności Burzy Szekspira w cyklu Coreya - obecności, która swoje apogeum osiągnie w Cibola Burns, opowieści o zakazanej planecie i zagrożeniach, jakie ze sobą niesie.
Kaliban, syn wiedźmy Sykorax, niewolnik Prospera, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim brzydki, dziki, krnąbrny, niebezpieczny, nieprzewidywalny; tradycyjnie przy tym odczytywany jako niecywilizowany i groźny. Nie trzeba jednak wiele dointerpretowywać, by dojrzeć w Kalibanie istotę cierpiącą, skrzywdzoną i niezbyt zadowoloną z losu, jaki jej przypadł.

W The Expanse imię Kalibana odnosi się przede wszystkim do wyprodukowanych przez korporację Mao-Kwikowski ludzko-obcych hybryd-wojowników (i mówi coś o ich kondycji?). Odgrywają oni kluczową rolę w fabule: od ich pojawienia zaczyna się akcja powieści i to wydarzenie łączy się z dwójką głównych postaci tego tomu: Bobbie Draper jako jedyna przeżywa ich pierwszy atak, a poszukiwana córka Praxidike Menga okazuje się częścią programu ich tworzenia;

Abbadon

W przypadku Abbadona/-u mamy ciekawą ewolucję: słowo to, wywodzące się, podobnie jak lewiatan, z tradycji żydowskiej i z Biblii hebrajskiej, dość znacząco zmieniło swój zakres znaczeniowy w Nowym Testamencie. Tradycja hebrajska uznawała abbadon za miejsce: początkowo było to miejsce opuszczenia, pustka, później znaczenie ewoluowało w kierunku zaświaty, piekło. Tradycja nowotestamentalna i chrześcijańska z kolei postrzegała Abbadona jako postać (Ap. 9:11 ἔχουσιν ἐπ' αὐτῶν βασιλέα τὸν ἄγγελον τῆς ἀβύσσου: ὄνομα αὐτῷ Ἑβραϊστὶ Ἀβαδδὼν καὶ ἐν τῇ Ἑλληνικῇ ὄνομα ἔχει Ἀπολλύων (1).  Abbadon jako imię demona zrobił później sporą karierę w późniejszej literaturze (kto pamięta Mistrza i Małgorzatę, będzie wiedział, o czym mówię).
Znaczenie w The Expanse jest zdecydowanie bliższe starotestamentalnemu, wrota Abaddona to bramy (gwiezdne wrota) pozwalające poruszać się między światami po śladach pradawnej cywilizacji; tytuł sugeruje, że niosą one zagrożenie (inaczej po co Holden, nasza drama queen, by tam lazł?). Jednocześnie widać tu także drugie, dość, hmmm, koszmarne możliwe znaczenie. Abbadon w Biblii hebrajskiej jest miejscem m. in. wegetacji dusz - a czymże innym, jak nie przypominającymi biblijny Szeol i Abbadon albo zaświaty Homera, z duszami samotnie błądzącymi w ciemności i pustce, z ułamkami zachowanej świadomości, jest nie-życie Millera, Julie i całej reszty ofiar Erosa? 

Cibola

Najbardziej na pierwszy rzut oka zagadkowa z aluzji w tytule, Cibola jest hiszpańską nazwą ogromnego puebla plemienia Zuni w Nowym Meksyku, zwanego w lokalnym języku Hawikuh i założonego ok. r. 1400. Było to miejsce pierwszego kontaktu hiszpańskich najeźdźców z miejscową kulturą: w 1450 wkroczył tam Francisco Vásquez de Coronado ze swoimi ludźmi; rok przed Coronadą była misja zwiadowcza. W wyniku nieporozumienia w tym kontakcie Estevanico, czarnoskóry niewolnik-przewodnik ekspedycji, został przypadkowo zabity podczas wstępnej eksploracji na parę miesięcy przed przybyciem głównej wyprawy.
Co ważniejsze, nazwą Cibola Hiszpanie określili mityczne Siedem Złotych Miast, które miały się znajdować w Nowym Świecie - miejsca mitycznych bogactw, obiektu pożądania, jednej z głośno wymienianych przyczyn ekspansji konkwistadorów w Ameryce Środkowej. 

W The Expanse  Cibola jest oczywistą analogią dla planety (Nowa Terra/Ilus), gdzie najpierw zamieszkali uchodźcy z Ganimedesa, a gdzie potem przybyli oficjalni wysłannicy ONZ; planeta okazała się dawnym centrum technicznym obcej cywilizacji, której relikty ciągle trwały i bardzo zagroziły ludzkiej kolonii. Spotkanie w domu obcych, które źle się kończy, a jednocześnie - wskazanie, jak wyraźnie kolonialny charakter ma ekspansja ludzkości w kosmos, wydają się kluczami do interpretacji tego konkretnego tytułu.


W następnym odcinku: Szekspir, Tennyson, Cervantes i Chandler lecą w kosmos, czyli o klasycznych motywach literackich i ich roli w The Expanse.

 

 

(1) Darujcie zawodowej hellenistce chęć posłużenia się greką. Wersja polska:  A miały nad sobą króla, anioła przepaści, któremu imię po żydowsku Abaddon, a po grecku ma imię Apolijon ['Niszczyciel' - przyp. AK].



Powyższy wpis powstał jako przeróbka prelekcji wygłoszonej przez mnie na Smokonie 4 w Krakowie, 27 maja 2017.

Zapisz

piątek, 02 czerwca 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/06/05 14:57:36
Niezmiernie mnie kusi, żeby zagłębić się w ten wpis należycie, ale przeczytałem na razie tylko tom pierwszy. Mam zamiar przeczytać pozostałe, więc nie będę sobie spoilerował. Może kiedyś jeszcze tu powrócę. Jeszcze tylko osiem tomów przede mną.
-
2017/06/05 18:34:40
Czytam obecnie pierwszy tom. W planach mam już kolejne i nie zamierzam czekać na polskie wydania. Słyszałem, że Mag planuje wydać ponownie pierwszy tom w I-szym kwartale 2018 roku, mam nadzieję, że pociągnie dalej. Tłumaczenie mogło by być lepsze, delikatnie mówiąc. Nie wiedziałem, że space-opera może być tak dobra, to nowa jakość, wszystko jest jakoś głębsze w tej ksiązce. Gdyby nie ten wpis pewnie nigdy nie dowiedziałbym się o istnieniu tego cyklu. Oczywiście nazwisko kojarzę, rzuciło mi się w oczy na tle kosmicznych statków, ale podobnych okładek są tysiące. Dlatego dziekuję i czekam na kolejne odcinki :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...