Blog > Komentarze do wpisu

Brune i błoto

Agnieszka Hałas, Teatr węży I: Dwie karty, Wydawnictwo Ifryt, Lublin 2011

 

UWAGA SPOJLERY

 

 

Agnieszkę Hałas jako autorkę skojarzyłam, wstyd przyznać, dopiero wtedy, kiedy spora część moich znajomych z fascynacją czytała Olgę i osty. Lektura tej powieści jeszcze przede mną - a na razie, co mi tam, pochwalę się i ostrzegę jednocześnie: dostałam od autorki serię jej powieści fantasy o Krzyczącym w Ciemności i postanowiłam, rzutem na taśmę przed wyjazdem na wakacje, dać szansę I tomowi.

Nie znam opowiadań o Krzyczącym, od których zaczęła się pisarska kariera autorki, Dwie karty były więc dla mnie pierwszym zetknięciem się z tą postacią. Obszerna I część trylogii (blisko 400 stron) pokazuje nam bohatera powoli odkrywającego swoje możliwości i uczącego się na nowo, kim jest i co umie, po życiowej/magicznej katastrofie, która odebrała mu pamięć, imię i świadomość. Wyrzucony na morski brzeg, bohater zostaje znaleziony przez grupę zdeformowanych żebraków, którzy bezinteresownie udzielają mu pomocy. Wkrótce i oni, i on sam orientują się, że Brune Keare - bo takim, zdecydowanie nie własnym, imieniem bohater się przedstawił  - jest Żmijem, zakazanym w tym świecie czarnym magiem. Choć bogowie zostawili ludziom magię i czarną, i srebrną, to jednak tylko ta ostatnia uchodzi za podtrzymującą ład i właściwą - czarna jest zakazana. Czarny dar to przekleństwo - ma się go, czy się chce, czy nie, a jeżeli go dostaniesz i przeżyjesz, masz moc, ale masz też i kłopoty. A jeżeli do tego dołożysz sobie jeszcze kłopoty ze światem demonów, jak główny bohater, twoje życie ma spore szanse zamienić się w sekwencję ciągłych ucieczek, pogoni i stałego oglądania się za siebie. 

Agnieszka Hałas buduje świat swojej powieści z elementów klasycznych dla dark fantasy. Zaczynamy od fragmentów mitu o pojawieniu się w świecie magii (po interwencji Tyfona, plus minus), cytowanych za tamtoświatową świętą księgą, a potem mamy i tajemniczego mężczyznę z bliznami i magicznym darem, strzegących ładu (a w rzeczywistości na kilometr zalatujących totalitaryzmem) srebrnych magów, czarną magię żywiącą się bólem i cierpieniem, gildię żebraków (i małą kooperatywę tych, którzy jej podpadli), a wszystko to w realiach wielkiego, dotkniętego magią miasta, gdzie świat arystokracji i świat mieszkańców nędznych slumsów rzadko się przenikają. To ten drugi zresztą interesuje autorkę znacznie bardziej - zdecydowanie najwięcej uwagi Agnieszka Hałas poświęca a to zniekształconym przez magię nieszczęsnym żebrakom, a to pracującej w szpitalu dla nędzarzy młodej uzdrowicielce, troszczącej się dobro biedoty, a to sprzedawcom i kupującym na wielkim targowisku, gdzie za grosze można kupić niemal wszystko. Uliczki tego świata toną w błocie, kanały i zimne piwniczne izby przenika smród, szerzą się choroby i zwykłe plagi codziennego dnia: chłód, głód, brud i brak perspektyw. Dużo w tej powieści błota i brudu i chorób - to niekoniecznie jest ładny świat, w którym czytelnik chciałby zamieszkać. Co jakiś tylko czas wynurzamy się z podziemnych schronień biedoty, głównie by podglądnąć knowania władców demonów w ich królestwach (jest ich sporo, mocno skłóconych), albo by zobaczyć, jak wygląda świat z perspektywy tych, którzy są w nim uprzywilejowani.

Bohaterowie, których spotykamy, też są wariacjami na znane dobrze tematy  - przemyślanymi i dobrze skomponowanymi wariacjami, dodajmy. Autorka ewidentnie nawet w debiutanckiej powieści umie archetypom dodać psychologicznej wiarygodności. Brune-Krzyczący, dotknięty klątwą atrakcyjny mężczyzna z amnezją i wielkim magicznym talentem (a i umiejętnościami). Dobrego serca sierotka, wychowywany przez żebraków. Tancerka-kotka, dotknięta klątwą dobra i życzliwa dziewczyna o kociej głowie. Brudni i zdeformowani żebracy, którzy jednak mają w sobie więcej człowieczeństwa, niż dumna i piękna magiczna femme fatale. Diabelscy wysłannicy pięknej i kapryśnej królowej demonów. Jest nawet sidekick głównego bohatera, wyposażony we właśnie takie cechy, których się u tego typu postaci spodziewamy (no dobra, może niekoniecznie spodziewamy się głowy na pajęczych nogach).  

Fabuła, obracająca się w części I wokół quasi-terrorystycznego zagrożenia (dwa demony chcą na targu wypuścić zamknięte w kuli wściekłe płomienne ifryty), a potem coraz mocniej skupiona wokół kwestii tożsamości maga, nazwanego Krzyczącym w Ciemności, jest spójna i sprawnie poprowadzona.  Widać, że autorka nie ma problemu z jej konstrukcją i z opowiadaniem wydarzeń tak, żeby czytelnik nie miał problemu za podążaniem za nimi; sprawnie przy tym posługuje się Hałas narracją z punktu widzenia postaci, przenosząc czytelnika dzięki temu w różne strony swego świata i pokazując mu różne jego zakątki.

Generalnie, sądząc po I tomie, cykl Teatr węży ma szanse być bardzo sensowną, sprawnie napisaną mainstreamową dark fantasy, w której czytelnik lubiący ten gatunek zdecydowanie znajdzie coś dla siebie. Mnie w tej powieści zabrakło - fantazji. Tego czegoś innego, nieprzewidywalnego i zaskakującego, co by odróżniło powieść Agnieszki Hałas - czy to w warstwie narracyjnej, w konstrukcji postaci, w sposobie opowiadania, w języku, w wizji świata - od innych powieści fantasy w podobnym typie. Oczywiście, to jest debiut, początek powieściopisarskiej drogi. Już tu autorka przepis na powieść realizuje konsekwentnie i udanie - ciekawa jestem tylko, czy w kolejnych tomach zdecydowała się od niego odejść i dodać do tej mieszanki na fantasy o mrocznym mieście i ciemnej magii jakiś nowy, nieprzewidywalny składnik...

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

sobota, 15 lipca 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: nudziarz, *.play-internet.pl
2017/11/20 07:35:39
Biorąc pod uwagę, że pierwsze opowiadania o Krzyczącym mają kilkanaście lat, to właściwie dla polskiego czytelnika wiekszosc dark fantasy jest wtórna ...
-
2017/11/21 21:32:45
Przede wszystkim należałoby się zastanowić, czy to na pewno jest dark fantasy, a nie new weird :D A warto przypomnieć, że pierwsze opowiadanie o Krzyczącym w Ciemności powstało zaledwie rok po "Fizjonomice" Forda i dwa lata przed "Dworcem Perdido" Miéville (choć ich wszystkich znacznie wyprzedził Oldi z "Otchłanią głodnych oczu").
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...