Blog > Komentarze do wpisu

Była sobie raz królewna

Anna Brzezińska,  Córki Wawelu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

 

 

 

Katarzyna Jagiellonka. Warsztat Lucasa Cranacha Mł.
(obrazek stąd)


Była więc sobie raz królewna. A nawet trzy królewny. I ich przyrodnia siostra, też królewna, choć urodzona z pierwszego węgierskiego małżeństwa swego ojca i średnio kochana przez macochę-Włoszkę. I królowa sobie była, i jej damy, i panie mieszczki, i panie lżejszych lub surowszych obyczajów, i biedne dziewczyny, co przyszły ze wsi na służbę, i trzymane na dworze dla uciechy karlice. Zza ich pleców wychyla się cały świat, na pozór znany - bo kto nie widział, na żywo lub na zdjęciach, Wawelu czy Kaplicy Zygmuntowskiej? - na pozór oswojony, bo podstaw wiedzy i/lub komunałów o renesansie nauczono nas w szkole, na pozór oczywisty - bo mało to razy widzieliśmy, na ilustracjach czy na ekranie, królową Bonę, Barbarę Radziwiłłównę, obu Zygmuntów - a jednak, pod piórem Brzezińskiej,  co raz to odsłaniając swoje fascynujące, nieoczekiwane i obce, obce, obce oblicze.   

Zaczynają się Córki Wawelu jak powieść: historią wiejskiej dziewczyny imieniem Regina, która przybywa do Krakowa do ciężkiej pracy jako służąca i szybko przekonuje się, że renesansowe miasto to paskudne miejsce, żeby być kobietą, zwłaszcza zaś kobietą ubogą i zależną od innych.  Kiedy Regina trafia na służbę do słodownika, jej pracodawca, wdowiec, oczekuje od niej, obok pracy, także usług seksualnych i nie jest w stanie pojąć, że ona nie rozumie, czego on chce. Nieświadoma, co się z nią dzieje i niewiele wiedząca Regina, zgwałcona przez pana, zachodzi w ciążę, którą ukrywa, i rodzi dziwaczne dziecko: niby foremne, niby ludzkie, a maleńkie jak kociak. To wokół losów tej dziewczynki-dziewczyny-kobiety, która w źródłach dotyczących epoki nazywana jest Dosieczką, a u Brzezińskiej - Dosią, obraca się spora część opowieści.

Dorothea-Dosia-Dosieczka, jak ją nazywają źródła, ulubiona karlica i zaufana dwórka jednej z córek królowej Bony (źródła mówią nam o jej roli u boku królewny, ale milczą o jej dzieciństwie i pochodzeniu), to pierwsza z wawelskich dziewcząt i pierwsza z królewien w tej opowieści - choć urodzona w nędzy i wychowana przez właściciela szynku i prostytutkę, kim innym, jak nie księżniczką, może być córka Reginy, królowej? Opowieść o dziejach Reginy i jej córki, rozsnuta przez Brzezińską między fikcją, rekonstrukcją tego, co prawdopodobne i co mogło się zdarzyć, a poświadczoną w dokumentach historią, to były te momenty w jej tekście, kiedy najbardziej, przewrotnie żałowałam, że autorka nie zdecydowała się napisać o tym świecie powieści - że wizje miasta jako smoka z grzbietem najeżonym łuskami dachówek i obrazy takie, jak stara wiedźma Witosława i jej ptaszyska pozostaną tylko rzuconymi ot tak przed czytelnika perełkami, skojarzeniami i lękami bohaterek, że nie ułożą się we własną, rozbuchaną i szaloną opowieść, do której napisania Anna Brzezińska byłaby z pewnością więcej niż właściwą osobą.

Powiedziałam, że żałuję przewrotnie - bo forma Córek Wawelu bardzo mi się podoba. Takie książki czytało się, kiedy byłam dzieciakiem - fabularyzowane biografie, barwne opowieści o historii i jej aktorach, przemycające w atrakcyjnej czytelniczo formie mnóstwo wiedzy. No tylko wtedy pisano je trochę inaczej. Brzezińska w Córkach... opowiada nam, po pierwsze i przede wszystkim, historię renesansowych kobiet i przez ich oczy, powiązanych z nimi mężczyzn; kobiet z dworów i z mieszczańskich kamienic czy rzemieślniczych warsztatów, ale i tych ze wsi, z biedy i poniżenia. Autorka robi to przy tym w szalenie przekonujący i efektowny sposób: upomina się o swoje bohaterki, o ich zaginione w historii opowieści i uciszone głosy, ale jednocześnie nie uwspółcześnia ich, nie czyni mentalnymi siostrami-bliźniaczkami swoich czytelniczek. Nie, jej księżniczki nie oburzą się na ideę aranżowanego małżeństwa - choć mogą modlić się, żeby narzeczony nie był starszy od ich ojca ani nie miał reputacji brutala i damskiego boksera; a jej ubogie dziewczęta nie będą mieć za grosz współczucia i zrozumienia na przykład dla cierpienia żyjących obok nich i dręczonych często ponad miarę koni, kóz, psów, kotów... A autorka pokazuje nam, dlaczego tak jest, z czego takie, a nie inne postawy wobec życia, wobec świata, wobec innych wynikają. Brzezińska-historyk ma dla przeszłości szacunek i zrozumienie i stara się przekazać je swoim czytelnikom - odgrzebać renesans i zygmuntowski dwór pod sterty szkolnych banałów i komunałów, którymi nas zarzuca szkoła, a jednocześnie pokazać, że przeszłość to obca kraina i że to, co dziś wydaje się nam naturalne i właściwe (potrzeba młodej kobiety, by stanowić o sobie samej i swoim losie, poczucie godności, rozumienie wolności osobistej) mogło być wówczas pojmowane  zupełnie inaczej. Autorka nie szczędzi trudu, żeby nas przez kręte ścieżki i nieoczekiwane pejzaże tej obcej krainy przeprowadzić tak, żebyśmy ją pojęli i docenili.
Renesansową Polskę wpisuje Brzezińska w szeroką europejską perspektywę. Nie jest to trudne - obok Dosi-karlicy głównymi bohaterkami opowieści Brzezińskiej są trzy królewny, młodsze córki Bony i Zygmunta Starego, trzy przyszłe władczynie: Katarzyna Jagiellonka, królowa Szwecji i matka Zygmunta III Wazy, księżna brunszwicka Zofia Jagiellonka i ich siostra Anna, wybrana w 1575 królową Polski. Ród Jagiellonów funkcjonował w szerokim europejskim kontekście - spowinowaceni z węgierskimi Zapolyami, mediolańskimi Sforzami i panującymi nad sporym kawałkiem Europy Habsburgami, a przez nich z połową rodów Europy, portretowani przez Cranachów, korespondujący z uczonymi i zatrudniający artystów z całego ówczesnego zachodniego świata, Jagiellonowie należeli bez wątpienia do ówczesnej kulturowej i politycznej wspólnoty. Anna Brzezińska często się zresztą do tego faktu odwołuje i chętnie korzysta z okazji, by w swych dygresjach porzucić Kraków i poprowadzić nas a to na dwór Izabeli Aragońskiej, a to do świata średniowiecznych i renesansowych romansów, a to do drukarni i na uniwersytety... Robi to przy tym szalenie efektownie i skutecznie: dydaktycznego smrodku w jej dziele nie uświadczysz. Nie ma też u niej jeszcze jednej zmory  takiego pisania - usładzania i lukrowania historii. Choroby, bieda, gwałty i brutalność, strach przed zarazą i bożym gniewem, polityczne zawieruchy i ich skutki, ciężkie życie słabszych i koszmarny niejednokrotnie los zwierząt - to wszystko u Brzezińskiej widoczne jest wyraźnie, choć opowiadane bez epatowania i makabrycznych detali. 

To jest złożony tekst, skomplikowany jak renesansowa tkanina, upleciony z wielu skontrastowanych ze sobą nici i splatający/splątujący różne perspektywy chronologiczne.  Brakowało mi takiej książki; dawno nie czułam się taka zaintrygowana, taka wciągnięta w wydarzenia, przy lekturze o polskiej historii.

PS. Zupełnie ciekawostkowo: Anna Brzezińska nie jest pierwszą polską autorką, która oddała głos Dosieczce; przed nią zrobiła to, w roku 1986, Hanna Muszyńska-Hoffmanowa w dość zapomnianej dziś powieści Zamorska Jagiellonka, poświęconej postaci królowej Katarzyny.

Zapisz

Zapisz

wtorek, 19 września 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...