Blog > Komentarze do wpisu

Jestem na to za stara

Sleepy Hollow, season I, executive producers: Alex Kurtzman, Roberto Orci, Len Wiseman, Heather Kadin, wyst. Tom Mison, Nicole Beharie, Orlando Jones, Katia Winter, Fox 2013

 

UWAGA: Notka napisana w 2013, zapomniana, a odgrzebana i opublikowana na prośbę jednej z czytelniczek :)

 

spoilers spoilers spoilers spoilers

 

 

http://www.best-horror-movies.com/image-files/new-tv-shows-2013-sleepy-hollow.jpg

 

 

Ja chyba już wyrosłam z pewnego rodzaju historii. Mam prawo, w sumie: skończyłam czterdziestkę w tym roku, stara baba ze mnie, czego się tu spodziewać.

No właśnie: ja bym się czegoś innego sama po sobie spodziewała. I trochę mi smutno, że nie mam w sobie dość - bo ja wiem czego, radości życia, miłości do popkultury? - żeby znaleźć.

Innymi słowy: poniżej narzekanie na Sleepy Hollow. Be warned.

No bo jest tak: pomysł jest fajny. Sama - że dam ujście narcyzmowi - się lata temu męczyłam z pomysłem [spoilers] zrobienia czegoś z historią Faceta z Początku XIX Wieku, Nieco Przypadkiem w XXI i Kompetentnej Eks-Policjantki Nie Love Interest (wiem, w linkowanym ani nie widać, że on jest duchem samobójcy z 1811, który kogoś opętał, ani nie do końca z niego wynika, że ona jest już eks-policjantką) i bardzo, bardzo doceniam, że ktoś to umie zrobić lepiej i fajniej. I aktorów doceniam, bo i ona naprawdę niezła, i on atrakcyjny, efektownie ogrywający niedzisiejszość bohatera; a i poboczne postacie bardzo mi się podobają, w sensie tego, jak są zagrane. Ładnie to wygląda, bardzo estetycznych ma bohaterów na wygląd, a do tego nastrojowe zdjęcia i piękną (od 2 odcinka) czołówkę. I, że już tak całkiem na poziomie estetycznym, ciuchy Toma Misona, och och!

No.

Tylko że to jeszcze jest o czymś.

A przez cały pierwszy odcinek/pilota ani razu, ani przez piętnaście sekund nie zaskoczyło mnie to, o czym. To znaczy, poprawka, zaskoczyło. In minus.

I teraz będzie marudzenie właściwe, ergo: disclaimer. To jest z perspektywy osobistej, mojej-jako-odbiorcy. Jak się komuś podobało: fajnie, tym lepiej dla niej/niego; ja bardzo, bardzo chciałam, żeby mi się podobało.

Szczerze? Pilot Sleepy Hollow stanowił - jak dla mnie - katalog motywów, których - jeśli są na serio - ja już po prostu nie mogę; z powodu których już, na przykład, nie wytrzymuję Supernatural, których zobaczenie w streszczeniu książki skutkuje rezygnacją z lektury, a w filmie - no cóż, musi być zrównoważone osobą ukochanego aktora płci dowolnej lub naprawdę, naprawdę błyskotliwym scenariuszem.

A tutaj: no cóż. Apokalipsa? Check. Konkretniej, Jeźdźcy Apokalipsy? Check. Cytaty z Jana Ewangelisty? Check. Chosen Ones? Check. Wojna Synów (dobra, córek) Światła z Synami (dobra, córkami) Ciemności? Check. Demony? Check. Procesy czarownic? Check. Ukryte i niezmienione od czasów Waszyngtona korytarze? Check. Nadnaturalne doświadczenie w przeszłości bohaterki? Check. Odwieczny Ksiądz Depozytariusz Tajemnic? Check. Stary Mistrz Obi Wan, który ginie, po czym naprowadza bohaterów na trop? Check. Indiańskie demony i szaman Mohikanów? Check. Są nawet mistyczne ptaki oraz tajemnicza stara Biblia. I Abraham Lincoln Jerzy Waszyngton, łowca czarownic. I romantyczny (w sensie: z epoki, nie z romansu) Ichabod Crane jako Fox Mulder (After all you've seen,how can you still have doubts, Scully Abbie?) z Abbie Mills jako praktyczną i racjonalną (i prawie idącą do pracy w FBI) Daną S. I nawet Mistyczna Wyzwolona Ukochana z Przeszłości była, choć może jej obecność oznacza, że Abbie na amen nie będzie love interest, yay (bo by jej szkoda było, jednak).

I tylko jednego nie było: jak dla mnie, przez cały odcinek nic, ani jednego zaskoczenia. Wszystko do przewidzenia; wszystko do zgadnięcia. Wiedziałam, co będzie dalej - i to bynajmniej nie dlatego, że czytałam Washingtona Irvinga. 

A w drugim odcinku najpierw nasz genialny przecież bohater zastanawiał się, co miała na myśli jego zmarła żona, mówiąc, "one of us", podczas kiedy każdy - jak podejrzewam - widz powyżej dziesiątego roku życia wiedział od momentu, kiedy Katrina wypowiedziała te słowa, że znaczy to "jest czarownicą", a potem dowalili mi złą wiedźmą i się poczułam, nie wiem czemu, jak w True Blood. Wróć, nie jak w True Blood: jak, co gorsza, w Vampire Diaries. Na dodatek zła amerykańska czarownica z miasteczka Sleepy Hollow nazywa się Serilda of Abbadon (jak ci wszyscy aktorzy nie padli ze śmiechu, wymawiając z poważnymi minami to kretyńsko pretensjonalne imię z bardzo złej parodii fantasy?!) i mówi po mniej więcej nowogrecku (nie dajcie się nabrać na Romani Greek, na moją wiedzę językową coś takiego jest, ale chyba wygląda trochę inaczej, a to, czym ona mówi, dla mnie brzmi jak plus minus zwykły normalny język dzisiejszych Greków - owszem, znany mi bardzo średnio, jakby co proszę o poprawki). Wiem, wiem, zboczenie zawodowe, ale tu, na kombinacji imienia i języka, urwał mi się kołek do wieszania niewiary.  

I ja wiem: popkultura. Żywiąca się samą sobą. Przetwarzająca schematy. Tylko że dla mnie Sleepy Hollow nie przetwarza, a powtarza - nie wiem, może ja już o jedno takie powtórzenie za dużo widziałam, czy co, bo nastrój, uroda wizualna i fajni aktorzy i to, że Sandman w III odcinku wygląda cholernie efektownie, tu akurat już mi nie wystarczają. Dam tej serii szansę - bohaterowie budzą moją sympatię - ale do zachwytu mi daleko.

Ostatni raz było mi tak przykro, kiedy mnie się Firefly średniawo spodobało, a wszyscy lubili. Teraz czuję, że się starzeję, i też mi przykro, bardzo bardzo. I rozczarowana jestem, i serią, i sobą.

środa, 13 września 2017, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/11/17 13:49:27
Po prostu 'wow' . Naprawdę interesujący wpis. Miło czyta się treści na twoim blogu. Pozdrawiam ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...