Blog > Komentarze do wpisu

Sherlock Holmes i femme fatale

 

Dressed to Kill, reż. Roy William Neill, scen. Frank Gruber i Leonard Lee, 1946

 

Miałam ja ostatnio urodziny, a w ramach prezentu urodzinowego kupiłam sobie między innymi coś, co chciałam mieć od dawna: kolekcję filmów o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie. Kolejną, znaczy. Tym razem padło na uzupełnienie moich Holmesowych zbiorów o czternaście klasycznych filmów z Basilem Rathbonem i Nigelem Brucem. Kręcone w latach 1939-1946, filmy duetu Rathbone - Bruce obejmowały zarówno dość wierne przeniesienia na ekran poszczególnych opowiadań lub powieści Conan Doyle'a ?(Pies Baskerville'ów, 1939) i sztuk o Holmesie (The Adventures of Sherlock Holmes, 1939), luźniejsze adaptacje, często łączące wątki kilku tekstów (The Spider Woman, 1944), aż po scenariusze oryginalne (Sherlock Holmes in Washington, 1943).

Decyzja o daniu Basilowi Rathbone'owi roli Holmesa była natchniona: miał do tej roli talent, warunki, typ fizyczny i pomysł, jak ją zagrać. Jego Holmes - chłodny, perfekcyjny, elegancki w zachowaniu, ale potrafiący się znaleźć w każdych warunkach, bardziej intelektualny niż melancholijny, mistrz dedukcji, ale łagodzący swój zimny geniusz odrobiną życzliwości (patrz - fakt, że ewidentnie umie rozmawiać z małymi dziewczynkami!) - dla wielu i na długo był Holmesem idealnym (po nim, w takim stopniu,  był nim chyba tylko Jeremy Brett). Zaskakujące, jak niewiele się ta kreacja zestarzała.
Towarzyszący mu w roli Watsona Nigel Bruce także stworzył archetypową kreację - a mianowicie na długie lata wykreował wizerunek doktora jako jowialnego, ciamajdowatego, niezbyt bystrego, ale bezwzględnie lojalnego miłego wujaszka. Może najmniej widać to w pierwszym z cyklu Psie Baskerville'ów - ale kiedy dochodzimy do naszego dzisiejszego tematu, Dressed to Kill, taka kreacja Watsona jest już mocno ustalona. Aktorzy grający tę rolę po Nigelu B. mieli równie trudne zadanie wyjścia z jego cienia, co odtwórcy roli Holmesa po Rathbonie... 

Oficjalnie cykl rozpoczął się w 1939, od Psa Baskerville'ów, ale my - ze względu na moją chęć powrotu do akurat tego filmu - zaczniemy od Dressed to Kill, a więc - od końca.

 

 

Patricia Morison, która, z jej urodą, klasą i faktem, że była szkoloną mezzosopranistką, byłaby Ireną Adler idealną.

 

Ostatnie z cyklu, Dressed to Kill, ma bardzo dobrze napisaną i wymyśloną fabułę, opartą dość luźno na Sześciu popiersiach Napoleona. Na niewielkiej, raczej taniej aukcji zostają sprzedane trzy pozytywki, wyprodukowane, o czym wiemy z przedakcji, przez więźniów z zakładu karnego w Dartmoor. Jedna trafia w ręce młodej właścicielki sklepiku z różnościami, druga ? do ojca szukającego prezentu dla małej córeczki, a trzecia staje się własnością nieco ekscentrycznego kolekcjonera, który przypadkiem jest także starym kumplem doktora Watsona. Julian Emery może lekceważyć dziwne włamanie, którego padł ofiarą ? w końcu ukradziono najmniej cenną z jego pozytywek, prawie identyczną jak ta, którą właśnie nabył! ? a Watson może, jak to ten Watson, nie zwrócić uwagi, ale Holmesowi, jak zwykle, niewiele umknie?

Dressed to Kill zaczyna się od wspomnienia o Irene Adler i jej roli w życiu Holmesa ? a po prawdzie tutejsza główna przeciwniczka Holmesa, grana przez Patricię Morison Hilda Courtney, jest, pod wieloma względami, wariantem Adler. Inteligentna i bystra, a przy tym bezwzględna, mistrzyni przebrań i udawanego akcentu, zdeterminowana szefowa grupy chcącej odzyskać skradzione płyty służące do drukowania  fałszywych pięciofuntówek, pod wieloma względami wystylizowana na hollywoodzką femme fatale, panna Courtney bardzo przypomina jedną z popularnych wersji rozwoju postaci Adler. Autorzy powieści, filmów i innych adaptacji Sherlocka Holmesa bardzo przecież chętnie robią z Adler superprzestępczynię ? którą tutaj Hilda niewątpliwie jest. Dyskusja o Adler na początku podpowiada zresztą, że już w 1946 scenarzystom takie skojarzenie także przyszło do głowy ? podobnie jak autotematyczna refleksja Holmesa, przypominającego Watsonowi, że panna C. ograła go dokładnie tak, jak ? w opisie samego Watsona ? Holmes usiłował ograć pannę Adler...

Moim ulubionym chyba trickiem w Dressed to Kill jest to, jak używana jest w nim muzyka i tejże muzyki rola w życiu Sherlocka Holmesa. Rozwiązanie zagadki kryje się tu mianowicie w fakcie, ze na pierwszy rzut ucha wszystkie trzy pozytywki, o których mowa, grają tę samą melodię ? a tak przynajmniej zdaje się przypadkowym słuchaczom, jak doktor Watson i znacząca część, jak podejrzewam, widowni. Sherlock Holmes natomiast, muzyk-amator z ewidentnie dużą wiedzą, nie tylko jest w stanie zanucić po jednokrotnym usłyszeniu jej wersję z pierwszej pozytywki, ale i zauważyć, że kolejne minimalnie różnią się od siebie? Daje to filmowcom pretekst do zaprowadzenia nas, razem z bohaterami, do pewnej nader malowniczej knajpy, posłuchania piosenki i spotkania się z jednym z typowych Holmesowych informatorów z półświatka (ech, informatorzy z półświatka w filmach z tamtych czasów?).  

Tradycyjnie, jak zwykle w przypadku Holmesów z Rathbonem i Brucem, grany przez tego ostatniego doktor Watson jest ? bardziej niż czymkolwiek ? komicznym przerywnikiem, którego rolą jest, poza zachwycaniem się mądrością swego najlepszego przyjaciela, rozbawianie widza. Bodaj najlepiej wychodzi to w sekwencji od stwierdzenia Holmesa, że cenną pozytywkę zostawił pod opieką doktora, przez wizytę rzekomej panny Williams, udawany pożar (I see what you did there, writer!) i samozadowoloną uwagę Watsona, że kobiety zawsze tracą głowę w trudnych chwilach (nie to, co on ? w domyśle) sekundę przed tym, zanim się zorientuje, że został gładko ograny i oszukany przez na pozór delikatną i słabą kobietkę?

Powiem tak: te 70+ lat później, to jest ciągle efektowny, wciągający, dobrze się oglądający kryminał. Ze znakomicie pomyślanym Holmesem-dżentelmenem. Ciekawam, o ilu współczesnych wersjach opowieści o mieszkańcach Baker Street 221B będzie to można z perspektywy czasu powiedzieć.

piątek, 19 stycznia 2018, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...