Blog > Komentarze do wpisu

Sherlock Holmes i klejnoty koronne

Czyli ten odcinek, w którym profesor Moriarty po raz pierwszy kradnie klejnoty koronne z Tower.

 

The Adventures of Sherlock Holmes, reż. Albert R. Werker, scen. Edwin Bloom, William Drake na podstawie sztuki Williama Gilette'a, 1939

 

George Zucco (1886-1960) przez większość swojej kariery grywał głównie czarne charaktery i szalonych naukowców. Nic dziwnego, że ma w dorobku także i rolę profesora Moriarty'ego.

 

Mam wrażenie - jako fanka Sherlocka Holmesa od jakichś 30+ lat - że wśród rzeczy, których fani Holmesa chcieliby od sir Arthura Conan Doyle'a najbardziej, na wysokim miejscu byłoby "więcej Moriarty'ego". Casus kanonicznego profesora jest taki, że poznajemy go w opowiadaniu, w którym ginie, a następnie zostaje wstecznie wprowadzony do dziejącej się wcześniej, ale napisanej później Doliny strachu. Mamy jeszcze uwagi na jego temat w Pustym domu i - tyle. Mało. MAŁO, zdecydowanie, jak na arcyvillaina i przodka całego typu czarnych charakterów typu "osobista nemesis bohatera".

Oczywiście na pomoc czytelnikom rzucili się natychmiast twórcy Holmesowych apokryfów, w tym także tych oficjalnie zaaprobowanych przez sir Arthura Conan Doyle'a. Jednym z nich była pięcioaktowa sztuka Sherlock Holmes, napisana oryginalnie przez samego Doyle'a, ale całkowicie przerobiona, za jego zgodą, przez aktora i dramaturga Williama Gilette'a. Gilette zagrał także rolę Holmesa w londyńskiej premierze z roku 1899.

Z tej sztuki - w której między innymi Sherlock Holmes się zakochuje - niewiele pozostało w nominalnie opartym na niej scenariuszu drugiego filmu duetu Rathbone - Bruce. W zasadzie jedyne, co tu mamy z treści sztuki, to rywalizacja Holmesa i Moriarty'ego; intryga z albatrosem i historia rodziny Brandonów to już pomysły scenarzystów.

A scenarzystom (był wśród nich późniejszy autor Stalagu 17, Edwin Bloom) film się zdecydowanie udał. Nie dość, że dość skomplikowaną intrygę do dziś ogląda się dobrze i z zainteresowaniem, to jeszcze pewne sceny skojarzy każdy, kto widział ostatnie adaptacje Conan Doyle'a. Pamiętacie, jak Holmes-Robert Downey Jr. tresował, ku rozpaczy Jude'a Lawa - Watsona, muchy? No więc Holmes Rathbone'a robił to pierwszy. Że już nie wspomnę o fakcie, że ten film zaczyna się od procesu, w którym Moriarty wbrew wszystkiemu zostaje uniewinniony, by następnie zająć się morderstwami będącymi zasłoną dymną, szmaragdem będącym zmyłką i klejnotami koronnymi w Tower. 

Yup, spory kawałek fabuły The Reichenbach Fall jest m.in. grą z tym klasycznym Holmesowym filmem.

 

Widz spragniony bliższej znajomości z profesorem Moriartym może go sobie tutaj pooglądać do woli - pojedynek między nim a Holmesem jest w tym filmie jednym z głównych motywów. Jest on przy tym zgrabnie spleciony z historią, którą Moriarty podsuwa Holmesowi, by go oderwać od śledztwa w sprawie, która naprawdę naszego demonicznego profesora interesuje. Ten motyw to historia Ann Brandon i jej brata: niedługo wcześniej w tajemniczych okolicznościach zmarł ich ojciec, a teraz Lloyd Brandon, jak ojciec przed nim, otrzymał tajemniczy list z rysunkiem przedstawiającym mężczyznę z zawieszonym na szyi martwym albatrosem...Lloyd wkrótce ginie, a Holmes i Watson będą musieli polegać na pomocy Ann, by rozwiązać zagadkę jej rodziny....

 

Ida Lupino (1918-1995), która tu jako młoda aktorka kompetentnie zagrała Ann Brandon, została potem jedną z pierwszych reżyserek, scenarzystek i producentek, pracujących z sukcesami dla kina i TV

 

Holmesowi nie umyka literacka aluzja w scenie z albatrosem - i, dokładnie tak jak Moriarty podejrzewał, wielki detektyw zajmuje się tym, co zagadkowe i nieprzewidywalne, zamiast wywiązać się z obietnicy i przyjrzeć nieudolnym groźbom w sprawie kradzieży pewnego szmaragdu... Jako że musi jednak coś z tym zrobić, do tej sprawy deleguje doktora Watsona - a cała sekwencja scen w Tower, która w związku z tym następuje, daje Nigelowi Bruce'owi kolejną okazję do ogrania śmiesznostek Watsona i pokazania go jako nieco zadufanego w sobie, komicznego i średnio, po prawdzie, kompetentnego pańcia. Ten trend będzie zresztą powtarzał się w kolejnych filmach tej dwójki. Elementów komicznych jest tu zresztą więcej - jest też Watson podczas włamania do Moriarty'ego i Holmes jako śpiewak wodewilowy na party u pewnej eleganckiej damy...

Ha, to się ciągle bardzo dobrze ogląda. Dla wielbicieli Sherlocka Holmesa zdecydowanie do obejrzenia.

poniedziałek, 22 stycznia 2018, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...