Blog > Komentarze do wpisu

Urodziny

Jeden z moich ulubionych bohaterów ma dzisiaj urodziny, ergo sobie na niego popatrzymy z tej okazji. Inaczej mówiąc: moi ulubieni Holmesowie, w kolejności, w jakiej się z nimi zapoznałam.


Sidney Paget

 

Holmes na klasycznej ilustracji Sidneya Pageta. Nawet nie pamiętam, skąd je znam - czy zobaczyłam gdzieś w daleko przeinternetowych czasach pierwszej lektury Conan Doyle'a, kiedy miałam dwanaście lat i, wow, mama mi pozwoliła przeczytać pierwszy w życiu kryminał? Czy poznałam nieco później? Nie pamiętam. W pamięci mam je jako "znane od zawsze".

 

Nicholas Rowe

 

Nicholas Rowe jako młody Sherlock Holmes w Piramidzie strachu (Young Sherlock Holmes, 1985). Poszłyśmy na ten film z siostrą jako małolaty - ja już chyba miałam za sobą lekturę pierwszych opowiadań o Holmesie, młodsza siostra chyba nawet nie. Z filmu wyszłyśmy zapłakane i zakochane.

 


W latach 80. był sobie polsko-angielski serial o Holmesie, kręcony częściowo u nas: leciał o 17.00 raz w tygodniu i ja go namiętnie oglądałam. Próby czasu nie zniósł, IMHO, najlepiej, ale wtedy naprawdę go lubiłam. Oto Geoffrey Whitehead jako Holmes.

 

Basil Rathbone

 

Holmes klasyczny, czyli Basil Rathbone: pierwsze filmy z nim widziałam jakoś we wczesnym liceum, kiedy przypomniała je Telewizja Polska. Dłuuugo musiałam się potem przekonywać do Holmesów nie wyglądających dokładnie jak on, oj długo...

 

Jeremy Brett


Jeremy Brett, klasyczny Holmes idealny.  Oglądałam jego filmy nieregularnie, nie po kolei i na przestrzeni wielu lat. I tak naprawdę dopiero jak je obejrzałam wszystkie pod rząd parę lat temu zrozumiałam, na czym polega jego wielkość jako Holmesa, którego zagrał jako dobrego, ale trudnego, umęczonego życiem wśród ludzi człowieka.

 

 

Robert Stephens jako Holmes w "Prywatnym życiu Sherlocka Holmesa", czyli tym filmie o Holmesie, po który sięgnęłam po pierwsze dla reżysera, który ma u mnie dość nieograniczony kredyt zaufania. Sięgnęłam i się zakochałam, ten film to jest moja sekretna wielka miłość i źródło miliona używanych na co dzień cytatów, które rozpoznaje, z moich znajomych, tak strasznie mało osób... No uwielbiam, także za to przemieszanie parodii, pastiszu, lekkiej groteski (Christopher Lee jako knujący Mycrotf!) i całkiem serio melancholii i powagi.

 

Nie nazywa się Sherlock, ani Holmes, ani w sumie nie jest detektywem, a serial o nim miał, zwłaszcza pod koniec, co najmniej tyle samo wad, co zalet - ale Hugh Laurie w House MD był dla mnie Holmesem w stu procentach - i, tak po prawdzie, z rozkoszą bym go zobaczyła w takiej prawdziwej, kostiumowej roli lokatora 221 Baker Street...


Robert Downey Jr

No dobra, nie oszukujmy się, ten Iron Man Sherlock Holmes jest tu troszeńkę na wyrost. Sherlock Holmes Guya Ritchiego to był film, z którego wyszłam zachwycona - tempem, zabawą, steampunkującymi aluzjami, nastrojem i kreacjami Holmesa (Downey Jr.) i Watsona (Jude Law) - jejku, ktoś wreszcie wymyślił, jak filmowo pokazać dedukcje i zauważył, że Watson ma regularne powodzenie u kobiet! Niestety, kolejne seanse i sequel, Gra cieni, trochę mi to wrażenie popsuły. Fakt, że uważam, że RDJ to jest szalenie efektowny aktor i on, nawet jak przegina, a tu przegina regularnie, budzi sympatię dla swojego bohatera. 

 

Benedict Cumberbatch

Słuchajcie, tu ze mną nie będzie dyskusji. Każda chyba osoba żyjąca fanowskim życiem ma swoje rzeczy subiektywnie ukochane, prawda? Ja mam tę - Sherlock BBC trafił mi prosto w serce i jestem mu w stanie wybaczyć absolutnie wszystko - no, może poza ostatnim odcinkiem czwartej serii.

 

 

Ten pan jest... trochę nie wiem, czy w dobrym miejscu. Nie jestem w sumie pewna, kiedy pierwszy raz widziałam radzieckiego Sherlocka Holmesa z Wasilijem Liwanowem (mam blade wrażenie, że w dzieciństwie), wiem za to na pewno, że świadomie go sobie przypomniałam parę lat temu i że mnie zauroczyły zarówno filmy, jak i Liwanow w roli nieco bardziej emocjonalnego, melancholijnego Holmesa.

 

Dobra dobra, wiem, że to nie Holmes, tylko Basil, wielki mysi detektyw i godny odpowiednik Sherlocka H. w świecie gryzoni. Obejrzałam ten film... w zasadzie czemu ja obejrzałam ten film, świadomie, tak późno? Jest uroczy i bardzo inteligentnie sobie pogrywa Holmesowymi motywami. No i ma Vincenta Price'a jako Moriarty'ego/Rattigana, to się nie mogło nie udać.

No, a po tych urodzinach spodziewajcie się kolejnych, może trochę mniej obrazkowych, bardziej tekstowych notek.

sobota, 06 stycznia 2018, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Beryl, 95.215.30.*
2018/01/07 14:09:02
www.arthur-conan-doyle.com/images/e/e2/Photo_actor_ostime.jpg
A moim pierwszym Holmesem był, o ile pamiętam, ten pan, występujący w Urwisach z Baker Street. Dużo później się dowiedziałam, że ma własne książki i filmy.
-
2018/01/14 10:40:44
Ja bardzo lubię także współczesną wersję Sherlocka w serialu "Elementary".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...