Blog > Komentarze do wpisu

Skafandry i meloniki



Wydany przez Sekcję Literacką Logrus (należącą do Sląskiego Klubu Fantastyka) tom "Skafander i melonik" to trzecia, po "Ostatnim dniu pary" I i II polska antologia, za jaką się w ostatnim czasie zabrałam, i IMHO chyba najlepsza z tej trójki. Ma ona zdecydowanie kompilacyjny charakter: opowiadania są różnorodne, a tytułowe tematy pojawiają się w nich często hasłowo, tylko przywołane. Ciężko w tej sytuacji pisać jakąś bardziej całościową recenzję - łatwiej i sensowniej chyba omówić wszystkie teksty po kolei.





1) "Detektyw Fiks i sprawa mechanicznego skafandra" Anny Hrycyszyn to w zasadzie bardziej mikropowieść niż opowiadanie. Utrzymane w ładnie zrobionym steampunkowym nastroju i ciekawe, jak chodzi o pomysł, stoi jednak przede wszystkim kreacjami pary głównych bohaterów: narratorki-pomocnicy detektywa i jego samego. Fabuła jest - no, dość typowa, zważywszy, to steampunkowy kryminał, i nie ze względu na nią czytałam z zainteresowaniem. Chętnie przeczytałabym kolejne opowiadania z tego świata.

2) "La Estrella" Aleksandry Sokólskiej, opowiadanie o kobiecie, która trochę z musu, jako zawodniczka walcząca w (chyba) czymś w rodzaju galaktycznego żeńskiego MMA (a może raczej lucha libre) przyjmuje nową tożsamość i znajduje w niej jakiś rodzaj spełnienia. To miało potencjał na bycie takim tekstem SF, jaki lubię: w stylu nieco, bo ja wiem, Nancy Kress czy wręcz Ursuli K. Le Guin - SF skupionym na introspekcji, na życiu jednostki i jej miejscu w świecie, którego fantastyczna kreacja pomaga wydobyć dylematy i charakter bohatera. Tu czegoś trochę zabrakło, mam wrażenie, że w sferze struktury – tekst jest pisany krótkimi scenkami, różniącymi się nastrojem i tonem, a na mój osobisty gust za dużo jest w tych scenkach infodumpu, co trochę zżera miejsce na głębiej potraktowaną psychologię.

3) „Zwierciadło w dziurce od klucza” Marty Magdaleny Lasik to jest, jak dla mnie, Zajdlowy typ. Ładnie napisane, oryginalne, pomysłowe, powoli odkrywające przed czytelnikiem karty opowiadanie SF na bardzo tradycyjny temat kontaktu z Obcym i związanych z tym nadziei i zagrożeń, trochę bawiące się stylistyką i językiem. Niewątpliwie jest to tekst bardzo dobry, zdecydowanie jeden z najlepszych, jakie w tym roku czytałam.


4) „Ślady w popiele” Karoliny Fedyk wydają się z kolei literacko – jak chodzi o konstrukcję, narrację i język – najsprawniejsze. Ma pełnokrwiste postacie, skomplikowaną konstrukcyjnie narrację i efektownie opisane realia świata, których jakimś pierwowzorem wydają się polityczne stosunki i geograficzne skojarzenia z Rosją, Finlandią/Islandią. Ma też bardzo dobrze, bardzo konsekwentnie zrobioną wizję obcości – i tego, jak ludzie sobie z nią radzą. Kolejny Zajdlowy typ.

5) „Ekonomia to dolina niesamowitości” Anny Łagan – opowiadanie o robocie i AI, które obalały kapitalizm – to jest raczej nie moja bajka, niełatwo więc mi ten tekst ocenić. Czytałam z pewnym trudem, choć (przewidywalne, ale dobrze zrobione) zakończenie trochę mi poprawiło humor.

6) „Jeden spalony rzut” Krystyny Chodorowskiej ma ciekawy pomysł fantastyczny, czy raczej fantastyczno-alegoryczny – który jest, w tym długim tekście, dość starannie ukryty i pojawia się w pełni dopiero pod koniec tekstu, choć jest sygnalizowany, w postaci wzmianek o widzeniu syntetycznym, od początku. Ma też, niestety, ogromną ilość infodumpu o pracy strażaka i gaszeniu pożarów, przez co – strasznie mi przykro – momentami raczej je kartkowałam niż czytałam.    

7) „Matki płaczą solą” Alicji Tempłowicz to opowiadanie, w którym się zgubiłam. Za dużo jest w nim początkowo zapowiedziane – i ekologia, i korporacje, i Boliwia, i jej lokalna populacja traktowana trochę jak skolonizowany lud przez Zachód, i świat z magią, i duchy przodków, i ewentualny spisek, i… - a wychodzi z tego dość IMHO mało spójnie wprowadzona i nieprzekonująca historia o kobiecie, która zamierza poświęcić siebie i dziecko (które dopiero co poczęła i jeszcze sporo czasu minie, zanim urodzi) w ofierze dla uspokojenia gniewnego bóstwa gradu i sama zastąpić mityczną matkę żałobnicę, właściwie nie bardzo wiadomo, po co. Pozostaję głęboko nieprzekonana.

8) „Flaun” Marty Potockiej jest z kolei, IMHO, opowiadaniem warsztatowo sprawnym, ale też, jak dla mnie, nieprzekonującym – tym razem ze względu na brak jakichś nowych pomysłów w poskładanej z gotowych cegiełek kosmicznego horroru fabule i konstrukcji postaci. Pewnie to by się nieźle sprawdziło jako scenariusz filmowy dla reżysera mającego dobrych aktorów i wizualną wyobraźnię – podobnie mało oryginalny Pitch Black działał w końcu całkiem nieźle – ale jako opowiadanie nie zaskoczyło mnie niczym, ale to absolutnie niczym podczas lektury, wszystko było w nim do przewidzenia z dokładnością co do detalu. Faktem jest jednak, że tekst jest dobrze i umiejętnie napisany – chętnie sięgnę po kolejne teksty autorki, nawet mimo że ten mnie nie poruszył.

9) "Pościg" Michała Cholewy ma piratów (i piratki), bitwy morskie i awanturniczą historię. Jest też, jak inne teksty autora, sprawnie napisana i skomponowana. Czego tu nie lubić?

Przez ostatnie lata staram się czytać więcej polskiej fantastyki - także dlatego, żeby móc się o niej w miarę kompetentnie wypowiadać, a nie tylko narzekać i narzekać. Osobom, które chciałyby zrobić to samo, antologię Sekcji Literackiej ŚKF z przekonaniem polecam.

 



piątek, 28 września 2018, ninedin

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2018/09/28 22:29:31
Ja też staram się czytać więcej polskiej fantastyki, pozdrawiam !
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...