Harrius Potter

piątek, 07 marca 2014

Wydawałoby się, że imię Hermiony Granger, najlepszej uczennicy w roczniku Harry’ego, aż się prosi o „antyczną” interpretację. Było nie było, jest ono ewidentnie greckiego pochodzenia, a na dodatek nosiła je ważna, choć, paradoksalnie, dość mało znana bohaterka mityczna.

 

Źródło: 18thcenturylove.tumblr.com

Johan Zoffany, "Elizabeth Farren jako Hermione w Opowieści zimowej", ok. 1780

 

Mityczna Hermiona była jedyną córką Heleny trojańskiej, najpiękniejszej kobiety świata, i jej męża Menelaosa, króla Sparty. Nie miała łatwego dzieciństwa: kiedy miała zaledwie dziewięć lat, jej matka porzuciła ojca i z woli bogini Afrodyty uciekła do Troi z
przystojnym księciem Trojan, Parysem. Córka musiała ciężko to przeżyć: jak mówi sama
Hermiona w Heroidach Owidiusza, ja sama (…) płakałam wtedy: „Beze mnie, beze mnie odchodzisz, mamusiu?”. Ojciec też nie miał dla niej czasu: wyruszył natychmiast na wojnę, by odzyskać żonę i honor; jego troska o córkę ograniczyła się do zaręczenia jej z kuzynem Orestesem.
Hermiona miała pecha – traktowana przez ojca raczej jako cenna własność niż jako rodzone dziecko, wkrótce dowiedziała się, że jej zaręczyny z kuzynem zostaną rozwiązane, ona zaś ma wyjść za kogoś innego. Tym razem kandydatem na jej męża miał być syn Achillesa, Neoptolemos. Stało się to z bardzo prozaicznego powodu: Achilles był
najdzielniejszym z Greków, przepowiednia twierdziła, że bez niego nie da się zdobyć Troi,
słowem – Menelaos potrzebował jego wsparcia. Trudno co prawda powiedzieć, co sądził o tej nagłej zmianie planów małżeńskich bratanicy Agamemnon, naczelny wódz Greków – Orestes był przecież jego jedynym synem…
Kiedy wojna się skończyła, a Menelaos z Heleną wrócili do domu, Hermiona wyszła za Neoptolemosa. Było to wyjątkowo nieudane małżeństwo. Neoptolemos odziedziczył najgorsze cechy charakteru po porywczym i skłonnym do gniewu ojcu, nie miał jednak wsobie nic z jego wielkoduszności, hojności i lojalności wobec bliskich. Na dodatek przywiózł sobie spod Troi niewolnicę, Andromachę. Niegdyś żona Hektora i matka jego synka Anstyanaksa, Andromacha po śmierci męża i zamordowaniu przez Greków dziecka została oddana jako niewolnica Neoptolemosowi, synowi zabójcy Hektora. Wkrótce Andromacha urodziła swojemu panu synka – i tym zasłużyła sobie na zajadłą nienawiść Hermiony. Córka Heleny była bowiem bezdzietna i bała się, że mąż ją porzuci i zdecyduje się poślubić matkę swojego dziecka. Na wszelkie sposoby utrudniała życie Andromasze – do tego stopnia, że w pewnym momencie postanowiła posunąć się wręcz do zabójstwa znienawidzonej kochanki męża. Na szczęście nie doszło do aż tak drastycznego rozwiązania. W sprawę wtrącił się bowiem były narzeczony dziewczyny, Orestes, zdeterminowany, by odzyskać Hermionę.
Według sztuki Eurypidesa zatytułowanej Orestes, ci dwoje spotkali się już wcześniej w dość dramatycznych okolicznościach: Orestes, skazany wraz z siostrą na śmierć za matkobójstwo, miał mianowicie wziąć Hermionę jako zakładniczkę, usiłując uratować życie sobie i swoim bliskim. Wtedy to bóg Apollo miał nakazać synowi Agamemnona, że powinien tę dziewczynę nie zabić, ale poślubić.
Orestes gotów był na wiele, byle tylko dostać Hermionę. Pomógł mu jego bóg opiekun, Apollo. Neptolemos udał się bowiem do Delf, do świątyni boga, a niezadowolony z tego, jak go tam przyjęto i rozgniewany ciągle na Apollina za pomoc udzieloną Parysowi (bez której nigdy nie zdołałby zabić Achillesa), urządził w wyroczni awanturę, w której sam zginął (choć niektórzy twierdzą, że to Orestes zabił go w czasie tej awantury). W ten sposób Orestes i Hermiona mogli się wreszcie pobrać i od tej pory żyć długo, bo według mitografów do osiemdziesiątki lub dziewięćdziesiątki, i chyba szczęśliwie.
Mityczna Hermiona miała być ładną i atrakcyjną kobietą, choć nie tak piękną, jak jej matka. Podobnie jak jej ciotka Klitajmnestra i kuzynka Elektra, miała silny charakter, była uparta i mściwa, a zarazem – zdecydowana i zdeterminowana. Kiedy jednak przyjrzymy się jej biografii, nie zobaczymy prawie żadnych podobieństw do biografii Hermiony Granger.
Najlepsza przyjaciółka Harry’ego ewidentnie pochodzi z bardzo szczęśliwej rodziny i ma serdecznych i kochających rodziców, zupełnie inaczej, niż mityczna córka Heleny. Nigdy też nie słynęła ze szczególnej urody, a wystające przednie zęby były jej stałym powodem do zmartwienia, i kompleksów, dopóki, po części dzięki wrednemu zaklęciu densaugeo, rzuconemu Malfoya i jego kolesiów, nie namówiła Madame Pomfrey do ich skorygowania. W żaden też sposób nie można doszukiwać się w jej biografii tego, co jest tak charakterystyczne w dziejach mitycznej Hermiony: bycia obiektem rywalizacji dwóch
herosów. Co prawda już od IV roku widać wyraźnie, że panna Granger żywi więcej niż przyjacielskie uczucia wobec Rona (i trzeba być Ronem, by tego nie zauważyć!), ale dla Harry’ego zawsze była tylko przyjaciółką. Nawet jeżeli rolę Neoptolemosa miałby (w co osobiście wątpię) odegrać Wiktor Krum, Ron Weasley dość średnio kwalifikuje się do roli tragicznego i mrocznego Orestesa…
Nie ma więc żadnych niemal podobieństw między Hermioną Granger a jej mityczną imienniczką. I rzeczywiście, J. K. Rowling, wyjaśniając, skąd wzięła imię dla bohaterki,wskazała nie na grecką mitologię, ale na dramat Williama Szekspira Opowieść zimowa. To tam występuje królowa Hermiona, żona głównego bohatera, niesłusznie oskarżona i skazana na śmierć przez męża. J. K. Rowling wskazała właśnie na tę bohaterkę jako na inspirację do nadania imienia Hermionie Granger. Widać więc, że nie zawsze pójście tropem antycznych skojarzeń i mitycznych postaci pozwala na znalezienie właściwego klucza do zrozumienia i zinterpretowania imion bohaterów cyklu o Harrym Potterze...

PS. O Hermionie grecko-rzymskiej, jakby kto chciał, napisałam kiedyś więcej tutaj.

niedziela, 29 września 2013

Andromeda Black

 

Gustave Moreau, Perseusz i Andromeda

 

 

Oj, nie mógł być prastary i szlachetny ród Blacków szczególnie dumny z Andromedy! Jej obie siostry, Bellatriks i Narcyza, wyszły za mąż bardzo odpowiednio: nie dość, że za czystej krwi czarodziejów (Bellatriks za Rodolphusa Lestrange’a, Narcyza za Lucjusza Malfoya), to jeszcze za zdeklarowanych Śmierciożerców i gorących zwolenników Voldemorta! Tymczasem Andromeda… nie dość, że sama poślubiła bardzo zwyczajnego Teda Tonksa, to jeszcze dopuściła, aby ich jedyna córka, Nymphadora, została Aurorem! Trudno się dziwić, że podobnie jak jej kuzyn Syriusz została usunięta z rodzinnego drzewa genealogicznego Blacków.

Andromeda, podobnie jak jej siostry, nosi imię odnoszące się do mitologii, ale także kojarzące się z astronomią. Mityczna Andromeda była etiopską księżniczką, córką sławnej z urody królowej Kasjopei. Niestety, jej matka, równie piękna, jak zarozumiała, przechwalała się wszem i wobec swoją urodą. W końcu ogłosiła, że jest piękniejsza od wszystkich nereid, nimf morza, dam dworu królowej mórz Amfitryty. Oburzone nereidy pobiegły poskarżyć się swemu królowi, Posejdonowi, ten zaś, chcąc pomścić tę zniewagę, zesłał na kraj Kasjopei i jej męża straszliwego morskiego potwora. Stwór pustoszył wybrzeże, a jedynym sposobem ułagodzenia go, twierdziła wyrocznia, jest złożenie mu w ofierze jedynej córki królewskiej pary. Tak oto młoda Andromeda została przykuta do skały i czekała, w przerażeniu, aż potwór przybędzie i ją pożre. Zamiast potwora przybył jednak bohater, i to nie byle jaki: w hełmie-niewidce, na skrzydlatym koniu, z głową straszliwej Meduzy przy siodle nadleciał Perseusz. Zobaczywszy śliczną dziewczynę, niemal skamieniałą ze strachu przed potworem, poczuł dla niej litość i współczucie. Mógłby sądzić, że to posąg marmurowy, pisze Owidiusz, gdyby powiew nie rozwiewał włosów, a z oczu nie płynęły łzy. Bohater postanowił ocalić nieszczęsną księżniczkę przed morskim potworem, wykorzystując skrzydła u nóg, które bogowie dali mu, by ułatwić pokonanie Meduzy. Nagle młodzieniec odbija się stopą od ziemi, kontynuuje swoją opowieść Owidiusz, i stromo wznosi się ku niebu. Jak orzeł – ptak Jowisza, gdy z góry zobaczy w pustym polu węża (…), tak Inachides [potomek Inachosa, czyli Perseusz] szybkim lotem przez przestrzeń spada na grzbiet potwora i po rękojeść wbija weń żelazo. Zwycięzca poślubił Andromedę i zabrał ze sobą do ojczyzny, gdzie doczekali się kilkorga dzieci. Aby zaś upamiętnić zwycięstwo swego podopiecznego nad potworem, opiekunka herosów, bogini Atena, umieściła na niebie gwiazdozbiór będący wizerunkiem Andromedy.

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu imię Andromedy odpowiada jej charakterowi. Zarówno Narcyza, jak Bellatriks świetnie pasują do imion, jakie noszą. Czyżby więc pan Tonks, który wyrwał Andromedę z rodzinnego domu Blacków, odegrał rolę Perseusza, ratującego ją przed potworami?

 

 

Narcyza Malfoy, czyli o samouwielbieniu

 

Chyba nie tylko Harry był zaskoczony, kiedy podczas jego pobytu w domu przy Grimmauld Place, okazało się, że jego ojciec chrzestny Syriusz Black jest spokrewniony z Malfoyami – i to całkiem blisko. Kuzynka Syriusza, Narcyza, wyszła bowiem za Lucjusza Malfoya i została matką jego jedynego syna, Drakona.

Narcyza była jedną z trzech sióstr, które wszystkie miały odegrać, jak się okazało, dość znaczącą rolę w historii Harry’ego. Druga bowiem, wyklęta z rodziny Andromeda, okazała się matką jego przyjaciółki Nimfadory Tonks, trzecią zaś była złowroga Bellatriks Lestrange.

Narcyzę Malfoy spotykamy po raz pierwszy, kiedy wraz z mężem i synem wybiera się na finały MŚ w quidditchu. Wtedy blada, wyniosła matka Drakona robi przede wszystkim wrażenie zarozumiałej i pewnej siebie, dumnej z pozycji męża. Zupełnie inaczej się zachowuje, kiedy spotyka się w sekrecie z Severusem Snapem na początku tomu VI. Wtedy Narcyza jest przede wszystkim przerażona i nieszczęśliwa – do tego stopnia, że wyciąga różdżkę przeciw Bellatriks! Jej decyzja, by zwrócić się z prośbą o pomoc do Snape’a, wynika z absolutnej desperacji – choć o co dokładnie jej chodzi, dowiadujemy się dużo, dużo później.

Pani Malfoy, podobnie jak jej siostry, nosi imię wywodzące się z tradycji antycznej; imię, dodajmy, całkiem nieźle charakteryzujące jej osobę. Narcyza jest żeńskim wariantem imienia Narcyz, które nosi postać znana doskonale z mitologii greckiej.

Narcyz był młodzieńcem sławnym z urody, którą odziedziczył po matce nimfie. Kiedy przyszedł na świat, rodzice zwrócili się do sławnego wieszcza Tejrezjasza z pytaniem, jaką przyszłość widzi przed ich synkiem. „Będzie żył długo i szczęśliwie”, zapowiedział wróżbita, „jeśli nie pozna sam siebie”. I rzeczywiście – przez czas jakiś chłopiec miewał się znakomicie. Kiedy jednak dorósł, jego uroda zaczęła zwracać powszechną uwagę. Kochały się w nim dziewczęta śmiertelne i nimfy, ale on, nieczuły i zbyt dumny, by to zauważyć, traktował je wszystkie wyniośle i z pogardą (przypominają się pretensje pani Malfoy i jej poczucie, że jest lepsza od całego świata). Narcyz nie rozumiał, co to znaczy kogoś kochać i nie miał za grosz litości ani współczucia wobec innych. Cóż go obchodziło, że uwielbiające go dziewczyny umierały – niektóre jak najbardziej dosłownie! – z miłości?! Kto zakochał się w Narcyzie, mógł liczyć z jego strony na dar tak subtelny jak na przykład… miecz z dołączonym liścikiem „Lepiej się zabij, zanudzasz mnie”. Ale w końcu i Narcyz poznał, co to znaczy się zakochać – do szaleństwa, od pierwszego wejrzenia i bez żadnej nadziei na wzajemność.

Smutny los zakochanych w pięknym arogancie dziewczyn zwrócił w końcu uwagę bogów – i to nie tylko patronki miłości, Afrodyty, ale przede wszystkim groźnej Nemezis. Bogini zemsty uznała, że najwyższa pora ukarać Narcyza. Sprawiła więc, że pewnego gorącego letniego dnia młodzieniec, zmęczony polowaniem w leśnych ostępach, pochylił się nad źródełkiem, by napić się wody. A nie było to źródło zwyczajne: ptak nie musnął go w locie, zwierz nie zmącił lustra ani sucha gałązka spadająca z drzewa. W taką to magiczną toń spojrzał Narcyz – i ujrzał jedyną twarz, którą mógł uznać za wartą pokochania: oczy jak dwie gwiazdy, loki godne Dionizosa, rysy subtelne jak na posągach Apollina, pełen uroku uśmiech. Przez chwilę nawet nie rozumiał, że spogląda we własne oblicze. Wiedział tylko, że nie chce nigdy więcej odrywać wzroku od tego wcielenia doskonałości, jakie spoglądało na niego z zaklętej głębiny.

Zachwycił się sam sobą, jak pisze o Narcyzie Owidiusz w Metamorfozach, i ten zachwyt nie pozwolił mu wstać i odejść; niezdolny do opuszczenia ukochanej osoby, Narcyz trwał jak zaczarowany, wpatrzony w wody źródła. Ani głód, ani pragnienie snu nie mogło oderwać Narcyza. Zrozumiał wtedy, co to znaczy kochać kogoś, kto nigdy tej miłości nie odwzajemni. Bez końca pytał odbicie: Kim jesteś? Dlaczego mnie nie kochasz? Czemu nie dasz się dotknąć, objąć, pocałować? W końcu, zanurzywszy w źródle ręce, zrozumiał, że wpatruje się w siebie samego, odbitego jak w zwierciadle w przejrzystej wodzie.

Ale nie było to końcem jego nieszczęść: miłość, choć bezsensowna i skazana na niespełnienie, pozostała. Płonę miłością do siebie, żar, którym płonę, sam wzniecam, skarży się Narcyz w poemacie Owidiusza, wiedząc, że nawet śmierć nie przyniesie końca jego cierpieniom. To bowiem, co kocha, umrze wraz z nim: umierając, mówi nieszczęsny chłopak, i tak obaj oddamy jedną duszę. Zbyt wiele było tych nieszczęść, zbyt nagły i głęboki poryw uczucia: oszalały z rozpaczy Narcyz rozdrapywał sobie twarz paznokciami i płakał nad okaleczoną ukochaną twarzą patrzącą nań z wodnej toni, nie wiedząc już, czy to on sam, czy ktoś inny kryje się w źródlanej wodzie. Wycieńczony miłością, nie przestawał jednak wpatrywać się w wodę. Trwała przy Narcyzie tylko zakochana w nim nieszczęśliwie nimfa Echo, bezsilnie powtarzająca słowa umierającego z wyczerpania i rozpaczy chłopaka. Aż przyszedł dzień, kiedy Narcyz nie miał już sił, by patrzeć w wodę; skłonił osłabłą głowę na zieloną trawę, ciemność zamknęła mu oczy, które urzekła własna piękność.

Dusza Narcyza opuściła ciało, ale i po śmierci nie zaznała spokoju. Choć zszedł w podziemne kraje, napisał o nim Owidiusz, w styksowych wodach szuka swego odbicia. Nigdy, nawet po śmierci, Narcyz nie przestał szaleńczo i beznadziejnie kochać… samego siebie.

Zakochane w nim nimfy chciały urządzić pogrzeb nieszczęsnemu chłopcu, ale nie znalazły jego ciała. Zamiast niego, nad źródełkiem pochylał się kwiat, jakiego nigdy wcześniej nie widziały: subtelny i piękny, z bladymi płatkami splamionymi krwistą czerwienią – kwiat, którego widok cieszy, ale którego zerwanie przynosi nieszczęście.

Narcyza Malfoy podobna jest do swego mitycznego imiennika, ale i do kwiatu, w który bogowie przemienili jego udręczone ciało. Z greckim Narcyzem łączy panią Malfoy zarówno pycha i pogarda dla wszystkich dookoła, jak i poczucie, że jest kimś wyjątkowym. Nawet jednak ona, równie wyjątkowa jak piękny syn nimfy, nie była wolna od uczuć i emocji. Blada i wyniosła, chłodna i na pozór niezdolna do okazywania uczuć, Narcyza udowodniła swoją determinację i siłę, kiedy zrozumiała, że może stracić swojego jedynego syna – syna, podobnego zresztą do niej jak dwie krople wody albo odbicie w lustrze…

 

 

Objaśnienia:

 

Tejrezjasz był powszechnie uważany za największego z wieszczów, jakich znali Grecy. Jego wiedza o sprawach ludzkich i boskich była większa niż jakiegokolwiek śmiertelnika. Jako młody człowiek w wyniku zaklęcia na siedem lat stał się kobietą, po czym powrócił do męskiej postaci. Oślepiony przez Herę, od Zeusa dostał dar zaglądania w przyszłość i życia siedmiokrotnie dłuższego niż inni ludzie. Tejrezjasz doradzał największym mitycznym królom i herosom. Zmarł jako starzec, ale nawet w Hadesie zachował pamięć i talent: to z jego duszą chciał spotkać się Odyseusz, kiedy z wyspy Kirke wybrał się na wyprawę do kraju umarłych.



środa, 11 września 2013

 

Acromantula, czyli pająk na apokaliptyczną skalę



Pająki dla wielu z nas są potworami, nawet bez osiągania gigantycznych rozmiarów. Cóż dopiero powiedzieć o istotach zwanych acromantula, olbrzymich i obdarzonych zdolnością mówienia pająkach rodem z Borneo!

 

Arachne by Gustav Dore

                        Ilustracja Gustava Dorè do Czyśćca Dantego: Arachne


Słowo acromantula może skojarzyć się z łacińskim słowem acer, znaczącym ostry, groźny, gwałtowny, budzący strach – trzeba przyznać, że wszystkie te określenia całkiem nieźle pasują do stada wielkich pająków, które omal nie pożarły Harry’ego, Rona i Kła w Zakazanym Lesie. Inna możliwość wytłumaczenia ich nazwy łączy ją z greckim słowem akros, znaczącym najdalszy, ostateczny. Acromantula znaczyłoby w takim razie „ostateczna, najbardziej ekstremalna postać tarantuli”. Druga bowiem część nazwy gatunku wielkiego pająka wywodzi się zapewne od słowa „tarantula”, znaczącego dosłownie Tarentyjka, mieszkanka Tarentu (jako że najpierw stosowano tę nazwę do pająków znanych z Europy). Tarantula znana jest wszystkim jako nazwa rodzaju wyjątkowo dużego i niebezpiecznego pająka. Największe tarantule dorastają do ośmiu centymetrów (gdzie im tam do Aragoga i jego potomstwa!), są włochate i występują na wszystkich kontynentach oprócz Antarktydy. Czarodzieje, którzy podobnie jak Ron cierpią na arachnofobię, powinny cieszyć się, że zasięg występowania acromantuli jest jednak znacznie węższy (a byłby jeszcze węższy, gdyby nie Hagrid i jego zamiłowanie do niebezpiecznych bestii: w końcu nawet Newt Scamander w Fantastycznych zwierzętach twierdzi, że w Szkocji, gdzie mieści się Hogwart, nie ma żadnej kolonii pająków z gatunku acromantula!).

Największym z pająków, które Hagrid umieścił w Zakazanym Lesie, był ich patriarcha i stwór, przez którego Hagrid został usunięty z Hogwartu i oskarżony o otwarcie Komnaty Tajemnic – Aragog. Jeśliby żartem założyć, że jego imię odzwierciedla pochodzenie, to jest on zaiste pająkiem nad pająkami: potomkiem biblijnej bestii i pierwszej pajęczycy, jaka w ogóle pojawiła się na świecie, jako że pierwsza część imienia Aragoga pochodzi ewidentnie od imienia Arachne. Opowieść o niej przedstawia Owidiusz w Metamorfozach, umieszczając ją w VI księdze swego dzieła, wśród innych historii dotyczących ludzkiej pychy ukaranej przez śmiertelników.

Arachne była Greczynką z miasta Kolofon, młodą kobietą sławną zarówno z urody i dumy, jak i ze swoich znakomitych umiejętności tkackich. Jej gobeliny słynęły w całej Helladzie z doskonałości i precyzji wykonania, a Arachne chwaliła się wszem i wobec swoją sztuką. Nie tylko zachwycały tkaniny Arachne, lecz sama jej sztuka budziła zachwyt, sama praca, pisze w Metamorfozach Owidiusz. Czy gdy wełnę surową na kądziel nakłada, palcami formuje runo i wygładza rozciągając je jak obłok mglisty, zręcznym palcem wartkie obraca wrzeciono, igłą maluje czary, myślałbyś patrząc, że uczyła ją Pallada. Niestety: pochwały tak ludzi, jak i nimf tak wbiły Arachne w pychę, że uznała się za absolutną mistrzynię tkactwa, przewyższającą w tej umiejętności nie tylko wszystkie kobiety, ale i boginie. Niech się ze mną zmierzy, powiedziała zuchwale o Pallas Atenie – ustąpię tylko wtedy, jeśli mnie pokona. Tego było już zbyt wiele: słowa Arachne oburzyły Atenę, boginię wszelkich sztuk i umiejętności, która osobiście wynalazła sztukę tkacką. Jak to możliwe, że śmiertelna kobieta miałaby być lepsza od niej?! Zanim jednak ją ukarała, Atena postanowiła ostrzec niepokorną dziewczynę. Bogini przybiera postać staruszki z siwym włosem na skroniach, wsparta na lasce. I mówi:

- Wiek późny nie tylko to, co złe przynosi, sędziwe lata dają doświadczenie. Nie gardź moją radą: ciesz się sławą najlepszej tkaczki wśród ludzi. Ustąp bogini nieśmiertelnej, proś pokornie, by ci zuchwałe słowa wybaczyła.

Arachne, jak się łatwo domyślić, nie posłuchała dobrej rady – wyśmiawszy staruszkę, zarzuciła Atenie, że nie stawia się osobiście i najwyraźniej boi się konkurencji. Bogini nie pozostało więc nic innego, jak przyjąć wyzwanie: odrzucając pozór staruszki objawia się w boskiej postaci. W tej sytuacji nie było już wyjścia: konkurs o pierwszeństwo musiał się rozpocząć. Rywalki zasiadły naprzeciwko siebie i z najdelikatniejszych nici w olśniewających kolorach utkały swe dzieła. Atena przedstawiła na swoim początki Aten i Rzymu oraz zgromadzenie bogów olimpijskich, wszystko otoczone dekoracyjną girlandą z liści oliwnych, symbolizującą pokój. Ale aby dyskretnie przypomnieć rywalce, że bogowie nie lubią wyzwań, a śmiertelnicy muszą zawsze zapłacić za swą pychę, w czterech rogach swego gobelinu bogini umieściła cztery scenki, przedstawiające smutny los ludzi, którzy poważyli się rywalizować z bogami i zapłacili za tę rywalizację najwyższą cenę.

Arachne nie pozostała boskiej rywalce dłużna: na swojej tkaninie przedstawiła romanse bogów olimpijskich. I to nie te, które zakończyły się małżeństwami, o nie! Jej gobelin ukazywał wszystkie miłosne oszustwa i czary Zeusa, Posejdona i innych bogów. Przemienieni w postacie zwierząt, bogowie na tkaninie Arachne podstępem, kłamstwem i przy pomocy mało uczciwych sztuczek uwodzili nimfy i kobiety śmiertelne. Pokazała też Arachne inne podstępy bogów, ich małostkowość, mściwość i okrucieństwo.

Jakkolwiek Atenie niekoniecznie musiała podobać się tematyka, którą postanowiła przedstawić Arachne, nie może zganić jej roboty, nic odjąć jej nie może Zawiść. Boli boginię złotowłosą tak udane dzieło. W złości więc, nie czując się bynajmniej absolutną zwyciężczynią w pojedynku, chwyta tkaninę, drze na strzępy wizerunki występnych niebian. A że właśnie trzymała w dłoni czółenko (…), kilkakroć uderza nim Arachne, córkę Idmona, w czoło. Dziewczyna, upokorzona i pognębiona przez nieśmiertelną boginię, uznała, że nie warto dłużej żyć: powiesiła się w swoim domu. Wtedy jednak Atenie zrobiło się żal rywalki: Żyj sobie, powiedziała bogini do nieszczęsnej, ale zawsze będziesz wisiała, nikczemna. A iżbyś żadnej nie miała nadziei na przyszłość, taka sama kara spadnie na ród cały, na twe późne wnuki. Powiedziawszy to, spryskała Arachne sokiem z ziół, otrzymanych od Hekate, bogini czarnej magii. Ledwie dotknięte jadem opadają włosy, pisze dalej Owidiusz, znikają uszy, nos, głowa się zmniejsza, całe ciało maleje. Z boku zwisają cienkie, długie nogi, reszta jest brzuchem. Z brzucha nić wysnuwa i jako pająk tka przędziwo. Oj, miała rację Atena, mówiąc o tym potomstwie i późnych wnukach! Choć po swej niegdyś ludzkiej prababce akromantule odziedziczyły zdolność mowy, poza tym Aragog i jego dzieci jako żywo przypominają opis z Owidiusza… oczywiście w znacznie większej skali (niestety, jak by zapewne zauważył Ron).

Wróćmy jednak do samego Aragoga. Aby objaśnić drugą część imienia pierwszego z groźnych pupilków Hagrida, musimy opuścić na moment krainy Greków i Rzymian i przenieść się na Bliski Wschód. Imię Aragog, a raczej jego drugi człon, można bowiem powiązać z biblijną legendą o Gogu z kraju Magog, znaną głównie z Księgi Ezechiela. W rozdziale 38 tej jednaj z najbardziej zagadkowych ksiąg biblijnych czytamy: Pan skierował do mnie te słowa: «Synu człowieczy, zwróć się ku Gogowi, ku krajowi Magog, wielkiemu księciu kraju Meszek i Tubal, i prorokuj przeciwko niemu, i mów: Tak mówi Pan Bóg: Oto jestem przeciw tobie, Gogu, wielki książę kraju Meszek i Tubal. Zawrócę cię i włożę kółka w twoje szczęki, i wyprowadzę ciebie i całe twoje wojsko, rumaki i jeźdźców, wszystkich w pełnym uzbrojeniu, wielki zastęp z długimi i krótkimi tarczami, wszystkich uzbrojonych w miecze. Jak to się stało, że biblijny przeciwnik Izraela, władca Gog z kraju Magog stał się w średniowiecznej legendzie jednym z pary potworów? Zapewne zaważyła tradycja Apokalipsy św. Jana, w której (w rozdz. 20) Gog i Magog występują już w nieco innej postaci: A gdy się skończy tysiąc lat, z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody z czterech narożników ziemi, Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój, a liczba ich jak piasek morski. Widać tutaj wyraźnie, że Goga i Magoga trudniej już zidentyfikować z konkretnymi ludami: tutaj są oni po prostu sługami zła-Szatana, gotowymi szykować zagładę światu i wszystkiemu, co dobre.

Legenda o Gogu i Magogu przeżywała swoje złote lata w średniowieczu, kiedy – z powodu skojarzenia z Apokalipsą – przyszłe pojawienie się obydwu uznano za niechybny znak zbliżającego się końca świata. Kogóż nie identyfikowano z Gogiem i Magogiem?! I Gotów, i Celtów, i Żydów, i Mongołów-Tatarów i mityczne ludy barbarzyńców znane ze średniowiecznych romansów… Jedno nie ulegało jednak wątpliwości: z kimkolwiek by Goga i Magoga nie identyfikowano, zawsze reprezentowali oni siły chaosu i zła, przeciwstawiające się cywilizacji i gotowe nieść zniszczenie i zagładę. Ta akurat cecha wydaje się doskonale pasować do Aragoga: on sam, ale przede wszystkim jego potomstwo, rzeczywiście nie uznaje niczyich autorytetów i niczyjej władzy. Z przyjaźni wobec Hagrida Aragog powstrzymywał swych potomków przed zaatakowaniem swego dawnego właściciela. Tymczasem potomkowie Aragoga nie uznawali kompromisu i cywilizacji, zawsze gotowi atakować, zabijać, pożerać… Wydaje się więc, że imię Aragoga bardzo dobrze charakteryzuje nie tylko jego samego, ale i wszystkich jego potomków.



Metamorfozy w przekładzie S. Stabryły i A. Kamieńskiej

 

Objaśnienia:



Tarent to miasto w Italii, założone na południowym wybrzeżu Italii w VIII w. p.n.e. jako kolonia Sparty. Było ono w starożytności siedzibą wielu artystów i filozofów.



Kolofon to antyczne greckie miasto w Azji Mniejszej. Pochodzili stamtąd filozofowie i poeci, a niektórzy twierdzili, że urodził się tam Homer.



Pallada, Pallas Atena - przydomek Ateny-Minerwy, przyjęty przez boginię dla uhonorowania przyjaciółki o tym właśnie imieniu, która zginęła z winy Ateny podczas ich dziecięcych zabaw.



Goci to plemię germańskiego pochodzenia, znane z wojowniczości, które w późnych latach istnienia Imperium Rzymskiego (III-IV w. n.e.) stanowiło dla Rzymian stałe zagrożenie. Goci mieli w starożytności własne państwa i uważani są dziś, słusznie czy nie, za przodków kilku współczesnych kultur.



Celtowie to ogromna grupa etniczna, która w swoim czasie zamieszkiwała większą część Europy i Azji. Obecnie Celtowie i języki celtyckie pozostały głównie na Wyspach Brytyjskich, w Irlandii, Szkocji i Walii. Celtowie posiadali bardzo specyficzną, oryginalną kulturę, mitologię i kodeks wojownika.



Tatarzy to zbiorcza nazwa plemion mówiących językiem tureckim, a żyjących w Azji Środkowej; ich najazdy na Europę, przede wszystkim pod wodzą największego z ich wodzów, Czyngis-Chana (XII w.), wywoływały paniczny strach i przyniosły Tatarom sławę bezlitosnych i skrajnie okrutnych zdobywców, do tego stopnia, że ich nazwę wywodzono od greckiego Tartaru, miejsca piekielnych mąk. Tatarzy nie są etnicznie tożsami z Mongołami, choć i jedni, i drudzy pozostawali sojusznikami w podbojach.





Miłostki Zeusa, Posejdona i innych bogów. Bogowie greckiego Olimpu mogą dziś wydawać się nam niemoralni – i nie tylko nam zresztą, filozofowie greccy, tacy jak Platon, też czuli się oburzeni ich postępowaniem. Bez przerwy zakochani i zajęci miłością, Zeus oraz jego bracia i synowie nie cofali się przed niczym, by zdobyć osobę, która była obiektem ich uczuć. Obojętne, czy chodziło o przemianę w zwierzę (Zeus jako byk, porywający fenicką królewnę Europę, Posejdon jako ptak stający się ojcem Pegaza, syna Meduzy), w zjawisko natury (Zeus jako złoty deszcz objawiający się Danae) czy o zwyczajne oszustwo (aby uwieść znaną z wierności Alkmenę, żonę wygnanego króla Myken Amfitriona, Zeus przybrał postać jej męża! Alkmena urodziła mu potem najpotężniejszego z jego śmiertelnych synów, Heraklesa), bogowie greccy nie mieli żadnych moralnych skrupułów. Czy to dlatego, że Grecy byli niemoralni i fałszywi? Niekoniecznie. Być może jakimś wyjaśnieniem dla tej ilości opowieści o romansach bogów może być fakt z historii religii helleńskiej: kiedy wojowniczy przodkowie Greków, wyznawcy bogów-wojowników, przybyli do Grecji, żyły tam już przedgreckie plemiona, czczące pod wieloma imionami boginię-matkę, uosobienie sił przyrody. Może było tak, że z połączenia tych dwu kultów uformowała się religia grecka, a liczne postacie pierwotnych bogiń zostały podporządkowane nowym bogom i ukazane jako ich córki, małżonki, a przede wszystkim – kochanki. Tego jednak nie wiemy na pewno.



Alastor Moody

 

Podręczniki i opracowanie mitologii, znane nam ze szkoły, często pozostawiają wrażenie, że mity Greków i Rzymian to zbiór czasem podniosłych, czasem budujących, a czasami humorystycznych opowiastek o obdarzonych mnóstwem niemal-ludzkich przywar bogach, ich kłótliwych i zazdrosnych żonach i nadludzko dzielnych herosach. Zostają nam w pamięci ci, o których mówi w jednym ze swoich utworów Zbigniew Herbert: wielu bogów z żonami, dziećmi, trzeszczącymi łóżkami i bezpiecznie eksplodującym piorunem. Niewiele wiemy o mrocznej, księżycowej stronie greckiej mitologii: o bogini czarnej magii, Hekate, o moromolykach i lamiach – demonach i zjawach starszych niż wiara w bóstwa olimpijskie, a żyjących w pamięci Greków i w ich nocnych koszmarach. Jedna z takich właśnie istot dała imię Szalonookiemu Moody’emu.

 

John Singer Sargent, Orestes

                   obrazek stąd; tu też podstawowe informacje o nim


Kiedy Harry spotyka po raz pierwszy człowieka, którego wszyscy biorą za Alastora Moody’ego, nie ma pojęcia, że w rzeczywistości ekscentryczny dżentelmen, pociągający co jakiś czas łyk tajemniczego napoju z flaszeczki, nie jest bynajmniej tym, za kogo go biorą. Spotykając w końcu prawdziwego Moody’ego, który wraz z innymi członkami Zakonu Feniksa przybywa, by odebrać go z domu przy Privet Drive, Harry czuje się nieswojo: ma bowiem wrażenie, że zna go od dawna ze szkoły, jako swego profesora!

Jak wiemy doskonale, rzekomy Szalonooki Moody, energiczny eks-Auror i znakomity skądinąd nauczyciel Obrony przed Ciemnymi Mocami okazał się być kimś zupełnie innym – kimś, do kogo, jak się za moment okaże, imię Alastor pasuje jeszcze lepiej niż do Moody’ego. Dlaczego? Ano dlatego, że imię Alastor pochodzi od imienia wyjątkowo niebezpiecznego i bezwzględnego demona, znanego z mitologii greckiej – demona, który dręczy i nawiedza tylko pewne szczególne rodziny. Alastor to ów demon, co zbrodnią napełnia ten dom, jak mówi w dramacie Ajschylosa poświęconym królowi Agamemnonowi jego żona i zabójczyni, Klitajmnestra. „Nie wińcie mnie za tę zbrodnię”, sugeruje królowa, „bo to nie ja jestem winna. To klątwa, wisząca nad naszym rodem, rodem morderców, dzieciobójców i zdrajców, winna jest temu, co się stało. To alastor, okrutny duch zemsty rodowej, zmusił mnie do działania”.

Alastor żywi się krwią i nienawiścią. To nieprawda, że przynosi sprawiedliwość, że jest duchem zasłużonej pomsty. To prawda, jego imię pochodzi od greckiego słowa aladzō, mszczę się. Jeżeli jednak alastor zakrada się do domu i zagnieżdża w jego ciemnych zakamarkach, robi to po to, aby popełniona w nim zbrodnia rodziła następne, aby nigdy nie przerwał się krąg nienawiści i przelanej krwi. Klitajmnestra wiedziała, co mówi: mało który ród w historii zapłacił alastorowi bardziej makabryczną daninę niż Tantalidzi-Atrydzi, z których pochodził jej zamordowany mąż Żyje demon w tym rodzie prastary i krwią coraz to nową się pasie, mówią w tragedii Ajschylosa starcy tworzący chór. Jeszcze dawnych się ran dom nie pozbył – a nowe już krwawią.

Od okrutnego dzieciobójstwa zaczęła się historia Tantalidów: ich praprzodek, Tantal, zabił własnego synka, a ciało jego ugotował i podał bogom na uczcie, by sprawdzić, czy naprawdę są wszechwiedzący. Skazało go to na wieczne męki w Tartarze; a choć bogowie wskrzesili Pelopsa, nie okazał się on wiele lepszy od ojca. Narzeczoną, Hippodameję, zdobył doprowadzając do śmiertelnego wypadku jej zazdrosnego ojca, a następnie mordując swego wspólnika. Najgorsze jednak dni dla rodu nastały wraz z narodzinami synów Pelopsa i Hippodamei. Chłopcy nosili imiona Atreus i Tyestes i choć w młodości zgodnie współdziałali – knując zabójstwo przyrodniego brata – niedługo potem, gdy przyszło do dziedziczenia tronu w bogatych Mykenach, znienawidzili się nawzajem. Atreus postanowił dopomóc losowi: jako że posiadał w swoim stadzie baranka o złotym runie, zaproponował, by królem został ten, kto zdoła zaskoczyć Mykeńczyków jakimś niezwykłym znakiem. Liczył na baranka, ale się przeliczył, i to wyjątkowo: nie wziął pod uwagę, że może zostać zdradzony. Zdradziła go własna żona, z którą miał już dwóch synów; ona jednak, zakochawszy się w szwagrze Tyestesie, w sekrecie podarowała mu cudowne jagnię! Tak oto, zgodziwszy się na zaproponowaną przez brata próbę, Tyestes został królem. Niedługo cieszył się panowaniem: Atreus uprosił Zeusa, by sprawił cud – i oto słońce wzeszło na zachodzie. Ten znak, uznali Mykeńczycy, to dopiero coś, nie jakiś tam baranek! Atreus został więc królem i przystąpił do zemsty: niewierną żonę utopił, brata wygnał, a potem… postanowił z wygnanym się pogodzić i zaprosił go na uroczystą ucztę. Nie powiedział mu jednak, kiedy Tyestes jadł, co takiego mu podano: a wzorem przodka, Tantala, podał gościowi ludzkie mięso. Ofiarami były dzieci Tyestesa, o czym Atreus poinformował brata po zakończeniu makabrycznej uczty; wtedy też pokazał mu odcięte głowy synków. Tyestes uciekł, przysięgając krwawą zemstę. Ta jednak dosięgła nie samego Atreusa, ale jego syna – Agamemnona, naczelnego dowódcę Greków w wojnie trojańskiej. Po powrocie spod Troi zabiła go żona Klitajmnestra wspólnie z kochankiem Ajgistosem. Ten zaś był kuzynem Agamemnona, a synem Tyestesa, którego urodziła opętanemu żądzą zemsty wygnańcowi…jego rodzona córka. I tak ciągnął się łańcuch zbrodni, gwałtów i mordów w rodzie Atrydów: Agamemnon, wyruszając na wojnę, złożył w ofierze własną córkę Ifigenię; jego z kolei śmierć z ręki żony pomściły dzieci, Orestes i Elektra, zabijając matkę. Wydawało się, że ród Atrydów nigdy nie zazna spokoju, że już zawsze potomkowie Atreusa będą modlić się do alastora słowami chóru z dramatu Ajschylosa: ty, coś nawiedził dom dwu Tantalidów (czyli Atreusa i Tyestesa), okrutny, straszny demonie! (…) Widzę cię: stoisz nad tym ciałem, jak złowieszczy, czarny kruk… Kraczesz swą przeklętą pieśń

Tantalidów przed ostateczną zagładą uratował Apollo i lud Aten, uniewinniając Orestesa-matkobójcę, który działał z rozkazu wyroczni. Nikt jednak nie zdołał ocalić innego rodu, który dotknęło przekleństwo, zrodzone z przelanej krwi i nienawiści: starożytnego magicznego rodu Crouchów.

Ród Crouchów znany jest co najmniej od XVII wieku, kiedy to jeden z nich, Caspar, ożenił się z Charis Black. Pierwszym z rodu, którego spotykamy, że tak powiem, oficjalnie, jest jednak Bartholome Crouch senior, wysoki urzędnik w Ministerstwie Magii i absolutny wzór doskonałości zdaniem Percy’ego, skądinąd cieszący się, ze względu na swój stosunek do duszków domowych, raczej niewielką sympatią Hermiony. Pan Crouch na pozór wydaje się po prostu sztywnym, pozbawionym poczucia humoru biurokratą. Wkrótce jednak Harry ma okazję się dowiedzieć, jak bardzo okrutnym i bezwzględnym, a zarazem ślepo wiernym swoim zasadom człowiekiem jest przełożony Percy’ego.

Jedyny syn Croucha Barty Jr., ledwie pełnoletni, sympatyzował, jak pamiętamy, ze śmierciożercami. Młodzieńcza głupota skończyła się dla niego tragicznie: schwytany po upadku Voldemorta, trafił do Azkabanu; nawet własny ojciec nie stanął w obronie chłopaka, co więcej – czy to dla ratowania własnej kariery, czy z powodów ideowych wyrzekł się syna. Nie wiedział jednak, jak straszne rezultaty przyniesie jego brak litości.

Kiedy Barty’go Croucha Jr. skazano na dożywocie w Azkabanie, był przerażonym chłopcem. Harry widział go w Myślodsiewni Dumbledore’a: jasnowłosego, piegowatego nastolatka w histerii, zaklinającego się, że nie zrobił nic złego, że to nie on torturował rodziców Neville’a Longbottoma… Żona Croucha zemdlała podczas procesu; ojciec patrzył bez emocji na cierpienie jedynego syna. W Azkabanie jednak ten przerażony dzieciak, niepewny, wobec kogo powinien być lojalny, przemienił się w sprytnego i bezlitosnego Śmierciożercę. Kiedy matka zgodziła się umrzeć za niego, stary Crouch wyciągnął chłopaka z więzienia, nie zdając sobie sprawy, że spirali zbrodni i nienawiści nie da się już zatrzymać. Bartholomew senior zawsze uważał pracę za ważniejszą od syna, a jeśli kogoś kochał – to żonę (mówi o tym Barty Crouch, opowiadając, pod wpływem veritaserum, swoje dzieje po tym, jak został zdemaskowany). Barty z kolei był już wtedy oddanym i fanatycznym sługą Voldemorta. Ojciec skazał syna na powolną śmierć w Azkabanie; syn własnoręcznie zamordował ojca i porwawszy Moody’ego przybrał jego tożsamość, a niewinną ofiarą jego działań padł Cedric Diggory, nieświadomy nawet, kim był jego zabójca.

Przedziwne są więzi, jakie łączą Croucha juniora i Moody’ego. Nie tylko fakt, że pierwszy z nich udawał drugiego, ale też to, że imię Mściciel, choć całkiem odpowiednie dla Aurora, tak naprawdę najbardziej pasuje do dziecka przeklętego rodu, jakim niewątpliwie była rodzina Crouchów. Ich historia – opowieść o zdradzie, nieczułości, braku litości, źle rozumianej miłości matczynej i przede wszystkim, o wszechogarniającej nienawiści i fanatyzmie – jest jak z greckiej tragedii i tak jak w tragedii, raczej nie ma w niej miejsca na szczęśliwe zakończenie. Alastor, krwawy duch zemsty rodowej, czuwa…

 

Objaśnienia:

 

Ifigenia. Kiedy wojska greckie przed wyruszeniem pod Troję zebrały się w Aulidzie, okazało się, że nie ma wiatru i flota grecka nie może wypłynąć. Był to niewątpliwy znak niełaski bogów; i rzeczywiście, wkrótce wieszczek Kalchas ogłosił, że gniewa się bogini Artemida. Królowie Menelaos i Agamemnon złamali prawa natury i zabili w czasie polowania ciężarną łanię – a tego bogini nie tolerowała. W zamian za życie zwierzęcia zażądała ofiary z dziecka; któryś z królów musiał złożyć swoją córkę w ofierze. Menelaos, który miał tylko jedno dziecko, córkę, skądinąd imieniem Hermiona, przekonał brata, że to córka Agamemnona, Ifigenia, powinna być ofiarą. A Agamemnon popełnił błąd: nie powiedział żonie, co więcej, oszukał ją, mówiąc, że chce córkę… wydać za mąż, i to za samego Achillesa. Klitajmnestra oczywiście dowiedziała się prawdy i nigdy nie darowała mężowi tego, jak potraktował zarówno córkę, jak i ją. Tymczasem, choć wszyscy widzieli, jak dziewczynkę zabito na ołtarzu, w rzeczywistości Ifigenia nie umarła: Artemida, zlitowawszy się nad nią, zabrała ją do swej świątyni w odległej Taurydzie, czyli na dzisiejszym Krymie. Tam, po wielu latach, Ifigenia dostała szansę, by spotkać i ocalić swego brata Orestesa i razem z nim powrócić do ojczyzny.

 

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
Autorzy
Blogi
Miejsca: różne
Omnia mea
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...