Wpisy z tagiem: Johanna Sinisalo

wtorek, 12 lutego 2008

... a szkoda.

 

Johanna Sinisalo, Troll: A Love Story, przeł. H. Lomas, Grove Press, NY, bez daty wydania (pierwsze wydanie angielskie pt. Not Before Sundown, Peter Owen, Londyn 2003); polskie wydanie pt. Nie przed zachodem słońca, przeł. S. Musielak, Słowo/Obraz/Terytoria 2005;

 

*****uwaga spoilery!*****

Fińska pisarka Johanna Sinisalo napisała sobie powieść, powiedzmy, urban fantasy, o człowieku, który bierze do domu młode dzikiego trolla; wyszła z tego obrazoburcza i skandaliczna historia miłosna, fantasy jednocześnie nowatorska i nawiązująca do bardzo starej tradycji gatunku, a przy tym - medytacja na temat obcości i człowieczeństwa zbliżająca się, w swoich najlepszych momentach, niemal do poziomu Lewej ręki ciemności Ursuli K. Le Guin.
Angel, główny bohater Sinisalo, jest wygodnickim japiszonem-egoistą: swoich kochanków wykorzystuje, nie tylko do seksu, ale także, a może przede wszystkim, do ułatwiania sobie życia. Sam wpadł w sidła Martesa, który pogrywa nim i jego uczuciami (choć "żądzami" byłoby tu pewnie właściwszym słowem), ale nie zmienia to faktu, że zarówno były partner Spider, jak i zakochany w nim dość beznadziejnie Ecke są dla niego niczym innym, jak narzędziami do załatwiania spraw i zaspokajania potrzeb: od rozładowania własnych frustracji aż do kradzież potrzebnego mu leku na receptę. Angel nie potrafi kochać, a kiedy już pokocha, nie potrafi wyrażać swoich uczuć inaczej, niż przez seks. Nie będzie też umiał inaczej wyrazić emocji, które wzbudzi w nim istota zakazana podwójnie: nie-człowiek, nie-dorosły, dziecko obcej, zwierzęcej rasy, żyjącej obok ludzi w opanowanym przez ludzkość świecie.
Choć może nie do końca jest tak, że Pessi, mały troll uratowany przez Angela przed bandą zwyrodniałych uliczników, jest po prostu dzikim zwierzęciem. Sinisalo podprowadza tutaj czytelnika w sposób podobny, jak czynili to autorzy najstarszej fantastyki złotego wieku, a po nich choćby Clarke w Wyspie delfinów: pokazując, że obcy, zwierzęcy gatunek żyjący obok nas jest w rzeczywistości inteligentny, tylko my byliśmy zbyt zaślepieni, zbyt pewni swojej wiedzy, by to dostrzec. Rysunki Pessiego podejrzanie przypominają rzekome dzieła ludzi pierwotnych; a postępowanie jego pobratymców w ostatnich scenach powieści nie pozostawia już żadnych wątpliwości, do jakiego paradygmatu literackiego (i kinowego, warto dodać) Sinisalo się tutaj odwołuje: dr Zira i George Taylor, oboje zaskoczeni, że to drugie jest inteligentne....
Fascynujący jest w powieści Sinisalo obraz zmagań między tym, co ludzkie, a co nie-ludzkie: fakt, że duża część narracji jest w I osobie, z różnych punktów widzenia, zderzony jest jaskrawo z brakiem perspektywy tytułowego bohatera. Nawet pozbawiona większości ludzkich praw Palomita ma przynajmniej to jedno prawo: prawo do własnego głosu, własnej narracji i własnego punktu widzenia. Pessi nie ma nawet tego: zawsze widzimy go oczyma innych. Angel przechodzi ewolucję, widząc w nim najpierw krzywdzone dzikie zwierzątko, później - obiekt swoich (niezdrowych, przyznajmy) erotycznych fantazji, w końcu - kogoś, kogo obdarza uczuciem. Nieprzystawalność ludzkich uczuć Angela-Mikaela i obcych emocji i odczuć Pessiego widoczna jest właściwie od początku ich znajomości: Angel uczy się odczytywać sygnały, jakie daje mu zachowanie trolla, próbuje symbolicznie wtłoczyć go w ludzkie role (jak wtedy, kiedy przemocą ubiera go w dżinsy i fotografuje, by użyć tych zdjęć w kampanii reklamowej), a zarazem - nie umie widzieć go inaczej, niż jako człowiek: jak człowiek zwierzę, jak człowiek człowieka. Na swój - ludzki, męski, skrajnie zerotyzowany - sposób Angel kocha Pessiego; ale czy Pessi traktuje Angela jak cokolwiek innego niż dorosłego samca alfa w stadzie, tego nie wiemy i wiedzieć nie będziemy. Być może po części właśnie ta nieprzystawalność perspektyw przywodzi na myśl Lewą rękę ciemności. Genly'emu i Estravenowi teoretycznie powinno być łatwiej, choćby z racji tego, że obaj potrafią mówić, ale to wcale nie znaczy, że proces porozumienia między nimi jest prostszy: i w arcydziele Le Guin, i u Sinisalo obie strony zdane są na domysły i zgadywanie, na próbę odcyfrowania motywacji i emocji drugiej strony przy pomocy własnej wiedzy - a to znaczy, własnych uprzedzeń, własnych stereotypów, własnych uprzednio powziętych opinii.
Dodatkowym punktem zbieżności wydaje się fakt przeplatania głównej narracji mnóstwem (fikcyjnych) dokumentów: zapisów mitografów, raportów przyrodników, fragmentów gazet i czasopism, relacji świadków... Wszystkie te informacje naświetlają historię Pessiego i jego naturę, a zarazem - szkicują tło dla ostatniego rozdziału i finalnej rewelacji o naturze trolli. Na swój sposób, w postaci Pessiego Sinisalo odwołuje się do starego mitu changelinga: podrzutka z nie-ludzkiej rasy podmienionego za ludzkie dziecko. Pytanie, skąd Pessi wziął się w mieście, znajduje w ostatnim rozdziale zaskakującą odpowiedź.
W świecie ludzkim odpowiednikiem Pessiego jest Palomita: jak on - wciąż jeszcze dziecko, jak on - przedstawicielka obcej rasy, kobieta i Filipinka. Ich losy wydają się w dużym stopniu paralelne: oboje zamknięci w domach, pozbawieni głosu, pozostają niezrozumiali i niezrozumiani. Pessi w końcu opuszcza miasto, ale co dzieje się z Palomitą, nigdy się nie dowiadujemy. W swojej recenzji z Trolla Sarah Monette ma o to do Sinisalo sluszne pretensje.
Powieść Sinisalo nie jest, oczywiście, bez wad; największą z nich wydaje mi się, jako czytelnikowi, podział bohaterów na dobrych i złych wedle ich preferencji seksualnych, przy czym czarne charaktery to są te o preferencjach hetero, a te mniej czarne – niekoniecznie. Sinisalo ratuje po części fakt, że Troll to powieść w dużym stopniu środowiskowa, dziejąca się w grupie bywalców konkretnej gejowskiej kawiarni, co usprawiedliwia niejaką nadreprezentację panów wolących panów wśród bohaterów (inaczej niż np. u karykaturalnej pod tym względem Poppy Z. Brite, u której lekko licząc 85% społeczeństwa ma prefencje co najmniej biseksualne). Z drugiej strony, dwaj zdecydowanie antypatyczni i – powiedzmy sobie uczciwie – moralnie wstrętni bohaterowie Sinisalo to dwaj plus minus heterycy. Pierwszy z nich, Martes, to egoista nad egoistami, cyniczny do bólu guru z agencji reklamowej, ogłaszający wszem i wobec swoje preferencje, ale bezczelnie flirtujący z mężczyznami: uwielbia być uwielbiany, jego ukochana rozrywka to rozkochiwanie w sobie wpółpracowników płci obojga i dawanie im, do czasu, nadziei na spełnienie... Jest przy tym fałszywy do bólu, a dla własnego zysku i korzyści nie cofa się przed niczym. O ile Martes jest antypatycznym draniem, o tyle drugi w tym towarzystwie, Pentti, to już potwór pełną gębą: pijak i prymitywny brutal, który zapycha dom pornopisemkami, przy byle okazji bierze się do bicia, a do tego – kupił sobie nieletnią niewolnicę (zwaną dla niepoznaki żoną) na Filipinach; nie wypuszcza jej z domu, zabiera rzeczy, traktuje jak lalkę z seks-shopu skrzyżowaną z darmową służącą i kucharką. I chociaż, jak wspomniałam, powieść Sinisalo ratuje do pewnego stopnia fakt jej powiązania z konkretnym środowiskiem, tego typu podziały wydają mi się wyjątkowo irytujące. Założenie, że jedynie bohaterowie reprezentujący jakąś opcję (w tym przypadku – preferencje seksualne) mogą być postaciami pozytywnymi, jest równie szkodliwe, kiedy mamy do czynienia ze znienawidzoną przez feminizujące pisarki pokroju Monette czy Sinisalo heteronormatywnością, jak i kiedy tworzy się jej przeciwieństwo. Przykładem takiego świat w (niezamierzenie, jak podejrzewam) skrajnie karykaturalnej formie jest powieść Poppy Brite osadzona w świecie serialu Kruk, gdzie jedynymi pozytywnymi bohaterami są policjantka-lesbijka, artysta-gej i bliźniacy, z których jedno jest po zmianie płci. Powieść Brite jest nieważna, w tym sensie, że nawet w jej twóczości jego typu nowelizacje stanowią raczej margines, ale mówi sporo o podejściu Brite do kwestii anty-heteronormatywności (homonormatywności?), a zarazem – pokazuje pewną pułapkę, pewne ekstremum, w które wcale nie tak trudno popaść.
Żeby wszystko było jasne: nie chodzi o to, że każdy bohater gej, transseksualista czy lesbijka w powieści ma być łajzowatą ciotą, wariatem a la Peszek w Pożegnianiu Jesieni, babochłopem rodem z rzymskiej satyry czy przerażającym Jamem Gumbem z Milczenia owiec – broń Boże! Chodzi raczej o to, żeby nie przesadzać w żadną stronę. W powieści Sinisalo jedyna heteroseksualna osoba nie budząca w czytelniku antypatii to Palomita, krzywdzona, gwałcona i wykorzystywana szesnastoletnia (a przynajmniej na tyle w oczach Angela wyglądająca) niewolnica Penttiego. Świat znowu jest podzielony na dwie sfery, i znowu tylko jedni są dobrzy. Niezależnie od tego, którzy z tych jednych są dobrzy, i tak tego nie cierpię. Egzaltacja w słowach Eckego mówiącego o specyficznym świecie gejów nie pomaga, niestety.
Poza tymi nieszczęsnymi egzaltowanymi fragmentami styl angielskiego przekładu Sinisalo jest niezwykle piękny w swej prostocie, klarowny i jasny. Jest to powieść w przedziwny sposób nowoczesna, łącząca model klasycznej powieści fantastycznej (fantasy? SF?) z wnikliwą analizą psychologiczną i pełnym dystansu, pozbawionym wszelkich sentymentów spojrzeniem. Mimo wad - warto, naprawdę!

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Autorzy
Blogi
Miejsca: różne
Omnia mea
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...